piątek, 11 sierpnia 2017

A kto Kościoła nie posłucha...

"Tylko wszystko sprawdzajcie - trzymajcie się tego, co dobre, ale unikajcie zła we wszelkiej postaci" (1. List do Tesaloniczan, 5, 21 - 22, tłum. David Stern, "Komentarz żydowski do Nowego Testamentu")
Doczekałem się, że Kościół katolicki zabiera głos w sprawie tzw. święta 'holi' - widowiskowego posypywania się kolorowymi proszkami. Mówi się: to jest "fun", to jest wesoła zabawa. Nie mówi się natomiast, że zwyczaj ten jest... obrzędem religijnym ściśle związanym z wierzeniami hinduisty- cznymi, z kultem hinduistycznych bóstw. Zapytałem kiedyś znajomego Hindusa, chrześcijanina i pastora jednego z lokalnych Kościołów o to, jak on to widzi i czy uważa, że chrześcijanie mogą czy nie mogą w tym uczestniczyć. Jego opinia była bardzo jednoznaczna: nie! Człowiek, który wyrósł w religii hinduistycznej, który zna ją "od podszewki" i wie też, jak jest "eksportowana" na "zachód", mówi: nie! i postrzega "zwykłą zabawę" jako praktykę nie do pogodzenia z chrześcijaństwem, jako zwyczaj pogański i duchowo niebezpieczny. Gdy Polak odpowiada na taki głos: "co za bzdury!", to ja się pytam: "czy masz większą wiedzę o hinduizmie, niż Hindus - człowiek, którego dziadkowie to praktykowali, rodzice to praktykowali i sam  był uczony tych praktyk?" Właśnie na "nie" sprawa powinna się dla chrześcijan definitywnie zakończyć. Podobnie o jodze słyszę: "to niegroźne ćwiczenia, nie mające nic wspólnego z religią" - a tymczasem Hindusi, nawracając się, porzucają jogę! Kto ma większą wiedzę o źródłach tych praktyk - Europejczyk, który nigdy pewnie nawet w Indiach nie był, czy Hindus, który w tych obyczajach i praktykach wyrósł i był wychowywany od dziecka? Wracając do "holi" - raduję się, że są ludzie, którzy mają odwagę mówić prawdę o tej głupawej "zabawie"!

Nie powinniśmy ślepo iść za modą w tym świecie, lecz musimy dogłębnie analizować to, co niesie nam ten świat i przeróżne trendy z Biblią w ręku. Nie wolno nam myśleć: "przyjmiemy to tylko jako zabawę, bo jest fajne", lecz musimy sobie stawiać pytania: "skąd to pochodzi; z czym się to wiąże; jakie ma znaczenie tam, skąd ten zwyczaj pochodzi?" Możemy przejmować pewne rzeczy od pogan - jeśli są one do pogodzenia ze Słowem Bożym, z życiem chrześcijańskim. To nawet pożyteczne - bo pozwala nam oddać to im z powrotem, jako częściowe poznanie - dajmy na to 1% - i mówić o Ewangelii Chrystusa, która jest dopełnieniem - pozostałymi 99%. Powinniśmy umieć doceniać to, co dobre i wartościowe. Natomiast musimy radykalnie odrzucać wszystko, co wiąże się w jakikolwiek sposób z kultem bóstw pogańskich i okultyzmem - a do tej kategorii zalicza się "holi", joga, mantry, itp.

Ktoś kiedyś powiedział: największym sukcesem diabła jest fakt, że ludzie przestają w niego wierzyć. Dzięki temu może on "sprzedawać" ludziom wiele takich "niewinnych zabaw", czy "korzystnych dla zdrowia ćwiczeń"... To oczywiście prawda, że niewielu nauczycieli jogi wprowadza też otwarcie filozofię i praktyki religijne i że "holi" ograniczane jest do obrzucania się farbkami w proszku - tym praktykom odcięto po prostu religijną "metkę", wiedząc, że w ten sposób łatwiej się to "sprzeda" na obszarze chrześcijańskim, czy raczej post-chrześcijańskim, ateistycznym, że wielu chrześcijan i ludzi anty-religijnych nie będzie chciało religii, ale "bez religii" chętnie to przyjmą i uznają za "bezpieczne" i "fajne". To wszystko, o czym dziś tutaj mówię, są to elementy new age - "holi", joga, mantry, kosmici, reinkarnacja, buddyzm... To taki "duchowy supermarket", gdzie każdy wybiera, co mu odpowiada i tworzy własną "miksturę" - duchową, relaksacyjną, zabawową... New age to i religia i nie religia - to system duchowy, który wymyka się naszym tradycyjnym definicjom, i przez to chyba jeszcze bardziej niebezpieczny. Diabłu wcale nie zależy, byśmy czcili jakieś konkretne bóstwo, byśmy byli religijni - jego zadowala, że nie będziemy posłuszni Bogu, że odwrócimy się od Niego i będziemy żyli "po swojemu", a Pismo Święte odsuniemy od siebie jako "przestarzałą księgę"!

Często w podobnych wypadkach czytam: "A co to ich (Kościół) obchodzi, co im to przeszkadza?", "Nie wolno się bawić?", "Niech się zajmą sobą i odpierniczą się od ludzi!", "Nie zarabiają na tym, to im to wadzi..." Kościół katolicki nie jest dla mnie żadnym autorytetem i do księży mam bardzo ograniczone zaufanie. To, co głoszą, ja konfrontuję z Biblią i jeśli jest to "kompatybilne", chętnie przyklaskuję: "Amen!" i tak jest w tym konkretnym wypadku - o zagrożeniach związanych z "holi" pisałem zresztą już wielokrotnie w różnych miejscach i bardzo dawno temu.

Wielu ludzi w naszych czasach ma bardzo dziwne wyobrażenie o Kościele - i już nie chodzi mi o katolicyzm, ale o Kościół w ogóle - jakie to chrześcijaństwo "powinno być" i czym się wyłącznie (!) "powinno zajmować". Pogadać o Bogu - byle "wewnątrz", bo "na zewnątrz" to już "nie bardzo" (no bo przecież "wiara to sprawa bardzo osobista" i "nie wypada jej pokazywać innym"!) - złożyć łapki do modlitwy, oczy wznieść ku górze... Tak: "Alleluja! Ale fajnie!" Kościół "powinien" być "lajtowy", "wyluzowany", "otwarty" i najlepiej ograniczony do... kościoła (budynku) - zwłaszcza, jeśli przekonania są "nieświatowe". Tam, w kościele (budynku) można prowadzić "życie wiary" - jednak nie wspominając o grzechu, dewiacjach, zagrożeniach duchowych, a mówić tylko: "Dobrze! Fajnie! Ważne, że tobie się podoba..." - a poza nim życie "światowe", rozrywkowe, "róbta co chceta"...

Wiele osób "zainfekowanych"  duchowością new age zaczyna stawiać Kościołom wymagania, pouczać "jak być powinno"! Są i tacy, którzy wprowadzają new age do wspólnot - i katolickich i protestanckich - a nawet zakładają zbory / mega-kościoły, gdzie nie ma już nauki chrześcijańskiej, tylko czysty new age! Takie "fajne" społeczności, gdzie jest wszystko, co się ludziom może spodobać - i tylko nie ma prawdy, bo prawda jest trudna i wymagająca, i wielu się  przez to nie podoba, bo ludzie nie lubią słuchać o Bogu, który ma wymagania i stawia warunki człowiekowi... Oni by chcieli być... panami w Kościele, kształtować Kościół według siebie - a tymczasem Kościół nie podlega żadnemu człowiekowi, jest własnością Boga i to Bóg w nim jest Panem, którego Słowo jest absolutnie decydujące i który ma jedyne prawo zarządzać Kościołem! Dlatego Kościół NIE MA PRAWA SIĘ ZMIENIAĆ! Nie ma prawa ulegać "aktualnym tendencjom"! Nie ma prawa "wyluzować" i "otwierać się na świat"! Oczywiście tak się dzieje - im bardziej tak jest, tym mniej dana społeczność jest Kościołem, a tym bardziej przekształca się w jakieś... luźne towarzystwo duchowo - religijne, któremu coraz bardziej "wszystko jedno".


Kościół... Czym on jest dla mnie? Kościół to społeczność ludzi, którzy modlą się i swoje życie kształtują według Słowa Bożego. Kościół jest powołany, by głosić Ewangelię (prawdę!) - Boże obietnice, ale też ostrzeżenia - i stać na straży Słowa Bożego. Gdy wypełnia tą misję (a zdarza się to - choć wielu protestantów być może teraz... zaprotestuje ;) - także katolickim księżom!), wkurza diabła i nie dziwi mnie, gdy w takiej sytuacji diabeł syczy tysiącem głosów: "Zamilczcie! Odpie*rzcie się! Głupi jesteście! Więcej luzu i tolerancji!" Diabeł ma na tym świecie miliony swoich ust, gotowych krzyczeć na cały świat, i jeszcze więcej palców, którymi kieruje, gdy stukają w klawiaturę komputerów! Kościół (każdy!) ma nie tylko prawo, ale ma nie tylko prawo, ale obowiązek mówić o sprawach wiary i także o sprawach społecznych. Ma prawo i obowiązek mówić o moralności i o zagrożeniach, nawoływać i przestrzegać. KOŚCIÓŁ NIE MA PRAWA MILCZEĆ! Bo Kościół ma być STRAŻNIKIEM!

"Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne" (1. List do Koryntian 6, 12 - tłum. EIB) - pisze apostoł Paweł. Dalej pyta: "Czy nie wiecie, że wasze ciała są członkami Chrystusa? Czy więc mam brać członki Chrystusa i czynić je członkami prostytutki? W żadnym razie! Bo czy nie wiecie, że kto łączy się z prostytutką, staje się z nią jednym ciałem? (...) Uciekajcie przed nierządem. (...) czy nie wiecie, że wasze ciało jest przybytkiem Ducha Świętego, który jest w was i którego macie od Boga? Oraz że nie należycie do samych siebie? Gdyż za ogromną cenę zostaliście kupieni. Chwalcie zatem Boga w waszym ciele" (1. List do Koryntian 6, 15 - 20, tłum. EIB). Owa "prostytutka" to diabeł i wszystkie jego dzieła - to wszelkie grzechy i wszelkie pogaństwo (czy to mające charakter religijny, niereligijny czy będące ateizmem), i wszystko, co z "korzenia" jest pogańskie, nawet jeśli oferowane jest nam jako "zupełnie niereligijne". Mamy "chwalić Boga w naszym ciele" - tym co robimy, jak żyjemy. Nie da się chwalić Boga tym, co pochodzi od diabła - pogańskimi praktykami! Nie da się chwalić Boga głupawymi zabawami - jak "holi" czy "halloween"! Nie uwielbia się Boga w "duchu new age", gdzie miesza się dobro ze złem, chrześcijaństwo z pogaństwem! "Nie należycie do samych siebie", więc nie jest ważne, co nam się wydaje "fajne" i w co mamy ochotę się "pobawić" - ważne jest, co na ten temat myśli Bóg i co On nam mówi: to tak, to nie!

Kościół stojący na straży Słowa Bożego powołany jest też do radykalnych rozwiązań wobec ludzi, którzy "prostytuują" się duchowo. "A jeśliby zgrzeszył brat twój, idź upomnij go sam na sam; jeśliby cię usłuchał, pozyskałeś brata swego. Jeśliby zaś nie usłuchał, weź ze sobą jeszcze jednego lub dwóch, aby na oświadczeniu dwóch lub trzech świadków była oparta każda sprawa. A jeśliby ich nie usłuchał, powiedz zborowi, a jeśliby zboru nie usłuchał, niech będzie dla ciebie jak poganin i celnik" (Ewangelia Mateusza 18, 15 - 17, tłum. "Biblia Warszawska"). Ze smutkiem zauważam, że dziś rzadko stosuje się to radykalne, ale też bardzo dobre i skuteczne, rozwiązanie. Bardzo wiele społeczności - nawet tych "ewangelicznych" (co jest szczególnie bolesne) - pozwala w gruncie rzeczy swoim członkom "swobodę", nie interesuje się, nie "zagląda w życie" braci i sióstr, praktycznie wszystko "zostawia ich sumieniu", nie... stoi na straży! Kościoły rzadko dziś mają odwagę powiedzieć: "NIE!" i "Przykro nam, ale żyjąc tak, jak żyjesz, mając takie przekonania, jakie masz i czyniąc to, co czynisz, musisz być poza naszą społecznością!" Kościół, który nie jest radykalny i stanowczy, nie jest tak skuteczny w ratowaniu dusz na tym świecie, jak być powinien!

W naszych czasach uwidacznia się coraz bardziej kryzys takich cnót, jak posłuszeństwo i pokora. Ludzkość zachęcana jest: "żyj o swojemu!" Dzieci nie szanują swoich rodziców, ani nauczycieli... Coraz częściej autorytetami są nie ludzie mądrzy, ale krzykliwi - różni "idole" i "wywrotowcy", zbyt często żyjący w sposób wręcz odrażający. Coraz rzadziej wiedza i prawda mają jakiekolwiek znaczenie! Gdy rozmawiam - a raczej próbuję rozmawiać, bo krzyki tych osób najczęściej zwyczajną rozmowę uniemożliwiają - o ważnych sprawach duchowych, o grzechu i kłamstwach, jakimi karmi ludzkość diabeł, zauważam, że życie niezliczonych ludzi opiera się już wyłącznie na ich własnych przekonaniach, które urastają dla nich do rangi "niepodważalnego dogmatu", "świętej prawdy absolutnej"... No i właśnie wydaje im się, że o "holi", mantrach czy jodze wiedzą "więcej i lepiej", niż ktokolwiek inny, z Hindusami, z których kultury i wierzeń to zaczerpnięto, włącznie! Sami dla siebie są "autorytetami" - zajmują w swoim życiu miejsce... Boga! Czasem mówią: "tylko Bóg może mnie sądzić i mówić, co mam robić!", ale tego "boga" próbują sobie sami stworzyć według własnych upodobań i przekonań: "Bóg na pewno to... Bóg na pewno tamto..." i "Przestańcie z tą Biblią, bo z nią jest coś nie tak, bo Bóg z pewnością by nie..." To, co głoszą i co pokazują, to nic innego jak klasyczna filozofia new age! Tam nie ma czegoś takiego, jak "prawda uniwersalna" - wszystko opiera się na "jawi mi się", a "co mi się jawi, to jest prawdą dla mnie"!

Kościół zaś to fundamentalne prawdy wiary, które są zawarte w Słowie Bożym - to system oparty na posłuszeństwie i autorytecie. Kościół to zgromadzenie ludzi, z których każdy jest tak samo niedoskonały i każdego dnia, w każdej chwili, robi masę głupich rzeczy... Jednak Kościół razem - bracia i siostry wspólnie zajmujący się jakąś sprawą - jest znacznie mądrzejszy, niż pojedynczy ludzie. W zborach są ludzie, którzy mają dar mądrości, dar rozeznawania duchów, którzy potrafią w sposób duchowy zajrzeć w życie innych i rozeznać zagrożenia. Są też ludzie mądrzy inną mądrością - taką "bardziej ludzką", którzy zajmują się różnymi zagadnieniami, gromadzą wiedzę, starają się poznać fakty... Kościół został powołany przez Boga, byśmy nie tylko wzajemnie umacniali się w wierze i w wierze wzrastali, ale też byśmy wspólnie... mądrzeli. Kościół jest powołany także i do tego, by usługiwać w tym świecie mądrością i być głosem Boga!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz