czwartek, 27 października 2016

Ktoś

"A Maria wybrała się w onych dniach w drogę i udała się śpiesznie do górskiej krainy, do miasta judzkiego, i pozdrowiła Elżbietę. A gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Marii, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, i Elżbieta napełniona została Duchem Świętym, i zawołała donośnym głosem i rzekła: A skądże mi to, że matka mojego Pana przyszła do mnie? Bo oto, gdy dotarł do uszu moich głos pozdrowienia twego, poruszyło się z radości dzieciątko w mym łonie" (Ewangelia Łukasza 1, 39 - 44)
Tak! Nienarodzone dziecię - a dziecięciem tym był Jan Chrzciciel, ostatni, który przygotowywał lud na nadejście Chrystusa Pana - było pierwszym człowiekiem, który rozpoznał Chrystusa, jako Pana i Zbawiciela. Elżbieta była druga! Choć jej poznanie, kogo "nosi pod sercem" jej krewna, było tak szybkie, że niemal równoczesne - opóźnione o jedynie ułamki sekundy - to jednak była druga. Elżbieta była już w zaawansowanej ciąży - Jan Chrzciciel przyszedł na świat mniej więcej pół roku przed Chrystusem - i poruszenie się dziecka wydaje się nie być niczym nadzwyczajnym. Kobiety w ciąży czują ruchy dziecka, a może ono nawet mocno kopnąć - i Elżbieta niewątpliwie również tego doświadczała. Tym razem jednak ruch - prawdopodobnie szczególnie mocny - rozpoznała jako znak szczególny.

Ktoś może powiedzieć: "to był tylko przypadek", lecz w wierze chrześcijańskiej nie ma przypadków. My, chrześcijanie, wierzymy w boży plan, boży "scenariusz" zdarzeń i boże znaki. Uczymy się nie tylko odczytywać i słuchać to, co Bóg mówi do nas bezpośrednio, ale także to, co już tak bardzo oczywistym nie jest. Ktoś kiedyś mi powiedział, że w chrześcijańskim słowniku nie ma miejsca na słowo "przypadek" - ja jednak wolę definicję pewnej starej kobiety, która ujęła to tak: "przypadek to jest to, co przypada od Pana Boga". Zdarzenia pozornie "przypadkowe" i z pozoru zupełnie zwyczajne również bywają znakami od Boga. Jako chrześcijanin, w opisanym zdarzeniu dostrzegam boży znak.

Tej jesieni wiele mówi się w naszym kraju o ciążach i dzieciach narodzonych. Trwa batalia sił światłości i życia przeciw siłom ciemności i śmierci o życie i godność bezbronnych dzieciątek. Nie lubię często powtarzanego słowa "płód", którym określa się nienarodzonych, bo chociaż jest to terminologia naukowa, to w naszych czasach służy głównie temu, by dzieci nienarodzone nie określać "dzieckiem" ani "człowiekiem", by opisywać je jako bliżej nieokreślone "coś", a nie jako kogoś. A przecież człowiek od samego początku jest kimś - choć nieświadomym i nawet jeszcze nieuformowanym, lecz obdarzonym przez Boga miłością, tchnieniem życia, zalążkiem osobowości i planem na życie. W tym dziwnym świecie najpierw uznano człowieka za "zwierzę", które wyewoluowało od mitycznego "wspólnego przodka z małpami", a dziś o formujących się w ciałach matek maleńkich ludziach mówi się: "zygota", "płód", "zlepek komórek". Diabelski plan degradacji i upodlenia człowieka jest w toku! Tym bardziej jest to przykre i niezrozumiałe, że równocześnie prowadzi się działania na rzecz ochrony i praw zwierząt i krzyczy się: "zwierzę nie jest rzeczą!" W ostatnich dniach pewna polska piosenkarka, która nie jada mięsa, bo uważa to za "nieetyczne", przyznała się do zabicia własnego dziecka, bo nie miała ochoty na pielęgnowanie kolejnego maluszka i zmniejszenie życiowego komfortu. Człowiek nie jest zwierzęciem, nie ma ze zwierzętami żadnych powiązań "rodzinnych", i tym bardziej nie jest przypadkowym zlepkiem komórek i musi mieć w tym świecie tą pozycję, na jaką zasługuje i być przez innych traktowany tak, jak na to zasługuje.

Głęboko wierzę w to, że w tym tak zwykłym z pozoru zdarzeniu, które - niewątpliwie w oparciu o relację samej Marii - opisał ewangelista Łukasz, był element nadprzyrodzony. Było to spotkanie Proroka z Mesjaszem i prorocze rozpoznanie. To zaś oznacza ni mniej, ni więcej, tylko bożą relację z nienarodzonym dzieckiem! Wierzę, że Bóg nie tylko kształtuje człowieka w łonie jego matki - tka go, jak to pięknie określił Psalmista - lecz także przemawia do niego. Jeśli jest przekaz, jeśli Bóg przemawia do nienarodzonych, to jest dla nas jednoznaczny i najmocniejszy dowód na to, że każdy z nas jest KIMŚ, jest człowiekiem od samego początku, nim jeszcze się w pełni uksztaltuje i jarodzi. Bo Bóg nie przemawiałby ani do, ani też poprzez jakiś "zlepek komórek"! Bóg przemawia tylko do KOGOŚ.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz