niedziela, 23 lipca 2017

Islam w Europie - zagrożenie czy wyzwanie?

Fot. Edward Musiak / Flickr (CC BY-NC-ND 2.0)
"Oliwia, lat 46, jest muzułmanką z dużego polskiego miasta na południu. Do islamu dochodziła przez dwadzieścia lat. Wychowała się w katolickiej rodzinie. - Zawsze uważałam, że jestem bogobojna, ale coś mi w Kościele nie pasowało. Na proste pytania nie mogłam znaleźć odpowiedzi - opowiada.
Na przykład Trójca Święta. Jest jeden Bóg, a jednocześnie - nie jest jeden? Albo: Po co modlimy się do świętych, skoro możemy od razu do Boga? No i spowiedź - człowiek potrzebny do rozmowy z Bogiem. Tego Oliwia już zupełnie nie rozumiała. Sprawę religii odłożyła na półkę. Przestała chodzić do kościoła.
Kilka lat temu odwiedziła ze znajomymi Szarm-el Szejk w Egipcie. Poznała tam muzułmanów, wielkie wrażenie zrobił na niej lokalny DJ.  Grzeczny, uprzejmy - zwłaszcza wobec kobiet. Nie pił i nie palił. - Kosmita jakiś - myślała.
Te znajomości sprawiły, że zainteresowała się islamem. Przeczytała cały Koran. - Czytając, czułam się, jakbym wracała do domu - opowiada.
Wyjaśnia: islam i chrześcijaństwo są bardzo podobne. To religie miłości - do Boga i bliźniego. Tyle tylko, że islam jest dużo prostszy.
Żeby zostać muzułmaninem, wystarczy wypowiedzieć Szahadę - wyznanie wiary. Oliwia chciała to zrobić w podniosłej atmosferze. Na uniwersytecie w Kairze stanęła przed dziekanem - imamem. Jej przyjaciele z Egiptu byli świadkami. Wypowiedziała słowa: "Zaświadczam, że nie ma Boga oprócz Boga jedynego, a Muhamad jest jego wysłannikiem".
Czuła się jak w kościele na ślubie lub komunii. Prawie nie pamięta, co mówił dziekan, tak była przejęta. W głowie utkwiły jej słowa, że chusta jest jak korona dla kobiety.
Po powrocie do Polski Oliwia, jak co roku, przygotowała wigilię. Na stole groch z kapustą, kluski z makiem, karp, żur. Przyjechała mama, siostra z rodziną, syn. Oliwia wigilię zaczęła od przeczytania słów: W imię Boga Miłosiernego, Litościwego! Chwała Bogu, Panu światów, Miłosiernemu, Litościwemu, Królowi Dnia Sądu. Oto Ciebie czcimy i Ciebie prosimy o pomoc. Prowadź nas drogą prostą, drogą tych, których obdarzyłeś dobrodziejstwami; nie zaś tych, na których jesteś zagniewany i nie tych, którzy błądzą.
Wszyscy słuchali w ciszy. Na koniec mama powiedziała: - Piękna modlitwa. Nie słyszałam jej wcześniej.
- Nic dziwnego - odpowiedziała Oliwia. - Bo to fragment Koranu.
Jej rodzina myślała, że ten islam to chwilowe wariactwo. Mama pytała, czy nie może być taka jak wszyscy. Teraz już przyzwyczaiła się do fragmentów Koranu na wigilii." (źródło: Gazeta.pl)

Po przeczytaniu tego reportażu, zrobiło mi się bardzo, bardzo smutno! Mam też kilka myśli, którymi pragne się dziś tutaj podzielić z wami.

Proste prawdy - prosta wiara

Kościół katolicki to system skomplikowanych dogmatów i praktyk - obcych Słowu Bożemu, których nie znajdujemy nigdzie w nauczaniu Jezusa i Apostołów. Nie daje dobrych odpowiedzi na logiczne pytania odnośnie wiary - gdy "drąży się temat" logicznymi pytaniami, wcześniej czy później dostaje się odpowiedź: "Taką wiarę Kościół zachował, to jest wiara apostolska i tak trzeba wierzyć!" Bohaterka reportażu postawiła sobie w życiu bardzo ciekawe i logiczne pytania. Przykre, że nie otrzymała właściwych odpowiedzi. Przykre jest też, że nie otrzymując w Kościele katolickim właściwych i logicznych odpowiedzi, nie sięgnęła do Biblii i nie zaczęła szukać ludzi, którzy by jej te sprawy wyjaśnili. 

W zborach ewangelicznych jest oczywiście wiara w Trójcę Świętą - i ta wiara jest solidnie tłumaczona na podstawie samej Biblii, a nie oparta na dogmacie będącym formą przymusu i zastraszania. Tam znalazła by też potwierdzenie dla swych jakże słusznych wniosków, że kult świętych jest praktyką absurdalną, że nie potrzeba żadnego pośrednictwa czy orędownictwa przed Bogiem - bo Bóg jest blisko i pragnie mieć społeczność z człowiekiem - i dlatego narodził się jako człowiek, Jezus Chrystus. Jezus mówi: "Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie. Skoro Mnie znacie, poznacie i mojego Ojca; od teraz też Go znacie - i zobaczyliście Go. (...) Kto Mnie zobaczył, zobaczył Ojca" (Ewangelia Jana 14, 6 - 7, tłum. EIB). Bóg ustanowił pośredników - w czasach przed Chrystusem. Potem pośrednicy przestali być potrzebni, gdyż sam zszedł między ludzi.

Kobiecie tej bym powiedział: Trzeba było zacząć czytać Biblię - jedyne Słowo Boże - i porządkować swoje życie według nauk, które zawiera, a równocześnie szukać ludzi, którzy czynią podobnie. Wcale nie jest trudno znaleźć - chociaż zbory boże nie są wszędzie, jak parafie katolickie, ani nie są tak liczne! Biblia i wiara ewangeliczna są odpowiedzią na niemal wszystkie pytania i wątpliwości, jakie mogą się pojawić w ludzkich sercach - także na te, na które Kościół katolicki nie jest w stanie odpowiedzieć. Ludzie coraz częściej nie zadowalają się lipną teologią i dogmatami wiary. Kościół katolicki coraz częściej przegrywa z tego powodu, że nie jest w stanie ani prosto odpowiedzieć na proste pytania, jakie pojawiają się w umysłach ludzi szukających prawdy, ani też logicznie przedstawić korzeni swych nauk, udokumentować, że faktycznie są one naukami apostolskimi. Trudno się dziwić temu, że ludzie z Kościoła katolickiego odpływają - szkoda tylko, że tak często tracą przez to całkowicie wiarę, a obecnie też coraz częściej szukają "prawdy" u pogan - we wszelkich formach neopogaństwa, buddyzmie czy w islamie. Księża widzą ten odpływ i nawet panikują - szukają przyczyn w "świecie", a mają je we własnym Kościele! Odpływ wiernych powinien być dla nich sygnałem: "Czas wracać do Prawdy, do Biblii, do prostoty wiary Kościoła czasów apostolskich!"

Jaki Bóg? Jaki Jezus?

Uderzyły mnie słowa o Wigilii i czytaniu Koranu przy wieczerzy.  Jest to takie modne w naszych czasach mieszanie religii - 80% islamu, 20% chrzescijaństwa. Może dlatego, że "to takie fajne rodzinne święta"? Może dlatego, żeby "nie zrażać rodziny"? A może dlatego, by pokazać rodzinie i przyjaciołom, że islam jest "równie dobrą wiarą, że "muzułmanin wierzy w tego samego Boga", a "Koran jest od Boga i równy Biblii"? Pewnie chodzi o wszystko to razem po trochu - ale najbardziej o ostatni punkt. Niepokoi i smuci fakt, że ojciec tej kobiety, czytając Biblię... zaakceptował islam i Koran. Kto wie, czy córka - zafascyniowana Koranem - nie pomogła mu w "zrozumieniu Biblii".

Zasadnicze pytanie: Jaki jest sens obchodzić Boże Narodzenie (którego Wigilia jest częścią), nie wierząc w to, że Bóg się narodził jako Jezus Chrystus? Według nauk islamu Jezus był tylko człowiekiem, prorokiem - i to mniejszym niż Mahomet. Jezus zaś był i jest Bogiem, Stworzycielem świata, który narodził się z własnej woli jako człowiek. Muzułmanie wiedzą o Jezusa, ale nie wierzą w Niego - kwestionują jego nauki, zapisane w Biblii, które traktują jako zafałszowane. Jezus nigdy nie powiedział o sobie wprost: "Ja jestem Bogiem" - mówił natomiast o sobie wielokrotnie "Jam Jest", co tak naprawdę znaczy to samo i za co Żydzi zresztą chcieli Go ukamieniować jako "bluźniercę", a także odbierał hołd należny Bogu. Muzułmanie kwestionują też jego śmierć i zmartwychwstanie. Ich Jezus - Isa - to więc nie nasz Jezus! Jaki jest sens świętować urodziny - choćby tak symboliczne, jak Boże Narodzenie (bo wiemy przecież dobrze, że Jezus nie urodził się 25 grudnia na początku roku 0!) - kogo się nie uznaje?

Prawda - ale gdzie i jaka?

Obecnie coraz częściej muzułmanie odkrywają, że Bóg to ten, który przemawia poprzez Biblię i narodził się jako Jezus Chrystus. Wielu muzułmanom Koran przestaje wystarczać, bo nie znajdują tam odpowiedzi, i sięgają po Biblię, i nawracają się. Do wielu innych Bóg przychodzi w odpowiedzi na ich modlitwy o poznanie prawdy i Boże prowadzenie. Fakt, ze modlą się do Allaha, którego wskazał im Mahomet, ale Bóg nie jest obojętny na modlitwy pogan! Gdy modlą się o prawdę i prowadzenie, On nie odrzuca, On wysłuchuje! Coraz częściej słyszymy o przypadkach, gdy Bóg przemawia do muzułmanów, a nawet ukazuje się im - jako Jezus Chrystus! Bóg dociera w ten sposób do ludzi szczerze poszukujących Go. Myślę też, że chce dotrzeć także do tych, którzy muzułmanami nie są a zaczynają się interesować islamem i jest to niewątpliwie Jego dzieło, że nawróceni z islamu nie tylko są coraz liczniejsi, ale też coraz odważniej mówią o tym, czego doświadczyli, i te wiadomości są już na co dzień w internecie, i może przyjdzie taki dzień, gdy wpisując w wyszukiwarce "islam", znajdzie się więcej informacji o Jezusie, Bogu Biblii, i o nawróceniach z islamu, niż o samym islamie.

Wierzę, że Bóg chce docierać i do tych, którzy w oszukiwaniu prawdy i prostych odpowiedzi na pytania o wiarę, zaczynają się interesować islamem czy innymi pogańskimi wierzeniami i praktykami. To powinien być znak, że nie mają tam czego szukać, że nie otrzymają tam tego, czego szukają! Koran zawiera, można powiedzieć, pół prawdy - jest nią to, co zostało przez Mahometa... skopiowane (dość nieudolnie - sam mahomet był zreszta prawdopodobnie analfabetą) z Bibii! Reszta to filozofia Mahometa i jego uczniów. Pełnia prawdy jest tylko u Boga i w Słowie Bożym. To, co mówi Bóg i co jest w Słowie Bożym, jest tak sprzeczne z naukami Mahometa i treścią Koranu, że nie ma tak naprawdę niczego, co by łączyło chrześcijaństwo z islamem, nie ma żadnej "wspólnej prawdy".

Wolność człowieka

Bóg uczynił człowieka wolnym. Pozwala nam wybierać - także w kwestiach wiary. Pozwala nam błądzić i grzeszyć. Pozwala nam słuchać fałszywych proroków i czcić fałszywych bożków. Mówi nam jednak: tylko Ja jestem Bogiem i tylko u Mnie jest zbawienie! Pokazuje nam drogę, ale nie przymusza nas, byśmy za Nim szli i byli Jemu posłuszni! Bóg wzywa nas do nawrócenia, wiary i chrztu - ale pozwala nam iść, tam, gdzie sami się skierujemy. Tyle, że każda inna droga jest fałszywa, a jej "meta" tragiczna, przed czym On nas ostrzega w swoim Słowie. Bóg pozwala człowiekowi wybrać islam - chociaż ten nie pochodzi od Boga i nie prowadzi do Boga. Tyle, że jedna jest tylko droga "ku niebu:", droga zbawienia - jest nią Jezus Chrystus, Bóg sam - a wszystkie inne prowadzą w zupełnie innym kierunku!

Zagrożenie czy wyzwanie?

W dalszej części tego - bardzo interesującego naprawdę - reportażu jest mowa o narastającej agresji i "islamofobii". Jest też wiele kłamstw o islamie - "terroryści nie są muzułmanami", itp., a przecież wiemy, że właśnie nimi są i realizują słowa Mahometa: zabijajcie niewiernych! Trzeba jasno powiedzieć: Bóg nienawidzi islamu, lecz miłuje muzułmanów, dobrze im życzy i pragnie, by się nawrócili, pragnie ich zbawić! Bóg przeklina islam - z którym nie ma i nie chce mieć nic wspólnego - ale nie przeklina i nie złorzeczy muzułmanom! Ten, kto pogardza drugim człowiekiem, kto chciałby go "posłać do diabla", im dalej - tym lepiej, jest tak samo zgubiony i daleki od prawdy, jak muzułamanie, z terrorystami muzułmańskimi włącznie. Ten, kto pogardza drugim człowiekiem i z nienawiścią odnosi się  do muzułmanów - nawet jeśli oparta jest ona na strachu, do którego muzułmanie doprowadzili - kieruje się do piekła tak samo, jak wrzeszczący "Allahu akbar!" terroryści islamscy.

Muzułmanin jako taki nie stanowi zagrożenia - póki nie słucha radykałów religijnych i nie wczytuje się za bardzo w ideologię Mahometa zawartą w "Kornie". Czy należy ich odpychać, pogardzać nimi i kazać się "wynosić"? Nie! To, co powinniśmy czynić, jest dawno jasno określone: "Idźcie więc i pozyskujcie uczniów pośród wszystkich narodów. chrzcijcie ich w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego i uczcie przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem" (Ewangelia Mateusza 28, 19 - 20). Islamski podbój Europy - migranci, powstające meczety, rozdawanie Koranu, coraz bardziej radykalni imamowie i wyznawcy, narastający terror islamski - są poważnym problemem i zagrożeniem. Z drugiej jednak strony mamy też pewien komfort - wcale nie potrzebujemy daleko jeździć, by szukać pogan, bo to oni przyjeżdżają do nas.

Obawy wobec islamu są zrozumiałe i w pełni uzasadnione. Mnie też przeraża islamizacja Europy i niekontrolowany napływ migrantów, który niewątpliwie trzeba zatrzymać. Jednak nie czuję lęku wobec osób o ciemnej karnacji i nie oburzam się widząc Arabów czy kobiety - nawet Europejki - w islamskich chustach. Starch jest od diabła, od Boga zaś odwaga. Zamiast odsyłać muzułmanina "do diabła", wolę mówić o Bogu, Ewangelii i zbawieniu. Czasem tylko mówię: "Jeśli nie podoba się tobie nasza wiara i cywilizacja europejska, zawsze możesz wrócić tam, skąd przyjechałeś" (Europejczycy stanowią może z 1% muzulmanów żyjących w Europie!) Islam w Europie sprawia, że przestajemy się czuć bezpiecznie, ktoś burzy naszą "strefę komfortu"... Ale chrześcijaństwo - takie prawdziwe, misyjne, zaangażowane - to przecież właśnie wyjście poza tą "strefę komfortu", wyjście z miarę bezpiecznej, choć czasem chybotliwej, łodzi na wody - niekiedy mocno wzburzone - tego świata! A może Bóg posyła muzułmanów do Europy, by tu usłyszeli Ewangelię, tylko... nie bardzo ma ją tu kto im ją głosić? I może dlatego islam się umacnia, bo nasze chrześcijaństwo jest słabe i zaskorupione w naszej "strefie komfortu"?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz