środa, 3 sierpnia 2016

Katastrofa czy szansa?

"...Nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie oddawali czci Ojcu. (...) nadchodzi godzina i teraz jest, kiedy prawdziwi czciciele będą oddawali Ojcu cześć w duchu i w prawdzie; bo i Ojciec takich szuka, którzy by mu tak cześć oddawali" (Ewangelia Jana 4, 21 i 23)
"Wierni kościoła pw. św. Rity znajdującego się w XV dzielnicy Paryża zostali brutalnie zaatakowani przez oddziały policji. Bronili swojej świątyni. Budowla została sprzedana agencji nieruchomości i ma zostać zniszczona. W akcie sprzeciwu wierni rozpoczęli protest w kościele. (...) Zgodnie z planami dewelopera, który kupił świątynię, po jej zburzeniu na miejscu mają stanąć apartamentowce i parkingi (źródło: Niezależna.pl). W ten sposób w minioną środę potraktowano wiernych katolickiej wspólnoty gallikańskiej, która nie potrafi pogodzić się z tym, że prawowity własciciel kościoła, Stowarzyszenie Kapic Katolickich i Apostolskich, sprzedał swą dawną, a im wynajmowaną, świątynię i że ma ona zostać zburzona. Plany te są o tyle bulwersujące, że jest to obiekt zabytkowy (ukończony w 1900 roku), o ciekawej, neogotyckiej architekturze. Bardzo przykre jest to, że kolejny znak krzyża ma zniknąć z ulic Paryża. Mam też głeboko w sercu sprzeciw wobec niszczenia klasycznego piękna, by zastąpić ją nowoczesnym obiektem. Wiadomo, że na kościele nie zarobi się wiele, a apartamentowiec czy biurowiec przybiosą ogromne pieniądze, ale pieniądze nigdy nie powinny być dla nas najwazniejsze! Z drugiej strony... dostrzegam szansę na duchowe odrodzenie właśnie tam, gdzie "świątynie" sypią się ruiny.


Wspaniała była świątynia w Jerozolimie w czasach Chrystusa. Wprawdzie nie była już u szczytu swej wspaniałości, i od wielu wieków nie było już tam Arki Przymierza, lecz wciąż była wspaniała i wielu ludzi - w tym sam Pan Jezus - przychodziło tam modlić się, sprawować rytuały. W zacytowanych na wstępie słowach Jezus mówi samarytańskiej kobiecie: już wkrótce to nie będzie miało żadnego znaczenia. Mówi to, mając na myśli ostateczny "rytuał", własną śmierć na krzyżu. Od momentu, gdy to się dokonało nie potrzeba już żadnych rytuałów ani liturgii, a co za tym idzie także i świątynie - jako miejsce sprawowania rytuałów religijnych - straciły rację bytu. Bóg, który, choć był zawsze wszechobecny, w sposób szczególny był obecny w Świątyni, "odszedł z niej" i pozwolił, by została zburzona, by przestała być miejscem rytuałów religijnych, a nawet by poganie wystawili w tym miejscu swemu bożkowi meczet! Ja zawsze podkreślam prawa Żydów do Jerozolimy i Wzgórza Świątynnego, lecz z drugiej strony nogi pogan depczące do miejsce i ich modły do własnego bóstwa, są też znakiem, że miejsce to utraciło swój szczególny status. 

Fakt, że kościoły, czasem nawet wspaniałe, są odbierane wierzącym i nawet obracane w ruinę, jest z pewnością ogromnie przykrym doświadczeniem i jest w tym coś niewątpliwie diabelskiego. Z drugiej strony nic nie dzieje się wbrew woli Boga. Diabeł dla Boga nie jest żadnym przeciwnikiem, gdyż choć jego siła i możliwości przekraczają ludzkie pojęcie, to jednak nie może się z Bogiem równać potęgą. Bóg wie, że dobrze jest, gdy chrześcijanie mają się gdzie zgromadzać na modły i mają gdzie służyć innym. W mieście są potrzebne budynki z krzyżem - miejsca zgromadzeń, służby i "grzmienia" Słowa Bożego. Z drugiej strony, gdy są one niszczone, to czyż nie jest to świadectwem na prawdziwość słów: "Bóg, który stworzył świat i wszystko, co na nim, Ten, będąc Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych" (Dzieje Apostolskie 17, 24)? Gdyby Bóg zamieszkiwał w świątyniach, gdyby były one miejscem, gdzie "jest obecny szczególnie", jak ongiś w Jerozolimie na górze Moria, potrafiłby On tych miejsc bronić i broniłby ich, bo jest Bogiem mocnym. 

Może więc, gdy obracają się one w ruinę, jest to dla ludzi lekcja, by nie przywiązywać się do miejsc i rytuałów, by nic z tego, co zbudujemy własnymi rękoma - nawet jeśli czynimy to dla Boga - i co wymyślimy jako formę naszego uwielbienia, nie traktować jak świętość? Może jest to wezwanie, by to wszystko po prostu zostawić, a wrócić do czystej Ewangelii, głoszonej przez Chrystusa i Apostołów, którzy nie mieli ani "miejsc świętych" (świątyń) ani też rytuałów... Na ruinach świątyń może wyrosnąć odnowiony, wspaniały i silny Kościół, jeśli zrozumiemy, że tylko Ewangelia Jezusa Chrystusa, a nie świątynie, liturgie i rytuały religijne są nam potrzebne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz