sobota, 23 lipca 2016

O naturze Boga myśli kilka

"Kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością" (1. List Jana 4, 8)
Tak. Ja bym to nawet zapisał inaczej: Bóg jest Miłością, bowiem Miłość jest dla mnie jakby kolejnym imieniem Boga. Słowo Boże mówi o doskonałej miłości Boga do człowieka. Mówi też o doskonałej nienawiści Boga do grzechu. Czy Bóg mógłby nienawidzić człowieka za grzech? Gdy nad tym rozmyślam, dochodzę do wniosku, że na tak postawione pytanie są dwie odpowiedzi: "tak" i "nie" - sprzeczne, a jednocześnie obie prawdziwe. "Tak" - bo Bóg mógłby nienawidzić, lecz nie chce; jest to Jego wola. "Nie" - bo doskonała miłość znosi całkowicie nienawiść. Ale gdyby Bóg nie mógł nienawidzić, to czyż nie znaczyłoby to, że nie wszystko może? Głowa może od tego rozboleć. Bóg mówi nam o sobie tyle, ile możemy pojąć. Kiedyś - w nowym świecie, gdzie będziemy żyli wiecznie i bliżej obcowali z Bogiem - pewnie powie nam o sobie więcej, bo więcej będziemy w stanie pojąć. Jednak nigdy, jak sądzę, nie będziemy w stanie w pełni zrozumieć natury Boga...

Druga myśl. W Słowie Bożym znajdujemy zapewnienia, że Bóg nienawidzi grzechu. Jednak nie ma ani słowa o tym, by nienawidził szatana - jest mowa tylko o nienawiści do tego, co szatan czyni. Czyżby podobnie jak w przypadku ludzi, których kocha, lecz nienawidzi ich grzechów, inne uczucia miał do szatana, a inne do zła, które szatan czyni? Oczywiście jest znacząca różnica - Bóg kocha człowieka, ale na pewno nie miłuje szatana; Bóg daje człowiekowi szansę, a szatan jest "na straconej pozycji"... Myślę, że Bóg ani nie miłuje szatana, ani też nie nienawidzi go. Jest jeszcze jedno uczucie, które jest pośrodku między tymi dwoma, a nie jest aż tak "naładowane emocjonalnie" - to ŻAL. Żal może być równie doskonały, jak miłość czy nienawiść, nie będąc równocześnie żadną z nich. Bóg nie okaże szatanowi litości (a i szatan nigdy nie okaże skruchy), jego los jest przesądzony, lecz kara, której doświadczy, nie sprawia Bogu żadnej satysfakcji.

Przy okazji. Kalwiniści - w uproszczeniu - uważają, że Bóg stwarzając ten świat napisał też całą jego historię i scenariusz życia każdego człowieka. Twierdzą, że Bóg zna przyszłość każdego człowieka i nasze życiowe wybory, ale nie dlatego, że "po prostu wie", lecz dlatego, że sam to wszystko zaplanował - i że wybranych przeznaczył na zbawienie, a resztę posłał (bardzo dosłownie) "do diabła". Już tylko to by starczało, by orzec: to nie jest miłość! Ale załóżmy na moment, że mają oni rację i że tak właśnie jest. W takim razie Lucyfer wcale by nie był buntownikiem, lecz wykonawcą zamierzeń Boga. A jeśli tak, to jakże Bóg mógłby go karać tak strasznie, jak jest to zapowiedziane? Od kiedy to się karze kogoś za to, że wykonał dobrze zadanie, które się mu powierzyło? Jakżeby można wówczas Boga uważać za sprawiedliwego? A jeśli tak by było, że byłby to boży scenariusz, to czy nie trzeba by uznać, że od Boga pochodzi nie tylko całe dobro / dobrodziejstwa, ale też całe zło /  grzechy? Taki właśnie sposób myślenia prowadzi do tego, że niektórzy uznali, że Bóg tylko tak "grozi palcem", ale ostatecznie zbawi wszystkich, włącznie z diabłami. Ponownie: szach - mat kalwiniści!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz