sobota, 1 lipca 2017

Samo życie

"Masz kochać swego bliźniego tak, jak samego siebie" (Ewangelia Mateusza 22, 39 - tłum. EIB)
Fot. Chechi Peinado / Flickr (CC BY NC-ND 2.0)
Jedno z największych polskich miast. Tak wiele w nim kościołów! Tak wielu księży, którzy odprawiają setki mszy, wiele godzin spędzają w konfesjonałach i szkołach, gdzie każdego dnia uczą dzieci i młodzież "prawd wiary"! Nad miastem wznoszą się dziesiątki wież zwieńczonych krzyżami. Tam, gdzie one są, tak wiele spotyka się wspólnot ludzi pobożnych, bądź też zwyczajnie bardzo religijnych i skupionych na doskonaleniu swej wiary i wypełnianiu praktyk religijnych... To wielkie miasto jest jednym z największych ośrodków akademickich w naszym kraju, więc jest tu też bardzo wiele duszpasterstw akademickich - niejedno z nich jest znane w kraju, a nawet poza granicami. Skupiają one setki i tysiące młodych ludzi, którzy tłumnie schodzą się na msze, spotkania i bardzo wiele starają się robić - niekiedy z ogromnym rozmachem. To miasto, którego gospodarze i mieszkańcy lubią się chlubić: "Właśnie tu zaczęła się Polska i polskie chrześcijaństwo!"

Późne piątkowe popołudnie w tym wielkim mieście z bogatą historią i tradycją i tak wieloma krzyżami.  Tramwaj - jeden z wielu, które krążą po nim od jednego krańca, po drugi. Nie ma tłoku, lecz miejsca siedzące są pozajmowane. Wiele młodych twarzy - niby już rok akademicki skończony, lecz może jeszcze nie wszyscy studenci się rozjechali "po domach". Średnia wieku wszystkich pasażerów pojazdu - 30 lub 35 lat. niejedna twarz pochylona nad ekranem smartfona. Inni ze słuchawkami na uszach, zatopieni w dźwiękach ulubionej muzyki. Jeszcze inni wpatrują się w życie miasta za oknem. Jednych cieszy zaczynający się weekend, innych zaś perspektywa wakacyjnej "laby". Tak wygodne są siedzenia w tych nowoczesnych tramwajach! Tak przyjemnie siedzieć i cieszyć się chwilą!

Jeden z setek przystanków w tym wielkim mieście pełnym (wciąż dość pełnych w niedzielę) "świątyń" i wzniesionych wysoko krzyży. Do tramwaju wsiada mężczyzna w średnim wieku. Lekko posiwiała broda wskazuje, że chociaż nie jest jeszcze stary, to jednak nie jest już młodzieniaszkiem. Dźwiga na plecach wielki plecak, a do tego jeszcze dwie pokaźnych rozmiarów torby - w sumie może ok. 40 kilogramów. Idzie wzdłuż tramwaju, szukając miejsca. Widać, że bagaż mu ciąży. Przesuwa się krok za krokiem, ze sporym trudem. Chwieje się pod ciężarem, postękując z wysiłku po cichutku - zwłaszcza, gdy tramwaj hamuje, przyspiesza, skręca... Daje sobie radę, lecz widać, że ciężar jest blisko granic jego sił.

W tym mieście - tak pełnym kościołów i krzyży - z pewnością znajdzie miejsce, ktoś zechce wstać, by wędrowiec spoczął? Mija kolejne osoby. Chłopak, koło którego przeciska się ze swym ładunkiem, podnosi wzrok znad smartfona. Ładna nastolatka spogląda przelotnie, po czym znów odwraca swój wzrok ku szybie i wpatruje się w miasto. Niejeden pewnie myśli: "Fajnie, że mi się udało i mam miejsce - ten to ma przerąbane!" W tym pełnym kościołów i krzyży mieście, tak bardzo dumnym ze swego "tysiącletniego chrześcijańskiego dziedzictwa" mieście... nie podnosi się ze swego wygodnego miejsca NIKT! Być może zwrócą uwagę, może nawet sięgną po swe telefony, by uwiecznić "zabawny moment", gdy obcy w końcu przewróci się wraz ze swym plecakiem i torbami, gdy tramwaj znów szarpnie. Będzie można wstawić na Facebooka lub YouTube'a i zebrać "lajki"... Obcy jednak daje radę, choć ledwo, więc "nic ciekawego".

Jakie jest znaczenie tego "chrztu" sprzed ponad 1000 lat? Jaki owoc "chrześcijańskiego wychowania" i wpajanych od dziecka "prawd wiary"? Jaki owoc tysięcy mszy i spowiedzi? Czy kościelne wieże, bijące dzwony i wzniesione wysoko krzyże są świadectwem treści, czy też zwykłym detalem w panoramie miasta? Czy krzyż Chrystusa i wiara mają jeszcze jakiekolwiek znaczenie, czy jest to już tylko zwykłe przyzwyczajenie i "taka tradycja"?

Wydaje mi się, że zbyt wielką wagę przykłada się u nas do tego, co... wcale nie jest istotne. Walczy się o to, by w szkolnych salach wisiały krzyże. Walczy się o "wartości" - toczy się batalie z bluźniercami, którzy kpią z religii, z "lewakami", ze "zboczeńcami", z aborcją... Każdego dnia walczy się o "Polskę katolicką". Chcę podkreślić: to także jest ważne  - choć walczy się nieraz w sposób przesadny - ale nie jest najważniejsze. Wiecie... Jezusowi nigdy nie zależało na krzyżach na ścianach i wieżach. Jezusowi nigdy nie zależało na świątyniach, kadzidłach i mszach. Jezusowi nigdy nie zależało na tym, by być szanowanym - on wiedział, że ludzie będą z Niego szydzić, że Jego krzyż będzie opluty. Jezusowi nigdy nie zależało na dogmatach - "prawdach wiary", w które "trzeba wierzyć". Jezusowi nigdy nie zależało na 'sakramentach" i celebracjach. Jezus nie przyszedł, by tworzyć religię! Jezusowi zależało na tym, by zbawiać ludzi, by ludzie poznali Boga i uczyli się żyć na Boży sposób - tak, jak to podoba się Bogu.

Bóg jest miłością i dlatego w Słowie Bożym mamy tak często wezwanie: "Będziesz miłował!" Jeśli nie miłujemy, żadne religijne praktyki i symbole nie mają żadnego znaczenia. Jeśli nie miłujemy, na nic modlitwy, przestrzeganie przykazań i nabożne uczestnictwo w praktykach religijnych. "(...) miłosierdzia chcę, nie ofiary, waszego poznania Boga bardziej, niż całopaleń" (Ozeasza 6, 6 - tłum. EIB). "Jedni drugich brzemiona noście. W ten sposób wypełnicie Prawo Chrystusa" (List do Galatów 6, 2 - tłum. EIB). "Ikona" wiary w życiu to nie tyle pozycja na klęczkach i ręce złożone do modlitwy, lecz ręce wyciągnięte z miłością ku drugiemu człowiekowi. Nie ma sensu uczyć "prawd wiary" - jest potrzeba uczyć realnego życia z Bogiem, "zatopienia się" w Bogu, który jest miłością, zasłuchania w Jego Słowo... Nie potrzebujemy religii - potrzebujemy życia po Bożemu na co dzień! Formacja chrześcijańska to nie tylko "w co wierzyć", ale "jak żyć"!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz