wtorek, 7 czerwca 2016

Z ręki do ręki

"Nie przyjmuj łapówek, gdyż łapówki zaślepiają nawet naocznych świadków i fałszują słuszną sprawę" (2. Księga Mojżeszowa 23, 8), "Nie będziesz naginał prawa, nie będziesz stronniczy, nie będziesz brał łapówki, gdyż łapówka zaślepia oczy mądrych i zniekształca sprawy tych, którzy mają słuszność" (5. Księga Mojżeszowa 16, 19) "Bezbożny przyjmuje łapówki ukradkiem, aby wykrzywiać ścieżki prawa" (Księga Przysłow 17, 23) "Bo wiem, że liczne są wasze zbrodnie i wielkie wasze grzechy. Gnębicie niewinnego, bierzecie łapówki, a prawo ubogich obalacie w bramie" (Amosa 5, 12)
Wydawać by się mogło, że łapówkarstwo to problem naszych czasów. Nieustannie słyszymy o "biorących" urzędnikach, policjantach, nauczycielach, lekarzach. Właściwie nie ma takiej dziedziny życia, gdzie nie przechodziłyby "nieoficjalnie", "z ręki do ręki", mniejsze, większe lub ogromne sumy pieniędzy. Jesteśmy krajem, gdzie stopień skorumpowania jest, jak się zdaje, stosunkowo niewielki - zwłaszcza, jeśli porównamy się z naszymi wschodnimi sąsiadami, gdzie skala wymuszania łapówek jest wprost niewyobrażalna. To problem z pewnością dokładnie tak stary, jak pieniądz, czy nawet wykorzystywanie szlachetnych kruszców. Pieniądz nie od początku był na tym świecie, ale gdy się pojawił, trafił na "żyzny grunt" ludzkiej chciwości. Ona istniała niewątpliwie już wcześniej, ale dopiero wymyślenie obrotu kruszcami i wynalezienie pieniądza otworzyło możliwość prawdziwego bogacenia się, gromadzenia bogactw.

"Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest miłość pieniędzy; niektórzy, ulegając jej, zboczyli z drogi wiary i uwikłali się sami w przeróżne cierpienia" (List do Tymoteusza 6, 10). Bóg nie jest przeciwnikiem pieniędzy, ani bogactwa. Ubóstwo nie jest żadną wielką cnotą i wyrazem pobożności. Bóg nie potępia nikogo za to, że zarabia, że ma "żyłkę do interesu" czy nawet ambicję pomnażania majątku. Rzecz w tym, byśmy czynili to według jego zasad. Bóg obdarza bogactwem, to on nas uzdalnia do bogacenia się i on nam wszystko daje. Zrozummy: nim cokolwiek osiągamy, nim cokolwiek pozyskamy - Bóg to ma dla nas. Natomiast Bóg zawsze mówi, że pieniądze nie mogą być dla nas najważniejsze - nie mogą być naszym celem i... bogiem. Tan, kto bogaci się własnymi sposobami, nie zważając na Boga i to, co On mówi, jest... rabusiem. Bóg mówi nam, byśmy każdy pieniądz zarabiali uczciwie. Lichwa, zawyżanie cen, zaniżanie wynagrodzeń, łapówki - wszystko to Słowo Boże określa jako grzech, a każdy, kto tak czyni, nie jest miły Bogu (choć miłość Boga i jego ogarnia).

Trudno wyobrazić sobie życie bez pieniędzy, bo jest to świetne narzędzie, które ułatwia codzienne funkcjonowanie - i tylko narzędziem pieniądz musi pozostać. Nie może być ważniejszy nie tylko od Boga, lecz także od drugiego człowieka, ani też społecznego dobra. Ten, dla którego pieniądz jest ważniejszy niż inny człowiek i dobro ludzi, ten w rzeczywistości jest... złoczyńcą i szkodnikiem. Bóg oczekuje, byśmy całe swoje życie ukierunkowali na czynienie dobra, na służbę Jemu, jako naszemu Panu i ludziom. Ale nawet w dobrym celu nie wolno nam się posługiwać pieniędzmi jako sposobem załatwiania spraw - ani dawać, ani też przyjmować. Nawet jeśli za pomocą łapówki załatwiamy coś pożytecznego, to plugawimy tym dobrą sprawę przed ludźmi i Bogiem! "Bądźcie wy tedy doskonali, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest" (Ewangelia Mateusza 5, 48).

Muszę się do czegoś teraz przyznać. Zdarzyło mi się w życiu przyjąć "nieformalne wynagrodzenie" za wykonanie pracy. Tą pracę wykonałem należycie i być może wynikło z niej jakieś dobro, trudno powiedzieć. Opisałem wówczas postawienie pewnego niewielkiego pomnika i za to opisanie otrzymałem od fundatora tego dziełka 400 zł "za fatygę". Oczywiście pobudziło mnie to do "odpowiedniej wdzięczności" i "właściwego podkreślenia" w artykule osoby fundatora i jego firmy. Wiecie, czułem się z tym wówczas bardzo dobrze - bo miło jest mieć pieniądze i móc sobie pozwolić na zainwestowanie ich w jakieś mniejsze czy większe przyjemności. Pamiętam, że kupiłem sobie wówczas wypasionego "walkmena" z "nieco wyższej półki". Służył mi on dobrze przez jakiś czas, a gdy się popsuł nie było już sensu naprawiać, bo i tak już większość muzyki miałem na CD, więc potrzeba było innego sprzętu. Wiecie, odkąd zacząłem poznawać bliżej Boga i Słowo Boże, te niezasłużenie otrzymane pieniądze zawstydzają mnie i są przyczyną zniesmaczenia. I te 3 - 4 lata chodzenia z fajnym "walkmenem" nie są żadną osłodą, w najmniejszym stopniu nie wyrównują "dziur w sumieniu". Ale dzięki temu mogę dziś mówić: można się w taki sposób wzbogacić, ale... nie warto!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz