czwartek, 16 lutego 2017

Blask

"Jezus znów skierował do nich słowa: Ja jestem światłem świata. Kto idzie za Mną, na pewno nie będzie błądził w ciemności, lecz będzie miał światło życia" (Ewangelia Jana 8, 12 - tłum. EIB)
Jedno z moich ulubionych wspomnień jest spacer nad morzem w pewną księżycową noc. Nim jeszcze księżyc wyłonił się "z wody", horyzont rozjaśniła niesamowita poś-wiata. Przez dobrą chwilę stałem zachwycony, myśląc: "O jejku, co to!", nim uświadomiłem sobie, że to nasz satelita mówi nam: "dobry wieczór!" Najbardziej niesamowicie zrobiło się, gdy Księżyc wzbił się wyżej i rozświetlił wody Bałtyku i piasek plaży. Była północ, lecz nie chciało się spać - żal by było przespać TAKĄ noc!

Dlaczego tym piszę? Wczoraj wieczorem Jezus przypomniał m: "Ja jestem światłością świata!" Jezus też o nas powiedział: "Wy jesteście światłem świata" (Ewangelia Mateusza 5, 14 - tłum. EIB). Możemy i powinniśmy być światłem w tym świecie, dla innych ludzi. Abyśmy nim byli, sami musimy być wypełnieni światłem, którym jest Chrystus. Abyśmy świecili innym, świecili jasno w ciemnościach tego świata, Chrystus musi wpierw przeniknąć całe nasze życie, a Jego Ewangelia musi być treścią głęboko wyrytą w naszym sercu. "Żyję już nie ja - żyje we mnie Chrystus" (List do Galatów 2, 20 - tłum. EIB). Nasze światło, którym mamy świecić w tym świecie, nie pochodzi od nas, lecz jest światłem Chrystusa - tak samo, jak Księżyc, który nam świeci w nocy, i czasem tak pięknie rozświetla jej mroki, nie świeci sam, bo sam w sobie jest tylko wielką bryłą skały, lecz odbija światło Słońca. Naszym powołaniem jest bycie ŚWIATŁEM CHRYSTUSA dla świata!

Raz jeszcze wracam do tego spaceru sprzed lat. Obyśmy zawsze byli tak piękni w tym świecie, jak ten Księżyc nad morzem! Obyśmy zawsze byli światłem i błogosławieństwem dla ludzi! Nie łudzę się, że będziemy ogólnie podziwiani, bo to, co pochodzi od Boga - zwłaszcza, jeśli jest Prawdą - niekoniecznie wzbudza wśród ludzi zachwyt i entuzjazm, ale pragnę, byśmy zawsze byli nośnikami światłości bożej i nieśli światu zawsze wszystko to, co najlepsze.

piątek, 10 lutego 2017

Dar

"I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go" (1. Księga Mojżeszowa 1, 27)
Lubię wracać do tego fragmentu, bo za każdym razem odkrywam jakiś nowy aspekt tego "na obraz i podobieństwo". Jednym z tych aspektów jest rozumność. Bóg uczynił człowieka rozumnym - zdolnym do myślenia, analizowania, poznawania, uczenia się... Rozum jest darem, który pozwolił nam rozwinąć naukę i technikę. Ten, kto pogardza rozumem i naukową wiedzą, ten pogardza darem, który mamy od Boga. Nauka bez wiary jest drogą na manowce, lecz wiara bez nauki także. Jedno i drugie kończy się głupotą, a ta - będąc przeciwieństwem mądrości, która jest od Boga - pochodzi od diabła! Nie kto inny, lecz właśnie diabeł czyni ludzi głupimi i naiwnymi - i niechętnymi do uczenia się, pozyskiwania wiedzy.

Nie lubię sporów, a tym bardziej nie lubię toczyć ich z ludźmi... Ekhemmm! Delikatnie mówiąc: ...niezbyt mądrymi. Jeśli mimo wszystko tak się czasami zdarza, to dlatego, że w moim sercu wciąż jest nadzieja, że człowiek jednak może zmądrzeć. Akurat popadłem w jeden z takich sporów, a jego tematem są rzekomo "skrywane"  przez naukowców - jako "niewygodne" dla nauki - "odkrycia" gigantycznych szkieletów ludzkich - tak wielkich, że istoty "zbudowane" na takim "rusztowaniu" miałyby nawet... kilkanaście metrów wzrostu! Rewelacje te ilustrowane są... zdjęciami, jak na przykład takie:


Jest to znane internetowe fałszerstwo, czy raczej rodzaj zabawy - tzw. "hoax" - polegający na przerabianiu zdjęć w programach graficznych tak, by uczynić je "sensacyjnym". Trudno uwierzyć, że są ludzie, którzy takie wiadomości i ilustracje traktują poważnie. Jeszcze trudniej uwierzyć, że nabierają się na to także wierzący, dla których materiały te są "naukowym dowodem" na prawdziwość biblijnego zapisu dziejów: "A w owych czasach, również i potem, gdy synowie boży obcowali z córkami ludzkimi, byli na ziemi olbrzymi, których im one rodziły. To są mocarze, którzy z dawien dawna byli sławni" (1. Księga Mojżeszowa 6, 4). Nie sposób przejść obojętnie wobec głupoty i steku bzdur, nie spróbować ratować tych, którzy w głupotę popadli. Tym bardziej, że nie jest to "niewinne głupstwo", lecz poglądy wielce szkodliwe. Ten, kto to powiela - choćby był bardzo wierzący - ośmiesza nie tylko siebie samego, ale także Boga, Biblię i Kościół. Póki co skończyło się tym, że "mądrzy w wierze" zdiagnozowali mój problem: "Nie wierzysz w to, bo nie znasz Boga i Biblii!" I w ten sposób internetowy "hoax", stworzony dla rozrywki przez anonimowych - trzeba przyznać, że dość utalentowanych - grafików, urósł do rangi... dogmatu wiary chrześcijańskiej!

Od wielu lat "obracam się w kręgach" wierzących naukowców, którzy bez zastrzeżeń przyjmują to, co jest zawarte w Słowie Bożym. Często wiedzę naukową łączą nie tylko z wiarą, lecz także z głęboką wiedzą biblijną. Można być znakomitym fizykiem, geologiem, biochemikiem a równocześnie równie znakomitym teologiem i biblistą. Znamienny jest fakt, że nikt z tych ludzi o naprawdę wielkiej wiedzy, nie poświęca w ogóle czasu na wyjaśnianie sprawy tych zdjęć, nie omawia ich, nie prezentuje podczas wykładów i nie zamieszcza w swoich publikacjach! Cała dyskusja o nich zaczyna się i kończy na internetowych forach, pełnych "znawców tematu", których zupełnie nie interesują takie dziedziny wiedzy, jak archeologia, biologia, fizyka... Gdy próbowałem odesłać do tych dziedzin nauki, odpowiedź była: "To nie ma żadnego znaczenia! Warto czytać tylko Pismo Święte! Wszystko inne tylko za pomoc służy tym, którzy wiedzą, jak użytek z wiedzy mieć." I to już chyba nie wymaga komentarza.

Jan Paweł II w encyklice "Fides et ratio" (1994) napisał: "Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy". I chociaż Jan Paweł II nie jest dla mnie duchowym przywódcą i autorytetem, ja na to mówię: AMEN! Biada człowiekowi, który używa tylko jednego z tych skrzydeł, bowiem nigdy nie zbliży się w ten sposób do mądrości i poznania prawdy! Bóg obdarza wiarą i rozumem - i obu tych darów trzeba używać jednocześnie! Ten, kto którykolwiek z nich kwestionuje, popada w głupotę, a głupota oddala od Boga. Wielki Ludwik Pasteur powiedział kiedyś: "Trochę wiedzy oddala od Boga. Dużo wiedzy sprowadza do niego z powrotem". Moim zdaniem twierdzenie to, najzupełniej prawdziwe, można też odwrócić: trochę wiary oddala od wiedzy, kierowania się rozumem i nauką, a wielka wiara pobudza pragnienie poznawania, odkrywania, myślenia i zdobywania wiedzy. Bóg obdarzył nas rozumem i pragnie, byśmy go używali w jak największym stopniu.

środa, 8 lutego 2017

Równo warci

„Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” (Ewangelia Mateusza 22, 39), „Jeśli kto mówi: Miłuję Boga, a nienawidzi brata swego, kłamcą jest; albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi” (1. List Jana 4, 20)

Jest inny świat...

"[...] Nie jesteście ze świata, bo ja was wybrałem sobie ze świata..." (Ewangelia Jana 15, 19 - tłum. Biblia Tysiąclecia)
Pewna kobieta napisała do mnie ostatnio, oburzona konserwatywnymi poglądami w kwestii roli kobiety w Kościele, a konkretniej powodów, dla których kobiety nie mogą przewodzić w Kościele. Napisała w taki mniej więcej sposób: "Takie poglądy to średniowiecze i mogły być 700 lat temu, ale teraz są inne czasy i Kościół traci i będzie tracić ludzi, jeśli się nie zmieni - z tego powodu dla mnie nie ma miejsca w Kościele..." Ja bardzo często od różnych ludzi słyszę, jaki Kościół "powinien być", żeby było w nim przyjemnie i by ludzie się do niego garnęli - taki otwarty i postępowy. Powinien nie tylko ordynować kobiety, ale także błogosławić pary homoseksualne, akceptować seks pozamałżeński, przyklaskiwać aborcji i in vitro... Rzecz w tym, że ci wszyscy tak bardzo "zatroskani o Kościół" nie mają i nie chcą mieć w rękach Biblii, bo to zwłaszcza ona jest dla nich "passé", zupełnie "przestarzała", "nie na czasie". Postępowy, otwarty na ludzi Kościół - jak wynika z ich wniosków - w ogóle powinien odłożyć na bok Biblię i głosić tylko to, co ludzie chcą słyszeć. Tyle, że wówczas nie byłby to już Kościół!

Problemem tej kobiety, która do mnie napisała, nie jest brak miejsca dla niej w Kościele, lecz fakt, że nie jest jej w Kościele wygodnie, bo nie mieści się w tym miejscu, na które Bóg zaprasza, jej "postępowy światopogląd". Gdy człowiek odczuwa, że nie ma dla niego miejsca w Kościele, to nie jest to problem z Kościołem, lecz z człowiekiem! I to nie Kościół musi się zmienić, lecz człowiek! Zadaniem Kościoła nie jest stwarzanie "strefy komfortu" dla człowieka i dostarczanie tego, co trafia w jego upodobania i oczekiwania, kształtowanie człowieka według upodobań i oczekiwań Boga! Kościół jest powołany do głoszenia ludziom Ewangelii Chrystusowej, nie zaś do przedstawiania Bogu swoistej "petycji", co ludzie chcą od Niego słyszeć! Kościół to nie jest luksusowy "hotel & spa all inclusive", gdzie najważniejsze jest zadowolenie gości, lecz "strefa" duchowej walki i oczyszczenia - tak, by człowiek w Kościele choć trochę bardziej zadowalał Boga. 

To niewątpliwie prawda, że Kościół nie pasuje do tego świata i tych czasów. Jest tak dlatego, że Pan Kościoła - jego Opoka - i położone przez niego fundamenty Kościoła są poza tym światem i poza czasem! Żyjemy wprawdzie w tym świecie i w tym czasie - z woli Boga - lecz duchowo, jako Kościół Boży, jesteśmy poza tym światem i poza czasem. Tu jesteśmy tylko przechodniami, pielgrzymami i nie musimy nadążać za tym światem i zachodzącymi w nim zmianami, gdyż my już żyjemy poza nim, w zupełnie innej rzeczywistości! Chrześcijanin już za życia "tu i teraz", jest bardziej tam, gdzie jest Bóg!

Fot. Ricardo Yagi / Flickr (CC BY 2.0)


Nie potrafię żyć "rytmem tego świata". Nie potrafię znaleźć sobie na nim miejsca. Nie potrafię sprostać jego oczekiwaniom. Nie potrafię nadążać za zmianami, jakie zachodzą. Nie mam ochoty nadążać za tym wszystkim - tym bardziej, że jest to szaleńczy bieg na ślepo... ku przepaści. Nie pasuję do tego świata - raczej tęsknię za tą rzeczywistością, do której należy już mój duch. "Bo dla mnie życie, to Chrystus, a śmierć – to zysk. Jeśli już żyć w ciele, to dla owocnej pracy. Co bym wolał? – Nie wiem. Pociąga mnie jedno i drugie. Chciałbym stąd odejść i być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze. Jednak pozostać w ciele – to dla was korzystniejsze" (List do Filipian 1, 21 - 24, tłum. EIB).

poniedziałek, 6 lutego 2017

Poligon

"Wtedy podszedł Piotr i zapytał: Panie, ile razy mam wybaczać mojemu bratu, jeśli zgrzeszy przeciwko mnie? Czy aż do siedmiu razy? Jezus odpowiedział: Mówię ci, nie aż do siedmiu razy, lecz do siedemdziesięciu razy siedem" (Ewangelia Mateusza 18, 21 - 22, tłum. EIB).

"W niedzielę do protestów przeciwko zakazowi aborcji doszło nie tylko na ulicach. W Warszawie w kościele św. Anny kobiety uczestniczące w mszy wstały i opuściły świątynię na znak protestu przeciw stanowisku polskich biskupów. Na nagraniu z kościoła słychać, jak ksiądz odprawiający mszę rozpoczyna czytanie listu Konferencji Na nagraniu z kościoła słychać, jak ksiądz odprawiający mszę rozpoczyna czytanie listu Konferencji Episkopatu Polski, rozpoczynającego się od słów ‘Życie każdego człowieka jest chronione piątym przykazaniem Dekalogu: Nie zabijaj!’ W tym momencie z ławek podnosi się kilkanaście kobiet i demonstracyjnie opuszcza mszę. ‘Skandal!’ - komentuje głośno kilka z nich. Z przodu kościoła wybucha kłótnia. Kolejne osoby wstają, żegnają się i wychodzą. ‘Chodźcie, dziewczyny. To jest naprawdę przeciwko naszym prawom’ - słychać zza kadru" (Wyborcza.pl, 13 kwietnia 2016). "Jest akt oskarżenia wobec Anny Z., która w kwietniu zeszłego roku, krzycząc, demonstracyjnie wyszła z mszy w kościele św. Anny" (Wyborcza.pl, 6 lutego 2017).

Pozwalam sobie zacząć od myśli. Są ludzie, którzy są szczerze przekonani, że ich własne poglądy są najwłaściwsze, a wszyscy inni powinni koniecznie je podzielać. "Moje ciało, moja sprawa", "prawo do decydowania" - to dla nich "postępowość" i domagają się od wszystkich wokół, by przyklaskiwali, a przynajmniej potulnie milczeli. A jeśli nie chcą ani przyklaskiwać, ani też milczeć, "obrońcy praw i wolności" przystępują do ataku i bezpardonowego poniżania i niszczenia tych, którzy mają odmienne zdanie, niż oni. Fakt, że nie każdy myśli tak, jak oni i że "ma czelność" swobodnie o tym mówić, doprowadza ich do furii. I tak właśnie było tamtej ubiegłorocznej niedzieli w Warszawie. Kobiety te przyszły do kościoła w zupełnie innym celu, niż ten, w jakim zazwyczaj do kościoła się chodzi. Przyszły one tam, by zamanifestować swoje poglądy, swoją pogardę wobec ludzi o odmiennych poglądach (stanowisko katolickie w kwestii ochrony życia jest dość specyficzne, lecz tak naprawdę poglądy chrześcijan z różnych społeczności są w tej kwestii bardzo zbliżone), zakłócić mszę... Przyszły, by - gdy tylko będą wygłaszane poglądy niezgodne z ich własnymi - przeszkodzić i naubliżać księżom, i nie tylko im, bo okazały tym samym zupełny brak szacunku, a wręcz pogardę, tym wszystkim, którzy przyszli do kościoła w tym celu, w jakim zazwyczaj się tam chodzi - by się modlić i słuchać nauczania duszpasterzy. Przyszły, by udawać "oburzonych wiernych", ostentacyjnie nie zgadzających się z księżmi i wychodzących gromadnie z kościoła - dokładnie tak było to zresztą relacjonowane w mediach. 

Każdy ma prawo do własnych przekonań, lecz także jego powinnością jest szacunek do innych i ich przekonań. To, czego dopuścili się prowokatorzy, z Anną Z. na czele, było niewątpliwie niegodziwością i agresją, którą można porównać z wtargnięciem do czyjegoś domu, pogwałceniem "miru domowego" i napadem na domowników. Prowokatorzy wpisali się tym aktem w narastający, globalny terror. Wielokrotnie i na całym świecie katolickie msze i ewangeliczne nabożeństwa, są od wielu lat zakłócane przez ludzi, którzy uważają, że ich poglądy powinny być obowiązującymi dla całego społeczeństwa. Wdzierano się do kościołów z "tęczowymi flagami", zagłuszano nabożeństwa, a nawet dopuszczano się aktów ekshibicjonizmu... Mamy do czynienia z zupełnym zdziczeniem "postępowych", skrajnie liberalnych (czy nawet wręcz libertyńskich!) środowisk lewicowych. Niewątpliwie też zachowania takie są co najmniej wykroczeniem, w myśl obowiązującego prawa.

Jednak zupełnie nie cieszy mnie fakt, że - jak wiele na to wskazuje - "sprawiedliwości stanie się zadość". Mogę zrozumieć oburzenie zachowaniem tych kobiet - wszyscy jesteśmy ludźmi i czasem "emocje biorą górę" - lecz... gdzie się podziało Jezusowe "i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom" (Ewangelia Mateusza 6, 12), "odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone" (Ewangelia Łukasza 6, 37), "Nie odwzajemniajcie zła. Temu, kto ci wymierzy prawy policzek, nadstaw również lewy" (Ewangelia Mateusza 5, 39 - tłum. EIB) i pawłowym: "Nie mścijcie się sami, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu, albowiem napisano: Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę, mówi Pan" (List do Rzymian 12, 19). Bóg mówi: "Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują" (Ewangelia Mateusza 5, 44). Bóg wzywa nas, byśmy odpuszczali winy tym, przez których zostaliśmy skrzywdzeni - a odpuszczenie to... odpuszczenie i już, a nie ciąganie przed sądy, dochodzenie swoich praw i oczekiwanie, by "sprawiedliwości stało się zadość". Odwrotnie! Mamy patrzeć na bliźnich z miłością i... wstawiać się za tymi, którzy przeciwko nam występują! "Módlcie się za tych, którzy was prześladują" - to nic innego, jak właśnie wstawiennictwo przed tronem Boga za tymi ludźmi! Powinniśmy wołać: "Panie, ulituj się nad nim i skrusz jego serce, uwolnij go, ocal od zła, które w nim zostało zaszczepione!" i całą resztę zostawić Bogu. Tak! W pewnym sensie jest to tak, jakby ofiara na sali sądowej stawała przed sędzią nie jako skarżący, lecz jako adwokat winnego. Także przed sobą samym powinniśmy się wstawiać w podobny sposób za naszym winowajcom - przeciwko naszemu własnemu poczuciu krzywdy i naszym złym emocjom. Słuszne jest szukanie usprawiedliwienia i "okoliczności łagodzących" i gromienie własnego serca - zabieganie o własną łaskawość dla winowajcy, kruszenie naszej własnej surowości. Krzywda, której doświadczamy jest trudną próbą dla naszej miłości - swego rodzaju "poligonem", na którym ćwiczymy własne serce i ducha. "Bierz udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa" (2. List do Tymoteusza 2, 3 - tłum. Biblia Tysiąclecia).

sobota, 4 lutego 2017

Piękny i Dostojny

"Bóg, który stworzył świat i wszystko, co na nim, Ten, będąc Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych" (Dzieje Apostolskie 17, 24)
Kocham stare, "klimatyczne" kościoły, lecz wiem, że Bóg wcale ich nie miłuje. Wielu ludzi - być może z prawdziwą wiarą w sercu i najgłębszym przekonaniu, iż jest to "zbożne dzieło" - wznosiło ich ściany kamień po kamieniu i cegła po cegle, lecz Bogu na ani jednym z tych kamieni, ani jednej z tych cegieł, na żadnej ścianie, na żadnym witrażu, na żadnym złotym krucyfiksie, na żadnym pięknym ołtarzu, ani na celebracjach wokół niego! Gdyby wszystkie "świątynie" świata miały się rozsypać, gdyby dzięki temu jedno jedyne serce miało być zbawione, niechby tak się stało! Bóg nie pragnie dziś pięknych "świątyń" z kamieni, cegły, betonu, szkła! On pragnie tylko jednej świątyni - ludzkiego serca!

Warto się trudzić, by Kościół miał się gdzie gromadzić. Warto się trudzić, by w miejscu tym było nam dobrze, by pomagał nam się modlić i cieszyło oczy. Jednak świątynię trzeba wznosić wewnątrz siebie. Nie skupiajmy się też na pięknie i dostojeństwie miejsc, lecz zawsze tylko na tym Jedynym, który jest sam w sobie Piękny i Dostojny!


piątek, 3 lutego 2017

Ewidencja

"Ci więc, którzy przyjęli słowo jego, zostali ochrzczeni..." (Dzieje Apostolskie 14, 41)
Fot. Sam Kim / Flickr (CC BY-NC 2.0)
Raz po raz czytam w mediach o - czasem dramatycznych - próbach wystąpienia z Kościoła katolickiego. Są ludzie, którzy latami toczą batalię tylko o to, by przestano ich uważać za katolików. Bardzo trudno mi zrozumieć działania księży, by za wszelką cenę zatrzymać w swoim Kościele - choćby tylko "na papierze", w formalnych rejestrach - tych, co bardzo w tym Kościele nie chcą być. Bóg obdarzył człowieka wolną wolą. Co więcej - ja osobiście o tej wolnej woli nie usłyszałem po raz pierwszy dopiero u protestantów, lecz słyszałem to już będąc w Kościele katolickim! A jeśli wolną wolę mamy od samego Boga, to gwałt czyniony na tej wolności należy postrzegać jako... grzech! Jeśli Bóg nas obdarzył wolną wolą, to ani rodzice, ani księża, ani biskupi, ani sam papież nie mają prawa nic nam narzucać, ani też nigdzie nas zatrzymywać! Bóg obdarował nas wolnością, a diabeł uczynił nas niewolnikami. Wszelka niewola, wszelki przymus - zawsze są diabelstwem! 

Każdy człowiek powinien mieć wgląd we wszystkie dane o sobie, jakie zgromadził dany Kościół, a także prawo "wyczyszczenia kartoteki" i nawet zatarcia wszelkich danych na swój temat, wszelkich danych osobowych - chyba, że przystąpił do danego Kościoła z własnej woli. Przyłączenie się do Kościoła powinno być zawsze aktem osobistej wiary, osobistą decyzją każdego człowieka! Jest sprawą oczywistą, że wierzący rodzice winni swe dzieci wychowywać w wierze, lecz nie powinni za nie decydować. Skoro nie decydują o ich przyszłym zawodzie, małżeństwie czy przynależności do różnych ugrupowań czy partii politycznych, to dlaczego mają decydować za nie w znacznie ważniejszych i bardziej osobistych sprawach duchowych? Jakie mają do tego prawo? Obowiązkiem wierzących rodziców jest wychowanie dzieci w wierze, lecz nie jako... religijnych niewolników, lecz ludzi, którzy będą zdolni samodzielnie przemyśleć sprawy wiary i zdecydować, jak chcą żyć. Tam, gdzie jest przymus, tam nie ma Boga ani Ducha Bożego!

Zastanawiam się, czy w ogóle powinny być prowadzone "księgi parafialne", ewidencje członków społeczności... Myślę, że znam Biblię i historię na tyle, że mogę stwierdzić: nic nam nie wiadomo, by apostołowie lub inni przywódcy w pierwotnym Kościele prowadzili jakiekolwiek rejestry! Z jednej strony byłoby to nie tylko nierozsądne, lecz wręcz niebezpieczne ze względu na prześladowania, z drugiej zaś strony... Kościół pierwotny zdaje się być zupełnie "niebiurokratyczny", niemal zupełnie nieformalny - był społecznością duchową, a nie instytucją z biurami i stosem dokumentów. W XX i XXI wieku staliśmy się niewolnikami dokumentów - i ten biurokratyczny system chce, by i Kościoły tak funkcjonowały, i żeby Kościół mógł robić wiele rzeczy, musi być zarejestrowany i mieć zarejestrowanych członków. 

Osobiście pragnę Kościoła, który nigdy nie spyta mnie o żadne dokumenty, który nie będzie oczekiwał, że zarejestruje mnie jako członka, gdzie jedynym, co się będzie liczyć, będzie sama tylko wiara i przynależność do Chrystusa Pana. Uważam, że Kościół nie musi ani nikogo rejestrować, ani też zabiegać o urzędowe zarejestrowanie wspólnoty jako Kościoła. Kościół nie powinien mieć żadnych problemów związanych z gromadzeniem i zabezpieczaniem danych osobowych ludzi, bo... dane te w ogóle nie powinny być dla Kościoła istotne! Jestem chrześcijaninem. Należę do Chrystusa. Nie jestem zainteresowany i nie chcę figurować w żadnej kościelnej ewidencji. Nie chcę się deklarować w żaden inny sposób, jak tylko wyznaniem wiary. Nie jestem zainteresowany byciem w jakichkolwiek formalnych strukturach - jedno jest tylko dla mnie ważne: należeć do Chrystusa! Jedyna kościelna "formalność", to dla mnie osobiście zgięcie kolan przed Panem, moim Bogiem, i uznanie w tej postawie Jego zwierzchności nade mną! Jeden tylko "wpis do ewidencji" ma znaczenie - by moje imię było zapisane w "Księdze Życia", która kiedyś zostanie otwarta na największym sądzie.