sobota, 20 maja 2017

Pole walki

"Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, I będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan,I nieczystego się nie dotykajcie; A ja przyjmę was I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący" (2. List do Koryntian 6, 14 - 18)

"Dawny kościół został przekształcony w meczet, a grupa pastorów wzięła udział w ceremonii, by okazać muzułmanom 'szacunek'. Z dachu i fasady kościoła, który lokalny serwis The News Observer określa jako zielonoświątkowy, usunięto krzyże. Ali Muhammad, lider społeczności muzułmańskiej w Smithfield w Karolinie Północnej (USA), oddał je pastorom. - W ten sposób starali się okazać szacunek naszej tradycji. Chcieli nam je zwrócić. Wyciągnęli rękę do nas, a my do nich - tłumaczy pastor Kościoła episkopalnego - Jim Melnyk. W ceremonii, oprócz niego, wzięli udział pastorzy ze Zjednoczonego Kościoła Metodystów (UMC), Zjednoczonego Kościoła Chrystusa (UCC) i trzech wspólnot baptystycznych. Jim Melnyk podkreślił, że chrześcijaństwo i islam 'mają wspólne początki i pisma'" (źródło: CHNNews.pl)


Zawsze, gdy czytam takie wiadomości - a niestety pojawiają się one coraz częściej, bardzo regularnie i napływają z całego świata - robi mi się tak bardzo przykro, że żadnymi słowami się nie da tego wyrazić. Serce boli i dusza płacze. Uwidacznia się bowiem coraz bardziej, że ludzie obojętnieją na Boga, otwierając na oścież drzwi diabłu i jego "królestwu". 

Zdjęcie krzyża - nawet gdy z uśmiechem i zapewnieniami o pokoju i braterstwie (z gruntu kłamliwym) - nie jest "wyrazem szacunku i dobrej woli", a obrazą dla Boga, zepchnięciem Boga z miejsca, w którym był czczony. Tam, gdzie nie ma miejsca dla krzyża i Biblii, tam nie ma też miejsca dla Boga - tam wtargnął diabeł. Myślę, że nie jest przypadkiem, że muzułmanie chętnie przejmują kościoły - to dla nich akt symboliczny, akt poddania się chrześcijaństwa i tryumfu (fałszywego) Allaha i Mahometa! Trudno mi pojąć ludzi, którzy uważają się za "uczniów Chrystusa" a z uśmiechem - zamiast walczyć o duchową odnowę społeczeństwa, o powrót ludzi do Chrystusa, o zapełnienie na nowo pustniejących kościołów i kaplic, o życie chrześcijańskie - oddają swe domy modlitwy, by inni czcili tam innego boga i jeszcze z wdzięcznością i rozczuleniem przyjmują z rąk pogan wyrzucone z kościoła krzyże jedynego prawdziwego Boga! Przecież my powinniśmy walczyć o coś zupełnie innego: by Słowo Boga było głoszone tam, gdzie dotąd ludzie kłaniali się fałszywym bogom, czytali fałszywe "święte księgi" - tam, gdzie panowały religie (z islamem włącznie) my powinniśmy nieść chrześcijaństwo. Tak! Naszym staraniem powinno być, by meczety stawały się kościołami, na których krzyż zajmie miejsce złotego półksiężyca!

Jesteśmy powołani na wojowników Pana, którzy mają nieść Słowo Boże i Krzyż Chrystusa wszędzie na tym świecie, którzy mają walczyć z bożkami tego świata, burzyć ich ołtarze - głównie te duchowe, w ludzkich sercach - i stawiać tam krzyż Pana. "Idąc na cały świat, głoście ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Ewangelia Marka 16, 15 - 16). Który wojownik się cieszy, gdy wróg obala jego "sztandar"? Gdy nasi rycerze walczyli pod Grunwaldem, polski sztandar upadł na ziemię, a ponad polem poniósł się jęk zawodu - wielu "straciło ducha", bo upadek sztandaru wieścił klęskę. Dlatego bito się zacięcie, by na nowo go podźwignąć! Krzyż jest niczym sztandar! Gdy jest zrzucany, naszym obowiązkiem jest go wznieść na nowo i walczyć dalej, na nowo zbierać siły, tworzyć nowe strategie i uderzać! Oczywiście nie mówię o walce dosłownej, którą toczylibyśmy z ludźmi, lecz o walce duchowej, walce o ludzi z samym diabłem, "gdyż bój toczymy nie z krwią i ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich" (List do Efezjan 6, 12). 

Fakt, że kościoły pustoszeją, że zmieniane są na bary i kluby, przebudowywane na domy mieszkalne, lub też, co gorsza, przemieniane w meczety, jest świadectwem poważnej duchowej i cywilizacyjnej zapaści wśród społeczeństwa. Ludzie coraz bardziej obojętnieją na Boga i nuży ich żywe Słowo Boże, zwiastowane w społecznościach chrześcijańskich. Przestają myśleć o wieczności - koncentrując się na "tu i teraz", na codziennych sprawach, na pracy i zarabianiu pieniędzy. Coraz mniej ludzi szuka Królestwa Bożego i tego, co nie przemija - coraz więcej natomiast szuka wygodnego urządzenia się w tym życiu, w otoczeniu rzeczy, które kiedyś i tak albo się rozpadną, albo przyjdzie im je pozostawić tu w chwili śmierci. Wielu ludzi woli niedzielę spędzić na zakupach lub przy grillu, niż iść do kościoła, modlić się, chwalić Pana i słuchać Słowa Bożego. Wielu jest takich, którzy byli dotąd gorliwymi chrześcijanami i chwalili Boga całym sercem, nie wyobrażali sobie niedzieli bez Kościoła, a potem ich miłość osłabła, oziębła i zwiędła! Niekoniecznie oznacza to, że przestali wierzyć, ale wiara straciła dla nich znaczenie - stała się być może jakąś filozofią tylko, samym przekonaniem, że jest Bóg. To taka wiara, jak zasuszony kwiat, który staje się tylko cieniem samego siebie, obrazem, smutnym reliktem życia...

Niezwykle bolesny jest fakt pustoszenia kościołów. Co się dzieje z ludźmi w naszych czasach, że tak bardzo obojętnieją na Boga, że przestaje im zależeć na tym, co dobre i piękne, że przestają pielęgnować swego ducha? Wiara jest tym dla naszego ducha, czym mydło, balsamy i pachnidła dla naszego ciała. Więcej! Jest też pokarmem dla naszej duszy. Bóg jest życiem sam w sobie. Życie pochodzi od Boga i przez Boga jest podtrzymywane. Łaska Boga jest taka, że dzięki Niemu żyją nie tylko ci, którzy miłują Go, ale także ateiści i poganie - choć ci nie są Mu wdzięczni za życie! Ale prawdziwe życie jest tylko wówczas, gdy żyjemy wiarą. Jezus mówi: "Ja przyszedłem, aby owce miały życie, i to życie w całej pełni" (Ewangelia Jana 10, 10 - tłum. EIB). Jeśli kościoły pustoszeją, jest to przejaw duchowego obumierania ludzi. To nie znaczy, że czas sprzedawać kościoły - to znaczy, że czas głosić Ewangelię! Im bardziej budynek jest "niepotrzebny", pusty - tym bardziej powinien być nam potrzebny jako "centrum dowodzenia" i "obóz szkoleniowy", z którego będą wychodzili wojownicy, choćby w danym momencie była ich tylko garstka. Sprzedawanie kościołów jest znakiem, że wojownicy i przywódcy duchowi osłabli i się poddają! Oddają swe obozy wrogowi!

Gdy pozwalamy naszej wierze uschnąć, gdy chłodnieje nasza miłość do Boga, to szatan zwycięża. Gdy poganie przejmują kościoły, jest to tryumf szatana! Osobiście wolałbym kościół zamienić w dom, czy nawet spalić lub zburzyć,  niżby poganie mieli w miejscu, gdzie wielbiono Boga, czcić swego bożka. Bożka - bo choć "allah" znaczy "bóg" (Mahomet wzorował się na chrześcijanach nie nadając swemu bóstwu konkretnego imienia) a arabscy chrześcijanie Boga także nazywają Allahem, to islamski "Allah" wcale Bogiem nie jest, więc... wcale nie jest Allahem! Nie wykluczam, że Mahomet mógł porozumiewać się z jakąś istotą duchową, która za boga (allaha) się podawała. Jest dla mnie nadzwyczaj bolesne, że ta demoniczna istota zajmuje stopniowo obszary i miejsca, gdzie dotąd czczono Boga. 

Wielu mówi mi: "Powinieneś być tolerancyjny!" Owszem, nie jestem tolerancyjny. co więcej: Bóg także nie jest tolerancyjny - Bóg jest bardzo zazdrosny. "Nie oddawaj czci innym bogom obok Mnie. (...) Ja, Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym" (2. Księga Mojżeszowa 20, 3 i 5 - tłum. EIB). Jak rozumiem, chodzi nie tylko o kult, lecz nawet tytulaturę - i bóstwa muzułmańskiego nie nazywam Bogiem, lecz bożkiem, bogiem fałszywym, kiepską imitacją. Myślę, że jako chrześcijanie powinniśmy w taki właśnie bardzo restrykcyjny sposób odcinać się od wszelkich religii tego świata. Bałwochwalcą jest nie tylko ten, kto oddaje cześć bóstwu pogańskiemu, nawet jeśli to pogaństwo monoteistyczne - jak islam, czy też ten, kto czci "święte księgi" islamu czy innych religii - choćby tylko symbolicznie, całując je czy przyklękając przed nimi, ale też i ten, kto zrównuje bóstwa pogan z Bogiem, uznając wszelkie kulty za równe i godne. Oddawanie miejsc, by służyły kultowi pogańskiemu też jest w pewnym sensie bałwochwalstwem, choć pasywnym - jest pomocą w szerzeniu się pogaństwa na świecie.

Jezusowe, przepełnione bólem, pytanie: "Tylko czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?" (Ewangelia Łukasza 18, 8 - tłum. EIB) powinno nam być "wyrzutem sumienia"... Było to w gruncie rzeczy - jak sadzę - pytanie retoryczne, bowiem Bóg, a Jezus jest przecież Bogiem, nie ma wątpliwości, zna nie tylko przeszłość i teraźniejszość, ale także przyszłość i nie jest dla niego tajemnicą to, co się stanie. Myślę, że w tym bolesnym pytaniu jest prognoza tego, co dokonuje się na naszych oczach. Myślę, że Jezus widział domy modlitwy, które będą pustoszeć, ludzi, którzy odłożą swą Biblię, oraz ręce, które przestają się składać do modlitwy. Gdy przestajemy pielęgnować wiarę, żywą relację z Bogiem, popadamy w szpony diabła i stajemy się jego współpracownikami. Szatanowi nie zależy na tym, byśmy byli aktywni i czcili go - jemu wystarcza, byśmy byli bierni, wierzyli "o tyle, o ile", nie rozmawiali z Bogiem, milcząco zgadzali się na wszystko i cieszyli "tolerancją" i "otwartością". Kto nie służy Bogu, ten służy diabłu - choćby w niego nie wierzył! Kto nie pielęgnuje wiary, ten godzi się na rządy demonów w tym świecie i na to, że kościoły stają się meczetami. Przegrywamy, bo wiara w nas upada...

"Ty więc, synu mój, wzmacniaj się w łasce, której źródłem jest Chrystus Jezus. To, co usłyszałeś ode mnie, przekaż ludziom godnym zaufania, którzy będą zdolni nauczać również innych. krocz wraz ze mną przez niedole, jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa. Nikt, kto służy w wojsku, nie wikła się w sprawy tego życia. chce raczej podobać się Temu, kto powołał go do wojska. Podobnie, kto staje do zawodów, nie zdobywa wieńca, jeżeli nie walczy prawidłowo" (2. List do Tymoteusza 2, 1 - 5 - tłum. EIB). "Umacniajcie się w Panu, oraz w Jego potężnej sile. Włóżcie na siebie pełną zbroję Bożą, byście umieli sobie radzić z podstępami diabła. Nasza walka bowiem nie toczy się przeciwko krwi i ciału. Walczymy ze zwierzchnościami, z władzami, z zarządcami ogarniającej świat ciemności, z niegodziwymi zakusami duchowych sił na wysokościach nieba. Właśnie dlatego przywdziejcie pełną zbroję Bożą. Musicie wiedzieć, jak stawić opór w krytycznej chwili i jak wyjść z potyczek zwycięsko. Stańcie zatem z pasem prawdy na biodrach, w pancerzu sprawiedliwości na piersiach, obuci w gotowość głoszenia dobrej nowiny o pokoju. Zawsze wznoście tarczę wiary. Dzięki niej ugasicie każdy rozżarzony pocisk złego. Załóżcie też hełm zbawienia i weźcie do ręki miecz Ducha, którym jest słowo Boga. W każdej modlitwie, gdy tylko zanosicie prośby, módlcie się w Duchu, bez względu na porę. W tym celu czuwajcie z całą wytrwałością i wstawiajcie się za wszystkimi świętymi" (List do Efezjan 6, 10 - 18 - tłum. EIB). "Bądźcie wytrwali w modlitwie, czujni w niej i wdzięczni" (List do Kolosan 4, 2 - tłum. EIB). "Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! wasz przeciwnik, diabeł, krąży wokoło niczym lew ryczący, wypatrujący łupu. Przeciwstawcie mu się, mocni w wierze..." (1. List Piotra 5, 8 - 9 - tłum. EIB).

Pocieszam się myślą, że tryumf diabła może być tylko chwilowy, a zwycięstwo i tak należy do Boga. Jezus mówi: "Odwagi - Ja odniosłem już zwycięstwo nad światem" (Ewangelia Jana 16, 33 - tłum. EIB). Pod wodzą Chrystusa zaś, także i my,  ludzie chrystusowi - chrześcijanie, zwyciężamy! "Wy, dzieci, pochodzicie od Boga i odnieśliście nad nimi [duchami, które nie są z Boga] zwycięstwo. Ten bowiem, który jest w was, jest potężniejszy niż ten, który jest na świecie [duch antychrysta]. (...) Bo wszystko, co narodziło się z Boga, zwycięża świat. Tym zwycięstwem, które pokonało świat, jest nasza wiara.  Któż bowiem zwycięża świat, jeśli nie ten, który wierzy, że Jezus jest Synem Boga?" (1. List Jana 4, 4 i 5, 4 - 5). Diabeł raduje się, przejmując na własność nasze domy modlitwy - kaplice czy kościoły - i zrzucając z ich ścian i wież krzyże Chrystusa Pana. Czuje się z pewnością zwycięzcą, bo nienawidzi Boga, Chrystusa, krzyża, Biblii i modlących się chrześcijan. Wydawać się może, że ma "pasmo sukcesow" i odbiera nam coraz więcej i więcej. Nie wolno nam się na to godzić i bratać się z uśmiechem z tymi, którzy na jego zlecenie działają. Ale też choćby i wszystkie przejęli i pozbyli się wszystkich krzyży - nie do nich należy zwycięstwo! Nie ustępujmy przed pogaństwem, a także nie obawiajmy się go - przeciwnie, wychodźmy ku nim i pozyskujmy ich dla Chrystusa, do armii zwycięzców! Nie oni są naszymi przeciwnikami, lecz ten, któremu służą. Pielęgnujmy wiarę w swoim sercu i nieśmy ją w świat - na nasze pole walki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz