poniedziałek, 12 września 2016

Powołani, by walczyć

„Jak się wam wydaje? Gdyby jakiś człowiek miał sto owiec i jedna z nich zabłąkałaby się czyż nie zostawi w górach dziewięćdziesięciu dziewięciu i nie pójdzie szukać zbłąkanej? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę powiadam wam, że się z niej bardziej raduje, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu, które się nie zabłąkały.” (Ewangelia Mateusza 18, 12 – 13)

Odwiedziłem jakiś czas temu zaprzyjaźnionego księdza katolickiego. Znamy się od bardzo wielu lat. Poznałem go jako księdza bardzo zaangażowanego duszpastersko i ewangelizacyjne. Wymyślił on chyba najbardziej zwariowany festiwal ewangelizacyjne w Polsce, a podejrzewam nawet, że żadnej podobnej imprezy nie było na całym świecie. Miał wiele zapału i twórczych pomysłów. W ubiegłym roku wspólnie zorganizowaliśmy Wielki (i głośny!) koncert ewangelizacyjny. Ponieważ i w tym roku współtworzyłem wielką trasę misyjną, postanowiłem z nim porozmawiać o możliwym koncercie. Jakież było moje zdziwienie, gdy zupełnie nie był zainteresowany. Z dalszej rozmowy wynikało, że nie tyle nie czuję się na siłach, by coś robić, lecz nie ma siły zmagać się z innymi księżmi wokół, którzy sami nic nie robią i nie podoba im się, gdy inny ksiądz robi, bo wówczas wypadają słabo. „Ale ludzie znikają z parafii, tracą zainteresowanie jakąkolwiek duchowością i z tym trzeba coś zrobić” – powiedziałem. Usłyszałem: „No i co? Nawrócisz ich? No nie nawrócisz!” Usłyszałem też: „Ty mógłbyś zostać księdzem. Mszę byś odprawił, zaplecze do działania byś miał i święty spokój.” 

Nie jesteśmy powołani do tego, aby szukać życiowej stabilizacji i świętego spokoju. Jesteśmy powołani do walki. „Bierz udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa” (2 List do Tymoteusza 2, 3). Jesteśmy powołani do tego, by iść i nauczać, pozyskiwać ludzi dla Królestwa Bożego. Ale też odzyskiwać tych, którzy się zagubili. Jest to powołanie dusz pasterzy, lecz także każdego chrześcijanina. Czyż mamy wiedzieć spokojnie i patrzeć obojętnie na to, że ludzie znikają gdzieś na bezdrożach? Dobry pasterz to nie ten, kto rozkłada się na słoneczku i słucha, jak pobrzękują dzwoneczki na językach owiec, lecz ten, kto dogląda stada, troszczy się o owce, dba o to, by się nie rozchodziły i by nie spotkało ich nic złego. Jeśli jako Kościół nie interesujemy się ludźmi, gdzie znikają i dokąd idą, i nie próbujemy do nich dotrzeć i ich zawrócić do stada, to wiedzmy, że na pewno interesuje się nimi kto inny. Jeśli odpuszczamy, tym samym dajemy „wolną rękę” do działania diabłu.

 „Dobry pasterz życie swoje kładzie za owce. Najemnik, który nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc wilka nadchodzącego, porzuca owca i ucieka, a wilk porywa je i rozprasza ponieważ jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach” (Ewangelia Jana 10, 11 – 13). Jezus siebie nazywa pasterzem i w tym krótkim fragmencie zapowiada, co uczyni dla nas wszystkich. Jednocześnie jednak jest to dla nas lekcja dobrego dusz pasterstwa, współpracy z Pasterzem. Chrześcijanin to nie tylko „owca Pana”, ale także i juchas według Bożego powołania u boku najlepszego Bacy – Pana Jezusa. Nie dajmy się oszukać, że poszukiwanie i walka o ludzi nie mają sensu, że tylko tracimy siły i czas, zamiast zadowalać się tym, co jest, i rozkoszować się "świętym spokojem". 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz