czwartek, 15 grudnia 2016

Biskup według woli Boga


Gdy zaczynałem swą pracę w dziennikarstwie, nikt mnie w pierwszych dniach nie posłał na wywiad z jakimś dostojnikiem, czy to świeckim, czy kościelnym. Ani bym umiał, ani bym się ośmielił. Zaczynałem od drobnych spraw, pisząc pod opieką bardziej doświadczonych dziennikarzy. Coraz więcej jeździłem, coraz więcej pisałem, coraz mniej uwag i poprawek otrzymywałem od "starszych w fachu" coraz więcej ludzi poznawałem, coraz więcej dowiadywałem się, coraz więcej rozmawiałem, coraz szersze miałem horyzonty, coraz lepiej się we mnie kształtowało dziennikarskie spojrzenie na świat. W końcu któregoś dnia usłyszałem: "Marcin, przyjeżdża biskup P., zrób z nim zgrabny wywiad." Pracowałem wówczas w jednej z katolickich gazet. Biskup P. był już wówczas wysokiej rangi dostojnikiem kościelnym w jednej z byłych republik radzieckich. To miała być krótka rozmowa, tymczasem rozmawialiśmy ponad godzinę a zapis tej rozmowy zajął całą stronę w gazecie. Musiałem się uczyć na "małych" tematach, by potem robić "wielkie".

Bóg wymaga, by ci, którzy mają przewodzić w Kościele, byli wpierw dobrymi mężami i ojcami. Powołaniem ojcowskim w rodzinie jest... pasterstwo. Ojciec jest powołany, by przewodzić rodzinie (jako "głowa domu"), troszczyć się o zaspokojenie jej potrzeb, zapewniać ochronę, być wychowawcą i mentorem dla dzieci... Tylko ten, kto doświadczył ojcostwa, wie naprawdę, jak bardzo trudne jest to zadanie. Trzeba mieć "oczy dookoła głowy", by wciąż czuwać. Trzeba umieć przytulać, ale także nakrzyczeć, czy dać klapsa - być miłującym, ale też surowym, gdy trzeba. Trzeba umieć ogarnąć wiele domowych spraw. Trzeba wypracować sobie autorytet i umieć być przewodnikiem, za którym idzie rodzina. A przecież ta "trzódka", jaką jest rodzina, to raptem tylko kilka osób! Nie jestem mężem ani ojcem - tym samym nie mogę więc być biskupem - i nie w pełni wiem, co to znaczy, ale naprawdę z ogromnym szacunkiem patrzę na ojców, których widzę wokół siebie - z tym większym, im większa jest ich "trzódka" i jej posłuszeństwo względem nich.

Kościół to także rodzina! Tyle, że znacznie większa. Zwykła rodzina to tylko kilka lub czasem kilkanaście osób, a Kościół to dziesiątki, setki czy też tysiące ludzi. I to często ludzi z wieloma problemami, z którymi trzeba się zmierzyć i im pomóc. To także inne zadania podobne do ojcowskich i gospodarskich. Dlatego Bóg urząd pasterza powierza tym, którzy już zdobyli pewne doświadczenie i dobrze się ze swych ojcowskich obowiązków wywiązali. Bóg jest bardzo rozsądnym "szefem", który większe zadania - i związaną z nimi większą odpowiedzialność - powierza tym, którzy mają kwalifikacje i doświadczenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz