niedziela, 22 stycznia 2017

Gnojówka

"Światło przyszło na świat, lecz ludzie wybrali ciemność, gdyż ich postępki były złe. Ten bowiem, kto postępuje nieuczciwie, nie lubi światła i z obawy przed wykryciem nawet nie zbliża się do niego" (Ewangelia Jana 3, 19 - 20 - tłum. EIB).
Bóg stworzył pełen piękna i dobra świat. Diabeł zaś wylał na niego... gnojówkę, fekalia prosto z piekła - grzech. Poprowadził w to pierwszych ludzi i nazwał to "wolnością" i "postępowością". Nauczył nas w tym żyć, babrać się i "cieszyć życiem" - robić najokropniejsze, najobrzydliwsze rzeczy, zachwycać się nimi i uważać za "normalność". Bóg uszanował wybór dokonany przez człowieka, lecz nigdy się z nim nie pogodził, bo nie stworzył nas, byśmy żyli w gnojówce, jak świnie, lecz byśmy chodzili w chwale, jako Jego dzieci. Przyszedł więc na świat, by nas z tej gnojówki wyprowadzić i obmyć, lecz ludzie tak umiłowali życie na podobieństwo świń, że "obrzydliwa" jest dla wielu nawet mowa, że gnojówka to gnojówka, a nie kwiecista łąka, że nie do takiego "życia" zostaliśmy stworzeni, że to smród a nie żadna "wolność" i "przyjemność", że prawdziwe życie jest poza gnojówką i tego właśnie pragnie dla nas Bóg. Tymczasem ludzie pokochali... świńskie życie w gnojówce!

Fot. Jon Anderson / Flickr (CC BY-ND 2.0)

Jezus po to umarł na krzyżu, byśmy przestali żyć jak świnie, a mogli znów żyć jak ludzie. Jezus po to umarł na krzyżu, by nas uwolnić od "postronka", którym diabeł uwiązał nas w swej gnojówce, byśmy przestali być niewolnikami grzechu, a na nowo stali się dziećmi Pana. Bóg tak bardzo nas umiłował, że choć pozwolił nam wybierać, jak chcemy żyć, nie potrafi się pogodzić z tym, jakie "życie" dla siebie wybraliśmy. Przyszedł, by to zmienić - wiedząc, że przez wielu zostanie odrzucony, że milionom ludzi jest przyjemnie w gnojówce, jak prosiakom! Przez zbyt wiele lat mnie samemu było w niej dobrze i przyjemnie, ale... upadłem już tak nisko i tak bardzo gardziłem sam sobą za "życie", jakim żyłem (nie mogłem już patrzeć sam na siebie w lustrze!), że były już tylko dwie możliwości: albo stryczek na szyję, albo krzyż Chrystusa. Gnojówka grzechów to śmierć! Bóg stworzył mnie i ocalił!



Gdy na tym świecie mówisz, jak wspaniale jest w tej gnojówce, świat będzie ci klaskał i podziwiał. Powiesz: "jestem gejem / lesbijką" - będą ci klaskać! Krzykniesz: "niech żyje wolna miłość!" - będą wyć z podziwu dla ciebie! Powiesz: "małżeństwo to anachronizm" - nazwą cię postępowym wizjonerem! Gdy będziesz mówił: "pornografia powinna być dostępna" - nazwą cię obrońcą wolności. Gdy będziesz za legalizacją narkotyków - nazwą cię "spoko kolesiem". Gdy poprzesz "gender" i operacje "zmiany płci"... Gdy... Gdy... Gdy...

A jeśli stoisz poza gnojówką grzechu i mówisz, że to gnojówka i że nie tak mamy żyć... Ooops! Gdy mówię o "życiu" ludzi w gnojówce grzechu, często słyszę: "To ich życie - nie twoja sprawa!" A przecież gdybym widział, że komuś grozi niebezpieczeństwo, że zagrożone jest jego zdrowie i życie, i uznałbym, że "to nie moja sprawa", przez tych samych ludzi byłbym głośno potępiony i zbluzgany! Każdy człowiek jest bezcenny - to przekonanie oznacza nie tylko głęboki szacunek do każdego, lecz pragnienie ratowania z gnojówki tego ginącego świata. Kocham i szanuje ludzi, lecz nie szanuję tej tej diabelskiej gnojówki, która zalewa świat, nie szanuję życia w grzechu - choć szanuję prawo każdego do "przyjemności" taplania się w gnojówce.

Jezus powiedział niegdyś prorocze słowa: "Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że Mnie znienawidził wcześniej niż was. Gdybyście byli ze świata, świat kochałby was jako swoją własność; ponieważ jednak nie jesteście ze świata, ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi" (Ewangelia Jana 15, 18 - 19, tłum. EIB).

Nieważny "dokument"

Zaczekajcie! Ja nawet jeszcze Biblii nie przeczytałem!
Jezus uczył: trzeba najpierw nauczyć, a potem chrzcić (Ew. Mateusza 28, 19)
Ani Jezus, ani też apostołowie nie chrzcili dzieci. Nie znamy ani jednego takiego przypadku z kart Biblii i nie mamy na nich ani jednego słowa, które by przemawiało za chrzczeniem dzieci. Chrzest dzieci jest wprawdzie zwyczajem starożytnym, lecz wieki, jakie upłynęły od jego wprowadzenia, nie uczyniły go ani słusznym, ani też biblijnym. Ludzie, którzy go wprowadzili, posługiwali się metodami manipulacyjnymi i zastraszaniem. Pokrętnie objaśniano Słowo Boże oraz straszono, że bez chrztu dzieci nie będą zbawione. Chrzest przestał być związany z wiarą, a stał się narzędziem podporządkowania Kościołowi. Gdy po wiekach ludzie czytający i pojmujący Biblię powrócili do chrztu jako konsekwencji wiary, nazwano ich "anabaptystami", tj. ponownie chrzczącymi. Wynika to z braku zrozumienia istoty chrztu według Biblii! Nie jest to ani ponowny chrzest, ani też wyrzeknięcie się "pierwszego chrztu", a tylko jedyny chrzest! Nie unieważnia się nim obrzędu, jakiemu było się poddanym w dzieciństwie, gdyż w świetle Słowa Bożego obrzęd ten jest nieważny, nie zatwierdzony przez Boga. Chrzest jest swoistym dokumentem, poświadczającym wiarę i więź z Bogiem. Nie unieważnia się dokumentów, które od początku nie były ważne i wiążące, a co najwyżej stwierdza się ich nieważność!

czwartek, 19 stycznia 2017

Obfitość - mimo wszystko

"Ja przyszedłem, aby owce miały życie, i to życie w całej pełni" (Ew. Jana 10, 10 - tłum. EIB)
Przychodzący do Boga w starości zbawia swoją duszę,
a przychodzący w młodości - życie

Niezależnie od tego, w którym momencie życia nawraca się człowiek, Boga tak samo to raduje i taką samą nagrodę - życie wieczne - daje. Chociaż wielu ludziom trudno jest się z tym pogodzić - i myślą: "Nie może tak być, bo to by nie było sprawiedliwe!" - może się to dokonać nawet wraz z "ostatnim tchnieniem"! "Last minute" też można się dostać do "nieba" i otrzymać dokładnie to samo, co ten, kto wcześnie poszedł pod krzyż Pana Jezusa "odebrać swoją rezerwację". Nawróciwszy się, możemy z pokojem sercu umrzeć, wiedząc, że śmierć jest tylko czasem uśpienia i że wzbudzeni zostaniemy znów do życia, i to życia w pełni i bez kresu. Nawróciwszy się zaś w młodości, wcześnie - możemy doświadczyć pięknego życia już teraz, na tym świecie - nawet jeśli, patrząc tak "po ludzku", nie będzie ono łatwe.

Wierzę. że Boża obietnica "życia w obfitości" nie odnosi się jedynie do "rajskiej przyszłości", lecz także do naszego "tu i teraz"! Nie znaczy to, że wszelkie nasze troski i kłopoty znikną. Nie znaczy to, że nagle będziemy odnosili same sukcesy. Nie oznacza to, że staniemy się bogaci. Ba! Nie oznacza to nawet, że będziemy tu bezpieczni, że nic złego nas nie spotka! Wprost przeciwnie - Jezus zapowiedział, że uczniowie Jego będą ścigani, prześladowani, torturowani i zabijani w najokrutniejszy sposób. Ta obiecana obfitość pojawia się już w tym świecie, ale nie jest z tego świata i nie jest według wyobrażeń z tego świata. Rzymian szokowali chrześcijanie śpiewający na cyrkowych arenach. Także w naszych czasachchrześcijanie w więzieniach szokują swych katów śpiewem i radością. Zadziwiają też świat pokojem i modlitwą, z której słowami na ustach są zarzynani przez zamaskowane sługi bestii. Ten, kto należy do Chrystusa, może nawet cierpieć i umierać, a jednocześnie - pomimo bólu - żyć pełnią życia, w sposób pełny i piękny - żyć  "życiem w obfitości"!

"Życie w obfitości" zaczyna się od "traktatu pokojowego" z Bogiem. Zbawienie to nie tylko obietnica na przyszłość, lecz konkretny dar dla nas, wkładany w nasze życie. Zbawienie to przemiana naszego życia, nas samych w naszym "tu i teraz"! Zbawienie i "życie w całej pełni" to przemiana serca "tu i teraz" - przemiana nas w "światłość dla świata" i "sól tej ziemi". Jezus mówi: "Wy jesteście solą ziemi; jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? Na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana. Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu. Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie" (Ewangelia Mateusza 5, 13 - 16, tłum. EIB). Wcześniej zaś zachęca: "Cieszcie się, radujcie bezmiernie, bo w niebie czeka was wielka zapłata" (Ewangelia Mateusza 5, 12) - i to pomimo wszelkich przeciwności, odrzucenia przez ludzi i bolesnych doświadczeń. Bóg nie obiecuje nam wygód, lecz pokój i radość, których On sam jest źródłem. On sam jest obfitością! On sam jest radością! On sam jest pokojem! On sam jest dla nas największym błogosławieństwem! Życie z Bogiem "tu i teraz". w świecie doczesnym, jest "przedsmakiem raju". Już w tym życiu otrzymujemy wielką obfitość, a to jedynie "zadatek" tego, co jeszcze będzie nam dane!

Żywa świątynia

"Gdzie dwaj lub trzej gromadzą się w imię moje, tam jestem pośród nich" (Ewangelia Mateusza 18, 20 - tłum. EIB).
Fot. Maciej Biłas / Flickr (CC BY-NC 2.0)
Ekumenizm to ruch społeczny i duchowy, który zrobił oszałamiającą karierę w świecie, poczynając od XX wieku. Dla wielu ludzi symbolem ekumenizmu jest Taizé, malutka wioska na szczycie jednego z malowniczych wzgórz południowej Burgundii, gdzie w latach 40-tych osiadł Roger Schutz, znany potem jako Brat Roger z Taizé. Począwszy od lat 50-tych zjeżdżają tam nieprzeliczalne rzesze ludzi, zwykle młodych i poszukujących... Przed wielu laty sam byłem jednym z nich. Jednak ekumenizm nie rozpoczął się od Taizé! Dla innych ekumenizm to doroczne "Tygodnie Modlitw o Jedność Chrześcijan", zainicjowane w latach 30-tych w Kościele katolickim. Na marginesie: modlono się wówczas: "O powrót do owczarni Piotrowej tych wszystkich 'innych owiec', które nie słuchają głosu Boskiego Pasterza". Nie był to jednak początek ekumenizmu! 

"Ekumenizm" to "modne hasło" XX i XXI wieku na określenie praktyk, których... przez wieki wcale nie odczuwano potrzeby w jakikolwiek sposób określać! Ot, słuchano i szerzono Ewangelię, modlono się, wspierano... To prawda: także potępiano się, kłócono i walczono - bowiem szatan zawsze wśród nas mącił, mąci i mącić będzie. To, co dziś określamy "ekumenizmem", kiedyś nazywano po prostu Kościołem Boga. Gdy czytamy o wielkich duchowych przebudzeniach, dziełach Ducha Świętego - czy to historycznych, czy współczesnych - możemy zauważyć, że niemal zawsze u ich podstaw jest ewangeliczne (!) zjednoczenie dzieci Boga żywego!

"Treść" ekumenizmu bardzo pięknie nakreślił słowami Apostoł Paweł: "Podawałem wam mleko, a nie pokarm stały, bo nie mogliście go przyjąć. Teraz również nie możecie, gdyż pozostajecie cieleśni. Cóż, skoro jest wśród was zazdrość, dochodzi do kłótni, to czy nie jesteście cieleśni i nie postępujecie po ludzku? Kiedy jeden mówi: Ja należę do Pawła, drugi: Ja do Apollosa, to czy nie jesteście ludźmi? Kim jest Apollos? I kim Paweł? Narzędziami, dzięki którym uwierzyliście. Każdy zrobił to, co mu wyznaczył Pan. Ja zasadziłem, Apollos podlał, lecz wzrost był sprawą Boga. Nie liczy się zatem ten, kto sadzi, ani ten, kto podlewa, tylko Bóg, który daje wzrost. Między tym, który sadzi, i tym, który podlewa, nie ma wielkiej różnicy – stosownie do swego wysiłku każdy odbierze zapłatę. My, jako należący do Boga, jesteśmy współpracownikami; a wy – Bożą rolą oraz Jego budowlą. Według udzielonej mi przez Boga łaski, jako mądry mistrz budowlany, położyłem fundament. Inni na nim budują. I niech każdy uważa, jak buduje. Co do fundamentu, nikt nie może położyć innego, poza tym, który już jest, a którym jest Jezus Chrystus. (...)  Czy nie wiecie, że jesteście przybytkiem Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeśli ktoś niszczy przybytek Boga, tego zniszczy Bóg, gdyż przybytek Boga jest święty, a wy właśnie nim jesteście. (...) A zatem niech się nikt nie chlubi jakimkolwiek człowiekiem. Wszystko bowiem jest wasze: Paweł, Apollos, Kefas, świat, życie i śmierć, teraźniejszość i przyszłość – wszystko należy do was. Wy zaś do Chrystusa, a Chrystus – do Boga" (1. List do Koryntian 3 - tłum. EIB). 

Ten, kto się spiera o autorytety i o przekonania - i z ich powodu albo siebie wywyższa, albo też innych poniża - oraz o hegemonię własnych przywódców duchowych w całym Kościele i w "dialogu ekumenicznym", nie dość się koncentruje na Bogu i daleki jest od zrozumienia Chrystusa i Jego Słowa. Przez wieki nie potrzebowano wcale "ekumenizmu" - który w naszych czasach stał się pewną ideologią - a zwykłego bycia Kościołem i karmienia się tym, co daje Pan Kościoła, wspólnym zakorzenianiu się w Chrystusie i Ewangelii. Dziś jest także wielu chrześcijan, którzy wcale nie lubią zajmować się "ekumenizmem" - a nawet są względem niego sceptyczni, ze względu na zideologizowanie, budowanie jedności na fałszu i przemilczeniach, hegemonię "głównego Kościoła świata", itp. - a jednocześnie na co dzień praktykują taką zwykłą jedność dzieci jednego Boga, opartą na Skale - Chrystusie, na ewangelicznych cnotach pokory i miłości.

"Gdzie dwaj lub trzej gromadzą się w imię moje, tam jestem pośród nich" - rzekł Chrystus. I nie postawił żadnych innych warunków swej obecności - i tak naprawdę przewodzenia - w takim zgromadzeniu. Nie uzależnił tego od ziemskich struktur, słuchania tego czy tamtego kaznodziei, jakiegoś szczególnego sposobu przeżywania wiary, związanych z tym praktyk i przyzwyczajeń, itp. Wszystkim, czego potrzeba jest On sam w centrum naszego życia. Jedność to: wspólny Pan, wspólna miłość, wspólne zawierzenie, wspólne zasłuchanie, wspólne poddanie się tylko Jemu i Jego Słowu, wspólne wzrastanie w Nim. Tam, "gdzie dwaj lub trzej" - lub dziesięciu, dudziestu, stu, pięciuset, tysiąc, pięć tysięcy... - tam jest Bóg pośrodku swego ludu, swej... żywej świątyni!

czwartek, 12 stycznia 2017

Lustereczka i inne "cudeńka"

"Panu, swojemu Bogu, będziesz oddawał pokłon i służył jedynie Jemu" (Ewangelia Mateusza 4, 10 - tłum. EIB)
Katolicki kult świętych, relikwii i wizerunków jest dla ewangelicznie wierzących chrześcijan nie do przyjęcia, gdyż wszelkie formy kultu Bóg zarezerwował wyłącznie dla siebie. Odrzuciłem go wiele lat temu - i chociaż nie czuję się z tego powodu lepszy od innych (bo nie stałem się bezgrzeszny!), to wiem dobrze, że ta decyzja była miła Bogu. Bóg błogosławi tym, których kolana się zginają przed Nim samym! Każdy z nas musi sam dokonać wyboru pomiędzy tłumem "świętych" a Świętym. Dokonałem wyboru, do którego ukierunkowało mnie Słowo Boże.

Kult świętych i relikwii jest najzupełniej obcy wierze żydowskiej i wczesnochrześcijańskiej. Jego początek i pochodzenie ginie w "mroku dziejów". Pojawił się jeszcze w starożytności, lecz rozwinął się w pełni już w średniowieczu, przybierając formy wręcz karykaturalne. Niezwykle interesujący przykład zjawiska kultu świętych i relikwii podaje historyk z UMK, prof. Krzysztof Mikulski w swoim artykule o Janie Gutenbergu, opublikowanym w najnowszym wydaniu miesięcznika "Mówią Wieki" (styczeń 2017, str. 50 - 51). Jan Gutenberg, który dał światu m.in. piękne wydanie Biblii, nie zajmował się tylko drukiem. Żyjąc jakiś czas w Strasburgu, wiele zainwestował w pewien potencjalnie bardzo dochodowy, a zarazem wielce komiczny - a raczej tragi-komiczny - dla trzeźwo myślącego człowieka, interes:
"Jednocześnie zbierał pieniądze na sfinansowanie swoich niekonwrncjonalnych projektów technicznych. W 1438 roku założył pierwszą spółkę w celu ich realizacji. Wraz z Hansem Riffe, [Andreasem] Dritzehnem i Andreasem Heilmanem mieli produkować na masową skalę lusterka dla pielgrzymów, udających się corocznie do Akwizgranu. Lusterka te były niezbędne do uzyskania odpustu: skierowane w stronę pokazywanych z wieży kościelnej relikwii, miały skupiać i przekazywać płynące z nich łaski. Ponieważ po odpust mogło przybywać nawet ponad 30 tys. pielgrzymów, kalkulacja zysków była prosta. Za wyprodukowanie 32 tys. lusterek inwestorzy mieli uzyskać gigantyczny dochód w wysokości 16 tys. złotych reńskich (przeciętny rzemieślnik zarabiał rocznie 25 - 35 zł)".
Ci, którzy wierzą w kłamstwa, nie bacząc na to, co mówi Słowo Boże, narażają się na popadnięcie w trudny do wyobrażenia obłęd! Gdy człowiek odstępuje od Boga, daje równocześnie przystęp szatanowi, a ten ogłupia go i zaślepia. Następuje to do tego stopnia, że kłamstwa jawią się "prawdą", prawda zaś "zwiedzeniem" i "herezją"!

Ktoś może powiedzieć: "Ale to było średniowiecze i dziś już nikt czegoś takiego nie robi!" Naprawdę? Po dziś dzień sprzedaje się - jako "relikwie III stopnia" - na przykład kawałki płótna potarte o relikwie ciał "świętych". To jedynie nieco inna forma, lecz idea wciąż ta sama. Tak wiele z pozoru zmieniło się od czasów średniowiecza, a naprawdę... tak bardzo niewiele! Bóg wzywa nas, byśmy zwrócili się ku Niemu i wyzwolili się z naiwności, mroku i religijnej tandety. Tak, jak nie potrzebujemy lusterek Gutenberga, tak nie potrzebujemy też żadnych innych "cudowności" - martwych "wstawienników", ich kości i wizerunków - by stać się beneficjentami Bożych łask. Bóg sam jest cudowny i nie warto niczego innego "cudownego" szukać w swym życiu!

środa, 11 stycznia 2017

Kościół - Chrystus i my

"Gdy zbliżacie się do Niego, Żywego Kamienia, przez ludzi wprawdzie odrzuconego, lecz przez Boga uznanego za wybrany i kosztowny, wówczas wy sami, niczym żywe kamienie, jesteście wbudowywani w duchowy dom, by być świętym kapłaństwem i składać duchowe ofiary, miłe Bogu ze względu na Jezusa Chrystusa" (1. List Piotra 2, 4 – 5, tłum. EIB). "Tak więc nie jesteście już obcymi, przybyszami, lecz współobywatelami świętych i domownikami Boga. Stoicie na fundamencie apostołów i proroków. Jego kamieniem węgielnym jest Chrystus Jezus. W Nim cała budowla, jako spójna całość, rośnie na święty przybytek w Panu. W Nim również wy wspólnie się budujecie na mieszkanie Boga w Duchu" (List do Efezjan 2, 19 – 21, tłum. EIB).
Kościół to nie ściany i wieże zwieńczone krzyżem, to nie witraże i "święte" obrazy, nie ławki dla wiernych i ołtarze", nie kościelni dostojnicy ze złotymi krzyżami na piersiach, z papieżami na czele, i nie księża. To też nie protestanccy pastorzy i biskupi i nie protestanckie kaplice - dlatego wielu ewangelicznie wierzących chrześcijan nawet nie lubi swych obiektów określać mianem "kościoła" i woli określać je mianem "dom modlitwy". Kościół to ani budynek, ani też instytucja - Kościół to Chrystus i MY w Chrystusie! Kościół to nasze serca - miłujące Boga i ludzi, nasze usta - wielbiące Pana i głoszące Ewangelię, nasze ręce - wzniesione w modlitwie i łamiące chleb...

Biblijna koncepcja Kościoła to wspólnota braci i sióstr, równych sobie dzieci Boga, opierających się na Skale. "Na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go" (Ewangelia Mateusza 16, 18). Kościół to rodzina. I tak , jak rodzina, powinien być przesiąknięty miłością. "Daję wam nowe przykazanie: Kochajcie się wzajemnie; kochajcie jedni drugich tak, jak Ja was ukochałem. Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli jedni drugich darzyć będziecie miłością" (Ewangelia Jana 13, 34 - 35, tłum. EIB). To społeczność ludzi kierujący się miłością i odpowiedzialnością, troską o innych. "Jedni drugich brzemiona noście. W ten sposób wypełnicie Prawo Chrystusa." (List do Galatów 6, 2 - tłum. EIB). To społeczność ludzi, którzy czują się współodpowiedzialnymi za Kościół i jego służbę w świecie. "Kto sieje skąpo, skąpo też żąć będzie, a kto sieje obficie, obficie też żąć będzie. Każdy, tak jak sobie postanowił w sercu, nie z żalem albo z przymusu; gdyż ochotnego dawcę Bóg miłuje. A władny jest Bóg udzielić wam obficie wszelkiej łaski, abyście, mając zawsze wszystkiego pod dostatkiem, mogli hojnie łożyć na wszelką dobrą sprawę, Jak napisano: Szczodrze rozdaje, udziela ubogim, Sprawiedliwość jego trwa na wieki. A ten, który daje ziarno siewcy i chleb na pokarm, da i pomnoży zasiew wasz, i przysporzy owoców sprawiedliwości waszej; A tak ubogaceni we wszystko będziecie mogli okazywać wszelką szczodrobliwość, która za naszym przyczynieniem pobudza do dziękczynienia Bogu. Bo sprawowanie tej służby nie tylko wypełnia braki u świętych, lecz wydaje też obfity plon w licznych dziękczynieniach, składanych Bogu" (2. List do Koryntian 9, 6 - 12).

Kościół to nie jedno nabożeństwo w tygodniu, lecz bycie razem ze sobą na co dzień przed Bogiem. Jezus nie powołał instytucji, do której przedstawicielst przychodzi się raz na tydzień lub w określonych sprawach. Powołał Ciało, swoje Ciało, jeden żywy organizm. "Jedno ciało ma wiele członków. Nie wszystkie one spełniają to samo zadanie. Podobnie my, w swej wielości, stanowimy w Chrystusie jedno ciało. Natomiast każdy z osobna jesteśmy dla siebie członkami" (List do Rzymian 12, 4 - 5, tłum. EIB). Kościół to: "ty masz mnie - ja mam ciebie" a także: "świat ma nas". Kościół to układ, w którym nigdy nie jesteś sam - zawsze możesz pójść do brata czy siostry z każdą swoją sprawą, a także ty sam jesteś w podobny sposób otwarty na brata czy siostrę i na ich sprawy.Kościół jest rodziną, może nawet bardziej niż zwykła rodzina - tak samo, jak Bóg jest Ojcem znacznie bardziej niż nasi ziemscy ojcowie. Fundamentem Kościoła jest Chrystus Pan, a spoiwem między "żywymi kamieniami" jest miłość. Jeśli nie ma takich relacji, nie ma też prawdziwego Kościoła - tak, jak nie ma rodziny bez realnych więzi rodzinnych funkcjonujących na co dzień.

wtorek, 10 stycznia 2017

Świętość i miłość

"Bądźcie święci, ponieważ Ja jestem święty, Pan, wasz Bóg" (3. Księga Mojżeszowa 19, 2 - tłum. EIB)
Fot. Petras Gagilas / Flickr (CC BY-SA 2.0)
Po czym można poznać Bożego człowieka? 

Po tym, że chodzi na wspólne modlitwy? 
Po tym, że "dzień święty święci"?
Po tym, że klęka, by rozmawiać z Bogiem?
Po tym, że nabożnie składa ręce? 
Po słowach, które wypowiada? 
Po Świętej Księdze w ręku? 
Po tym, jak często powołuje się na Boga? 
Po "umartwianiu się"?
Po ubiorze i jego detalach (krzyżyki, rybki, itp.)? 
Po datkach na szczytne cele?
Po "C+M+B" na drzwiach domu?
Po... naklejce na samochodzie? 

Pobożność może być różnie okazywana na zewnątrz, w różny sposób się manifestować. Równocześnie to, co na zewnątrz bywa też często tylko "wydmuszką", tylko religijnością lub... religijnymi nawykami, "reliktami" religijności. Można przyjmować "religijne pozy", nie rozstawać się z Biblią, wznosić wciąż ręce i oczy ku niebu i mówić wiele o Bogu i wierze, a przy tym... wcale nie być Bożym człowiekiem! Ba! Niejeden wielki łotr miewa usta pełne religijnych frazesów, poucza o "prawdziwej wierze", pada na kolana i z "namaszczeniem" czyni "znak krzyża"!

Pobożność to nie religia, lecz prosta miłość do Boga, która przekłada się także na miłość do ludzi. Bożego człowieka poznać możemy po tym, jak sam żyje - czy żyje według tego, w co wierzy - i jakim jest dla ludzi wokół siebie. Miłość do Boga najpiękniej manifestuje się nie we wzniosłych słowach, znakach i gestach, lecz w prostocie serca i powszedniej - niczym chleb! - miłości: łagodności, ofiarności, cierpliwości, otwartości, trosce, współodczuwaniu, błogosławieniu, przebaczaniu... "Jezus oświadczył: Najważniejsze z przykazań jest to: Słuchaj, Izraelu! Pan, Bóg nasz, jest jeden. Masz zatem kochać Pana, swojego Boga, całym swoim sercem, z całej swojej duszy, każdą swoją myślą i ze wszystkich swych sił. Drugie zaś co do ważności brzmi tak: Masz kochać swojego bliźniego tak jak samego siebie. Nie ma przykazań ważniejszych niż te" (Ewangelia Marka 12, 29 – 31, tłum. EIB). Nie ma świętości bez miłości!

Wiara bez miłości nie ma znaczenia i nie prowadzi do nieba. Tak samo miłość bez wiary - nie jakiejkolwiek, lecz będącej szczerym oddaniem wobec prawdziwego Boga - jest pusta i sztuczna, donikąd nie prowadzi. Obie mają sens i wartość tylko wtedy, gdy łączą się w ludzkim sercu w jedno.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Czas powrotów

"I rzekł Pan do Abrama: Wyjdź z ziemi swojej i od rodziny swojej, i z domu ojca swego do ziemi, którą ci wskażę. A uczynię z ciebie naród wielki i będę ci błogosławił, i uczynię sławnym imię twoje, tak że staniesz się błogosławieństwem. I będę błogosławił błogosławiącym tobie, a przeklinających cię przeklinać będę; i będą w tobie błogosławione wszystkie plemiona ziemi" (1. Księga Mojżeszowa 12, 1 - 3)

Tragiczny był ten miniony dzień dla Izraela! A może inaczej: jeden z wielu - i to dość częstych - tragicznych dni. Kolejny epizod odwiecznej wojny, wypowiedzianej przez diabła ludowi, któremu sam Pan dał niewielki skrawek ziemi u wschodniego kresu Morza Śródziemnego. Tak się też złożyło, że tego samego dnia ulicami Warszawy przeszedł "Marsz poparcia dla Izraela" podczas którego setki chrześcijan modliło się o "starszych braci w wierze", ich naród i kraj, błogosławiąc im z serca.

Gdy w moim sercu pojawia się wątpliwość, czy cuda się zdarzają, niknie ona, gdy spoglądam na Izrael, który... jest cudem na mapie świata! Kawałek ziemi, dar Boga "po wsze czasy" - choć Bóg dopuścił i okupacje i wypędzenia - odrodzony po tysiącach lat i od dziesięcioleci dzielnie broniący się, zewsząd otoczony nieprzyjaciółmi. Nie byłoby to możliwe bez woli i błogosławieństwa Boga. Bożym dopustem było zniknięcie Izraela z mapy świata przed wieloma wiekami oraz rozproszenie ludu po całym świecie, i wolą Boga było jego odtworzenie i zgromadzenie ludu z całego świata. Oczywiście dokonało się to poprzez politykę, ale czy polityka jest to coś wyłączonego spod władzy Boga, spod Jego kierownictwa? Nie! Bóg odtworzył Izrael, posługując się do tego globalną polityką i ludźmi, często nieświadomymi wcale faktu bycia narzędziem Jego woli. Nie brakuje ludzi, którzy bardzo "religijnie" tłumaczą, że "to nie jest Boży Izrael, to twór ludzi, polityki" i że "jest przeciw Bogu i obrzydliwy Bogu ze swymi uczynkami"... A czyż Bóg nie jest Panem nad całym światem i nad wiekami i całą historią? Czyż pozostawił cokolwiek przypadkowi, poza swoją kontrolą? Wierzę głęboko w to, że Bóg odtworzył Izrael, zwołuje od lat lud Izraela i ma wielkie pragnienie, by nie tylko wrócił on na swe ziemie, lecz także do Niego, swego Boga. Głęboko wierzę w to, że wspierając Izrael, obdarzając miłością ludzi i błogosławiąc ludowi, mamy niemały udział w Bożym planie dla jego ludu, w Bożym dziele odbudowy i odzyskania.

Daleki jestem od idealizowania Izraela i Żydów, wszelkich ich poczynań. Wielu ludzi bardzo skrupulatnie wylicza wszelkie zło, które gdzieś tam Izrael - państwo i Żydzi - naród mają na swoim sumieniu. Czasem nawet "chrześcijanie" robią takie listy "grzechów Izraela", czasem dodając do tego masę bzdur o charakterze czysto antysemickim. Tym samym zwracają się przeciwko Bogu! Bardzo łatwo przychodzi ludziom osądzanie innych i ich narodu, a bardzo trudno osądzanie samych siebie i własnego narodu. Jeden z takich właśnie pogubionych braci, prezentujący się na Facebooku dumnie z polską flagą na ramieniu, oskarża Izrael o "zbrodnie wojenne", wspominając na cywilów, w tym i dzieci, "pomordowanych" przez izraelską armię w obszarze Autonomii Palestyńskiej. Taki "drobny szczegół": to obrazki wojenne, z działań wymierzonych przeciwko pogańskim wrogom, którzy "bohatersko" osłaniają się cywilami, w tym kobietami i dziećmi. Wojna jest zawsze bolesna i zawsze giną w niej nie tylko ci, którzy ją toczą, lecz także niewinni. Każda śmierć, każde cierpienie, są bolesne, ale... nie Izrael tą wojnę rozpętał! Jako chrześcijanin jestem zupełnie przeciwny zabijaniu i nawet wroga wolałbym oszczędzić, lecz nie zawsze jest to grzechem. To prawda, że na obszarze Autonomii Palestyńskiej w przeciągu dziesiątków lat zginęło tysiące ludzi - winnych i niewinnych - ale... czyż u schyłku II wojny światowej na przykład było inaczej? Gdy Amerykanie, Anglicy, Australijczycy, Polacy, sowieci i niezliczeni inni szli wgłąb Niemiec, na Berlin, też ginęli od ich kul i bomb razem winni i niewinni. Ba! Polscy partyzanci organizowali przez całą wojnę... zamach terrorystyczne, w których ginęli Niemcy, winni i niewinni. Oczywiście wolalbym, by nikt nie ginął, ale... wojna to "walec". Warto działać na rzecz pokoju, ale wojen nie unikniemy. Nie ten odpowiada za śmierć, kto ją zadaje w sposób bezpośredni, lecz ten, kto wywołał piekło wojny!

Wbrew "obiegowej opinii", opartej na niedoskonałych przekładach Biblii, Bóg nie dał przykazania: "Nie zabijaj". Bóg powiedział:  לֹא תִּרְצָח׃ (lo tircah), co oznacza bardzo konkretnie: "Nie morduj"! Są to słowa z 2. Księgi Mojżeszowej 20, 13. Ten, kto zabija z konieczności, w sytuacji, gdy zaatakowany broni się, w obronie innych ludzi, by usunąć zagrożenie, ten nie ma grzechu, nie ponosi winy za czyjąkolwiek śmierć, o ile nie zabijał z rozmysłem niewinnych, którzy nie byli mu wrogami. Nawet wojną nie można usprawiedliwić celowego zabijania niewinnych, natomiast przypadkowa śmierć nie czyni walczącego zabójcą! Nasi dziadkowie, walcząc w II wojnie światowej, zabili zapewne tysiące niewinnych Niemców razem z tysiącami winnych, a przecież patrzymy na nich z szacunkiem i nazywamy "bohaterami", nie zaś "zabójcami"! Myślę, że ani haszym dziadkom nie chodziło o to, "byle tylko zabić Niemca", ani też izraelskim żołnierzom nie chodzi o to, "byle tylko zabić Araba" - choć diabeł potrafi zeszmacić człowieka przez wojnę, to jednak nie wierzę w masową patologię. Gdy mówimy o II wojnie światowej, jakoś nie mamy wątpliwości co do tego, kto jest winny każdego jednego życia utraconego w jej trakcie. Dlaczego Żydów, gdy czynią to samo, tak łatwo osądzamy i traktujemy odmiennie, niż własnych dziadków? Cóż to za "patriotyzm", paradować z narodową flagą i składać hołd własnym bohaterom, co walczyli za kraj i naród, plując przy tym pod nogi innym, którzy czynią to samo dla własnego kraju i narodu!?

Przychodzi mi na myśl hasło naszych powstańców z czasów zaborów:


Odnosiło się ono do narodów zniewolonych przez wspólnego wroga. Wielu naszych rodaków walczyło jednak także w obronie bardzo różnych narodów i o wolność wielu różnych krajów. Są na świecie takie kraje i kraiki, takie narody i narodziki, gdzie nawet nie bardzo wiedzą, gdzie leży ta Polska, ale pamiętają ludzi, którzy z tej Polski przybyli i w ich sprawie walczyli. Potrafimy cenić bohaterstwo ziomków i walecznych obcych, opowiadać się za wolnością i prawami do kraju różnych narodów, jeśli tylko... nie jest to Izrael! Czy ten lud, tak umiłowany przez Boga, różni się czymś od nas i innych narodów, by nie mieć własnej ziemi i prawa, by żyć na niej spokojnie i bezpiecznie? Czasem myślę, że ten lud, tak bardzo umiłowany przez Boga, z racji tego odwiecznego umiłowania i wybrania, jest też szczególnie znienawidzony przez diabła, i od wieków zwodzony i atakowany w sposób szczególnie bezwzględny. Gdy pogardzamy innymi i ich niesprawiedliwie osądzamy, w świetle odwiecznych kłamstw i własnych głębokich uprzedzeń, jesteśmy tylko marionetkami w rękach diabła!

sobota, 7 stycznia 2017

Pokora

"Szczęśliwi pokorni, gdyż oni odziedziczą ziemię" (Ewangelia Mateusza 5, 5 - tłum. EIB)
Lubimy być podziwiani i chwaleni. Lubimy czuć się dobrzy w tym, co robimy, może nawet lepsi od innych. W ciągu lat pracy dziennikarskiej wiele razy słyszałem bardzo miłe słowa oceny mojej pracy i porównań. Niewątpliwie pochwały i uznanie pomagają nam w życiu, "dodają nam skrzydeł" - bo czujemy się dowartościowani. Mogą być też jednak poważnym zagrożeniem, być elementem silnie destrukcyjnym. Czasem łatwiej jest osiągnąć coś w życiu, niż zachować pokorę w sercu. Pochwały mogą być błogosławieństwem, jeśli nie nadymają nas, a są zachętą, by czynić jeszcze więcej.

Nawet jeśli cię chwalą jak króla,
miej serce pokornego sługi

środa, 4 stycznia 2017

Trzęsienie piekła

"Trwali oni w nauce apostołów, we wspólnocie, razem łamali chleb i nie ustawali w modlitwie" (Dzieje Apostolskie 2, 42 - tłum. EIB) "Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego" (List Jakuba 5, 16)
Fot. U N C / Flickr (CC BY-ND 2.0)

Gdy przesuwają się wielkie płyty, z których zbudowana jest skorupa ziemska, ziemia drży, wywołując panikę wśród ludzi, a na jej powierzchni szerzy się niejednokrotnie ogromne spustoszenie. Gdy człowiek modli się do Pana swego, Boga - Stwórcy i Odkupiciela, piekło drży, diabeł i demony wpadają w panikę, a w jego "królestwie" szerzy się chaos i spustoszenie. Jeśli dzieje się tak, gdy modli się tylko sam jeden człowiek, to cóż dopiero wówczas, gdy - jak powiedział Jezus - "gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich" (Ewangelia Mateusza 18, 20).

Trudno się więc dziwić, że diabeł stara się przeciwdziałać modlitwie, próbuje nas zniechęcać i rozpraszać. Niejednokrotnie doświadczałem, jak kawałek po kawałku "wyjmował" ze mnie modlitwę, a ubytki te zastępował różnymi myślami i za chwilę okazywało się, że pozornie skupiony, naprawdę nie modlę się już wcale! Czasem też diabeł chodzi gdzieś wokół i "wali w bęben grzechu", czyniąc w nas niesamowity duchowy "hałas", zamęt. Znając doskonale nasze "słabe punkty", podsuwa nam akurat takie myśli, takie obrazy w myślach, które będą dla nas najlepszą przynętą. Jednemu podsuwa wyobrażenie nagich i wyuzdanych kobiet, innym alkohol, albo obrazy z gier. Zna doskonale - często lepiej, niż my sami - nasze uzależnienia, pragnienia i grzechy. W gruncie rzeczy, jak myślę, jest to znak, że dobrze się modlimy i że w piekle jest już prawdziwa panika, a diabeł jest bardzo zdesperowany! Wielu świętych, bożych ludzi doświadczało takich ataków. Doświadczał ich także sam Jezus na pustyni - tyle, że wówczas diabeł, nie znajdując żadnych grzechów, "uderzał na oślep".

Modlitwa to nie tylko zwrócenie się do Boga, to także nasza własna wojna z piekłem. "Poddajcie się więc całkowicie Bogu i przeciwstawcie się szatanowi - a ucieknie od was" (List Jakuba 4, 7). Nie jesteśmy też w tej walce sami, ani też bezbronni. Diabeł nie lęka się człowieka, gdyż my jesteśmy zbyt słabi. Mamy jednak wielką przewagę nad diabłem, gdyż mamy wielkiego Boga, mamy Jezusa Chrystusa i jego anioły. To jest potęga, która staje przy nas, gdy się modlimy. Nękani przez diabła, możemy posłać go na "samo dno piekła", wzywając Jezusa. Bo diabeł wie to, co u zarania dziejów świata powiedział mu Bóg:  "I ustanowię nieprzyjaźń między tobą a kobietą, między twoim potomstwem a jej potomstwem; ono zdepcze ci głowę, a ty ukąsisz je w piętę" (1. Księga Mojżeszowa 3, 15). Gdy wzywamy Jezusa, diabeł zwija się ze strachu i bólu. Musi uciec!

wtorek, 3 stycznia 2017

Miłość a miłosierdzie

Bóg kocha wszystkich, lecz wybacza
tylko tym, którzy pokutują

Bóg kocha i każdmu jest gotów okazać łaskę. Jego miłość jest bezwarunkowa, lecz miłosierdzie już nie. Miłosierdzie Bóg okazuje tym, którzy w pokorze do Niego przychodzą, poprzez krzyż Jezusa Chrystusa.

Wczoraj - dziś - jutro

"W każdej sytuacji dziękujcie, jest to bowiem wolą Boga w Jezusie Chrystusie wobec was" (1. List do Tesaloniczan 5, 18 - w oparciu o Grecko - polski Nowy Testament, "Vocatio", Warszawa 1993). 
Czy potrafimy z wdzięcznością spoglądać za siebie? Łatwo jest być wdzięcznym za to, co dobrego nam się przydarzyło. Znacznie trudniej dziękować za to, co było trudne a nawet bolesne. Życiowe trudności o wiele lepiej kształtują nasz charakter i naszego ducha, niż pasmo miłych błogosławieństw, bezustannych łask. Dziękujmy Bogu za to, co było "miłe i puszyste", ale też za twarde i kamieniste drogi, po których przeszliśmy zwycięsko - a to przecież nie dzięki nam samym, lecz dzięki Panu, który nas prowadzi i umacnia, więc nawet jeśli było trudno, nawet jeśli byliśmy mocno poranieni a z oczu naszych często płynęły łzy, mamy dobry powód do wdzięczności! Wszystko, czego doświadczyliśmy, ma jakiś sens, choć nie zawsze jest to dla nas w danym momencie jasne i zrozumiałe.

"Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał" (Psalm 37, 5 - tłum. "Biblia Tysiąclecia"). "Podnieście ku górze oczy! Popatrzcie: Kto to stworzył? Ten, który wyprowadza zastęp gwiazd w ścisłej liczbie. Wszystkie je zna po imieniu! Dzięki jego ogromnej sile i potężnej mocy, żadnej z nich nie zabrakło! Dlaczego więc mówisz, Jakubie, i twierdzisz, Izraelu, że zakryta jest przed Panem twoja droga i nie dochodzi do Boga twoja sprawa? Czyżbyś nie wiedział? Czyżbyś nie słyszał? Bogiem wiecznym jest Pan, Stwórcą krańców ziemi. On się nie męczy ani nie ustaje, niezgłębiona jest Jego mądrość. Zmęczonemu daje siłę, a bezsilnemu moc w obfitości. Nawet najmłodsi ustają, nawet młodzieńcy padają. Lecz tym, którzy ufają Panu, przybywa wciąż nowych sił, wzbijają się na skrzydłach jak orły, biegną nie tracąc tchu, prą naprzód - i nie są zmęczeni" (Księga Izajasza 40, 26 - 31 - tłum. EIB).
Czy potrafimy z ufnością spoglądać przed siebie? Nie znamy tego, co nadchodzi - możemy tylko przeczuwać lub spodziewać się pewnych zdarzeń. Nie widzimy przed sobą wiele ani daleko. Może widzimy naszą drogę tylko do "najbliższego zakrętu". Jednak ufajmy, gdyż Bóg nasz jest jest nie tylko w naszej teraźniejszości, lecz także w naszej przyszłości - On teraz jest także w naszej przyszłości, wyprzedza nas na naszej drodze. Bóg nasz jest Panem ponad czasem i wszelkimi zdarzeniami. Nie ma na naszej drodze niczego, co mogłoby Boga zaskoczyć lub przerastać. Ufajmy Mu i dajmy się prowadzić!

niedziela, 1 stycznia 2017

Właściwa modlitwa

Fot. Connor Tarter / Flickr (CC BY-SA 2.0)

"Nie módl się o łatwe życie, lecz módl się o siłę! Nie módl się o zadania odpowiadające twoim zdolnościom, ale módl się o moc odpowiadającą przeznaczonym dla ciebie zadaniom; wtedy wykonywanie pracy nie będzie cudem, ale ty będziesz cudem na chwałę Tego, który cię stworzył"
Autor nieznany. Cytat za: Eileen Lantry "Na skrzydłach wiary"