poniedziałek, 6 lutego 2017

Poligon

"Wtedy podszedł Piotr i zapytał: Panie, ile razy mam wybaczać mojemu bratu, jeśli zgrzeszy przeciwko mnie? Czy aż do siedmiu razy? Jezus odpowiedział: Mówię ci, nie aż do siedmiu razy, lecz do siedemdziesięciu razy siedem" (Ewangelia Mateusza 18, 21 - 22, tłum. EIB).

"W niedzielę do protestów przeciwko zakazowi aborcji doszło nie tylko na ulicach. W Warszawie w kościele św. Anny kobiety uczestniczące w mszy wstały i opuściły świątynię na znak protestu przeciw stanowisku polskich biskupów. Na nagraniu z kościoła słychać, jak ksiądz odprawiający mszę rozpoczyna czytanie listu Konferencji Na nagraniu z kościoła słychać, jak ksiądz odprawiający mszę rozpoczyna czytanie listu Konferencji Episkopatu Polski, rozpoczynającego się od słów ‘Życie każdego człowieka jest chronione piątym przykazaniem Dekalogu: Nie zabijaj!’ W tym momencie z ławek podnosi się kilkanaście kobiet i demonstracyjnie opuszcza mszę. ‘Skandal!’ - komentuje głośno kilka z nich. Z przodu kościoła wybucha kłótnia. Kolejne osoby wstają, żegnają się i wychodzą. ‘Chodźcie, dziewczyny. To jest naprawdę przeciwko naszym prawom’ - słychać zza kadru" (Wyborcza.pl, 13 kwietnia 2016). "Jest akt oskarżenia wobec Anny Z., która w kwietniu zeszłego roku, krzycząc, demonstracyjnie wyszła z mszy w kościele św. Anny" (Wyborcza.pl, 6 lutego 2017).

Pozwalam sobie zacząć od myśli. Są ludzie, którzy są szczerze przekonani, że ich własne poglądy są najwłaściwsze, a wszyscy inni powinni koniecznie je podzielać. "Moje ciało, moja sprawa", "prawo do decydowania" - to dla nich "postępowość" i domagają się od wszystkich wokół, by przyklaskiwali, a przynajmniej potulnie milczeli. A jeśli nie chcą ani przyklaskiwać, ani też milczeć, "obrońcy praw i wolności" przystępują do ataku i bezpardonowego poniżania i niszczenia tych, którzy mają odmienne zdanie, niż oni. Fakt, że nie każdy myśli tak, jak oni i że "ma czelność" swobodnie o tym mówić, doprowadza ich do furii. I tak właśnie było tamtej ubiegłorocznej niedzieli w Warszawie. Kobiety te przyszły do kościoła w zupełnie innym celu, niż ten, w jakim zazwyczaj do kościoła się chodzi. Przyszły one tam, by zamanifestować swoje poglądy, swoją pogardę wobec ludzi o odmiennych poglądach (stanowisko katolickie w kwestii ochrony życia jest dość specyficzne, lecz tak naprawdę poglądy chrześcijan z różnych społeczności są w tej kwestii bardzo zbliżone), zakłócić mszę... Przyszły, by - gdy tylko będą wygłaszane poglądy niezgodne z ich własnymi - przeszkodzić i naubliżać księżom, i nie tylko im, bo okazały tym samym zupełny brak szacunku, a wręcz pogardę, tym wszystkim, którzy przyszli do kościoła w tym celu, w jakim zazwyczaj się tam chodzi - by się modlić i słuchać nauczania duszpasterzy. Przyszły, by udawać "oburzonych wiernych", ostentacyjnie nie zgadzających się z księżmi i wychodzących gromadnie z kościoła - dokładnie tak było to zresztą relacjonowane w mediach. 

Każdy ma prawo do własnych przekonań, lecz także jego powinnością jest szacunek do innych i ich przekonań. To, czego dopuścili się prowokatorzy, z Anną Z. na czele, było niewątpliwie niegodziwością i agresją, którą można porównać z wtargnięciem do czyjegoś domu, pogwałceniem "miru domowego" i napadem na domowników. Prowokatorzy wpisali się tym aktem w narastający, globalny terror. Wielokrotnie i na całym świecie katolickie msze i ewangeliczne nabożeństwa, są od wielu lat zakłócane przez ludzi, którzy uważają, że ich poglądy powinny być obowiązującymi dla całego społeczeństwa. Wdzierano się do kościołów z "tęczowymi flagami", zagłuszano nabożeństwa, a nawet dopuszczano się aktów ekshibicjonizmu... Mamy do czynienia z zupełnym zdziczeniem "postępowych", skrajnie liberalnych (czy nawet wręcz libertyńskich!) środowisk lewicowych. Niewątpliwie też zachowania takie są co najmniej wykroczeniem, w myśl obowiązującego prawa.

Jednak zupełnie nie cieszy mnie fakt, że - jak wiele na to wskazuje - "sprawiedliwości stanie się zadość". Mogę zrozumieć oburzenie zachowaniem tych kobiet - wszyscy jesteśmy ludźmi i czasem "emocje biorą górę" - lecz... gdzie się podziało Jezusowe "i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom" (Ewangelia Mateusza 6, 12), "odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone" (Ewangelia Łukasza 6, 37), "Nie odwzajemniajcie zła. Temu, kto ci wymierzy prawy policzek, nadstaw również lewy" (Ewangelia Mateusza 5, 39 - tłum. EIB) i pawłowym: "Nie mścijcie się sami, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu, albowiem napisano: Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę, mówi Pan" (List do Rzymian 12, 19). Bóg mówi: "Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują" (Ewangelia Mateusza 5, 44). Bóg wzywa nas, byśmy odpuszczali winy tym, przez których zostaliśmy skrzywdzeni - a odpuszczenie to... odpuszczenie i już, a nie ciąganie przed sądy, dochodzenie swoich praw i oczekiwanie, by "sprawiedliwości stało się zadość". Odwrotnie! Mamy patrzeć na bliźnich z miłością i... wstawiać się za tymi, którzy przeciwko nam występują! "Módlcie się za tych, którzy was prześladują" - to nic innego, jak właśnie wstawiennictwo przed tronem Boga za tymi ludźmi! Powinniśmy wołać: "Panie, ulituj się nad nim i skrusz jego serce, uwolnij go, ocal od zła, które w nim zostało zaszczepione!" i całą resztę zostawić Bogu. Tak! W pewnym sensie jest to tak, jakby ofiara na sali sądowej stawała przed sędzią nie jako skarżący, lecz jako adwokat winnego. Także przed sobą samym powinniśmy się wstawiać w podobny sposób za naszym winowajcom - przeciwko naszemu własnemu poczuciu krzywdy i naszym złym emocjom. Słuszne jest szukanie usprawiedliwienia i "okoliczności łagodzących" i gromienie własnego serca - zabieganie o własną łaskawość dla winowajcy, kruszenie naszej własnej surowości. Krzywda, której doświadczamy jest trudną próbą dla naszej miłości - swego rodzaju "poligonem", na którym ćwiczymy własne serce i ducha. "Bierz udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa" (2. List do Tymoteusza 2, 3 - tłum. Biblia Tysiąclecia).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz