sobota, 23 lipca 2016

Jak wygrać w tej wojnie?

Jestem jedynym z tych ludzi, u których "długo w nocy stukają klawisze, nocna lampka się pali do świtu", jak śpiewała Wolna Grupa Bukowina. Noc bowiem to dla mnie czas spokoju, gdy można się lepiej skupić nad tym, co się chce przeczytać lub napisać. Tak było też w ubiegłym tygodniu. W tym nocnym spokoju włączyłem na chwilę telewizor i z przerażeniem dowiedziałem się, że dla tysięcy ludzi w Nicei ta noc nie była spokojna. Po pięknej promenadzie szalał demon w ciężarówce, zabijając i raniąc. Pisząc "demon" nie mam na myśli młodego człowieka, który siedział za kierownicą, lecz złego ducha, który siedział w tym młodym człowieku i kierował jego czynami. 


Od początku spodziewałem się, że gdy policja poda informacje o sprawcy, będzie to arabskie imię i nazwisko. Nie jestem w żaden sposób uprzedzony do Arabów i muzułmanów, ale faktem jest, że islam wiąże się z terrorem i że choć nie każdy muzułmanin jest terrorystą to (niemal) każdy terrorysta, o którym słyszymy, jest muzułmaninem. Nie zdziwiło mnie więc zupełnie, gdy jeszcze tej samej nocy agencje przekazały relacje świadków, że ów opętany człowiek wrzeszczał: "Allahu akbar!" Później podano więcej informacji o nim - że był Tunezyjczykiem i zupełnie "niereligijnym muzułmaninem" - pijącym alkohol, ćpającym, jedzącym wieprzowinę i w nosie mającym posty, a nawet wolącym robić wszystko inne, byle tylko nie iść w piątek do meczetu. Te informacje o mordercy z Nicei są niewątpliwie "na rękę" postępowym propagandystom, którzy próbują odciąć islam od terroryzmu i przekonują, że terroryzm nie ma nic wspólnego z islamem. Jednak krzyk: "Allahu akbar!" dowodzi ponad wszelką wątpliwość, że ów straszny czyn miał podłoże religijne. Początkowo mówiono, że ten człowiek oszalał, że pokłócił się ze znajomymi i coś "mu odwaliło", ale dziś wiemy, że bardzo dokładnie przygotował swój zamach. Być może nie był "dżihadystą", lecz doznał jakiegoś "religijnego olśnienia", i żeby się spodobać swojemu Allahowi, jednym śmiałym ruchem wymazać swoje grzechy i dostać się do islamskiego raju pełnego hurysek, postanowił wymordować tylu niewiernych, ilu tylko zdoła. On mógł nie być "religijny" w swym życiu, lecz islam był mu wpajany od dziecka i myślę, że właśnie demony, które są w islamie, których nauki są zawarte w Koranie, pchnęły go, by dokonał tej okrutnej masakry. Tak w gruncie rzeczy żal mi tego młodego człowieka tak samo, jak tych, których pokaleczył i pozabijał - nim  bowiem inni stali się jego ofiarami, najpierw on sam stał się ofiarą bytów niezrównanie gorszych niż najgorszy z ludzi.

Jest taki dowcip - w sumie mało śmieszny. Jak sobie poradzić z tłokiem w autobusie w godzinach szczytu, jeśli chcemy mieć dla siebie sporo miejsca? Otóż należy ubrać się w burnus, szeptać jakieś niezrozumiałe słowa i powtarzać "Allahu akbar!" Terroryzm to nic nowego. Terroryzm islamski to nic nowego. Jednak po 11 września 2001 roku świat zmienił się w sposób dramatyczny. Terroryzm - i to właśnie terroryzm islamski - przyjął zupełnie nową formę, a my przekonaliśmy się, że nie tylko nigdzie nie możemy się czuć naprawdę bezpieczni, lecz także, że nie tylko trudno nam będzie przewidzieć kto i kiedy nas zaatakuje, ale także czym to uczyni. Przed 2001 rokiem porwano bardzo wiele samolotów, ale do 2001 roku nikt nie myślał o samolocie jako o potencjalnej broni. Podobnie teraz - kto by pomyślał, że bronią w rękach terrorysty może być... zwykła ciężarówka? Myślę o tych wszystkich zamachach, do jakich doszło w ciągu minionych lat i miesięcy - Nowy Jork, Londyn, Madryt, Paryż, Bruksela, Orlando, Nicea a wczoraj Monachium... Wszystkie te zdarzenia łączy jedno: islam! Tak! Mamy prawo się obawiać i mamy solidne podstawy do tego, aby się obawiać. Powinniśmy też słuchać tych, którzy znają islam i ostrzegają nas przed nim - nie tych, którzy mówią, że "islam to religia pokoju" i nawołują do życzliwej koegzystencji, bowiem muzułmanie oczywiście mówią, że ich religia jest "religią pokoju", ale nigdy nie powiedzą, że warunkiem tego pokoju jest... panowanie islamu. Musimy być świadomi ekspansji islamu i związanych z tym zagrożeniami. Musimy być świadomi tego, że migracja muzułmanów do krajów nieislamskich nie jest czymś przypadkowym. Z całą pewnością nie możemy na to spokojnie patrzeć...

Nie lubię postrzegać drugiego człowieka jako potencjalne zagrożenie. Jednak moje serce mocno drżało, gdy do Europy wdarła się milionowa fala "uchodźców". Wiemy dobrze, że w tej fali przedostało się wielu terrorystów. Wiemy dobrze, że w tej fali przybyło wielu, którzy wcale nie potrzebowali znikąd uciekać, a szukają tylko łatwego życia i... miejsc do skolonizowania. Wiemy wreszcie też, że w tej fali przybyli ludzie, którzy w ostatnich miesiącach dopuścili się wielu ohydnych czynów wobec europejskich kobiet - wiemy o molestowaniu, gwałtach a nawet morderstwach. Kolejne setki tysięcy ludzi chcą pójść śladem tego miliona! Nie wolno nam się godzić na to, by przychodził, kto chce i robił w naszych krajach, co chce. Nie powinniśmy się godzić na szerzenie islamu, na pospolite łajdactwa i żerowanie na społeczeństwie. Uważam, że nie tylko mamy prawo , ale obowiązek, się temu przeciwstawiać, bronić. Z drugiej zaś strony... tak bardzo kocham ludzi, że gdy się ów milion przetaczał przez Europę, w moim sercu pojawiła się myśl: pilnie potrzebujemy miliona Biblii po arabsku! W ogóle Słowo Boże jest w gruncie rzeczy jedynym ratunkiem dla Europy - Europa wymaga odbudowania na fundamencie Słowa Bożego, rdzenni mieszkańcy Europy muszą wracać do Boga i Słowa Bożego i stawać z Biblią w ręku przed tymi, którzy przychodzą i wzywać ich do Boga...

Ten świat od lat paskudnieje coraz bardziej. Z jednej strony zamachy i migranci, z drugiej strony narastający strach, który już przemienia się w coraz większą wrogość... Nie jest przypadkiem, że od miesięcy nawet w naszej spokojnej Polsce, słyszymy o coraz częstszych atakach rasistowskich. Hydra "white power" podnosi swój obrzydliwy łeb. Jeśli ktoś jest choćby ciut ciemniejszy niż "typowy Europejczyk", już przez niejednego jest traktowany jako intruz i potencjalne zagrożenie. Przykład tego mieliśmy w ostatnich dniach - pewien Ormianin został wysadzony z samolotu, bo innej pasażerce wydawał się... podejrzanie arabskim typkiem. W sumie trudno się dziwić temu, że gdy z jednej strony wznosi się pięść, druga pięść wznosi się także z drugiej strony. To nie jest przypadek, że właśnie teraz dochodzi do coraz częstszych incydentów rasistowskich - to jest bezpośredni skutek islamskiego terroryzmu, kolonizacji Europy przez "uchodźców" i licznych przestępstw dokonywanych przez przybyszów. Jestem w stanie to zrozumieć, lecz nie znajduję dla tego żadnego usprawiedliwienia. Demonom udało się z jednej strony podnieść jedną falę i teraz z drugiej strony podnoszą drugą - a wszystko, by doprowadzić do jak największego zniszczenia. Obawiam się, że musimy być przygotowani na okropieństwa, jakich ten świat jeszcze nie oglądał. Fakt, że w Europie szerzy się strach, który już przeradza się w nienawiść, jest wielkim sukcesem diabła i jego demonów. Strach jest narzędziem diabła!

Wspomniałem o potrzebie milionie Biblii po arabsku - a raczej milionów, gdyż przecież muzułmanie od wielu lat kolonizują "pokojowo" Europę. Chcę wam powiedzieć jedno: Bóg nienawidzi islamu! Jestem świadom tego, że to krótkie zdanie może mi przysporzyć wielu wrogów, ale powtórzę jeszcze raz: Bóg nienawidzi islamu! Jest tak dlatego, że islam jest religią pogańską, a każda religia pogańska jest w opozycji do Boga. Islam - ten prawdziwy, koraniczny - jest wrogi chrześcijaństwu, co świadczy o jego diabelskim pochodzeniu. Bóg nienawidzi kłamstw, a także zwodniczych "półprawd" (wiele opisów z Koranu jest nieudolnym plagiatem ze Słowa Bożego czyli Biblii!). Bóg nienawidzi zniewalania człowieka przez fałszywe religie. Ale chcę wam powiedzieć i to, że Bóg, nienawidząc islamu, równocześnie ogromnie kocha muzułmanów i chce, by przyszli oni do niego. Muzułmanin nie jest gorszym człowiekiem przez fakt, że jest muzułmaninem - jest jednak niezbawionym człowiekiem, który nie zna prawdziwego Allaha (Boga), a tylko demona, który za Allaha się podaje. Bóg kocha muzułmanów i nas, chrześcijan, również powołuje do tej miłości i do pozyskiwania ofiar diabła dla Królestwa Niebieskiego. Miłość jest narzędziem Boga! 

Sam Bóg jest Miłością i do niego należy ostateczne zwycięstwo! On już zwyciężył - na krzyżu na Golgocie szatan został pokonany. W tym świecie jest coraz więcej gniewu i coraz wyżej wznoszą się pięści. Jednak nie ten zwycięży, kto wyżej swoją pięść wzniesie, tudzież mocniej i trafniej uderzy, lecz ten, kto stanie przy Bogu i będzie walczył o ludzi, nie przeciwko nim, i KOCHAŁ!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz