czwartek, 8 czerwca 2017

Poczta Polska, czy... katolicka?

Przebywam obecnie w jednym z popularnych nadmorskich kurortów. Zaszedłem dziś do  miejscowej księgarni parafialnej... WRÓÓÓĆ! ...placówki Poczty Polskiej. Mało tego, że nasze poczty już dawno  przestały być po prostu pocztami, a są dokumentnie zawalone masą przeróżnego towaru - gazetami, zabawkami, artykułami piśmienniczymi, książkami i nie da się zliczyć, czym tam jeszcze - to jeszcze ta konkretna (a pewnie też wiele innych) przypomina jako żywo sklep z dewocjonaliami! Asortyment w głównej mierze katolicko - PiSowski...







Zaskakujące - nawet sprzedawane tam książki z przepisami są napisane wyłącznie przez "duchownych" i wydane przez katolickie wydawnictwa! Papieże i "święci" zmieszani z rybami, mięsami, warzywami - jednym zdaniem: niezły "bigos"! Ha ha ha ha ha...

Gdy idę na pocztę, to po to, by wysłać list czy kartkę, lub po to, by wpłacić czy wypłacić pieniądze. Nie chcę być przy tym "oblegany" przez "maryjki", "świętych" i papieży. Poczta to przecież świecki, państwowy urząd, który powinien funkcjonować zgodnie z zasadą rozdziału Kościoła od Państwa i w związku z tym wszelkie akcenty religijne powinny być co najwyżej na okolicznościowych kartkach i znaczkach. Nie mam "katolikofobii". Korzystam także z literatury katolickiej i bywam także w księgarniach katolickich - wchodzę tam i tym samym jestem przygotowany na "maryjki", modlitewniki, papieży, itd., bo przecież idę do katolików. Gdy jednak wchodzę do urzędu, tam nie chcę mieć z tym styczności - tam stają się one elementem prymitywnej i bardzo agresywnej propagandy religijnej, religią wciskaną wszystkim na siłę! To tak, jakby urzędnik kazał przychodzącemu interesantowi najpierw się modlić - znam zresztą takiego człowieka, który takim właśnie urzędnikiem był. W prywatnym sklepie, w prywatnej firmie - proszę bardzo, sam bym u siebie handlował także literaturą chrześcijańską, wyłożył Biblię, ulotki i czasopisma "religijne", lecz w publicznej instytucji taka praktyka nie powinna występować.

Katolicy, gdy czują się czymś urażeni, bardzo często powołują się na zapis w polskim prawie, który mówi: "Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczon!e do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2" (Kodeks Karny, art. 196). Prawo to nie powinno chronić tylko katolików i ich "uczucia religijne". Gdy stykam się z "maryjkami", "świętymi" i całym tym religijnym jarmarkiem poza katolickimi świątyniami, to razi mnie to, jako bałwochwalstwo, bluźnierstwo, i w pewnym sensie obraża moje "uczucia religijne"! Gdyby Kościół katolicki nie był tak bardzo nachalny i gdyby nie próbował być tak bardzo wszechobecny, gdyby pozwalał ludziom na wolność, nie byłby też tak bardzo atakowany i nie musiałby zabiegać o szczególną prawną ochronę. Szanuję katolików i ich prawo do własnej wiary i praktyk religijnych - nie chcę być jednak przez ich wiarę osaczany i nie życzę sobie, by była ona wciskana w moje życie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz