niedziela, 11 grudnia 2016

Niepokalanie poczęta?

"Wykazaliśmy już, że zarówno Hebrajczycy, jak i poganie są grzesznikami. Potwierdza to zresztą pismo: 'Nie ma ani jednego sprawiedliwego, nie ma rozumnego ani szukającego Boga. Wszyscy zbłądzili, upadli. Nie ma nikogo, ani jednego, kto by dobrze postępował. (...) Wszyscy zgrzeszyli i nikt nie dorasta do Bożego ideału" (List do Rzymian 3, 9 - 12 i 23, tłum. "Słowo Życia")
Kościół katolicki naucza i bezwzględnie nakazuje wierzyć - zastraszając tych, którzy się nakazowi temu nie podporządkują ekskomuniką i piekłem - że Maria, matka Pana Jezusa nie tylko była "niepokalanie poczęta", lecz także nie dopuściła się w swoim życiu żadnego, choćby najmniejszego grzechu. "Wiara w niepokalane poczęcia istniała od zawsze!" - grzmi jeden z portali katolickich, powołując się potem na dysputy religijne toczone przez Augustyna z Hippony na przełomie IV i V wieku po Chrystusie! Są to najwcześniejsze zapisy tego nauczania. Oczywiście nie należy traktować Augustyna jako autora myśli o "niepokalanym poczęciu" Marii i jej "całkowicie bezgrzesznym" życiu. Przekonanie to być może pojawiło się już w III wieku, kształtowało się wraz z narastającym kultem maryjnym, a w IV / V już brano je za "odwieczną naukę apostolską" z powodu jego "starożytności"...

Rzecz w tym, że przekonanie o "niepokalanym poczęciu" i "bezgrzesznym życiu" Marii zupełnie nie zgadza się z nauczaniem apostolskim, biblijnym o naturze i kondycji moralnej ludzkości. Apostoł Paweł bardzo zdecydowanie podkreśla w swoich pismach, że wszyscy (absolutnie wszyscy!) ludzie mają ten sam problem: grzech. I wszyscy (absolutnie wszyscy!) potrzebują łaski zbawienia od tego Jedynego, który sam jeden grzechu żadnego się nie dopuścił: "On uczynił grzechem tego, który grzechu nigdy nie popełnił, po to, byśmy my dzięki Niemu stali się sprawiedliwością Boga" (2. List do Koryntian 5,21). Apostoł Paweł niewątpliwie miał styczność z Marią z Nazaretu i znał jej życie. Znał doskonale Pisma, a także nauki Chrystusa. Czy nie wiedział on, lub zapomniał może, pisząc o powszechnym grzechu, o Marii? Apostoł Paweł rzecz jasna popełniał błędy - taktyka nauczania, jaką przyjmował, nie zawsze się sprawdzała - lecz gdy nauczał w fundamentalnych sprawach wiary, był w tym, co przekazywał zawsze bardzo konkretny i precyzyjny. Gdyby wiedział o "niepokalanym poczęciu" i "bezgrzesznym życiu" Marii i wierzył w to, to - jestem o tym głęboko przekonany - wskazałby nam ten jedyny wyjątek i  by nie pisał: "wszyscy", lecz: "wszyscy, z wyjątkiem Marii"! Czyż nie byłoby to zresztą "pięknym" wywyższeniem Marii, idealnie w duchu kultu, jakim otaczają ją katolicy? Katoliccy teolodzy twierdzą, że kult maryjny rozwijał się już w czasach apostolskich. Tym bardziej więc należałby się spodziewać wyróżnienia Marii w słowach Pawła. Może więc apostoł Paweł był "mizoginem" - jak starają się go ukazać feministki - albo... protestantem buntującym się przeciwko naukom Kościoła?

Pewien katolik próbował mnie przekonać, że gdy apostoł Paweł - za psalmistą - pisał "wszyscy zgrzeszyli", to... wcale nie miał na myśli, że naprawdę wszyscy i sugerował, że jest to pewne "uproszczenie" i "uogólnienie". Dowodził też, że Maryja jako jedyna doznała łaski zbawienia jeszcze przed własnym poczęciem! Apostoł Paweł pisze: "łaską zbawieni jesteście przez wiarę" (List do Efezjan 2, 8), a jakże może wierzyć ktoś, kto jeszcze nie został poczęty? Rzecz w tym, że apostoł Paweł nauczanie traktował bardzo poważnie i w fundamentalnych dla wiary kwestiach zawsze był bardzo precyzyjny i konkretny. Tak więc, jeśli pisze: "wszyscy zgrzeszyli i nikt nie jest doskonały", powtarzając to tyle razy, raz za razem i stanowczo, to możemy być pewni, że nie ma od tego żadnych wyjątków. Jeśli nie dodaje: "oprócz Marii", to możemy być absolutnie pewni, że nic mu nie było wiadomo ani o jej "niepokalanym poczęciu", ani też o "bezgrzeszności". Co więcej, najwyraźniej nic o tym nie wie także... sama Maria! Ona sama wobec swej krewnej, Elżbiety, wyraziła swą radość słowami: "Wielbi dusza moja Pana i rozradował się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim..." (Ewangelia Łukasza 1, 46 - 47). Gdyby Maria była bez grzechu, to Pan nie byłby jej Zbawicielem! Tak, jak ratownik nad wodą nie jest potrzebny temu, kto doskonale pływa. "Nie potrzebują zdrowi lekarza, lecz ci, co się źle mają" (Ewangelia Mateusza 9, 12).

Nie znamy grzechów Marii. Żaden z apostołów nie pisze nic o żadnej jej spowiedzi, nie przekazuje nam żadnej z jej rozmów z Bogiem. Nie nasza to rzecz - to było tylko między nią a Bogiem. "Boży sekretarze", którzy spisali dla nas to, co oznajmił Bóg, mało się zresztą Marią zajmują. Znajdujemy jednak w Słowie Bożym przykłady jej... niedoskonałości, kryzysów zaufania i wiary! "Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Poszli tam też, zgodnie ze swoim zwyczajem, gdy Jezus ukończył dwanaście lat. Po świętach natomiast, kiedy już wracali, Jezus, kilkunastoletni chłopiec, pozostał w Jerozolimie. Rodzice nie wiedzieli o tym. Przekonani jednak, że jest gdzieś między podróżnymi, uszli dzień drogi, ale w końcu zaczęli Go szukać wśród krewnych i znajomych. A gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy i tam nie ustawali w poszukiwaniach. Po trzech dniach spotkali Go w świątyni. Siedział tam w kręgu nauczycieli, słuchał ich i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Mu się przysłuchiwali, byli zdumieni Jego rozumem i trafnością odpowiedzi. Rodzice także byli tym zdziwieni. A Jego matka powiedziała do Niego: Dziecko, dlaczego nam to zrobiłeś? Spójrz, Twój ojciec i ja zmartwieni szukaliśmy Cię. Wtedy Jezus im odpowiedział: Co się stało, że Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że w tym, co jest mego Ojca, Ja być muszę? Lecz oni nie rozumieli słów, które do nich kierował. Poszedł zatem z nimi, wrócił do Nazaretu i okazywał im posłuszeństwo" (Ewangelia Łukasza 2, 41 - 51, tłum EIB). "Następnie udał się do domu [w Kafarnaum]. I znów zszedł się tłum, tak że nawet nie zdążyli się posilić. A gdy Jego bliscy dowiedzieli się o tym, wyruszyli po Niego, gdyż rozniosło się, że odszedł od zmysłów. (...) Tymczasem [gdy nauczał] przyszła Jego matka oraz Jego bracia. Zatrzymali się na zewnątrz i posłali do Niego wiadomość, aby Go przywołać. Wokół Niego natomiast siedział tłum. Donieśli Mu zatem: Oto Twoja matka, Twoi bracia i Twoje siostry stoją na zewnątrz i proszą, abyś wyszedł. Wtedy im odpowiedział: Kto jest moją matką i moimi braćmi? Po czym powiódł oczyma po tych, którzy wokół Niego siedzieli, i oświadczył: Oto moja matka i moi bracia. Każdy bowiem, kto spełnia wolę Boga, ten jest moim bratem i siostrą, i matką" (Ewangelia Marka 3, 20 - 21 i 31 - 35, tłum. EIB).

Choć zachowania Marii w tych sytuacjach nie można uznać - jak mi się zdaje - za grzech, tym bardziej, że kierowała się matczyną miłością i troską, to jednak jest to postawa daleka od duchowej doskonałości, jaką przypisują jej katolicy. Zauważmy, że odnaleziony w Świątyni Jezus, choć okazuje posłuszeństwo, to jednak... strofuje Marię, że odciąga go od tego, co jest jego misją na ziemi. Jako dziecko okazuje poddaństwo, lecz jako Bóg daje napomnienie. Po latach, gdy dyskutuje u siebie w domu z uczniami i uczonymi w Piśmie, występuje wobec Marii jeszcze ostrzej, zarzucając jej nic innego, jak... nieposłuszeństwo wobec Boga! Nie mówi tego bezpośrednio Marii, a także nie mówi tego wprost, a jednak mówi to bardzo wyraźnie. Gdy Maria i bracia Jezusa próbowali działać przeciw woli Boga, według własnego planu, oddalało ich to od Boga, od Jezusa.

Czy fakt, że Maria nie była wolna od grzechu i ludzkich słabości, ujmuje jej cokolwiek lub ubliża jej? Nie! Czy Bóg potrzebował absolutnej doskonałości i bezgrzeszności Marii, by się z niej narodzić, by jako człowiek, Jezus Chrystus, być doskonałym i świętym? Nie! Zresztą gdyby doskonałość Chrystusa była uwarunkowana nieskazitelną czystością Marii, to również jej - nieznani nam rodzice - musieliby być czyści, aby i ona narodziła się w czystości. I jej dziadkowie, i pradziadkowie, i... To wynika wprost z katolickich przekonań, że doskonały Chrystus nie mógł narodzić się z niedoskonałego człowieka. Jeśli grzeszność Marii miałaby oznaczać niegodność jej łona, by z niego narodził się Bóg, to czyż grzeszność jej rodziców nie miałaby identycznego skutku dla Marii i Jezusa? Czyż nie byłaby równie obciążająca? Jeśliby wymogiem dla narodzin Pana była czystość duchowa (bezgrzeszność) człowieka, to Zbawiciel nie mógłby w ogóle się narodzić! Bóg nie uczynił Marii nieskazitelnie bezgrzeszną, lecz upodobał jej sobie ze względu na jej wiarę - nie będącą teorią z Pism, lecz codzienną praktyką - i prawość. Nie była ona zresztą uedynym człowiekiem, jaki podobał się Bogu!

Dogmat o niepokalanym poczęciu i bezgrzesznym życiu Marii służy wyłącznie jej kultowi. Dla wiary chrześcijańskiej nie ma w ogóle żadnego znaczenia. Dogmatem tym - i innymi - oddzielono tak naprawdę Marię od ludzi. Nie zaprzeczono wprawdzie jej człowieczeństwu, lecz postawiono ją ponad wszystkimi ludźmi, a nawet ponad aniołami ("Królowa Aniołów" to jeden z niezliczonych tytułów, jakie jej nadano). Nie zrównano jej z Bogiem, lecz dokonano jakby częściowej deifikacji - czyniąc ją równie bezgrzeszną, moralnie doskonałą, jak Bóg. Kościół katolicki twierdzi, że stawia Maryję jako wzór dla wiernych. Tak! Maria może być dla nas wzorem! Równocześnie jednak stawia ten wzór tak wysoko ponad ludem, że lud rozumie: ona to ktoś inny, niż my, my nie mamy szansy jej dorównać! Reformatorzy pozrzucali z ołtarzy figury i obrazy, a Marię sprowadzili z powrotem do ludu Bożego. Błędem jest myślenie, że pogardzali Marią i mieli jakąś obsesję, by ją lżyć i poniżać. Przeciwnie! Przywrócili ją na jej miejsce w Kościele Bożym - miejsce, która sama wybrała, usuwając się za życia głęboko w cień swego Syna. Przywrócili też Marię ludowi. Ja przez wiele lat modliłem się przed obrazami i figurami, odmawiałem różaniec i inne modlitwy, śpiewałem pieśni maryjne, chodziłem w pielgrzymkach (a nawet za honor miałem taszczenie we własnych rękach nieporęcznego i ciężkiego feretronu), wierzyłem ślepo w te wszystkie dogmaty, itd. Maryję miałem na ołtarzu, a ja byłem pod ołtarzem! Maria stała mi się naprawdę bliska wówczas, gdy... całkowicie odrzuciłem kult maryjny i wszystko, co on obejmuje! Dlatego z całą stanowczością powtarzam: Reformatorzy przywrócili Marii jej miejsce w Kościele, a Kościołowi (ludowi Bożemu) zwrócili Marię!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz