piątek, 3 lutego 2017

Ewidencja

"Ci więc, którzy przyjęli słowo jego, zostali ochrzczeni..." (Dzieje Apostolskie 14, 41)
Fot. Sam Kim / Flickr (CC BY-NC 2.0)
Raz po raz czytam w mediach o - czasem dramatycznych - próbach wystąpienia z Kościoła katolickiego. Są ludzie, którzy latami toczą batalię tylko o to, by przestano ich uważać za katolików. Bardzo trudno mi zrozumieć działania księży, by za wszelką cenę zatrzymać w swoim Kościele - choćby tylko "na papierze", w formalnych rejestrach - tych, co bardzo w tym Kościele nie chcą być. Bóg obdarzył człowieka wolną wolą. Co więcej - ja osobiście o tej wolnej woli nie usłyszałem po raz pierwszy dopiero u protestantów, lecz słyszałem to już będąc w Kościele katolickim! A jeśli wolną wolę mamy od samego Boga, to gwałt czyniony na tej wolności należy postrzegać jako... grzech! Jeśli Bóg nas obdarzył wolną wolą, to ani rodzice, ani księża, ani biskupi, ani sam papież nie mają prawa nic nam narzucać, ani też nigdzie nas zatrzymywać! Bóg obdarował nas wolnością, a diabeł uczynił nas niewolnikami. Wszelka niewola, wszelki przymus - zawsze są diabelstwem! 

Każdy człowiek powinien mieć wgląd we wszystkie dane o sobie, jakie zgromadził dany Kościół, a także prawo "wyczyszczenia kartoteki" i nawet zatarcia wszelkich danych na swój temat, wszelkich danych osobowych - chyba, że przystąpił do danego Kościoła z własnej woli. Przyłączenie się do Kościoła powinno być zawsze aktem osobistej wiary, osobistą decyzją każdego człowieka! Jest sprawą oczywistą, że wierzący rodzice winni swe dzieci wychowywać w wierze, lecz nie powinni za nie decydować. Skoro nie decydują o ich przyszłym zawodzie, małżeństwie czy przynależności do różnych ugrupowań czy partii politycznych, to dlaczego mają decydować za nie w znacznie ważniejszych i bardziej osobistych sprawach duchowych? Jakie mają do tego prawo? Obowiązkiem wierzących rodziców jest wychowanie dzieci w wierze, lecz nie jako... religijnych niewolników, lecz ludzi, którzy będą zdolni samodzielnie przemyśleć sprawy wiary i zdecydować, jak chcą żyć. Tam, gdzie jest przymus, tam nie ma Boga ani Ducha Bożego!

Zastanawiam się, czy w ogóle powinny być prowadzone "księgi parafialne", ewidencje członków społeczności... Myślę, że znam Biblię i historię na tyle, że mogę stwierdzić: nic nam nie wiadomo, by apostołowie lub inni przywódcy w pierwotnym Kościele prowadzili jakiekolwiek rejestry! Z jednej strony byłoby to nie tylko nierozsądne, lecz wręcz niebezpieczne ze względu na prześladowania, z drugiej zaś strony... Kościół pierwotny zdaje się być zupełnie "niebiurokratyczny", niemal zupełnie nieformalny - był społecznością duchową, a nie instytucją z biurami i stosem dokumentów. W XX i XXI wieku staliśmy się niewolnikami dokumentów - i ten biurokratyczny system chce, by i Kościoły tak funkcjonowały, i żeby Kościół mógł robić wiele rzeczy, musi być zarejestrowany i mieć zarejestrowanych członków. 

Osobiście pragnę Kościoła, który nigdy nie spyta mnie o żadne dokumenty, który nie będzie oczekiwał, że zarejestruje mnie jako członka, gdzie jedynym, co się będzie liczyć, będzie sama tylko wiara i przynależność do Chrystusa Pana. Uważam, że Kościół nie musi ani nikogo rejestrować, ani też zabiegać o urzędowe zarejestrowanie wspólnoty jako Kościoła. Kościół nie powinien mieć żadnych problemów związanych z gromadzeniem i zabezpieczaniem danych osobowych ludzi, bo... dane te w ogóle nie powinny być dla Kościoła istotne! Jestem chrześcijaninem. Należę do Chrystusa. Nie jestem zainteresowany i nie chcę figurować w żadnej kościelnej ewidencji. Nie chcę się deklarować w żaden inny sposób, jak tylko wyznaniem wiary. Nie jestem zainteresowany byciem w jakichkolwiek formalnych strukturach - jedno jest tylko dla mnie ważne: należeć do Chrystusa! Jedyna kościelna "formalność", to dla mnie osobiście zgięcie kolan przed Panem, moim Bogiem, i uznanie w tej postawie Jego zwierzchności nade mną! Jeden tylko "wpis do ewidencji" ma znaczenie - by moje imię było zapisane w "Księdze Życia", która kiedyś zostanie otwarta na największym sądzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz