środa, 30 listopada 2016

Andrzejki - nie dla chrześcijan!

"Niech nie znajdzie się u ciebie nikt, kto przeprowadzałby swojego syna lub córkę przez ogień, ani przepowiadający przyszłość, ani guślarz, ani czarownik, ani zaklinacz, ani radzący się zmarłych przodków lub duchów, ani zwracający się do umarłych. Każdy, kto dopuszcza się tych rzeczy, jest obrzydliwością dla Pana" (5. Księga Mojżeszowa 19, 10 - 12, tłum EIB)
"Na świętego Andrzeja błyska pannom nadzieja", "Dziś cień wosku ci ukaże, co ci życie niesie w darze"... Tak mawiały nasze prababki i babki. Równocześnie modląc się i chodząc co niedziela do kościoła. Polska była i nadal jest wprawdzie krajem wielu krzyży i kościelnych wież, lecz równocześnie krajem wciąż pogańskim. Kościół katolicki przez wieki był bardzo ekspansywny, lecz było to rozszerzanie się religii, nie Ewangelii! Kościół katolicki wiele z pogaństwa przejął i przemianował na zwyczaje "chrześcijańskie". Wiele innych zwyczajów pogańskich, stało się tolerowanym "folklorem" i "zabawą", bowiem ludowi nie "zaszczepiono" Słowa Bożego i nie dano poznać naprawdę Chrystusa Pana. Skutek? W sobotę ludzie gotowi sobie wróżyć, a w niedzielę klękać w kościele przed Bogiem i modlić się nabożnie. Gorzej! Próba wyrugowania pogaństwa budzi sprzeciw: "Bez przesady! Przecież to tylko zabawa i nikt rozsądny nie traktuje tego poważnie!"

Wielu księży w naszych czasach biada nad tym, że ludzie radzą się wróżek czy też jasnowidzów, szuka poznania i prognoz u "duchów wiedzących", a także zwraca się do "mistrzów duchowych" nie z tego świata o prowadzenie. Ostrzegają także przed wróżbiarstwem - i tym poważnym i tym "tylko dla zabawy". A czynią to przede wszystkim egzorcyści, którzy mają wiedzę o "królestwie ciemności" i doświadczenie kontaktu z demonami - co nie zmienia faktu, że sami żyją w błędnych naukach i przez to także popełniają błędy we własnym nauczaniu opartym o to, co mówią demony - i mają lepsze poznanie odnośnie tych "zabaw" i nazywają je wprost diabelskimi i niebezpiecznymi.  Lecz jeśli dziesięć - jedenaście wieków temu nie rozpoczęto od głoszenia Ewangelii, i nie czyniono tego przez kolejne wieki, to do kogo iść dziś z pretensjami? Ich głos jest ignorowany, wykpiwany i nawet przez innych księży zbytnio nie wzmacniany.

Urodziłem się i wychowałem w rodzinie katolickiej. Z przedszkola i szkoły pamiętam zabawy andrzejkowe - z katechizacji dekalog, modlitwy, dogmaty, "wzory świętości"... Nikt z nas się w konfesjonale nie spowiadał z lania wosku, topienia marzanny czy wróżenia z liści. Dlaczego? Bo księża, zakonnice i świeccy nauczyciele nigdy nie zajmowali się tym "folklorem" i "zabawą" i nikt nam nie powiedział, jakie to ma pochodzenie i co o tym mówi Bóg. Co więcej, nie przypominam sobie ani jednej lekcji religii "na salkach" czy w szkole, na którą przyniesione by zostało i czytane Słowo Boże! Księża nie wychowywali nas według Słowa Bożego! Później byłem członkiem katolickich stowarzyszeń i grup. W niedzielę chodziliśmy na msze, ręce składaliśmy do modlitwy, a równocześnie pod koniec listopada laliśmy wosk przez dziurkę klucza, przestawialiśmy buty, etc. Gdzie? Na "salkach" przy kościele - za zgodą i często w obecności a nawet przy współudziale (!) naszych księży. Nasza "chrześcijańskość" była tylko pozorem. Tam, gdzie nie ma wiary opartej na Słowie Bożym, gdzie nie ma Ewangelii na co dzień, tam diabeł ma swobodę działania i budowania własnego "królestwa"!

"Andrzejki" wzięły swą nazwę od apostoła Andrzeja, który "wspomnienie liturgiczne" przypada akurat na 30 listopada. Lecz na tym powiązania chrześcijańskie się kończą. Myślę też - a raczej jestem przekonany - że dla owego patrona byłoby zdecydowanie odrażające to, czemu nadano nazwę od jego imienia. Wszelkie praktyki okultystyczne są bowiem obrzydliwe dla Boga i są zupełnym przeciwieństwem wiary i życia chrześcijańskiego. Ten, kto zwraca się ku magii i wróżbom, odwraca się od Boga ku temu, od którego magia pochodzi, ku diabłu. My możemy to nazywać "zabawą", lecz ani dla Boga ani dla diabła zabawne to wcale nie jest. Tabliczki ouija, tarot, czy wywoływanie duchów też bywa nazywane "zabawą", lecz jest to "zabawa" z diabłem, dla którego wcale zabawą to nie jest i bywa tak, że ludzie przekonują się o tym w bardzo przykry sposób, gdy "duch" nie chce wrócić w "zaświaty", gdy są napastowani przez niewidzialne byty, gdy zaczynają słyszeć głosy, gdy "coś" chodzi po ich domu, puka w ściany i meble, przesuwa przedmioty... Wiele egzorcyzmów spowodowane jest tym, że ktoś się kiedyś "bawił", a nie był świadomy w co, z kim i o co toczy się gra. Z wróżb uczyniono "zabawę" tak samo, jak z różnych... satanistycznych rytuałów.

Zarówno dla Boga, jak i dla diabła nie ma żadnej różnicy, czy robimy takie rzeczy dla zabawy, czy na poważnie. Zauważmy, że w Słowie Bożym nie ma zakazu: "nie wolno ci wróżyć na poważnie" - jest tylko bardzo powiedziane: "nie wolno ci wróżyć"! Boże "nie!" jest bardzo stanowcze i powinniśmy je traktować bardzo, bardzo poważnie. Jeśli Bóg przemawia, i to w sposób tak nie pozostawiający żadnych wątpliwości, to trzeba być posłusznym, bo Bóg wie lepiej, dostrzega i rozumie to, co nam łatwo umyka.

Wielu ludziom - jak myślę - zdaje się, że "Bóg nie ma pojęcia o zabawie" i że (o ile w ogóle istnieje), jest ponurakiem, któremu nie podobają się zabawy. Jest zupełnie przeciwnie: Bóg obdarowuje radością i fantazją i kocha, gdy wypełniamy nimi własne życie. Tak samo, jak rodzice lubią patrzeć na swoje bawiące się i roześmiane dzieci. Jednak interweniują zdecydowanie, gdy dziecko zbliża się do ognia lub zbytnio interesuje się dziurkami w kontakcie. Gdy Bóg zakazuje, nigdy nie czyni tego, by zrobić nam na złość, ograniczać nas, odbierać radość zabawy. Gdy grzmi: "nie!", to znaczy, że widzi dalej i rozumie lepiej, niż my - i dlatego swym słowem, swym przykazaniem, zastawia nam drogę, nie by stłamsić w nas radość zabawy, lecz by ocalić. Jeśli Bóg mówi: "nie!", to znaczy, że ocieramy się o realne niebezpieczeństwo. Jeśli Bóg mówi: "nie!", to mądry się zatrzyma, a głupi tupnie nogą: "ale my się tylko bawimy!" Naszą małą mądrością jest zaufanie Bogu i jego wielkiej mądrości. Wiara to m.in. pokładanie ufności w Bogu, a ten, kto ufa Bogu, nie szuka wizji swej przyszłości we wróżbach.

*****

Chrześcijańska postawa względem wróżb i innych reliktów pogaństwa zakorzenionych w tzw. "kulturze ludowej", a także importowanych "nowinek kulturowych", jest często nierozumiana. Gdy pewien, znany mi osobiście, Brat w Panu oburzył się, że jego dziecko uczestniczyło w zorganizowanych w przedszkolu wróżbach andrzejkowych, wspomniał, że odlaną przez nie bryłkę wosku zaraz wyrzucił do śmieci i postanowił porozmawiać z dyrekcją przedszkola, padły słowa: "to już zakrawa na fanatyzm!" Do mnie napisano natomiast: "Popadacie ze skrajności w skrajność!" I... ja się z tym w pełni zgadzam, gdyż chrześcijaństwo jest drogą radykalną. Na świecie mamy dwie skrajności: dobro i zło - i nie ma nic pomiędzy nimi! W chrześcijańskim życiu nie ma "ogarka" dla diabła, jak w starym naszym przysłowiu: "Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek". W chrześcijańskim życiu nie ma kompromisu. W chrześcijańskim życiu nie ma traktowania tego, co z gruntu diabelskie, "z przymróżeniem oka". Nie można iść na żaden kompromis, gdy Bóg wyraźnie czegoś zakazuje lub coś nakazuje - bo taki kompromis jest odwróceniem się i odejściem od Boga!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz