czwartek, 29 grudnia 2016

Gdy murszeje słup

"Jeśli twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i uświadom mu to w osobistej rozmowie. Jeśli cię posłucha, pozyskałeś swojego brata. Jeśli jednak nie posłucha, udaj się do niego ponownie, tym razem z jeszcze jedną lub dwiema osobami, aby każda sprawa opierała się na zeznaniach dwóch lub trzech świadków. Jeśli i w tym przypadku nie posłucha, przedstaw sprawę wspólnocie kościoła. A jeśli kościoła nie posłucha, niech będzie dla ciebie jak poganin i celnik" (Ewangelia Mateusza 18, 15 - 17, tłum. EIB)
Źródło: Gazeta.pl
Tak oto powraca do mediów sprawa pani Sylwii, byłej katechetki z Krakowa, która straciła pracę, gdyż lokalne katolickie władze kościelne nie przedłużyły jej tzw. "misji kanonicznej". Nie stało się to bez powodu. Przed dwoma laty w mediach opisano tą sprawę - także powody, dla których tak się stało - dosyć dokładnie:


Sprawa ta wywołała spore poruszenie - zwłaszcza w mediach i środowiskach libertyńsko - lewicowych. Tak wówczas, jak i obecnie Kościół katolicki jest z powodu tej decyzji atakowany w sposób tak bezmyślny, jak bezwzględny. Zresztą były i podobne przypadki - swego czasu z jednej z katolickich szkół zwolniono nauczycielkę po tym, jak zrobiła "coming out" jako lesbijka żyjąca w relacjach seksualnych z inną kobietą. Libertyni krzyczą: "Hańba! Jak tak można? Skandal! Skandal! Trzeba szanować ludzi i prawo!" Zwykle krzyczą oni też o konieczności rozdziału Kościoła od Państwa - nie na zasadach przyjaznej koegzystencji, współdziałania, otwartości i życzliwości, lecz w taki sposób, jak jest to we Francji, tj. całkowitej ateizacji życia politycznego i społecznego - "zapominając" przy tym, że jeśli tak, to powinno to działać w obie strony i że sprawy wewnętrzne (!) Kościoła katolickiego, czy jakiegokolwiek innego, to "nie ich interes" i nie mają prawa ani krzyczeć, ani też nic narzucać, więc pozostaje im... "zamknąć gębę na kłódkę". Fakt, że tego nie czynią, dowodzi, że chodzi o jednostronne pozbawienie praw.  

Choć zaliczam się do krytyków katolicyzmu, to jednak jest to jedna z tych sytuacji, gdy czuję się zobowiązany stanąć po stronie katolickiej i powiedzieć: "To była słuszna decyzja!" Współczuję pani Sylwii - i innym ludziom, którym podobne sytuacje się przydarzyły - utraty pracy, lecz przyczyną tej sytuacji nie jest nic innego, jak jej własne postępowanie, jej własna życiowa postawa. Będąc katechetką powinna znać Słowo Boże - przynajmniej teoretycznie, gdyż praktycznie jest, ujmując rzecz dość delikatnie, bardzo różnie - a z pewnością zna fundamentalne nauczanie Kościoła katolickiego, także w kwestiach moralnych. Jeśli więc świadomie złamała Boże i wewnątrzkościelne zasady, to musiała liczyć się także z konsekwencjami. Dorosłość to coś więcej niż 18 lat, dowód osobisty w ręku i wiele związanych z tym praw. Dorosłość to także świadomość i odpowiedzialność. Dorosłość to decyzje i rozumienie, że to, na co się decydujemy, pociąga za sobą przeróżne skutki. Ta kobieta podjęła decyzję o życiu w grzechu i doświadczyła skutków własnej złej decyzji. Jako chrześcijanin współczuję jej, bo wybrała złą drogę, która prowadzi do... Powiedzmy delikatnie: bardzo nieprzyjemnego miejsca. Współczuję jej, gdyż straciła źródło dochodu, lecz to skutek jej własnej decyzji życiowej!

Lewicowi libertyni nie pojmują, że żaden Kościół nie może funkcjonować według ich libertyńskiego "róbta co chceta". Wspólnota wierzących powinna być w tym świecie nie tylko "enklawą wiary", lecz także wynikających z tejże wiary tradycyjnych wartości i zasad moralnych. Życie według wiary to wyłączenie z tego świata i oddzielenie od tendencji "moralnych" i filozofii na tym świecie. "Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was, żebyście szli i przynosili owoc, a wasz owoc trwał... (...) Gdybyście byli ze świata, świat kochałby was jako swoją własność; ponieważ jednak nie jesteście ze świata, ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi" ( Ewangelia Jana 15, 16 i 19 - tłum. EIB). Gdyby "enklawa wiary", budziła zachwyt ludzi spoza tej enklawy, byłoby to tyleż dziwne, co przede wszystkim ekstremalnie niepokojące! Bowiem to znaczyłoby, że nie jest to już "enklawa wiary", lecz teren świata. Oczywiście Kościół katolicki nie jest biblijny, lecz doceniam to, co znajduję w nim dobrego - podziwiam poszanowanie tradycyjnych wartości i zasad moralnych, a także coraz odważniejszą walkę z grzechami także wśród kleru.

Aby taka "enklawa wiary" trwała i była bezpieczna, potrzebni są ludzie, którzy będą stali na jej straży. Każdy z nas jest wezwany do czujności: "Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Wasz Przeciwnik, diabeł, krąży dookoła niczym ryczący lew, wypatrujący łupu. Przeciwstawcie mu się, mocni w wierze..." (1. List Piotra 5, 8 - 9 - tłum. EIB). Jednak spośród wierzących są także powołani "starsi", pasterze Kościoła, których szczególnym obowiązkiem jest troska o tą "enklawę wiary" i "uszczelnianie przecieków", przez które diabeł wsącza swą duchową truciznę. Gdyby taki opiekun przymykał na takie sytuacje oko i nie podejmowałby działań ochronnych i naprawczych, to trzeba by było odsunąć i jego.

"Słyszy się powszechnie o nierządzie między wami i to takim nierządzie, jakiego nie ma nawet pośród pogan: Oto ktoś żyje z żoną swego ojca! Czym tu się szczycić?! Powinniście raczej zapłakać i usunąć ze swego grona osobę, która tak postępuje. Ja, nieobecny ciałem, obecny tylko duchem, już ją osądziłem, tak jakbym był pośród was. Otóż gdy się zgromadzicie w imieniu naszego Pana Jezusa Chrystusa – i mój duch będzie przy was wraz z mocą naszego Pana Jezusa – wydajcie tę osobę szatanowi, niech zguba dotknie jej ciała, aby duch był uratowany, gdy zjawi się nasz Pan. Wasza pewność siebie jest niezdrowa. Czy nie wiecie, że odrobina zakwasu odmienia stan całego ciasta?" (1. List do Koryntian 5, 1 - 8, tłum. EIB). Decyzją Boga zatwardziały grzesznik powinien być usunięty z Kościoła, by nie był dla innych zgorszeniem i złym przykładem, by za jego sprawą diabelska duchowa trucizna nie rozprzestrzeniała się w "enklawie wiary". Osoba taka - mocą decyzji Boga - może być nie wpuszczona na zgromadzenia Kościoła. Tak naprawdę w skrajnych przypadkach - jak ten dziś omawiany - powinno to oznaczać nie tylko odsunięcie od Kościoła jako zgromadzenia, pewnej (umownie) "instytucji religijnej" i wszelkiej w niej funkcji / posługi, lecz skutkować także w relacjach osobistych czy nawet rodzinnych.

Naprawdę trudno sobie wyobrazić sytuację, gdy ktoś żyjący wbrew zasadom wiary, wbrew Bożym postanowieniom, miałby o wierze i Bogu nauczać. To tak samo, jak gdyby przestępca miał wykładać, jak należy żyć w zgodzie z prawem. Nauczyciel nie może tylko przedstawiać teorii, lecz być dla ucznia przede wszystkim przykładem, i to dobrym przykładem. Gdy naucza o wierze, nie może o niej filozofować, lecz sam nią żyć na co dzień. Nauczyciel to jedna z ważnych funkcji w Kościele. Nauczyciel nie musi być 100% doskonały duchowo i moralnie, bo wówczas nikt nie miałby odpowiednich kwalifikacji, lecz powinien być wzorem posłuszeństwa i pokory wobec Boga i Słowa Bożego. Nauczyciel powinien być wzorem, przywódcą i mentorem. Nauczyciel to funkcja przywódcza, więc i wymagania, jakie Bóg stawia człowiekowi aspirującemu do tej roli, są wysokie. Jeśli podłoga w domu zmurszeje, lub okno się wypaczy, nie jest dobrze, ale łatwo można to naprawić. Bardzo źle jest natomiast, jeśli gniją słupy i fundamenty.

Wróćmy na koniec do tego konkretnego przypadku. Biskup - za pośrednictwem swych podwładnych - uczynił właściwie i nie mógł zrobić nic innego. Jako katolicka katechetka pani ta musi być upoważniona do nauczania przez swój Kościół. To Kościół daje jej "prawo do wykonywania zawodu". Jeśli prawo to utraciła, to wiąże się to w sposób oczywisty z utratą pracy w konsekwencji. Chyba, żeby miała równocześnie ukończoną pedagogikę lub inne studia, które dają uprawnienia do nauczania w szkole, a w placówce byłby wakat na stosownym stanowisku - tylko wówczas byłyby podstawy do skargi i domagania się przywrócenia do pracy. Jeśli nie ma kompetencji, by nauczać czego innego, a religii nauczać nie może, to jakże może być dalej zatrudniana w szkole i za co ma otrzymywać wynagrodzenie? Za 8 godzin dziennie przesiedzianych nad herbatą w pokoju nauczycielskim? Nasuwa mi się w tym momencie pewna analogia. Są zawodowi kierowcy, którzy tracą prawo jazdy z powodu łamania przepisów. Mato też i ten skutek, że są zwalniani, bo jako pozbawieni uprawnień nie mogą już wykonywać swej pracy.

Sytuacja tej kobiety jest z grubsza identyczna. Nic tu nie zmienia fakt, że akurat była ona w ciąży. Księża zresztą rozumieli jej trudną sytuację i oferowali pomoc. Pani ta jednak wzgardziła wyciągniętą ku niej ręką, odrzuciła wszelką pomoc i zaczęła bezpardonową walkę. Jej życie, jej sprawa, i - jeśli wola - może żyć według zasady "róbta co chceta", i tylko sama na koniec konsekwencje takiego życia poniesie. Nie może jednak wymagać od innych, by jej "róbta co chceta" akceptowali i by tolerowali wnoszenie go do Kościoła. Zatwardziały grzesznik nie tyle jest wyrzucany z Kościoła, co sam się poza nim stawia, a Kościół tylko - decydując o odsunięciu go - niejako zatwierdza ten fakt. To nie znaczy, że drzwi Kościoła są definitywnie dla kogoś takiego zamknięte - zawsze może zapukać i wejść, jako grzesznik, w pokorze żałujący za swe grzechy... Gdyby tak się stało, gdyby kobieta ta pokutowała i zerwała z grzechem, być może z czasem mogłaby nie tylko być w Kościele, ale też znów nauczać i być przykładem dla innych?

Myśl na koniec: człowiek nie jest po to, aby zmieniać Kościół i czynić go (we własnym przekonaniu) "ludzkim" - to Kościół jest po to, aby zmieniać człowieka i czynić go bożym. I mam na myśli już nie Kościół instytucjonalny, lecz Boży, Chrystusowy.

2 komentarze:

  1. A co w zamian? Jesli kobieta zostaje porzucona przez męża, powtarzam porzucona, a za jakis czas wiąże się z innym mężczyzną? Mamy ją potępić? Nie ma już dla niej zbawienia? Oczywiście mówię tu o Chrześcijanach nie Katolikach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezus mówi: "Każdy, kto się rozwodzi z żoną, pomijając przypadek nierządu, naraża ją na cudzołóstwo, a kto by rozwiedzioną poślubił - cudzołoży" (Ewangelia Mateusza 5, 32 - tłum. EIB), "Kto się rozwodzi z żoną z innego powodu, niż nierząd, i poślubia inną kobietę - cudzołoży" (Ewangelia mateusza 19, 9 - tłum. EIB).

      Usuń