środa, 30 listopada 2016

Andrzejki - nie dla chrześcijan!

"Niech nie znajdzie się u ciebie nikt, kto przeprowadzałby swojego syna lub córkę przez ogień, ani przepowiadający przyszłość, ani guślarz, ani czarownik, ani zaklinacz, ani radzący się zmarłych przodków lub duchów, ani zwracający się do umarłych. Każdy, kto dopuszcza się tych rzeczy, jest obrzydliwością dla Pana" (5. Księga Mojżeszowa 19, 10 - 12, tłum EIB)
"Na świętego Andrzeja błyska pannom nadzieja", "Dziś cień wosku ci ukaże, co ci życie niesie w darze"... Tak mawiały nasze prababki i babki. Równocześnie modląc się i chodząc co niedziela do kościoła. Polska była i nadal jest wprawdzie krajem wielu krzyży i kościelnych wież, lecz równocześnie krajem wciąż pogańskim. Kościół katolicki przez wieki był bardzo ekspansywny, lecz było to rozszerzanie się religii, nie Ewangelii! Kościół katolicki wiele z pogaństwa przejął i przemianował na zwyczaje "chrześcijańskie". Wiele innych zwyczajów pogańskich, stało się tolerowanym "folklorem" i "zabawą", bowiem ludowi nie "zaszczepiono" Słowa Bożego i nie dano poznać naprawdę Chrystusa Pana. Skutek? W sobotę ludzie gotowi sobie wróżyć, a w niedzielę klękać w kościele przed Bogiem i modlić się nabożnie. Gorzej! Próba wyrugowania pogaństwa budzi sprzeciw: "Bez przesady! Przecież to tylko zabawa i nikt rozsądny nie traktuje tego poważnie!"

Wielu księży w naszych czasach biada nad tym, że ludzie radzą się wróżek czy też jasnowidzów, szuka poznania i prognoz u "duchów wiedzących", a także zwraca się do "mistrzów duchowych" nie z tego świata o prowadzenie. Ostrzegają także przed wróżbiarstwem - i tym poważnym i tym "tylko dla zabawy". A czynią to przede wszystkim egzorcyści, którzy mają wiedzę o "królestwie ciemności" i doświadczenie kontaktu z demonami - co nie zmienia faktu, że sami żyją w błędnych naukach i przez to także popełniają błędy we własnym nauczaniu opartym o to, co mówią demony - i mają lepsze poznanie odnośnie tych "zabaw" i nazywają je wprost diabelskimi i niebezpiecznymi.  Lecz jeśli dziesięć - jedenaście wieków temu nie rozpoczęto od głoszenia Ewangelii, i nie czyniono tego przez kolejne wieki, to do kogo iść dziś z pretensjami? Ich głos jest ignorowany, wykpiwany i nawet przez innych księży zbytnio nie wzmacniany.

Urodziłem się i wychowałem w rodzinie katolickiej. Z przedszkola i szkoły pamiętam zabawy andrzejkowe - z katechizacji dekalog, modlitwy, dogmaty, "wzory świętości"... Nikt z nas się w konfesjonale nie spowiadał z lania wosku, topienia marzanny czy wróżenia z liści. Dlaczego? Bo księża, zakonnice i świeccy nauczyciele nigdy nie zajmowali się tym "folklorem" i "zabawą" i nikt nam nie powiedział, jakie to ma pochodzenie i co o tym mówi Bóg. Co więcej, nie przypominam sobie ani jednej lekcji religii "na salkach" czy w szkole, na którą przyniesione by zostało i czytane Słowo Boże! Księża nie wychowywali nas według Słowa Bożego! Później byłem członkiem katolickich stowarzyszeń i grup. W niedzielę chodziliśmy na msze, ręce składaliśmy do modlitwy, a równocześnie pod koniec listopada laliśmy wosk przez dziurkę klucza, przestawialiśmy buty, etc. Gdzie? Na "salkach" przy kościele - za zgodą i często w obecności a nawet przy współudziale (!) naszych księży. Nasza "chrześcijańskość" była tylko pozorem. Tam, gdzie nie ma wiary opartej na Słowie Bożym, gdzie nie ma Ewangelii na co dzień, tam diabeł ma swobodę działania i budowania własnego "królestwa"!

"Andrzejki" wzięły swą nazwę od apostoła Andrzeja, który "wspomnienie liturgiczne" przypada akurat na 30 listopada. Lecz na tym powiązania chrześcijańskie się kończą. Myślę też - a raczej jestem przekonany - że dla owego patrona byłoby zdecydowanie odrażające to, czemu nadano nazwę od jego imienia. Wszelkie praktyki okultystyczne są bowiem obrzydliwe dla Boga i są zupełnym przeciwieństwem wiary i życia chrześcijańskiego. Ten, kto zwraca się ku magii i wróżbom, odwraca się od Boga ku temu, od którego magia pochodzi, ku diabłu. My możemy to nazywać "zabawą", lecz ani dla Boga ani dla diabła zabawne to wcale nie jest. Tabliczki ouija, tarot, czy wywoływanie duchów też bywa nazywane "zabawą", lecz jest to "zabawa" z diabłem, dla którego wcale zabawą to nie jest i bywa tak, że ludzie przekonują się o tym w bardzo przykry sposób, gdy "duch" nie chce wrócić w "zaświaty", gdy są napastowani przez niewidzialne byty, gdy zaczynają słyszeć głosy, gdy "coś" chodzi po ich domu, puka w ściany i meble, przesuwa przedmioty... Wiele egzorcyzmów spowodowane jest tym, że ktoś się kiedyś "bawił", a nie był świadomy w co, z kim i o co toczy się gra. Z wróżb uczyniono "zabawę" tak samo, jak z różnych... satanistycznych rytuałów.

Zarówno dla Boga, jak i dla diabła nie ma żadnej różnicy, czy robimy takie rzeczy dla zabawy, czy na poważnie. Zauważmy, że w Słowie Bożym nie ma zakazu: "nie wolno ci wróżyć na poważnie" - jest tylko bardzo powiedziane: "nie wolno ci wróżyć"! Boże "nie!" jest bardzo stanowcze i powinniśmy je traktować bardzo, bardzo poważnie. Jeśli Bóg przemawia, i to w sposób tak nie pozostawiający żadnych wątpliwości, to trzeba być posłusznym, bo Bóg wie lepiej, dostrzega i rozumie to, co nam łatwo umyka.

Wielu ludziom - jak myślę - zdaje się, że "Bóg nie ma pojęcia o zabawie" i że (o ile w ogóle istnieje), jest ponurakiem, któremu nie podobają się zabawy. Jest zupełnie przeciwnie: Bóg obdarowuje radością i fantazją i kocha, gdy wypełniamy nimi własne życie. Tak samo, jak rodzice lubią patrzeć na swoje bawiące się i roześmiane dzieci. Jednak interweniują zdecydowanie, gdy dziecko zbliża się do ognia lub zbytnio interesuje się dziurkami w kontakcie. Gdy Bóg zakazuje, nigdy nie czyni tego, by zrobić nam na złość, ograniczać nas, odbierać radość zabawy. Gdy grzmi: "nie!", to znaczy, że widzi dalej i rozumie lepiej, niż my - i dlatego swym słowem, swym przykazaniem, zastawia nam drogę, nie by stłamsić w nas radość zabawy, lecz by ocalić. Jeśli Bóg mówi: "nie!", to znaczy, że ocieramy się o realne niebezpieczeństwo. Jeśli Bóg mówi: "nie!", to mądry się zatrzyma, a głupi tupnie nogą: "ale my się tylko bawimy!" Naszą małą mądrością jest zaufanie Bogu i jego wielkiej mądrości. Wiara to m.in. pokładanie ufności w Bogu, a ten, kto ufa Bogu, nie szuka wizji swej przyszłości we wróżbach.

*****

Chrześcijańska postawa względem wróżb i innych reliktów pogaństwa zakorzenionych w tzw. "kulturze ludowej", a także importowanych "nowinek kulturowych", jest często nierozumiana. Gdy pewien, znany mi osobiście, Brat w Panu oburzył się, że jego dziecko uczestniczyło w zorganizowanych w przedszkolu wróżbach andrzejkowych, wspomniał, że odlaną przez nie bryłkę wosku zaraz wyrzucił do śmieci i postanowił porozmawiać z dyrekcją przedszkola, padły słowa: "to już zakrawa na fanatyzm!" Do mnie napisano natomiast: "Popadacie ze skrajności w skrajność!" I... ja się z tym w pełni zgadzam, gdyż chrześcijaństwo jest drogą radykalną. Na świecie mamy dwie skrajności: dobro i zło - i nie ma nic pomiędzy nimi! W chrześcijańskim życiu nie ma "ogarka" dla diabła, jak w starym naszym przysłowiu: "Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek". W chrześcijańskim życiu nie ma kompromisu. W chrześcijańskim życiu nie ma traktowania tego, co z gruntu diabelskie, "z przymróżeniem oka". Nie można iść na żaden kompromis, gdy Bóg wyraźnie czegoś zakazuje lub coś nakazuje - bo taki kompromis jest odwróceniem się i odejściem od Boga!

czwartek, 24 listopada 2016

Czy Bóg jest okrutny?

"Pan zaś widział, że wielka jest niegodziwość człowieka na ziemi. Zauważył, że każda myśl ludzkiego serca jest ustawicznie zła. Dlatego żałował Pan, że stworzył na ziemi człowieka, bolał nad tym w swym sercu. Postanowił zatem: Zgładzę z powierzchni ziemi człowieka, którego stworzyłem. Usunę także bydło, płazy oraz ptaki, bo żałuję, że powołałem to wszystko do istnienia!" (1. Księga Mojżeszowa 6, 5 - 7 - tłum. EIB)
Jeden z najbardziej przejmujących obrazów, inspirowanych biblijnym opisem potopu. Autor: Léon-François Comerre 

Wielokrotnie od różnych ludzi słyszałem: "Jeśliby rzeczywiście istniał ten bóg z Biblii, to jasne jest, że to tyran i bezduszny morderca! Na śmierć i piekło skazuje każdego, kto mu się nie podporządkowuje i nie przebiera w środkach, w zaślepieniu mordując ludzi 'jak leci'." Oczywiście pewne zapisy na kartach Biblii mogą się nam zdawać obrazem okrucieństwa Boga, lecz zawsze (!) powodem wydarzeń było zło w sercu człowieka. Ludzie popełniając wszelkie możliwe grzechy, dopuszczając się najgorszych plugastw i zbrodni, ściągnęli na siebie gniew Boga, a potem mają czelność oskarżać Go o "brutalność", "tyranię" i "bezduszność"! Wiecie, niejeden morderca zamknięty w więzieniu, złorzeczy sądom i strażnikom, cisną go kajdanki i przeszkadzają kraty - lecz czy temu, czego doświadcza, winien jest sędzia, który podpisał wyrok? Czy to sędziowie i strażnicy więzienni są "bezduszni" i "brutalni"? Apostoł Paweł pisze: "...zapłatą za grzech jest śmierć..." (List do Rzymian 6, 23). Sam Bóg od początku nas ostrzegał o konsekwencjach grzechu: "...z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy tylko zjesz z niego, na pewno umrzesz" (1. Księga Mojżeszowa 2, 17).

Często słyszę: "Ale nie każdy człowiek jest zły i nie każdy dopuszcza się strasznych grzechów, a przecież wasz 'kochający bóg' mordował równo wszystkich!" Może nie każdy dopuszcza się grzechów, które zwykliśmy kwalifikować jako "ciężkie" / "śmiertelne" i które są dla nas szczególnie odrażające, ale... absolutnie wszyscy dopuszczamy się grzechów, grzeszymy wielokrotnie, każdego dnia. Wiecie, podział na grzechy "lekkie" / "powszednie" jest jednym wielkim kłamstwem szatana, kolportowanym szeroko na świecie przez jego diabły. Każdy - absolutnie KAŻDY - grzech jest śmiertelny! I naprawdę nie ma żadnego znaczenia, czy kradniesz i kłamiesz, czy mordujesz! Ta sama kara czeka każdego, kto dopuszcza się grzechu. "Nie ma na ziemi człowieka sprawiedliwego, który by czynił dobrze i nie grzeszył" (Kaznodziei Salomona 7, 20 - tłum EIB). "Wszyscy odstąpili, wespół się splugawili. nie ma, kto by dobrze czynił, nie ma ani jednego" (Psalm 14, 3). My lubimy mieć o sobie dobre zdanie, lubimy myśleć o sobie, że jesteśmy "dobrzy", "przyzwoici" - uśmiechać się, gdy w porównaniu z innymi nieźle się prezentujemy pod względem moralnym. Jest to jednak wielce zwodnicze, gdyż nasze "małe grzechy", które zwykliśmy bagatelizować, umniejszać lub zupełnie usprawiedliwiać, ciążą na nas tak samo "kamieniem", jak na innych ich gwałty i morderstwa. "Choćby ktoś przestrzegał całego Prawa, a przestąpiłby jedno tylko przykazanie, ponosi winę za wszystkie" (List Jakuba 2, 10 - tłum. "Biblia Tysiąclecia").

Bóg nie znajduje żadnej przyjemności w karaniu człowieka. Gdyby był rzeczywiście "sadystą", jak oskarża Go szatan - bowiem to wprost od szatana pochodzi to oskarżenie przeciw Bogu - nie płakałby z żalu, zsyłając potop, lecz bawił się i rozkoszował swym szaleństwem. Gdy czytamy ten fragment, możemy być zdziwieni. Przecież Bóg jest wszechwiedzący i nim wszystko się stało, On wiedział, co i jak się stanie; nim stworzył człowieka, wiedział dobrze, że człowiek się zbuntuje i stanie się podły... Tak, Bóg to wszystko dobrze wiedział od początku! Gdy czytamy, że Bóg żałował stworzenia człowieka i świata, jest to obrazem, jak bardzo wrażliwą istotą jest Bóg, jak bardzo cierpi z naszego powodu i jak wielka od początku była Jego miłość do człowieka - miłość, którą ludzie wzgardzili i odrzucili. Bóg pokarał ludzi śmiercią - nie tylko podczas potopu, bo niejednokrotnie w dziejach świata - lecz to On sam doświadczył przy tym cierpienia, którego ogrom jest dla nas zupełnie nieogarniony. Bóg stworzył człowieka, by kochać, wiedząc, co człowiek uczyni i że równie wielkie, jak jego Boża miłość, będzie także jego Boże cierpienie. Bóg przyjął na siebie cierpienie, którego przyczyną my jesteśmy, bo tak bardzo pragnął kochać. Bóg miłuje nas niezmiernie i tym bardziej cierpi, gdy musi nas karać.

Bóg czyni zawsze to, co jest konieczne. Bóg jest miłujący, lecz także sprawiedliwy i konsekwentny. Słowo Boże ma znaczenie i musi zostać wypełnione. Bóg sam określa zasady i sam według nich postępuje - jeśli jest konsekwentny w tym "do bólu", to wyłącznie dla naszego dobra. Czy warto by nam było przywiązywać wagę do Słowa Bożego, gdyby sam Bóg traktował je lekko? Bóg bywa srogi, by nas wychować do życia. Bóg nigdy nie karał niewinnych, lecz tylko złych i krnąbrnych ludzi. Gdy czytamy o potopie czy innych kataklizmach będących karą od Boga, nie jest to obrazem Bożej złości, lecz ogromu zła, jakim nasączony jest ten świat, ogromu ludzkich win - zła tak wielkiego, że wymagającego tak radykalnych środków. Jeśli boże kary wydają nam się okrutne, to miejmy na uwadze to, że wymierzone one były przeciwko większej jeszcze nieprawości i okrucieństwu!

Czasem ktoś oburza się: Jakim prawem Bóg to czyni? Bóg jest stwórcą ludzi i całego świata. My mówimy często o naszym ludzkim prawie do samostanowienia. Jednak to nasze prawo jest bardzo iluzoryczne i ograniczone. Możemy tylko w pewnym ograniczonym zakresie kierować samymi sobą i własnym życiem. Możemy podejmować pewne decyzje. Możemy nie być religijni i buntować się przeciw Bogu. Niektóre swohe decyzje nazywamy "życiowymi", gdyż tak bardzo są dla nas ważne. Jednak nie mamy wpływu na to, kiedy się urodzimy, w jakiej rodzinie, w jakiej kondycji, jak długo będziemy żyli, itp. Choćbyśmy w Boga nie wierzyli, śmiali się na wspomnienie o Nim lub żyli w jakiejś religii, to i tak najważniejsze sprawy naszego życia zawsze są w Jego rękach! On uczynił nasze ciała - z materii, którą sam stworzył - i tchnął w nas życie. Do Niego też należymy i On, jako Stwórca, ma prawo własności względem każdego swego stworzenia. Ten, kto stworzył, ma prawo także zniszczyć, jeśli uzna to za słuszne - Tten, który dał życie, ma prawo je także odebrać. Jeśli ujrzymy malarza, który niszczy własny obraz, możemy tego nie rozumieć, a nawet uznać za szaleństwo, lecz przecież nikt nie krzyknie: "Ty wandalu! Nie miałeś prawa tego zrobić!" - uczynił to przecież tylko z własnym dziełem i własnością i... może miał powód do tego, by tak właśnie postąpić?

sobota, 19 listopada 2016

Droga

"Tego samego dnia dwaj spośród [uczniów] szli do wsi zwanej Emaus, leżącej jedenaście kilometrów od Jerozolimy. Wymieniali między sobą myśli o tym, co zaszło. Gdy tak rozmawiali i stawiali sobie nawzajem pytania, sam Jezus zbliżył się i zaczął iść z nimi. Lecz ich oczy były zasłonięte, tak, że Go nie poznali" (Ewangelia Łukasza 24, 13 - 16 - tłum. EIB)
Droga, o której czytamy w tym fragmencie, była zupełnie zwyczajną drogą - prowadzącą z punktu "A" do punktu "B". Jednak gdy mówimy "droga", słowu temu możemy nadać także znaczenie symboliczne. Droga, którą przeszli ci uczniowie, zdążając do Emaus, miała także swój wymiar duchowy. O kolejach ludzkiego losu także mówimy często: "droga życia". Jakże często na tej drodze... nie rozpoznajemy Pana i nie dostrzegamy Jego obecności na tej naszej drodze.

piątek, 11 listopada 2016

Marsz ku przepaściom piekła

"Wtedy podszedł do nich jeden ze znawców Prawa, który usłyszał, jak ze sobą rozprawiali. Gdy zauważył, że Jezus trafnie im odpowiedział, zapytał Go: Które przykazanie jest najważniejsze ze wszystkich? Jezus oświadczył: Najważniejsze z przykazań jest to: Słuchaj, Izraelu! Pan, Bóg hasz, jest jeden. Masz zatem kochać Pana, swojego Boga, całym swoim sercem, z całej swojej duszy, każdą swoją myślą i ze wszystkich swych sił. Drugie zaś co do ważności brzmi tak: Masz kochać swojego bliźniego tak, jak samego siebie. Nie masz przykazań ważniejszych niż te. Wtedy znawca prawa skomentował: Dobrze, Nauczycielu! Prawdę powiedziałeś. Bóg jest jeden i poza Nim nie ma innego, a kochać Go całym sercem, każdą myślą i ze wszystkich sił, bliźniego zaś kochać jak samego siebie, znaczy więcej niż wszystkie całopalenia i inne ofiary. A Jezus, widząc mądrość w słowach tego człowieka, powiedział mu: Niedaleko jesteś od Królestwa Bożego" (Ew. Marka 12, 28 - 34 - tłum. EIB)
Obejrzałem właśnie krótką relację z "Marszu Niepodległości" w Warszawie. Wiele biało - czerwonych flag i tłum ludzi, co niewątpliwie robi wrażenie. Jestem jednak głęboko przygnębiony, gdyż słychać krzyki: "Śmierć wrogom Ojczyny!" i "Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!" oraz śpiewy: "A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści". W kraju, w którym pełno jest kościołów i krzyży, nad którym krzyże się wznoszą na wysokich wieżach i stoją na rozstajach dróg (i nie tylko), szerzy się z gruntu pogańska pogarda i nienawiść do bliźniego. Jeśli to ma być "patriotyzm", to ja nie jestem i nie chcę być patriotą!

Fot. Piotr Drabik / Flickr (CC BY 2.0)

Pewien faryzeusz zapytał kiedyś Jezusa: "A kto jest moim bliźnim?" (Ewangelia Łukasza 10, 29 - tlum. EIB). Liczył być może na to, że usłyszy coś, co pozwoli mu usprawiedliwiać się przed Bogiem i ludżmi z własnej niegodziwości wobec innych. Liczył być może na to, że Jezus powie, że ludzie są różni i nie można każdego traktować równo. Liczył być może na to, że usłyszy, że są ludzie lepsi, światlejsi i bardziej godni od innych. Liczył być może na to, że usłyszy: to jest uzależnione od poglądów, wiary i czynów. Jednak srodze się zawiódł, bowiem Jezus pokazał mu, że nie ma człowieka, który byłby godny tylko naszej pogardy i że nie ma żadnych wybranych, których mamy miłować. Przy innej okazji Jezus powiedział nawet: "Wiecie, że powiedziano: Masz kochać swego bliźniego, a wroga mieć w nienawiści. Ja wam natomiast mówię: Kochajcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują. Tak czyniąc, zachowujecie się, jak przystało na dzieci waszego Ojca w niebie. On sprawia, że słońce wschodzi nad złymi i dobrymi, a deszcz spada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Bo jeśli okazujecie miłość tym, którzy was kochają, co wam wynagradzać? Czyż celnicy nie czynią podobnie? A jeśli pozdrawiacie tylko swoich braci, co w tym nadzwyczajnego? Poganie też to robią. Wy bądźcie doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec w niebie" (Ewangelia Mateusza 5, 43 - 48 - tłum. EIB).

Czy nie bywamy często jak ów uczony żyd, szukający usprawiedliwienia dla własnej postawy życiowej i złych uczuć względem innych, jakie pojawiają się w naszych sercach? Jak można pogardzać drugim człowiekiem z powodu jego pochodzenia? Jak można pogardzać drugim człowiekiem z powodu innego koloru skóry? Jak można pogardzać draugim człowikiem z powodu jego odmiennych przekonań religijnych, społecznych czy politycznych? Jak można pogardzać drugim człowiekiem, nawet gdy ogłupił go diabeł tak, że przyjął jakieś obłędne ideologie i czyni wiele zła? Nawet gdy ktoś nam wyrządził krzywdę, tym bardziej trzebamiłować i przebaczać. Łaską Boga jest, że możemy otaczać tym, czego mamy nadmiar tych, którym tego brakuje - miłością i dobrocią. Jeśli doświadczamy od kogoś zła, to znak, że potrzebuje on bardzo, by się z nim dzielić dobrem. Czy komunista i ubek nie jest naszym bliźnim? Jest nim i bardzo potrzebuje naszej miłości! Czy faszysta nie jest naszym bliźnim? Jest nim i bardzo potrzebuje naszej miłości! Czy ten, kto szkodzi nam i naszej Ojczyźnie nie jest naszym bliźnim? Jest nim i bardzo potrzebuje naszej miłości! Czy ten człowiek z jakiejś partii politycznej nie jest naszym bliźnim? Jest nim i bardzo potrzebuje naszej miłości! Czy Żyd - nawet jeśli to chciwy wyzyskiwacz - nie jest naszym bliźnim? Jest nim i bardzo potrzebuje naszej miłości! Czy... Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tego, kto pogardza drugim człowiekiem, kto nie miluje i nie przebacza!

Polska jest krajem, gdzie jest tak wiele kościołów. Polska jest krajem, nad którym wznosi się tak wieke krzyży Chrystusa Pana - i na Giewoncie, i na tysiącach kościelnych wież; od Tatr po Bałtyk, od Odry po Bug. Polska jest krajem, w którym - zwłaszcza w taki dzień, jak dzisiaj - głośno rozbrzmiewają trzy słowa: "Bóg, honor i Ojczyzna". Skąd więc w ludziach tyle iście pogańskiej pogardy i nienawiści do drugiego człowieka? Krzyż w tym naszym kraju zdaje się dla ludzi znaczyć tak wiele, lecz to, co głosił Ten, który na tym krzyży zawisł dla naszego zbawinia, nie przebiło się do serc wielu Polaków. Gdy ludzie wznoszą okrzyki pełne pogardy i agresji, to ja widzę... marsz pogan, którzy nie znają Boga miłościi nie znają Chrystusa - którego nauki może czasem słyszą, lecz nic z nich nie rozumieją i nie realizują. "Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością" (1. List Jana 4, 8 - tłum. "Biblia Tysiąclecia"). Można maszerować i wykrzykiwać swoją pogardę, nienawiść i pragnienie zemsty, lecz jest to wówczas... marsz potępionych wprost ku przepaściom piekła.

czwartek, 10 listopada 2016

Waga słowa

"Niech z waszych ust nie wychodzi żadne złe słowo, ale tylko dobre - umacniające innych w wierze lub pomagające im w ich problemach" (List do Efezjan 4, 29 - tłum. "Słowo Życia")
Było to już sporo lat temu, kiedy pracowałem jeszcze jako dziennikarz w lokalnych czasopismach. Starałem się zawsze pisać uczciwie i tak, by służyć dobru. Czasem jednak "ponosiło mnie" i pisałem według "swoich racji". W tamtym czasie bardzo aktywni byli w moim mieście adwentyści - organizowali nie tylko spotkania religijne, ale też pomagali walczyć z nałogami. Ja wówczas byłem gorliwym katolikiem, który wiedział, że adwentyści to sekta, a więc wróg, a z wrogiem się walczy. No więc walczyłem, i to nie przebierając w słowach. Wiem, że zabolało. Innym razem miałem opisać parafię, z której akurat odszedł mój kochany przyjaciel - ksiądz proboszcz, jakich mało. Byłem wściekły na biskupów, że w ten sposób postępują, że tak miotają tymi księżmi. I artykuł wyszedł nie tylko o parafii, ale nawet bardziej o tym, jakiego to wspaniałego księdza stracili i o ile gorzej jest teraz. Wiem, że zabolało - nie kurię, ale nowego proboszcza, który jako ksiądz i jako człowiek był zupełnie OK. W dyskusjach na forach internetowych też nieraz wypowiadałem się w sposób, który Bogu się nie mógł podobać. Wiem, że wielu zabolało. To się nigdy zdarzyć nie powinno, ale się zdarzyło - bo szatan doskonale zna nasze słabości, naszą niewiedzę i pychę, bunt w sercu... I jest mistrzem wykorzystywania sytuacji. Potrafi nam zaszczepić przekonanie, że "działamy w imię dobra i prawdy", gdy tak naprawdę wbijamy komuś "nóż w serce"!

Gdy zaczynałem pisać to rozważane, akurat ktoś na portalu społecznościowym umieścił taki oto fragment myśli mądrego Króla Salomona:


I jest to doprawdy doskonałe uzupełnienie i uzasadnienie do nauki apostoła Pawła. W słynnej pieśni Czesława Niemena, zatytułowanej "Dziwny jest ten świat", są słowa, pod którymi z pewnością chętnie by się podpisali i Król Salomon, i Apostoł Paweł, i inni mężowie boży:
"A jednak często jest,
że ktoś słowem złym
zabija tak, jak nożem."
Ten ktoś, o kim śpiewał nas, wielki artysta, to bez wątpienia ja i niewątpliwie każdy z nas. Nie ma bowiem takiego człowieka, który by przez całe swoje życie nad własnymi myślami, emocjami i słowami panował w sposób doskonały.

Słowo to narzędzie do wyrażania myśli i przekazu informacji. Potężne narzędzie, z którego siły i znaczenia nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Słowo może budować lub niszczyć. Mocą słowa, które było wyrażeniem woli, Bóg uczynił cały świat. Jezus też na kartach Ewangelii Jana został nazwany Słowem. Oczywiście słowo słowu nierówne i nasze słowo nie ma takiej mocy kreacji (a także i destrukcji, bo słowem Boga też ten świat zostanie zakończony i stworzony na nowo), jak boskie, ale także ją ma. Słowem możemy kształtować nasz świat tak samo, jak rękoma. Słowem możemy wpływać na życie własne i ludzi z naszego otoczenia. Dobre słowo może budować i umacniać, zaś złe burzyć i niszczyć. Podłym słowem możemy doprowadzić innych do bólu, rozpaczy a nawet śmierci. Złe, krzywdzące słowo, może więc podpadać także pod przykazanie: "Nie morduj" (Księga Wyjścia 20, 13 - tłum. EIB). Jezus uczył nas, jak w rozszerzony sposób postrzegać podstawowe przykazania, dane nam przez Ojca. Także i to trzeba rozumieć w moim odczuciu szerzej, niż tylko dosłownie.

Mistrzem słowa nie jest ten, kto słów zna wiele i potrafi nimi "obracać", wiele ich wypowiada bądź spisuje. Mistrzem słowa jest ten, kto posługuje się nimi rozważnie i wie, jak ich używać dla dobra ludzi. Słowo to wielki dar dla nas, ale także ogromna odpowiedzialność. Jezus mówi: "Wyhodujcie dobre drzewo, to i owoc będzie dobry. Wyhodujcie bezużyteczne, to i owoc będzie bezużyteczny. Bo drzewo rozpoznaje się po owocu. O wy pomioty żmij! Jakże możecie mówić dobrze,skoro jesteście źli? Przecież z obfitości serca mówią usta. Dobry człowiek z dobrego skarbca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego wydobywa zło. Mówię wam natomiast: z każdego bezużytecznego słowa, które ludzie wypowiedzą, zdadzą sprawę w dniu sądu. Gdyż na podstawie własnych słów zostaniesz usprawiedliwiony i na podstawie własnych słów zostaniesz potępiony" (Ewangelia Mateusza 12, 33 - 37 - tłum. EIB). Każde nasze słowo ma wielką wagę i wydaje o nas świadectwo przed ludźmi i Bogiem. Mowa, że na podstawie słów naszych będziemy zbawieni lub potępieni, jest przenośnią, gdyż zbawienie dokonuje się przez wiarę. Nasze słowa jednak, tak samo jak uczynki, są owocem, który jest wskaźnikiem kondycji naszego serca.

Nie zawsze oczywiście unikniemy powiedzenia czegoś, co dla drugiego człowieka może być przykre. Jest tak choćby dlatego, że mamy mówić ludziom prawdę, a ta dla nich często nie jest wcale "lekkostrawna". Jeśli chcemy zaszczepić prawdę w drugim człowieku, musimy też dobierać słowa - tak, by ta prawda była choćby "dużą kluchą",  którą trudno przełknąć, ale nie kamieniem. Niosąc światło, mamy nim oświetlać drogę, a nie świecić po oczach. Zdarzało mi się w moim życiu mówić ludziom prawdę, ale w zupełnie nie taki sposób, jak powinna ona być powiedziana. Nieraz mówiłem tą prawdę z pełną pogardy dla ich wierzeń i przekonań wyższością - jakbym ja sam był człowiekiem najdoskonalszej wiary i kondycji duchowej. Myślałem, że gdy będę uderzać ich tą prawdą o nich, uczynię coś dobrego, ale tak się nie stało. Słowa nasze powinny zawsze wyrażać prawdę, lecz równocześnie także bezwarunkową miłość i cierpliwość. Prawda, którą mówimy bez miłości, może być siłą niszczącą. Brak miłości w słowach prawdy, osłabia prawdę. Słowa pełne prawdy, lecz przekazywane bez miłości nie są dobre i nie przyniosą dobrych skutków - tak samo, jak słowa pełne miłości, lecz nie przekazujące prawdy. Nasze słowa powinny być jak woda podana spragnionemu bliźniemu, nie zaś jak ostrze wymierzone w jego pierś.

Słowa są ważne i bardzo potrzebne - czasem jednak może lepiej jest zamilknąć i po prostu się modlić? Zwłaszcza wówczas, gdy cisną nam się na usta słowa może i prawdy, ale bez miłości czy w emocjach zbyt ciężkie... Ważyć własne słowa przed ich użyciem to naprawdę wielka sztuka. Myślę, że to, jak odnosimy się do innych i jak mówimy, odzwierciedla to, jak wiele czasu każdego dnia spędzamy na rozmowie z Bogiem. Zauważam taką prawidłowość, że im więcej czasu poświęcamy Bogu, tym łagodniejsi się stajemy wobec naszych bliźnich. Im więcej się modlimy, tym więcej widzimy własnych uchybień i tym lepiej ważymy słowa, które kierujemy do innych.

wtorek, 1 listopada 2016

Nad grobami

"(...) Żywi wiedzą, że umrą, umarli już nic nie wiedzą i nikt im za nic nie odpłaci, gdyż pamięć o nich przepada. Kończy się ich miłość i nienawiść, znikają wszelkie marzenia - już na wieki nie będą częścią niczego, co ma miejsce pod słońcem. (...) Wszystko, co uznasz za warte zrobienia, zrób stosownie do swych sił, bo w świecie umarłych, do którego zmierzasz, nie ma działania ani planowania, ani mądrości" (Kaznodziei Salomona 9, 5 - 6 i 10 - tłum. EIB)
Fot. Kuba Bożanowski / Flickr (CC BY 2.0)


Jak co roku, dziś od samego rana ruch ogromny na niemal wszystkich cmentarzach w kraju. Parkingi, pobocza i właściwie każdy skrawek jakiejkolwiek wolnej przestrzeni w pobliżu nekropolii zapchane samochodami. Resztę zajmują handlarze zniczami i kwiatami - wciskając się w sposób możebny i niemożebny. Nawet ci, którzy na co dzień obracają czymś zupełnie innym, dziś stoją pod cmentarzami. 100, 200, 300 złotych znika z rodzinnego portfela, by "groby wyglądały należycie", więc "interes się kręci". Niektóre groby ozdabia się tak, jakby... był jakiś cmentarny konkurs piękności. Może aby się "dobrze ooczuć", że "godnie uczciło się zmarłych". Myślę, że nierzadko chodzi też o to, żeby "się pokazać". Przez bramy cmentarzy przechodzą w ten dzień tłumy ludzi. Czasem panuje ścisk niemiłosierny. Gdzieś dziś przeczytałem: ludzi tyle, jakby tylko w te dwa dni cmentarze były otwarte. Ludziom wydaje się może, że w te akurat dni szczególnie ważne jest bycie na cmentarzu, modlitwa, piękna oprawa. Tymczasem nie ma to zupełnie żadnego znaczenia - w każdym razie nie dla nieba i dla zmarłych!

Mądrości Króla Salomona weszły do kanonu Pisma Świętego, jako mądrość, której Mądry Król Salomon był tylko przekaźnikiem. Pochodzą one od Boga - pisma jego są w równym stopniu natchnione, co wszystkie pozostałe księgi Pisma Świętego, choć różnią się od nich znacznie stylem i charakterem. To zaś oznacza, że przez wiarę przyjmujemy je jako prawdę. Mądrość Króla Salomona nie była ograniczona tylko do spraw świata doczesnego, lecz miał on także wejrzenie w sprawy świata duchowego. My, żyjący w XXI wieku, wiemy o tym świecie i o nas samych, dzięki postępie nauki, niezmiernie więcej, niż Król Salomon. Wiedza i logika pozwalają nam formułować wnooski: nie da się słyszeć bez uszu, nie da się widzieć bez oczu, nie da się myśleć bez mózgu, nie da się mówić bez ust... To jest dokładnie to, co już 3000 lat temu, przez Króla Salomona powiedział nam Bóg. Ze zmarłymi nie mamy żadnego kontaktu, ani też oni z nami, gdyż ich ciała umarły i się rozsypały. Nie słyszą nas, bo nie mają uszu. Nie widzą nas, bo nie mają oczu. Nie myślą, bo nie mają mózgu. Nie mogą przemawiać, bo nie mają ust.

Umarli nie widzą tych tłumówna cmentarzach. Nie widzą, kto pochyla się nad ich grobami. Nie widzą tych płonących znczy i pięknych kwiatów. Nie słyszą szeptanych modlitw, ani rozmów. Nie pamiętają nic z własnego życia i nie pamiętają nas. Nie wiedzą, co to życie, ani też nie wiedzą, że nie żyją. Ani oni nam nie mogą w niczym pomóc, ani też my im. Żadne modlitwy w ich intencji ani żadne rzekome "odpusty" , ani zamawiane msze nie mają żadnego sensu - są wielkim kłamstwem. Cokolwiek czynimy ze względu na nich i naszą o nich pamięć, im na nic się nie zdaje. Nie ma żadnego sensu tłoczenie się na cmentarzach akurat w te dni, ani też wykosztowywanie się na kwiaty i znicze. O wiele ważniejsze jest, byśmy miłowali żywych, a zmarłych z miłością wspominali.

Świat pogrążony w ciemności

Choć jest już 1 listopada, wracam jeszcze myślami do zagrożeń duchowych związanych ze "świętem" halloween. Halloween to nie tylko zagrożenie, ale także wyzwanie rzucone chrześcijanom. Wołamy, ostrzegamy, ale czy potrafimy sobie radzić z tym wyzwaniem także bardziej praktycznie?

Tym, co nie daje mi spokoju każdego roku pod koniec października, jest myśl: jak reagować na halloween. Jako rodzic (zakładając, że tak by było), nie zgodziłbym się na udział dziecka w halloweenowej zabawie, w żadnych przygotowaniach do tego "święta", czy aby choćby słuchało o nim podczas lekcji, lub było zachęcane do czegokolwiek, co ma z halloween jakikolwiek związek. Placówki wychowawcze muszą respektować zasady, także i wiary, według których dziecko wychowywane jest w domu i nie mogą mu wpajać tego, co się z tymi zasadami nie zgadza. Teoria. Praktyka jest taka, że rodzice nie mają kontroli nad tym, co dziecko słyszy w szkole - i są sygnały, że o halloween dzieci słuchają np. Na lekcjach języka angielskiego a na plastyce przygotowują halloweenowe dekoracje. Halloween dotarło do nas poprzez głupawe amerykańskie "kreskówki" i właśnie szkoły, gdzie postanowiono dzieci "otwierać na świat", przybliżać zamorskie zwyczaje i "odmienną kulturę". Cóż możemy zrobić? Chyba tylko tyle, by dzieci z domu wynosiły dobrą naukę i dobry przykład wiary, i niosły to ze sobą do szkoły. W domu trzeba toczyć duchowy bój o dziecko tak, by nauczyło się poza domem chronić się samo. Gdybym był rodzicem, chciałbym dziecko wychować tak, by miało odwagę powiedzieć nauczycielowi: "Nie, nie będę słuchać o halloween! Nie, nie będę robił latarni z dyni! Nie, nie będę rysował tych durnych obrazków!" - i choćby nawet wyjść z klasy. Żaden rodzic nie jest w stanie kontrolować w 100% tego, co dociera do dziecka. Dlatego tak ważne jest, by uczyć je tego świata - co jest dobre a co złe - i bożych zasad życia. I czuwać - a gdy widzimy zagrożenie, przeciwstawiać się diabłu odważnie i bez wahania! Gdy chodzi o sprawy duchowe, w placówkach wychowawczych nie musimy wcale prosić lub sugerować cokolwiek - my mamy prawo żądać, by dziecko było tam wychowywane w poszanowaniu wiary i przekonań chrześcijańskich.

Halloween na szczęście do has dotarł tylko częściowo. Durne filmy i zabawy. Na szczęście niewiele dzieci chodzi po domach, molestując przypadkowych ludzi o słodycze. Często się jednak zastanawiam, jak należałoby postępować w takiej sytuacji. Jeśli dziecko nie wyniosło z domu chrześcijańskich przekonań i wzorców, to raczej trudno mu będzie w bardzo krótkim czasie wyjaśnić, dlaczego nie powinno się w ten sposób bawić i dlaczego my sami w żaden sposób w tej zabawie nie uczestniczymy. Być może dobrym rozwiązaniem by było wręczanie takim gościom, zamiast "halloweenowych" słodyczy, jakichś drobnych podarków ewangelizacyjnych? Dobrym rozwiązaniem wydają się komiksy na podstawie Ewangelii, ale... skąd takowe dostać? Można też postawić na kreatywność:




Nie mogłem się nie uśmiechnąć, gdy na facebookowym profilu mego drogiego Brata w Panu z dalekiej Jamajki zobaczyłem to zdjęcie. Krzyż jest raczej "kontrowersyjnej urody", lecz napis na nim jest wprost genialny: "Nie ma cukierków - za to jest tutaj pod dostatkiem Jezusa. Zapukaj, jeśli potrzebujesz otrzymać zbawienie. Niech ci Bóg błogosławi." Zdjęcie zrobiono najpewniej gdzieś w USA, gdzie od dziesiątek lat "halloween" jest prawdziwą plagą.

Krzyż to coś więcej, niż tylko dwie skrzyżowane deski - to znak walki i zwycięstwa Chrystusa nad szatanem i śmiercią. To oręż, którym szatan został zwyciężony. Diabeł, widząc krzyż, wie, że musi odejść. Diabeł nie lęka się dwóch skrzyżowanych desek, lecz drży przed Tym, który na nich zawisł dla ratowania ludzi. Dzięki temu, co Jezus uczynił dla nas na krzyżu na Golgocie, my mamy życie, którego diabeł nie może nam już odebrać - nawet jeśli umrzemy, to i tak jedynie na jakiś czas, i wciąż przed sobą mamy całe życie, bez żadnego kresu! Halloween jest "świętem", które przed tysiącami lat diabeł zaszczepił wśród pogan - a przyjęło się ono wskutek strach przed śmiercią i demonicznego terroru. My nie musimy się lękać - bo krzyż Chrystusa uwalnia nas od lęku i śmierci. Krzyż, który był narzędziem służącym do zadawania męk i śmierci, jest dziś znakiem nowego życia. Jest też znakiem światłości i miłości Boga do człowieka. Tak więc krzyż i pełne mocy imię "Jezus" są bardzo dobrym znakiem na halloween, święto mroku i śmierci.

Ten świat jest pogrążony w ciemności. My zaś mamy w nim świecić ludziom światłem Chrystusa. Nie możemy przejmować ciemności z tego świata, nie możemy brać do siebie tego, co ta ciemność niesie - to my mamy rozświetlać te mroki! Nie zadeptujmy tego płomienia poprzez uleganie złym wpływom.