środa, 21 grudnia 2016

Bożek w czerwonej opończy

"Nie oddawaj czci innym bogom obok Mnie" (2. Księga Mojżeszowa 20, 3 - tłum. EIB)
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Na naszych ulicach pojawiły się choinki i kolorowe światełka. Niektórzy dekorują nimi także swe domy i przydomowe ogrody. W wielu domach już stoją strojne choinki. Choć nie jest to obyczaj biblijny i nie jest to rzeczywista rocznica narodzin Pana, jest to z pewnością przyjemne i chyba bardzo nam potrzebne w naszym rodzinnym kalendarzu. Warto też przede wszystkim wracać myślami do Betlejem i uwielbić Boga za to, że zstąpił z nieba i zamieszkał pośród nas. Dlatego też, choć tradycja ta ma katolicki rodowód, zachowują ją także protestanci. Co więcej, protestanci wzbogacili świąteczne zwyczaje, co z kolei przejęli katolicy. Jeśli teraz w katolickich domach i kościołach, i na ulicach naszych miast, widzimy piękne drzewka, to wiedzmy, że to zwyczaj niemiecki i luterański, który rozprzestrzenił się na cały świat. Jednak święta te wiążą się także z grzechem bałwochwalstwa, bardzo powszechnym i obrzydliwym.

Kościół katolicki wprowadził kult św. Mikołaja... Św. Mikołaj jest też świętym - i to jednym z głównych - Cerkwi prawosławnej. Po prostu kult ten pojawił się, nim nastąpił rozłam. Św. Mikołaj był rzekomo biskupem Miry, darczyńcą i cudotwórcą. Problem w tym, że... nie było kogoś takiego jak biskup Mikołaj z Miry! Dzieje Kościoła na tym obszarze i tego czasu, gdy rzekomo miał żyć biskup Mikołaj (tj. przełomu III i IV wieku), są dobrze udokumentowane. Imię jego nie występuje w ani jednym dokumencie! Nie ma o nim nic w dokumentach dot. lokalnego Kościoła. Nie ma go też wśród uczestników synodów biskupich. Kilkanaście wieków później specjaliści od marketingu wypromowali SantaClausa 2.0 - spasionego, przerośniętego krasnoluda w czerwonej opończy, mieszkającego na Biegunie Północnym i oblatującego świat magicznymi saniami, zaprzężonymi latającymi reniferami.

Fot. Bailwick Studios / Wikipedia (CC BY-SA 2.0)



Kult św. Mikołaja jest sprzeczny z przykazaniami i nauczaniem biblijnym - jak kult jakiegokolwiek człowieka, jego szczątków czy wizerunków. Z "przerośniętym krasnalem w czerwonej opończy" jest ten sam problem, co z "prawdziwym św. Mikołajem". Nie tylko nie istnieje, lecz także otaczany jest swego rodzaju kultem. Dzieci są zachęcane, by to do niego zwracać się ze swymi prośbami - nie tylko o podarki, ale też w ważnych życiowych sprawach. W wielu filmach - adresowanych głównie do najmłodszych - możemy zobaczyć dzieci, które proszą Świętego Mikołaja o to, by rodzice się nie rozwiedli, by tata wrócił na święta do domu, by mama była zdrowa, itp. A czyż o to nie powinniśmy prosić tylko Boga? Czyż nie jest to... modlitwa? W setkach "świątecznych filmów", jakie nakręcono - głównie w Stanach Zjednoczonych - jest maksimum "świątecznej magii": choinka, spełniające się życzenia świąteczne i zwykle w centrum tego wszystkiego śmiejący się, sędziwy i siwobrody grubasek w saniach z reniferami. W żadnym z tych "gwiazdkowych przebojów" nie pada natomiast imię "Jezus Chrystus", ani też nie mówi się o Bogu. Bo Święty Mikołaj zajął Jego miejsce!

Jak dalece Święty Mikołaj zajmuje miejsce Boga? Gdy dziecko jest niegrzeczne, nie słyszy: "To nie podoba się Bogu", lecz: "Uważaj, bo Mikołaj ci nie przyniesie prezentu", albo: "Mikołaj ci rózgę przyniesie". W "popkulturowej ikonografii" św. Mikołaja, możemy go zobaczyć choćby, jak spisuje listę grzecznych i niegrzecznych dzieci, by wiedzieć, kogo nagrodzić a kogo ukarać. Urasta on do rangi kogoś, kto wszystko widzi, wszystko słyszy, wszystko wie, ma wejrzenie w najgłębsze zakamarki serca i jako jedyny wydaje werdykt. A kto naprawdę wszystko widzi, wszystko słyszy, wszystko przenika i wszystko wie, i do kogo należy osąd? Tylko Bóg! Dzieci wychowywane są w ufności, że Święty Mikołaj wszystko może. To jego proszą o podarki i jemu za nie dziękują. Gdyby spytać dzieci, z kim kojarzą im się święta Bożego Narodzenia, ich odpowiedzią nie jest: "Jezus Chrystus", lecz: "Święty Mikołaj" (regionalnie zwany też u nas "Gwiazdorem"). Również dla wielu dorosłych Święty Mikołaj jest bardziej "bożonarodzeniowy, niż Jezus Chrystus!

Są chrześcijanie, którzy z różnych powodów odrzucają świętowanie Bożego Narodzenia. Jedni mówią: To święto ma pogański rodowód. Ja mówię: Nie, ono zostało pomyślane jako konkurencyjne dla pogańskiego świętowania. Inni mówią: Nie zostało ono ustanowione przez Boga. Ja mówię: To tak samo, jak niektóre święta "biblijne", które nawet Pan Jezus obchodził - Bóg nigdy nie zastrzegł sobie monopolu na ustanawianie świąt religijnych; część sam wyznaczył, lecz pozostawił też "przestrzeń" na ludzką inwencję. Lubię Boże Narodzenie - i z pewnością nie wyrzeknę się go tylko dlatego, że komuś się ono zdaje "pogańskim" i "niebiblijnym". Natomiast chciałbym się z niego pozbyć Świętego Mikołaja i stosu prezentów z centralnego miejsca wydarzeń, a przywrócić w nie betlejemską szopkę, wydarzenia z kart Ewangelii i nade wszystko Jezusa Chrystusa - nie Dziecię, lecz potężnego Króla, Boga i Zbawiciela. On żyje i On jest godzien chwały - nie żaden Święty Mikołaj. I to do Niego powinny zwracać się chrześcijańskie dzieci ze swymi marzeniami, prośbami i wdzięcznością!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz