niedziela, 7 maja 2017

Braćmi być mamy...

"Lubią też [faryzeusze] pierwsze miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach, i pozdrowienia na rynkach, i tytułowanie ich przez ludzi: Rabbi. Ale wy nie pozwalajcie się nazywać Rabbi, bo jeden tylko jest - Nauczyciel wasz, Chrystus, a wy wszyscy jesteście braćmi. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie ojcem swoim; albowiem jeden jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Ani nie pozwalajcie się nazywać przewodnikami, gdyż jeden jest przewodnik wasz, Chrystus. Kto zaś jest największy pośród was, niech będzie sługą waszym, a kto się będzie wywyższał, będzie poniżony, a kto się będzie poniżał, będzie wywyższony" (Ewangelia Mateusza 23, 6 - 12)
Kilka dni temu, gdy wyraziłem swoje zdanie na popularnym portalu społecznościowym o naukach i praktykach pewnego księdza - który nie kryje się z poglądami antysemickimi i nacjonalistycznymi - spotkałem się z bardzo ostrą reakcją jednego z internautów na fakt, że o księdzu "mam czelność" pisać "ten pan". Przypomina mi to pewną sytuację sprzed kilku lat, gdy Stanisław Małkowski, jeden z kapelanów "Solidarności" oburzał się na dziennikarkę w studiu telewizyjnym, gdy ta zwracała się do niego per "pan", a nie "ksiądz". Zwykle w takich sytuacjach - a zdarzają się one w miarę regularnie, gdyż unikam stosowania zwrotu "ksiądz" - gdy ktoś się oburza, zapytuję: "od kiedy to zwracanie się do kogoś lub pisanie o kimś przez 'pan' jest niestosowne?" Jest to powszechnie stosowany zwrot grzecznościowy! Słowo "ksiądz" jest natomiast niczym innym, jak określeniem zawodu, jaki dany mężczyzna wykonuje - nie jest niczym więcej, niż "inżynier", "lekarz", "dekarz", "ślusarz", "ogrodnik", "śmieciarz", etc. Owszem, mówi się czasem "panie doktorze", "panie inżynierze" - zwykle do osób z wyższym wykształceniem - choć mawia się także "pan woźny" czy "pan dozorca" - więc można też mówić: "pan ksiądz", czy może lepiej "pan kapłan" (bowiem to jest funkcja religijna!), co zresztą jest przyjęte w niektórych krajach i stosowane nawet przez duchowieństwo katolickie.

Jakie jest pochodzenie słowa "ksiądz"? W mowie staropolskiej "ksiądz" oznaczało feudalnego zwierzchnika, któremu należało się całkowicie podporządkować! "Ksiądz" to był... książę! Jeszcze Zygmunt August miał tytuł "Wielkiego Księdza Litewskiego" - przykład tego mamy np. w "Statucie Herburta" (XVI w.): "My, Zygmunt August, z łaski Bożej król polski, wielki ksiądz litewski..." To, że obecnie "ksiądz" to "ksiądz" jest reliktem średniowiecznego feudalizmu. Podobnie zresztą jest we Włoszech, Hiszpanii czy Portugalii, gdzie duchownych katolickich tytułuje się "don" lub "dom", co jest tytułem szlacheckim, książęcym. O tym, jak bardzo feudalną instytucją był przez wieki Kościół katolicki świadczy też fakt, że o ile na wsi "kapłanem" mógł być człowiek "z nizin społecznych", to jakąkolwiek wyższą funkcję mieli tylko ci, którzy wywodzili się z majętnych i szlacheckich domów. Nie było biskupa, opata czy ksieni (opatki), którzy by nie byli "herbowi", z bogatych domów - takie funkcje wręcz się kupowało! Ich eminencje, ekscelencje i świątobliwości - wszystko, by się wynosić ponad innych, podkreślać swą "wielkopańskość", wyższość, doskonałość i prawa władzy nad innymi! Kościół katolicki w XX wieku uległ oczywiście daleko idącym zmianom, ale nie wyzbył się do końca feudalizmu i tytułomanii!

Unikam tych zwrotów, ponieważ nie uznaję autorytetu i zwierzchności ludzi, którzy te tytuły względem siebie stosują. Wszyscy bowiem jesteśmy równi - co mówi zarówno Słowo Boże, jak i Konstytucja. Gdy nie używam zwrotu / określenia "ksiądz", to nie jest to brak szacunku, a zwyczaj równego traktowania - osobiście także podkreślenie wyrwania się z feudalnego poddaństwa - i doprawdy nie rozumiem, dlaczego to stanowi czasem taki "wielki problem". Unikam też używania np. tytułu "papież" (wywodzącego się od łac. "papa" - "ojciec"), "ojciec święty", itp. To dla mnie niezwykle ważny element fundamentalnych zasad duchowej i obywatelskiej wolności. Żaden "ksiądz", "biskup" czy "papież" nie jest dla mnie kimś więcej, niż każdy inny człowiek i nie jest dla mnie autorytetem tylko z powodu swej funkcji w Kościele rzymskim - autorytet zależy tylko od tego, co głosi, jaką duchową wartość mają jego słowa i czy są zgodne ze Słowem Bożym. Mądry człowiek, który okazuje się być sługą Słowa, może być mi (dusz)pasterzem, juhasem posłusznym Bacy - Jezusowi Chrystusowi. Taka to już "wymagająca" ze mnie "owca", która nie słucha każdego, kto tylko mieni się być "pasterzem" i kto oczekuje, że będzie posłusznie i ślepo słuchany.

Kościół - o którym apostoł Paweł pisze: "Tak więc już nie jesteście obcymi i przychodniami, lecz współobywatelami świętych i domownikami Boga, zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, którego kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus, na którym cała budowa mocno spojona rośnie w przybytek święty w Panu, na którym i wy się wespół budujecie na mieszkanie Boże w Duchu" (List do Efezjan 2, 19 - 22) - nie jest żadną feudalną strukturą hierarchiczną, nie ma w nim podziału klasowego. Członkowie Kościoła Chrystusowego są względem siebie doskonale równi, choć sprawują różne funkcje, są posłani do różnych zadań i nie mają jednakowego autorytetu w kwestiach wiary. "Jeden bowiem otrzymuje przez Ducha mowę mądrości, drugi przez tego samego Ducha mowę wiedzy, inny wiarę w tym samym Duchu, inny dar uzdrawiania w tym samym Duchu. Jeszcze inny dar czynienia cudów, inny dar proroctwa, inny dar rozróżniania duchów, inny różne rodzaje języków, inny wreszcie dar wykładania języków. (...) A Bóg ustanowił w kościele najpierw apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, następnie moc czynienia cudów, potem dary uzdrawiania, niesienia pomocy, kierowania, różne języki. Czy wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokami? Czy wszyscy nauczycielami? Czy wszyscy mają moc czynienia cudów? Czy wszyscy mają dary uzdrawiania? Czy wszyscy mówią językami? Czy wszyscy je wykładają?" (1. List do Koryntian 12, 7 - 30). Nie zgadza się natomiast Bóg, by jeden z powodu swych darów i posłannictwa panował nad drugim, uważał się za kogoś więcej, niż inni wokół, za kogoś więcej, niż zwykłego człowieka - na pychę z racji piastowanego urzędu. Ci, którzy nią grzeszą, surową karę poniosą - znacznie surowszą zwłaszcza, gdy głoszą zwodnicze nauki, gdy zwodzą innych! Chrześcijańskie duszpasterstwo to przewodzenie, nie panowanie!

Gdy pewnego razu poszedłem na chrześcijańskie spotkanie, podszedł do mnie pewien człowiek, wyciągnął rękę i powiedział: "Cześć! Jak masz na imię? Ja jestem Piotr." Ów Piotr okazał się być pastorem, doktorem teologii, biblistą biegle posługującym się greką i hebrajskim, założycielem wielu lokalnych zborów, w tym jednego z największych zborów baptystycznych w Polsce - w praktyce BISKUPEM! - i autorytetem dla tysięcy ludzi w Polsce i poza Polską. Także dla mnie jest on wielkim autorytetem - jednym z tych ludzi, u których szukam wyjaśnienia, gdy czegoś nie rozumiem lub chcę poznać głębiej, niż na to pozwalają moje możliwości zrozumienia - ale jest przede wszystkim kochanym Bratem w Panu, Piotrem! Jego autorytet ma źródła w wierze - która jest żywą społecznością z Bogiem - i mądrości, jaką został obdarzony i do jakiej doszedł studiując dziesiątki lat Słowo Boże, języki biblijne i inne dziedziny, których poznanie jest konieczne dla lepszego rozumienia Biblii, człowieka i świata. Od wielu lat podziwiam niesamowitą pokorę tego naprawdę wielkiego pod względem ducha i mądrości człowieka - który potrafi stać na braterskiej równi z każdym i usługiwać. "I przybyli do Kafarnaum. A będąc w domu [Jezus], zapytał ich: O czym to rozprawialiście w drodze? A oni milczeli, bo rozmawiali między sobą w drodze o tym, kto z nich jest największy. I usiadłszy, przywołał dwunastu i rzekł im: Jeśli ktoś chce być pierwszy, niechaj stanie się ze wszystkich ostatnim i sługą wszystkich" (Ewangelia Mateusza 9, 33 - 35).

Kościół Chrystusowy jest społecznością bardzo uproszczonych relacji. Nie jest instytucją z kierownictwem, urzędnikami, systemem kariery i zależności, biurokracją, stosami dyplomów, certyfikatów i przeróżnych dokumentów - jest Rodziną Dzieci Bożych! W osobie Chrystusa Bóg zniżył się do człowieka i wszedł z nim w relację, likwidując cały system kapłański! "Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym..." (1. List Piotra 2, 9 - tłum. Biblia Tysiąclecia). Jest to śmieszne i żałosne, gdy ktoś spośród ludzi określa się "namiestnikiem chrystusowym", lub gdy na głowie ma mitrę a w ręku pastorał, a zwykli ludzie widzą go tylko przy ołtarzu podczas uroczystości, a jego "godność" jest tak "ogromna", że nie będą do niego dopuszczeni lub są onieśmieleni. Jest to śmieszne i żałosne, że Bóg jest o wiele bardziej dostępny, niż ci, którzy mienią się być "pośrednikami", "namiestnikami" i "kapłanami" Boga na ziemi! Skoro Bóg się uniżył do człowieka, to Kościół musi być "strukturą poziomą", społecznością ludzi pokornych i skromnych, by nic nie wystawało ponad to Boże uniżenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz