poniedziałek, 31 października 2016

Święte nieposłuszeństwo

"Nie sądźcie, że przyszedłem przynieść ziemi pokój. Przynoszę nie pokój, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z ojcem, córkę z matką a synową z teściową. I wrogami człowieka będą jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie wart. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie wart" (Ewangelia Mateusza 10, 34 - 37 - tłum. EIB)
Czy wiecie, jakie święto obchodzimy dzisiaj? 31 października to dla pogan halloween, dla chrześcijan zaś Święto Reformacji. Upamiętnia ono wielkie wydarzenie w dziejach odnowy wiary, sprzed niemal pół tysiąca lat, którym było wystąpienie Marcina Lutra i "przybicie" przez niego 95 tez na drzwiach kościoła zamkowego w Wittenberdze. Datę tą traktuje się jako symboliczny początek Reformacji. Choć już znacznie wcześniej w różnych miejscach była głoszona nauka oparta na samej tylko Biblii, to jednak wystąpienie Lutra było mocnym "katalizatorem", spowodowało wielkie poruszenie w całej Europie.

Luter początkowo wcale nie chciał wyłamywać się z Kościoła katolickiego, a jedynie nawrócić go w stronę Chrystusa i Ewangelii Chrystusowej, ku ewangelicznym i apostolskim fundamentom wiary i praktyk religijnych. Pragnął nie podziałów i sporów religijnych, a oczyszczenia i uświęcenia Kościoła. Do rozłamu doszło, gdyż pragnienie to okazało się niemożliwe do zrealizowania. Luter, a także jego zwolennicy oraz inni reformatorzy, stanęli przed wielkim dylematem: posłuszeństwo papieżowi, czy Bogu? Zwolenników Lutra, Kalwina, Zwinglego i wielu im podobnych określono mianem "protestantów", co nie do końca odpowiada prawdzie, gdyż choć sprzeciwiali się fałszywym naukom i skandalicznym praktykom w Kościele katolickim, to nade wszystko pragnęli być posłuszni Bogu. W Piśmie Świętym bowiem, które z całego serca umiłowali i dali ludowi, są słowa apostoła Piotra: "Trzeba być posłusznym bardziej Bogu niż ludziom" (Dzieje Apostolskie 5, 29). Reformacja nie była aktem buntu, lecz posłuszeństwa - tyle, że aby być posłusznym Bogu, trzeba było przestać być posłusznym papieżowi i jego namiestnikom, lokalnym biskupom.

Tak się złożyło, że kilka dni temu w moje ręce trafiła jedna z mniej popularnych książek naszego wielkiego pisarza, Józefa Ignacego Kraszewskiego, zatytułowana "Powrót do gniazda". To historia młodego polskiego szlachcica, Janusza z wysokiego rodu Rochitów, który, posłany do Niemiec dla poznania świata i nauki, studiuje w Wittenberdze. Jest pierwsza połowa XVI wieku i w Niemczech "płonie ogień" reformacyjnego przebudzenia. Pierwsze jego "płomienie" docierają już też do Polski, zyskując zwolenników wśród światlejszej szlachty i mieszczaństwa. Janusz poznaje nauki Lutra i Biblię i przyjmuje wiarę całym swym szlachetnym sercem. Wieści o tym docierają do jego ojca, fanatycznego katolika - a jest tym gorzej, że Janusz zakochuje się w wittenberskiej mieszczance, luterance - który wzywa go do kraju i bez litości zamyka w lochu, o chlebie i wodzie, żądając od syna porzucenia "luterskiej herezji" i "powrotu do Kościoła". Ofiarą fanatycznego wojewody pada także jego żona, która cierpiąc z powodu sytuacji syna, podupada na zdrowiu i w końcu umiera. To znakomity literacki obraz obłąkanego fanatyka religijnego, dla którego papież i jego kościół to "święta wiara", od której odstąpić to "grzech śmiertelny", który nie jest w najmniejszym stopniu zainteresowany Biblią i rozważaniem kwestii religijnych i w amoku pali "heretyckie książki" swego syna. Zwolennikiem luteranizmu jest od dawna jego rodzony brat, a stryj Janusza, co już jest powodem "napięcia" w stosunkach rodzinnych. U stryja też Janusz, po ucieczce z ojcowskiego więzienia, znajduje schronienie i opiekę.

Kraszewski daje nam interesujący obraz konfliktu i rozłamu w rodzinie, a także szerzej - w społeczeństwie, do jakiego dochodzi wskutek reformacyjnego przebudzenia, oporu przeciw "religijnemu nowinkarstwu", nietolerancji i niegotowości do rozumnego podejścia do spraw wiary, do samodzielnego myślenia i analizowania spraw. Powieść ta to w gruncie rzeczy relacja ze zderzenia dwóch światów - świata myśli i wiedzy z jednej strony, a "polskiego zaścianka" z drugiej. Młody Janusz z wielkiego świata przynosi nowe światło Ewangelii - za wcześnie, bo jeszcze chciał i powinien się uczyć, jest światły i ambitny - i "twardo ląduje" w polskich realiach. Chyba każdy, kto przeszedł podobną do książkowego Janusza drogę, może w nim odnaleźć kawałek siebie, a w tym, czego on doświadcza na kartach tej powieści, także coś z własnych przeżyć. "Zaścianek" nie akceptuje tych, którzy mają odwagę kierować się poznaniem i myśleć samodzielnie. Ten, kto odchodzi od Kościoła, dla "zaścianka" jest nie tylko "zdrajcą Chrystusa", ale także zdrajcą rodziny i kraju, z którym nie można mieć nic wspólnego. Janusz torturowany jest pseudoargumentami, że władza rodzicielska od Boga pochodzi i że nieposłuszenstwo ojcu jest ciężkim grzechem. Torturowany jest także oskarżeniami o powodowanie rozłamu w rodzinie, o ból sprawiany rodzicom, o śmierć matki z rozpaczy... Janusz "wraca do gniazda" i tam - gdzie zwłaszcza powinien być wysłuchany, zrozumiany i kochany - zostaje wzgardzony i odrzucony, skrzywdzony w potwornym stopniu przez tego, komu winien okazywać cześć i posłuszeństwo.


I tu dopiero dochodzimy do sedna tego, czym się chcę dzisiaj podzielić. Pochodzę z katolickiej rodziny. Mój ojciec z najwyższą pogardą odnosi się do wszystkiego, co "protestanckie". Nie chce słyszeć nic o tym, co dobrego robią chrześcijanie z różnych zborów, pogardza literaturą, a za prawdę przyjmuje to, co złego głosi się o "protestantach", nie chcąc przy tym wysłuchać także drugiej strony. Utrzymujemy pokój w rodzinie, ale nie jest on ani łatwy, ani tani. Dom nie stał się moim więzieniem, ale wolności w nim nie ma i wiele razy słyszałem uwagi pod moim i "protestantów", które raniły serce. Równocześnie znam ludzi, którzy we własnym domu cierpieli prześladowania religijne - byli zamykani, poddawani drobiazgowej kontroli, ograniczano im kontakty z innymi, niszczono literaturę chrześcijańską. To nie XVI wiek, lecz XXI, a jednak wciąż dzieje się podobnie! Wiele razy słyszałem też: "Jak możesz coś takiego robić własnym rodzicom? Twój ojciec cierpi z twojego powodu. Twoja matka cierpi z twojego powodu. Ochrzcili cię i wychowali w świętej wierze katolickiej, a ty im tak odpłacasz!" Kocham i szanuję moich rodziców, ale to wcale nie znaczy, że muszę być w swoim życiu ich kopią - żyć tak, jak oni jak oni by chcieli; myśleć tak, jak oni i jak oni by chcieli; wierzyć tak, jak oni i jak oni by chcieli... Słyszę głosy potępienia: "Odwróciłeś się od wiary własnych rodziców, od polskiej wiary katolickiej!" Ale... czy nie inaczej postąpił przeszło tysiąc lat wcześniej Mieszko I? Jeśli wiara ojca i matki ma być też wiarą dziecka, to dlaczego tylko pod warunkiem, że ojciec i matka są (lub byli) katolikami?

Bóg mówi: "Szanuj swojego ojca i matkę, by dzięki temu długo żyć na ziemi..." (2. Księga Mojżeszowa 20, 12 - tłum. EIB). Apostoł Paweł wzywa: "Dzieci, bądźcie posłuszne swoim rodzicom w Panu, bo to jest rzecz właściwa" (List do Efezjan 6, 1 - tłum. EIB). Jezus, gdy był dziecięciem, dawał przykład posłuszeństwa swojej matce i opiekunowi. Znana jest historia, gdy Jezus zgubił się Marii i Józefowi podczas pielgrzymki do Jerozolimy na święto, i jak znaleźli Go rozprawiającego z uczonymi w Świątyni i wykładającego im sprawy wiary. Nie rozumieli, dlaczego samowolnie został i niewątpliwie powiedzieli: "Chodź teraz, musimy wracać!", chociaż Ewangelista tego nie odnotowuje. "Poszedł zatem z nimi, wrócił do Nazaretu i okazywał im posłuszeństwo" (Ewangelia Łukasza 2, 51 - tłum. EIB). Później jednak widzimy Jezusa w sytuacji, gdy nie jest posłuszny Marii! Pewnego dnia, gdy Jezus nauczał apostołów i uczniów... "Tymczasem przyszła Jego matka. Zatrzymali się na zewnątrz i posłali do Niego wiadomość, aby Go przywołać. Wokół Niego natomiast siedział tłum. Donieśli mu zatem: Twoja matka, Twoi bracia i Twoje siostry stoją na zewnątrz i proszą, abyś wyszedł. Wtedy im odpowiedział: Kto jest moją matką i moimi braćmi? Po czym powiódł oczyma po tych, którzy wokół Niego siedzieli, i oświadczył: Oto moja matka i moi bracia. Każdy bowiem, kto spełnia wolę Boga, ten jest moim bratem i siostrą, i matką" (Ewangelia Marka 3, 31 - 35).

To dowodzi, że władza rodzicielska nie jest nieograniczona i że posłuszeństwo nasze nie musi być ślepe, dożywotnie i całkowite. Najsampierw Ojcem naszym jest Bóg i to Jemu w pierwszej kolejności musimy być ulegli i posłuszni. Jego władza jest ponad wszelką władzą ziemską, także rodzicielską. Gdy Bóg przemawia, to Jego głosu mamy słuchać, nie matki, ojca czy kogoś innego. Posłuszeństwo wobec Boga wymaga niekiedy przeciwstawienia się rodzicom czy władcom. Myślę, że można to nazwać "świętym nieposłuszeństwem". Gdy dziecko słucha Ewangelii i chłonie je w swe serce, wbrew ojcu czy matce - jest to święte nieposłuszeństwo! Gdy dziecko chodzi się modlić i spotykać z chrześcijanami, wbrew ojcu czy matce - jest to święte nieposłuszeństwo! Gdy dziecko chrzci się z powodu swej wiary, wbrew ojcu czy matce - jest to święte nieposłuszeństwo!

Reformacja, będąca zwrotem ku Chrystusowi i Ewangelii, wprowadziła zamęt w krajach i rodzinach. Kraszewski opisał losy fikcyjnych osób, ale nim tą książkę napisał, przede wszystkim sam wiele czytał, badał zagadnienia reformacji w Rzeczypospolitej przebieg zdarzeń. W niejednej rodzinie z pewnością doszło do dramatycznych rozdziałów, do występowania przeciw sobie, nawet do brutalnych prześladowań. Gdy pierwsi uczniowie wyznawali wiarę, że Jezus jest Panem, Bogiem i Mesjaszem, a także się chrzcili, z pewnością nie jeden ojciec i nie jedna matka rozpaczali, że dziecko "wyrzekło się wiary", a może nawet wyklęli je za to i wypędzili. To, co tak barwnie opisał Kraszewski, i czego doświadczyło wielu naśladowców Chrystusa, jest dokładnie tym, o czym mówił Jezus. "Jeśli to możliwe, jeśli to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi zachowujcie pokój" (List do Rzymian 12, 18). Jeśli jednak nie można inaczej, to ze względu na Boga trzeba umieć poświęcić nawet relacje z najbliższymi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz