środa, 13 lipca 2016

Uleczony

"I odchodząc stamtąd, ujrzał Jezus człowieka, siedzącego przy cle, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: Pójdź za mną. A on wstał i poszedł za nim. A gdy Jezus siedział w domu za stołem, wielu celników i grzeszników przyszło, i przysiedli się do Jezusa i uczniów jego. Co widząc faryzeusze, mówili do uczniów jego: Dlaczego Nauczyciel wasz jada z celnikami i grzesznikami? A gdy to usłyszał, rzekł: Nie potrzebują zdrowi lekarza, lecz ci, co się źle mają. Idźcie i nauczcie się, co to znaczy: Miłosierdzia chcę, a nie ofiary. Nie przyszedłem bowiem wzywać sprawiedliwych, lecz grzeszników." (Ewangelia Mateusza 9, 9 - 13)
Mateusz był grzesznikiem. Zaliczał się do celników - ludzi, którymi Izraelici pogardzali, gdyż kolaborowali z Rzymem, bogacili się ich kosztem (zdzierając z nich często niemiłosiernie), a ich sposób życia był dla nich gorszący. Byli to ludzie żyjący w upadku. To kim byli i jacy byli sprawiło, że ludzie się od nich odwrócili, nie chcieli z nimi obcować. Brzydzili się nimi, odsuwali ich od siebie, traktowali jak trędowatych, nieczystych - ich trądem były ich grzechy, ich nieprawość. A Jezus nie stronił od tych ludzi, przebywał z nimi, rozmawiał, głosił i niektórzy zostali pozyskani dla nieba - zrozumieli jak złe było ich życie, żałowali swych grzechów i wrócili do Boga, dostając nowe życie, otrzymując zbawienie. Jezus przyszedł do wszystkich, bo każdy człowiek zgrzeszył i nikt nie był i nie jest i nie będzie doskonały i czysty. Ale z największą troską patrzył na tych, którzy żyli w największym duchowym brudzie. Pochylał się nad nimi z miłością i wzywał ich. Dzięki miłości Chrystusa, dzięki Jego pomocnej dłoni wyciągniętej do człowieka, można wyjść z najgorszego życiowego bagna.

Znam pewnego człowieka. Janek (tak go nazwijmy) jest z mojego miasta. Ma już dorosłych synów. Pracuje i jest zaangażowany w życie Kościoła. Ale jego życie kiedyś wyglądało inaczej. Miał pracę, dom, żonę, wspaniałe dzieci i... alkohol, który stał się jego panem. Tan nałóg zniszczył jego rodzinę. Nie pytałem go nigdy o szczegóły, ale wiem, że przez alkohol także doprowadził do jakiegoś nieszczęścia - za co pokutował przez wiele lat swego życia, spłacając odszkodowanie. Sytuacja w rodzinie stała się tak dramatyczna, że jego żona podjęła w końcu decyzję - wyrzuciła go z domu. Znalazł się na bruku, bez niczego, kochający alkohol... Bezdomny... Ludzie tak często odwracają się o bezdomnych, wolą ich nie zauważać... I od niego też wielu się zapewne odwracało, nie chciało nawet na niego patrzeć... Ale Bóg się od niego nie odwrócił. Pan nasz i Bóg, Jezus Chrystus, pochylił się nad nim z miłością. Trafił on do jednego z ośrodków dla bezdomnych, prowadzonego przez ludzi wierzących. Nie była to "noclegownia", gdzie dają ciepłę pomieszczenie i posiłek, ale ośrodek, gdzie pomagano radzić sobie z problemami i przezywciężać je, gdzie uczono na nowo żyć. 

Była tam im udzielana wszechstronna pomoc, ale także była zwiastowana Ewangelia - każdego dnia bywał tam któryś z pastorów i mówił o Chrystusie. Tam mój przyjaciel o Nim usłyszał. Usłyszał nie tylko piękne opowieści, ale usłyszał także wezwanie od Pana: "Chodź za mną!" Oddał swoje życie Jezusowi i wkrótce postanowił się ochrzcić. Wówczas, gdy narodził się na nowo, został całkowicie uwolniony od uzależnienia alkoholowego. Któregoś dnia na ulicy spotkał swoją żonę. Ona nie chciała z nim mieć nic wspólnego - niemal na siłę zaciągnął ją do kawiarni i zaczął opowiadać o tym przez co przeszedł i co dla niego uczynił Jezus. Zaprosił ją też na chrzest. Pamiętam, jak przyjechała razem z ich synkiem. Nie dowierzała wciąż temu, co usłyszała. Chyba nie wierzyła w to, że z jej mężem mogło się coś stać, że jego życie się zmieniło, że naprawdę jest już innym człowiekiem. Pamiętam dobrze chwilę, gdy jej mąż przyjmował chrzest - i widać było jak wiele to dla niego znaczy. Jego żona była w szoku i nie bardzo chyba wiedziała co robić, jak się do tego odnieść. Ale dała mu drugą szansę, zobaczyła to coś, co się stało w jego życiu i po jakimś czasie mógł on opuścić ośrodek i zamieszkać razem z rodziną. Pół roku po nim także jego żona przyjęła chrzest. 

Od tej chwili minęło już kilka lat. Bóg uczynił wielki cud w życiu tego człowieka. Dziś są szczęśliwą i kochającą się rodziną. Trwają w Panu. A wszystko to dzięki Cudownemu Lekarzowi, który przyszedł do chorego i uleczył go - Jezusowi Chrystusowi, który pochylił się nad grzesznikiem i przemienił całe jego życie. Bóg niegdyś z powodu grzechu musiał wyrzucić ludzi z raju, lecz nigdy nie przestał nas kochać i każdemu daje szansę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz