środa, 6 lipca 2016

Nowa Biblia w moich rękach!

"Twoje Słowo jest pochodnią dla mych nóg,
Jest światłem dla moich ścieżek"
(Psalm  119, 105 - przekład literacki EIB)
Miniona niedziela była dla mnie prawdziwym świętem i to bardzo szczególnym. Otóż wybrałem się do Poznania, do baptystycznego zboru K5N, by radować się z Bożego daru dla Kościoła Chrystusowego w Polsce, jakim jest nowy przekład całego Pisma Świętego na nasz piękny język. To "dzieło życia" mojego drogiego brata, pastora Piotra Zaremby i licznego grona jego współpracowników. Piotr jest człowiekiem, który z miłości do Słowa Bożego nauczył się biblijnych języków,  by poznawać je głębiej i lepiej nauczać. Tłumaczeniu na współczesny język polski poświęcił 16 lat - w międzyczasie jego dzieci, dla których m.in. podjął się tego dzieła, wyrosły i stały się jego współpracownikami w tym dziele.

Pierwszą styczność z tym przekładem miałem przed mniej więcej 10 laty - wpierw poprzez kazania i konspekty Piotra, a potem, gdy wydano "Nowe Przymierze". Nie "Nowy Testament", ale właśnie "Nowe Przymierze", gdyż - jak zwykł mówić Piotr - Bóg nie umarł. Od tego momentu zaczęto też używać tego przekładu w Kościele, z którym byłem związany. Szczerze mówiąc... nie byłem tym zachwycony. Ten nowy przekład traktowałem wówczas bardziej jako narzędzie ułatwiające zrozumienie Słowa Bożego. Uważałem, że podczas nabożeństw należałoby raczej trzymać się "Biblii warszawskiej" i nawet - pamiętam to dobrze - prosiłem Piotra, by jako de facto lokalny biskup nie dopuścił do odsunięcia od użytkowania mojego ulubionego przekładu. Byłem nawet zły na niego, gdy odmówił i próbował mi wyjaśnić, dlaczego potrzeba, by w Kościele pojawił się nowy przekład. Prawda jest taka, że popularne przekłady, jak "Biblia Tysiąclecia" (katolicka), czy "Biblia Warszawska", zwana także "Brytyjką" (protestancja) mają już "swoje -dziesiąt lat", a język, jakim się posługujemy, już się zmienił i dlatego potrzebny był nowy przekład - wierny, lecz łatwiejszy do czytania. Myślę, że bardzo przypominałem wówczas braci i siostry, których traktowałem jako "religijnych dziwaków" z tego powodu, że za jedyne "prawowierne" tłumaczenie Biblii uważali anglojęzyczne "King James Version". Potrzebowałem czasu, by oswoić się z tym nowym przekładem. Z czasem stał się on dla mnie nie tylko "ułatwiaczem", lecz niezbędnym narzędziem dla lepszego zrozumienia tego, co pragnie nam przekazać Bóg. Nie tylko bowiem jest to przekład w "ludzkim języku", lecz także wzbogacony o interesujące objaśnienia lub alternatywne tłumaczenie niektórych sformułowań.

W końcu zaś zacząłem ogromnie tęsknić za przekładem całej Biblii. Mijały miesiące i lata. W tym czasie z Poznania w miarę regularnie docierały wiadomości o postępie prac i prośby o wsparcie modlitewne. Każda kolejna wiadomość: "ukończyliśmy kolejną księgę..." była jak promyk słońca! Lecz koniec zdawał się tak bardzo odległy. Czekanie to trudna droga, a cierpliwość to prawdziwa sztuka. Wreszcie jednak przyszła też wiadomość: "praca nad tłumaczeniem skończona!" Oczywiście nie był to jeszcze kres czekania, bo nie starczy przetłumaczyć, lecz trzeba jeszcze dokładnie sprawdzić strona po stronie i opracować. Wreszcie w zeszłym tygodniu przyszła najważniejsza wiadomość: Biblia jest wydrukowana i jedzie do Polski (druk bowiem zlecono na Białorusi). Moje serce zaczęło tańczyć z radości!

Jasne było, że na 3 lipca nie mogę mieć innych planów, jak tylko wyjazd do Poznania, by "powitać" naszą nową Biblię i oddać Bogu chwałę za ten wspaniały dar. Nawet jeśli akurat pieniędzy jest bardzo mało, musiałem (!) pojechać, być, przeżywać i... choćby potrzymać w ręku nową Biblię. Oczywiście mam w domu wiele różnych wydań Biblii, ale... to zupełnie co innego, niż gdy możesz dotknąć owocu dzieła, o którym marzyłeś i modliłeś się nie raz. Nie potrafię sobie wyobrazić wzruszenia pastora Piotra, gdy klęczał nad paczkami z Bibliami i modlił się, by tak wieloletnia praca była owocna i by Biblia ta była błogosławieństwem dla naszego ludu. I w moim sercu było wzruszenie - choć było jak pyłek wobec wzruszenia Piotra. Przyznam, że jego modlitwa bardzo mi się dłużyła. Nie mogłem się doczekać, kiedy rozetnie karton i wyjmie pierwszy egzemplarz. Jednak przecież to oddanie chwały Bogu, błogosławienie i modlitwa o plon były tym, co trzeba było uczynić przede wszystkim. Sam "pierwszy egzemplarz" to była tylko "wisienka na torcie" - Piotr nawet specjalnie nie celebrował tego otwarcia. Właściwie... mrugnąłem tylko oczami i nie widziałem jak wyjmuje Biblię, zobaczyłem ją dopiero w jego rękach. Na zakończenie nabożeństwa zespół zaśpiewał znaną pieśń (nota bene jej polskie słowa to też dzieło Piotra): "Słowo Twe jest pochodnią dla mych stóp, ono światłem ścieżek mych..."

Słowo Boże jest bezcenne. Choć w moich kieszeniach nie było pieniędzy, mogłem nie tylko dotknąć Biblii, ale także wrócić z nią do domu. W moim sercu jest ogromna radość i wdzięczność za ten dar. Od razu zdarłem folię, zacząłem czytać, a także... wsadziłem nos w Świętą Księgę, by poczuć miłą woń papieru i farby drukarskiej. Prawdopodobnie wyglądałem w tym momencie trochę dziwnie. A po powrocie do domu zasnąłem ze zmęczenia... przytulony do Biblii. Był to sen człowieka szczęśliwego!

-----

Nową Biblię możecie zakupić w księgarni internetowej Ligi Biblijnej oraz w sklepie internetowym Ewangelicznego Instytutu Biblijnego (także w niedrogiej i rozbudowanej wersji pdf).

3 komentarze:

  1. Ja z kolei bardzo lubię Uwspółcześnioną Biblię Gdańską i czekam na wydanie pełnej wersji tego przekładu.

    Michał (ten Michał, zetknęliśmy się już w necie i używałem imienia zamiast nicka)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kupiłem tą Biblię (EIB). Na początku było zainteresowanie. Potem rozczarowanie. Jest zbyt ekumeniczna i w wielu miejscach przekłamana. Myślę, że celowo. Wystarczy ją porównywać z Warszawską lub ze "starą" Biblią Gdańską. Nie chcę wchodzić w szczegóły ale podam jeden J 3:16 - zamiast syna jednorodzonego jest syna jedynego. No cóż, syn jedyny może być adoptowany. W bardzo wielu miejscach jest celowe odstępstwo od prawidłowego tekstu. Ten przekład na pewno nie będzie przeze mnie używany. No ale większość obecnych kościołów protestanckich to miłośnicy ekumenizmu z kościołem rzymskim włącznie z obecnymi baptystami, którego pastorem jest właśnie tłumacz tego tekstu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ZONK! Właśnie pastor Piotr i Kościół K5N są mało "ekumeniczni". Przekład jest na współczesny język literacki - i stąd są różnice w słowach.

      Usuń