poniedziałek, 8 maja 2017

Piekło nasze powszednie

"Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego..." (Ewangelia Marka 12, 31)
Są takie chwile, gdy bliski jestem rozpaczy - zdruzgotany tym, co dzieje się wokół mnie, jaki jest ten świat i jacy jesteśmy my, ludzie. W Warszawie odbył się "Marsz Wolności" - i bardzo pięknie, bo każdy ma prawo mieć własne poglądy, myśleć po swojemu, wyrażać słowami i manifestować swoje poglądy - bądź to indywidualnie, bądź to masowo - sprzeciwiać się, gdy dzieje się coś niepokojącego i nawet głośno krzyczeć: "Nie zgadzam się na to!" Podoba mi się, że ludzie mają odwagę swoje poglądy wyrażać i walczyć o to, co jawi im się słuszne. I naprawdę nie obchodzi mnie, czy dany człowiek sympatyzuje z PiS czy z PO, z PSL czy z SLD, czy jeszcze z jakimś innym ugrupowaniem - jeśli potrafi postępować po ludzku względem innych. Ktoś klaszcze panu Kaczyńskiemu czy Prezydentowi Dudzie a ponuro milcząc patrzy na pana Tuska - ok, to jest jego prawo - a ktoś drugi klaszcze panu Tuskowi czy panu Schetynie, a ponuro milcząc patrzy na pana Kaczyńskiego i Pana Prezydenta - też jest to w porządku, bo to jest jego prawo. Żeby chociaż ludzie potrafili się ograniczać do "ponuro milcząc patrzeć"! Tymczasem co mamy po "Marszu Wolności"? Co mamy po jakimkolwiek manifestowaniu tych czy innych poglądów? Co mamy na okładkach, transparentach, tablicach nawet podczas samych manifestacji? 

Czytałem dzisiaj wpisy na "fanpejdżu" p. Cezarego Żaka, który pochwalił się udziałem w "Marszu Wolności" (jego prawo mieć własne poglądy i je manifestować!) i odnoszę wrażenie, że my wcale nie mamy tylko jakiegoś "problemu" sami ze sobą, lecz spora część naszego narodu jest najzwyczajniej w świecie... opętana! Ludzie, nawet jeśli mają w czymś rację, zioną taką nienawiścią do innych i mówią i wypisują takie słowa, że jest dla mnie absolutnie oczywiste, że mówią i piszą nie oni, lecz sam diabeł, który posiadł ich serca i usta! Coraz więcej plugastwa jest po jednej i po drugiej stronie - i ja żadnej z tych grup i kręcących w tym wszystkim "mąciwodów" nie popieram. Modlę się natomiast o upamiętanie i o to, by nie skończyło się to rozlewem krwi - bo tak wielka nieprawość, tak wielka nienawiść, tak wulgarne obelgi łatwo mogą się przemienić w zupełnie realną przemoc. Może być wojna domowa, a może być też i tak, że w zniszczone przez nas samych państwo wkroczą obce wojska, a nikt - ani UE ani NATO - nam nie pomoże z powodu tego, jak postępujemy i jak sami siebie i nasz kraj niszczymy. Czy wiecie, kto się najbardziej cieszy z tego, jak postępujemy i jak się nawzajem traktujemy? Ci, którzy chętnie by zrzucili na nas bomby i wprowadzili swoje czołgi na nasze ulice!

Akurat skończyłem czytać znakomitą książkę Arthura C. Clarka i Mike'a McQuay pt. "10 w skali Richtera". Są tam i takie nadzwyczaj mądre słowa: "Nienawiścią nie można zbudować niczego pozytywnego. Jest to czysto destrukcyjne uczucie. Jest aktywnym czynnikiem wywołującym strach. Dokąd nas ono zaprowadziło? Co dobrego mu zawdzięczamy? (...) Nie można przez cały czas żyć nienawiścią. To nie jest prawdziwe życie" (str. 423 - 424). Można się z drugim człowiekiem nie zgadzać - to nie tylko prawo, ale rzecz całkiem naturalna i pożyteczna, jeśli tylko potrafimy nie zgadzać się i spierać w sposób elegancki i taktowny. Trzeba jednak nieustannie strzec własnego serca, by różnice przekonań i spór nie przemieniły się w agresję, nienawiść, pogardę. Można się z drugim człowiekiem nie zgadzać, ale zawsze trzeba go szanować i kochać. KO-CHAĆ! Nawet gdy mówi lub czyni coś głupio, gdy widzimy w tym nawet zupełnie oczywiste zło. Wolno nam osądzać czyny drugiego człowieka - lecz tylko w duchu miłości. Gdy nie umiemy kochać, nie umiemy też osądzić i nie powinniśmy tego czynić, bo nie wydamy nigdy właściwego wyroku. Tylko miłość pomaga osądzić i traktować bliźniego sprawiedliwie, bez uprzedzeń i obciążenia własnymi poglądami. 

Co widzę, gdy patrzę na nasz biedny kraj? Sympatyków PiSu, którzy plują na PO, Nowoczesną, KOD i wszystkich, którym "nie leży" obecny Rząd. Im się wydaje, że "tamci" stanowią jakiś "problem", jakieś "zagrożenie". Potem dla odmiany widzę ludzi, którzy z pogardą mówią o wszystkich ludziach PiSu i wygrażają tym, których uznają za wyłącznie złych, za "problem" i "zagrożenie". Ludzie z obu tych obozów oczywiście mają do czynienia z problemem i zagrożeniem - tym problemem i zagrożeniem jest... brak miłości bliźniego w ich własnych sercach! To znacznie większy problem i realniejsze zagrożenie, niż wszelkie gierki polityczne czy nawet autentyczna nieprawość tych czy tamtych ludzi będących rządzącą czy żądną władzy "elitą". Trudno pojąć, że ludzie awanturują się i gotowi są się nawet bić o to, kto będzie sprawował władzę. Przy tym niezwykle rzadko zmiany zachodzące "na górze" w jakikolwiek sposób poprawiają życie tych "na dole" - co rodzi pytanie: czy naprawdę jest się o co żreć między sobą? Tym bardziej, że nienawiść i walka z bliźnim dramatycznie oddala człowieka od bram Królestwa Niebieskiego! Postępując ze sobą nawzajem w tak niegodziwy sposób nie tylko robimy sobie piekło za życia, ale śmiało kroczymy także ku jeszcze bardziej piekielnej wieczności!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz