czwartek, 16 marca 2017

Jedyny

Chrześcijaństwo nie jest w rzeczywistości jedną z religii tego świata. Na świecie funkcjonują przeróżne bóstwa, filozofie i systemy religijne - lecz tylko w chrześcijaństwie człowiek wchodzi w relacje z Bogiem. Jezus nie był jednym z wielu przywódców religijnych na tym świecie - oni wszyscy poumierali i gdzieś tam są ich groby, a w tych grobach ich szkielety i prochy. Nie byli w stanie ani powstrzymać swej śmierci, ani też powrócić do życia. Jezus też umarł, lecz jego grób po trzech dniach opustoszał i pozostał pusty. Stało się tak dlatego, że wszyscy tzw. "wielcy przywódcy religijni" byli tylko ludźmi, a Jezus jest Bogiem! Jako jedyny w dziejach świata umarł On dobrowolnie - bo jako jedyny umrzeć nie musiał, a uczynił to tylko ze względu na nas, dla naszego zbawienia - i sam wrócił do życia, gdyż jest Panem, który daje życie, Życiem sam w sobie. Nie ma teź "różnych dróg duchowych" - jest tylko jedna. Jezus o sobie powiedział: "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie" (Ewangelia Jana 14, 6 - tłum. Biblia Tysiąclecia). On nie stworzył religii, czy szkoły filozoficznej, lecz otworzył dla nas Drogę, sam siebie nią dla nas uczynił.


Ciężkie kamienie

"Nie każdy, kto nazywa Mnie swoim Panem, wejdzie do królestwa niebios – tylko ten, kto wykonuje wolę mego Ojca w niebie" (Ewangelia Mateusza 7, 21 - tłum. "Słowo Życia")
Już od kilku lat nie uczestniczę w życiu politycznym. Nie biorę zasadniczo udziału w wyborach i nie opowiadam się za żadną partią polityczną. Wszystkie bowiem utraciły moje zaufanie - od lat bowiem obserwuję głównie idiotyczne spory, walkę o władzę i obsadzanie intratnych "swoimi". Jako chrześcijanin nie mogę i nie chcę w tym uczestniczyć. Właściwie wolałbym tego nawet nie oglądać - móc żyć spokojniej, ale... nie można udawać, że polityka nas nie dotyczy, bo w znacznej mierze od niej zależy jak będziemy żyli, co nas czeka. Stoję więc z boku i przyglądam się.

W ostatnich dniach dotarła do mnie reklama "Gazety Polskiej":

Oto prawdziwa "ikona" tego, co mnie gorszy w polityce i sprawia, że nie chcę w tym w żaden sposób uczestniczyć. Taką politykę świetnie podsumowali twórcy serialu TVP "Siła wyższa": "Ja ciebie opluję, ty mnie, i tyle tylko z tego, że obaj opluci chodzimy". Wszystko to jest tym bardziej gorszące, gdy ludzie w ten sposób postępujący, posługują się równocześnie znakiem krzyża, manifestują "wiarę" i związek z Kościołem i zabiegają o poparcie ludzi wierzących. Jakże wspierać ludzi, którzy wprawdzie chcą realizować pewne "postulaty" ze Słowa Bożego, którzy czują się zwolnieni z realizowania podstawowego wezwania, którym jest miłość bliźniego i czują się "usprawiedliwieni", bo przecież oni sami są tacy "dobrzy", tak bardzo "prawi i sprawiedliwi", a ci inni są wyłącznie źli. Na mojej szyi wisi zwykle niewielki krzyżyk, nade wszystko staram się, by krzyż był w moim sercu. Nie mógłbym z krzyżem wchodzić w taką politykę, ani popierać takich metod działania choćby przez głosowanie - bo wstyd by mi było iść w to z krzyżem Jezusa Chrystusa!

Można się z kimś nie zgadzać światopoglądowo czy politycznie... To zupełnie normalne! W swoim otoczeniu mam sporo ludzi, z którymi w niejednej kwestii jesteśmy na zupełnie różnych biegunach. Nie zgadzamy się w kwestiach filozoficznych, moralnych, politycznych, duchowych - jednak szanujemy siebie na wzajem i potrafimy ze sobą normalnie rozmawiać! Bywa, że spieramy się ze sobą, nawet ostro - i czasem nawet powiemy lub napiszemy sobie trochę "mocnych słów", ale potrafimy też jakoś odnaleźć się ponad tym wszystkim, co nas dzieli. Bo każdy z nas na swój sposób próbuje być jakoś normalny w tym oszalałym świecie. Mając przed sobą człowieka, staram się w nim zawsze widzieć... człowieka - nie znaczek w jego klapie, nie barykadę czy przepaść między nami. Spór w ważnych sprawach jest normalny a nawet konieczny i wielce pożyteczny, ale walka - zwłaszcza według zasady "cel uświęca środki" - to zupełne przeciwieństwo tego, jak pragnę żyć!

Ten, kto uważa siebie za chrześcijanina, powinien MIŁOWAĆ bliźniego, bo taka jest wola Pana i nauki Chrystusa. Chrystus nie chce być dla ludzi narzędziem walki ideologiczno - politycznej, lecz mistrzem życia. Ten, kto pogardza drugim człowiekiem, diabła ma za swego mistrza i przewodnika i za nim idzie do piekła, choćby całymi godzinami zwykł klęczeć pod krzyżem i klepać "nabożne" modlitwy. Można być bardzo religijnym przez całe swoje życie, a mieć przed sobą bramy raju zamknięte i Jezusa mówiącego: "Nie znam cię! Nie należysz do mnie!" To, jakim kto jest względem ludzi, jest odzwierciedleniem jego wiary. "Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. (...) Jeśliby ktoś mówił: ‘Miłuję Boga’, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego" (1. List Jana 4, 7 - 8 i 19 - 20, tłum. Biblia Tysiąclecia).

"Wtedy znawcy Prawa i faryzeusze przyprowadzili kobietę przyłapaną na cudzołóstwie. Postawili ją wobec wszystkich i powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę schwytano w chwili, gdy cudzołożyła. Mojżesz w Prawie nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? Pytali o to, by Go wystawić na próbę, bo szukali podstawy do oskarżenia Go. Jezus zaś schylił się i zaczął pisać palcem po ziemi. A gdy tak nalegali z pytaniem, wyprostował się i powiedział do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem. Po tych słowach znów się schylił i pisał po ziemi. Gdy to usłyszeli, zaczęli odchodzić jeden po drugim, poczynając od starszych. W końcu pozostał On sam oraz kobieta stojąca pośrodku. Wtedy podniósł się i zapytał: Kobieto, gdzie oni są? Nikt cię nie potępił? Odpowiedziała: Nikt, Panie! A Jezus: Ja też cię nie potępiam: Idź i odtąd już nie grzesz" (Ewangelia Jana 8, 3 - 11). Jezus nie usprawiedliwia tej kobiety, lecz przypomina tym, którzy uważali się za lepszych od niej - takich "czystych", "prawych", "sprawiedliwych" i "bogobojnych" - ich własne grzechy, którymi powinni się zająć w pierwszej kolejności. Oni nie byli uczniami Jezusa, lecz upuścili kamienie i odeszli upokorzeni.

Ten, kto naprawdę klęka pod krzyżem Chrystusa, by zostawić tam swoje grzechy, ten też wie, jak wiele ich jest. To uczy pokory. Ten, kto naprawdę wyznaje swoje grzechy i zyskuje zbawienie, ten też rozluźnia swoje garście - kamienie i cała chęć ciskania nimi w innych wokół opadają z głuchym łomotem. Zamiast uderzać w piersi innych, powinniśmy uderzać się we własne, z głośnym "mea culpa" - to bardziej miłe jest Bogu i lepiej zrobi nam samym i wszystkim wokół!

niedziela, 12 marca 2017

Ślady

Źródło: Biblical Creation / Facebook

Taką oto ciekawostkę wyświetliła mi dzisiaj jedna z biblijno - kreacjonistycznych stron na Facebooku. Są ludzie, którzy od wielu lat z ogromnym zapałem i poświęceniem wędrują po opisanych na kartach Biblii ziemach, próbując znajdować ślady biblijnych wydarzeń i zlokalizować opisane przez Bożych Ludzi miejsca. Przez sceptyków traktowani są w najlepszym wypadku jak "nieszkodliwi wariaci". Trochę dziwi mnie fakt, że nawet wielu chrześcijan nie dostrzega sensu takich działań, i nie interesuje się, a nawet krytykuje ich wyniki. A przecież jeśli wierzymy, że Słowo Boże mówi prawdę o dziejach ludzkości w ogóle i dziejach Izraela w szczególności, to przecież jasne jest, że po zdarzeniach tych musiały pozostać ślady i że warto ich szukać, jako kolejnych świadectw potwierdzających wiarygodność Słowa Bożego.

O archeologach pracujących na Bliskim Wschodzie mówi się, że w jednym ich ręku jest szpadel a w drugim Biblia. Właściwie biblistyka powinna być wręcz obowiązkowym przedmiotem dla studentów archeologii, którzy wybierają specjalizację śródziemnomorską i orientalną. Biblia bowiem właśnie jest jednym z głównych, najważniejszych świadectw historycznych dla tego regionu. Jej wiarygodność w tym zakresie jest poświadczona setkami a nawet tysiącami odkryć naukowych. Z biegiem czasu potwierdzane są miejsca, zdarzenia i postacie. Tych odkryć jest już tak wiele, że głupotą jest przekonanie, że nie warto szukać miejsc i śladów związanych ze zdarzeniami biblijnymi, czy też myślenie o nich w kategoriach "mitu" tylko z powodu ich niezwykłości czy dotychczasowego braku potwierdzających je odkryć.

Nasz świat jest w gruncie rzeczy pełen świadectw o Bogu, jego realnym istnieniu, i prawdziwości absolutnie każdego słowa zapisanego w Biblii. Tyle, że miejsca uległy przez tysiące lat zapomnieniu, w cuda przestaliśmy wierzyć zaślepieni (tak właśnie!) "rozumem" i "nauką". Myślę, że Bogu miłe jest, gdy poszukujemy biblijnych śladów, kierując się wiarą i miłością do Niego i Jego Słowa.

Świadectwo o Ojcu

"Mowa wasza niech będzie zawsze uprzejma, zaprawiona solą, abyście wiedzieli, jak macie odpowiadać każdemu" (List do Kolosan 4, 6)
Jezus mówi: "Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli jedni drugich darzyć będziecie miłością" (Ewangelia Jana 13, 35 - tłum. EIB). Jezus mówił to do uczniów i mówił o jedności i miłości pomiędzy nimi. Jednak miłość i odpowiednie , godne zachowanie i traktowanie innych mają być dla nas normą życia na co dzień, mają być świadectwem o nas przed światem.

Obcując z ludźmi staram się być cierpliwy i wyrozumiały. Jednak bardzo trudno jest mi wytrzymać, gdy spotykam się z prymitywnym chamstwem. Czasem komentuję: "Oj, nie udało się rodzicom wychować synka / córuni!" Nie mam nic do czyichkolwiek rodziców, lecz ten, kto zachowuje się w niewłaściwy sposób, daje złe świadectwo nie tylko o samym sobie, lecz także o domu, z którego wyszedł. Wielu rodziców ze smutkiem mówi: "wstyd mi za własne dziecko!" Sami widzą, że choć zrobili wszystko, co mogli, dziecka nie udało się wychować - nie znaczy to, że są oni czemukolwiek winni, lecz faktem jest porażka. Próbuję się postawić w ich sytuacji. Gdybym miał dziecko, które by źle traktowało innych ludzi bądź zwierzęta, sięgnęło po pornografię i zakosztowało "wolnej miłości", czy też związało się z kimś tej samej płci, które sięgało by po alkohol  lub narkotyki, zadawało się z "niewłaściwym towarzystwem, kradło, etc. - byłoby to dla mnie bardzo depresyjne i wstydliwe. Dobrzy rodzice, świadomi złego postępowania własnych dzieci, bardzo cierpią a wstyd, jaki odczuwają, chroni ich przed hańbą, jaką ściągają na nich niegodziwe postępowanie potomków.

Tak, jak dziecko swoim życiem i postępowaniem wobec ludzi powinno dawać dobre świadectwo o swoich rodzicach i ich domu, z którego wyszło, tak i my powinniśmy tym, jak żyjemy i jak traktujemy ludzi wokół nas, dawać świadectwo o naszym Ojcu, Bogu, i jego domu, Królestwie Niebieskim. W tym świecie mamy wyróżniać się nie tylko żarliwą wiarą, lecz także i tym, w jaki sposób traktujemy siebie nawzajem i innych ludzi. Chrześcijanin powinien być stanowczy w sprawach wiary i moralności, a przy tym być "eleganckim" wobec ludzi z otoczenia - być dobrze wychowanym, niczym "lord" czy "lady". Skoro jesteśmy Dziećmi Bożymi, a Bóg jest Królem, to powinniśmy dbać o to, jacy jesteśmy wobec innych w tym świecie. Jako Dzieci Króla powinniśmy być na swój sposób "dystyngowani", by godnie reprezentować Ojca na ziemi. Powinniśmy żyć i postępować z ludźmi tak, by Bogu nie przynosić wstydu - ma być w nas blask pochodzący od Ojca. Jezus mówi: "Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie" (Ewangelia Mateusza 5, 16 - tłum. Biblia Tysiąclecia).

niedziela, 5 marca 2017

Odnaleziony!

"Szukajcie Pana, dopóki pozwala się znaleźć..." (Księga Izajasza 55, 6)
Z tym "szukaniem Boga" to bardzo dziwna sprawa. Gdy bowiem "znajdujemy" Pana, okazuje się, że wcale nie musieliśmy Go szukać, gdyż On nigdy nie odwrócił się od nas, ludzi, nie odszedł od nas i nigdzie się przed nami nie ukrył! Gdy "odnajdujemy Boga", okazuje się, że tak naprawdę, jeśli szukaliśmy, to szukaliśmy... siebie samych. Bowiem nie Bóg - podkreślam to jeszcze raz - się zgubił, lecz my się zgubiliśmy. "Odnajdując" Boga, odnajdujemy przede wszystkim samych siebie w Bogu. W Nim, i tylko w Nim, odnajdujemy pełnię siebie: człowieczeństwo, tożsamość i godność - i to w większej mierze, niż moglibyśmy marzyć, czy sobie wyobrażać! W Nim, i tylko w Nim, możemy odnaleźć pełnię siebie - z wszystkim tym, co Bóg ma nam do zaoferowania.