czwartek, 16 marca 2017

Ciężkie kamienie

"Nie każdy, kto nazywa Mnie swoim Panem, wejdzie do królestwa niebios – tylko ten, kto wykonuje wolę mego Ojca w niebie" (Ewangelia Mateusza 7, 21 - tłum. "Słowo Życia")
Już od kilku lat nie uczestniczę w życiu politycznym. Nie biorę zasadniczo udziału w wyborach i nie opowiadam się za żadną partią polityczną. Wszystkie bowiem utraciły moje zaufanie - od lat bowiem obserwuję głównie idiotyczne spory, walkę o władzę i obsadzanie intratnych "swoimi". Jako chrześcijanin nie mogę i nie chcę w tym uczestniczyć. Właściwie wolałbym tego nawet nie oglądać - móc żyć spokojniej, ale... nie można udawać, że polityka nas nie dotyczy, bo w znacznej mierze od niej zależy jak będziemy żyli, co nas czeka. Stoję więc z boku i przyglądam się.

W ostatnich dniach dotarła do mnie reklama "Gazety Polskiej":

Oto prawdziwa "ikona" tego, co mnie gorszy w polityce i sprawia, że nie chcę w tym w żaden sposób uczestniczyć. Taką politykę świetnie podsumowali twórcy serialu TVP "Siła wyższa": "Ja ciebie opluję, ty mnie, i tyle tylko z tego, że obaj opluci chodzimy". Wszystko to jest tym bardziej gorszące, gdy ludzie w ten sposób postępujący, posługują się równocześnie znakiem krzyża, manifestują "wiarę" i związek z Kościołem i zabiegają o poparcie ludzi wierzących. Jakże wspierać ludzi, którzy wprawdzie chcą realizować pewne "postulaty" ze Słowa Bożego, którzy czują się zwolnieni z realizowania podstawowego wezwania, którym jest miłość bliźniego i czują się "usprawiedliwieni", bo przecież oni sami są tacy "dobrzy", tak bardzo "prawi i sprawiedliwi", a ci inni są wyłącznie źli. Na mojej szyi wisi zwykle niewielki krzyżyk, nade wszystko staram się, by krzyż był w moim sercu. Nie mógłbym z krzyżem wchodzić w taką politykę, ani popierać takich metod działania choćby przez głosowanie - bo wstyd by mi było iść w to z krzyżem Jezusa Chrystusa!

Można się z kimś nie zgadzać światopoglądowo czy politycznie... To zupełnie normalne! W swoim otoczeniu mam sporo ludzi, z którymi w niejednej kwestii jesteśmy na zupełnie różnych biegunach. Nie zgadzamy się w kwestiach filozoficznych, moralnych, politycznych, duchowych - jednak szanujemy siebie na wzajem i potrafimy ze sobą normalnie rozmawiać! Bywa, że spieramy się ze sobą, nawet ostro - i czasem nawet powiemy lub napiszemy sobie trochę "mocnych słów", ale potrafimy też jakoś odnaleźć się ponad tym wszystkim, co nas dzieli. Bo każdy z nas na swój sposób próbuje być jakoś normalny w tym oszalałym świecie. Mając przed sobą człowieka, staram się w nim zawsze widzieć... człowieka - nie znaczek w jego klapie, nie barykadę czy przepaść między nami. Spór w ważnych sprawach jest normalny a nawet konieczny i wielce pożyteczny, ale walka - zwłaszcza według zasady "cel uświęca środki" - to zupełne przeciwieństwo tego, jak pragnę żyć!

Ten, kto uważa siebie za chrześcijanina, powinien MIŁOWAĆ bliźniego, bo taka jest wola Pana i nauki Chrystusa. Chrystus nie chce być dla ludzi narzędziem walki ideologiczno - politycznej, lecz mistrzem życia. Ten, kto pogardza drugim człowiekiem, diabła ma za swego mistrza i przewodnika i za nim idzie do piekła, choćby całymi godzinami zwykł klęczeć pod krzyżem i klepać "nabożne" modlitwy. Można być bardzo religijnym przez całe swoje życie, a mieć przed sobą bramy raju zamknięte i Jezusa mówiącego: "Nie znam cię! Nie należysz do mnie!" To, jakim kto jest względem ludzi, jest odzwierciedleniem jego wiary. "Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. (...) Jeśliby ktoś mówił: ‘Miłuję Boga’, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego" (1. List Jana 4, 7 - 8 i 19 - 20, tłum. Biblia Tysiąclecia).

"Wtedy znawcy Prawa i faryzeusze przyprowadzili kobietę przyłapaną na cudzołóstwie. Postawili ją wobec wszystkich i powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę schwytano w chwili, gdy cudzołożyła. Mojżesz w Prawie nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? Pytali o to, by Go wystawić na próbę, bo szukali podstawy do oskarżenia Go. Jezus zaś schylił się i zaczął pisać palcem po ziemi. A gdy tak nalegali z pytaniem, wyprostował się i powiedział do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem. Po tych słowach znów się schylił i pisał po ziemi. Gdy to usłyszeli, zaczęli odchodzić jeden po drugim, poczynając od starszych. W końcu pozostał On sam oraz kobieta stojąca pośrodku. Wtedy podniósł się i zapytał: Kobieto, gdzie oni są? Nikt cię nie potępił? Odpowiedziała: Nikt, Panie! A Jezus: Ja też cię nie potępiam: Idź i odtąd już nie grzesz" (Ewangelia Jana 8, 3 - 11). Jezus nie usprawiedliwia tej kobiety, lecz przypomina tym, którzy uważali się za lepszych od niej - takich "czystych", "prawych", "sprawiedliwych" i "bogobojnych" - ich własne grzechy, którymi powinni się zająć w pierwszej kolejności. Oni nie byli uczniami Jezusa, lecz upuścili kamienie i odeszli upokorzeni.

Ten, kto naprawdę klęka pod krzyżem Chrystusa, by zostawić tam swoje grzechy, ten też wie, jak wiele ich jest. To uczy pokory. Ten, kto naprawdę wyznaje swoje grzechy i zyskuje zbawienie, ten też rozluźnia swoje garście - kamienie i cała chęć ciskania nimi w innych wokół opadają z głuchym łomotem. Zamiast uderzać w piersi innych, powinniśmy uderzać się we własne, z głośnym "mea culpa" - to bardziej miłe jest Bogu i lepiej zrobi nam samym i wszystkim wokół!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz