piątek, 24 czerwca 2016

Najcenniejszy skarb

"Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość" (1. List do Koryntian 13, 13)
Właśnie te słowa przyszły mi na myśl po wysłuchaniu bolesnej historii jednej z jazydzkich dziewcząt z Iraku, uprowadzonej przez muzułmańskich bandytów z ISIS. Stała się ona jedną z wielu seksualnych niewolnic. Trafiła do domu jednego z bandytów i tam była więziona i gwałcona, a także zaszła w ciążę.

video
źródło materiału: o2.pl

Moją uwagę zwracają jej słowa o tym, jak w rozpaczy chciała zabić dziecko, które zostało poczęte w skutek gwałtu. Wierzę jej, że bardzo cierpiała myśląc o tym, że nosi w swym łonie dziecko bandyty i pewnie kolejnego takiego bandytę. O takich problemach mówi wielu zwolenników liberalizacji prawa aborcyjnego. Traktują oni dzieci nienarodzone jako zlepki komórek, niegodne miłości i mówią: "trzeba nie mieć serca, by skazywać zgwałconą kobietę na cierpienia związane z ciążą i porodem dziecka, które jest owocem gwałtu i które przypomina o tym, co przeszły".

Współczuję tej jazydzkiej dziewczynie zło, przez które przeszła i modlę się o to, by zło to zamieniło się w dobro, by te złe doświadczenia mobilizowały ją do czynienia dobra i walki o lepszy świat. Jeszcze będąc w niewoli odniosła ona wielkie zwycięstwo. Stało się to, gdy pokochała to dziecko, które się w skutek gwałtu zostało poczęte i które zmuszona była urodzić wbrew sobie. Miłość i dobroć serca jest także w ludziach, którzy nie znają Chrystusa. Podziwiam tą dziewczynę, bo choć nie zna Boga, ma miłujące, dobre serce - serce matki.

Pokazuje ona nam wielkie serce, choć poranione, lecz gorące. Prawdziwe, bardzo piękne serce serce! A cóż pokazują nam proaborcyjni agitatorzy i te wszystkie kobiety, mówiące wciąż: "ja i moje prawa"? Kamienne serca, martwe i zimne jak lód! Ta młoda Jazydka zawstydza te wszystkie krzyczące kobiety z naszych ulic, chodzące na demonstracje z wieszakami w dłoniach, bo żadna z nich nie wycierpiała tego, co wycierpiała ona. Ta młoda dziewczyna z Iraku ma w sercu prawdziwy skarb: miłość! Puste i martwe serca nie mogą się równać z poranionym sercem tej młodziutkiej Irakijki. Miłość jest najcenniejszym skarbem. Modlę się też, by miłość poprowadziła ją też dalej.

czwartek, 23 czerwca 2016

"Moc Ducha" - sposób na handel?

"Każdy grzech i bluźnierstwo będzie ludziom odpuszczone, ale bluźnierstwo przeciw Duchowi nie będzie odpuszczone. A jeśliby ktoś rzekł słowo przeciwko Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone; ale temu, kto by mówił przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie odpuszczone ani w tym wieku ani w przyszłym" (Ewangelia Mateusza 12, 31 - 32)
Tymczasem w Krakowie, w oficjalnym sklepie Światowych Dni Młodzieży można sobie kupić... moc Ducha Świętego (Power of Spirit) za jedyne 39,90 zł i podładować sobie tym komórkę. mp3-kę, tablet, lub co tam kto potrzebuje.


Czyż nie jest to kpina z Ducha Świętego? Czyż nie jest to jawne bluźnierstwo? Czyż nie jest to merkantylne wykorzystanie Boga, kupczenie Jego Świętym Imieniem i jego krzyżem, który jest w logo ŚDM? "Nie nadużywaj imienia Pana, Boga twojego, gdyż Pan nie zostawi bez kary tego, który nadużywa imienia jego" (2. Księga Mojżeszowa 20, 7). Rozumiem myśl czerpania z mocy Ducha Świętego, ładowania się modlitwą i relacją z Bogiem, lecz nazwa tego produktu jest ogromnym nadużyciem, wobec którego nie mogę przejść obojętnie. Warto też przypomnieć sobie, co pewnego dnia wydarzyło się w świątyni w Jerozolimie: "A gdy się zbliżała Pascha żydowska, udał się Jezus do Jerozolimy. I zastał w świątyni sprzedających woły i owce, i gołębie, i siedzących wekslarzy. I skręciwszy bicz z powrózków, wypędził ich wszystkich ze świątyni wraz z owcami i wołami; wekslarzom rozsypał pieniądze i stoły powywracał, a do sprzedawców gołębi rzekł: Zabierzcie to stąd, z domu Ojca mego nie czyńcie targowiska" (Ewangelia Jana 2, 13 - 16).

Jednym z największych błędów, jakie popełniane są w dzisiejszych czasach w wielu Kościołach - nie tylko w katolickim - jest próbowanie bycia "cool", "odjazdowym" i "na luzie", żeby przyciągnąć ludzi. "Luz" jest całkiem w porządku, lecz tylko do pewnego stopnia. Możemy się bawić i śmiać - Bóg to kocha - i nawet ewangelizować "w lekkim stylu", ale gdy powołujemy się na Boga, wchodzimy w obręb "sacrum", gdzie trzeba zachować ogromny szacunek i klęknąć na kolana. Tam, gdzie jest powoływanie się na Boga, wzywanie Jego Świętego Imienia - tam jest (duchowa) Świątynia Pana. A Jego Imię jest tak święte, że zawsze musi być traktowane z największym szacunkiem i powoływać się na nie można tylko wówczas, gdy w grę wchodzą sprawy duchowe. Duch Święty może patronować książkom służącym poznawaniu Boga, muzyce i wszelkiej innej sztuce służącej uwielbianiu Boga, a także różnym pomysłom na ewangelizację - ale nie biznesowi i gadżetom!

Na marginesie. Ciekawe jest to, że sklep ŚDM ma w ofercie m.in. różnego rodzaju koszulki, bluzki, polary, czapeczki, torby, biżuterię, przybory szkolne, breloczki, magnesy, "smycze", parasole i ów powerbank, a nie oferuje Biblii czy Ewangeliarzy. Powołują się przy tym na słowa Jana Pawła II: "Głosząc Chrystusa, Kościół musi intensywnie, odważnie i twórczo szukać nowych narzędzi i metod ewangelizacji". Czyżby Biblia była "zbyt przestarzała"?

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Wybór

Myślę, że każdy z nas, ludzi wierzących, spotkał się - i to nie jeden raz - z kalumniami ze strony niewierzących, jakoby Bóg (jeśli w ogóle istnieje*) był "okrutnym tyranem", skoro grozi piekłem każdemu, kto nie chce być Jemu posłuszny. Bóg nas stworzył jako istoty wolne, mające prawo wyboru. Bóg od początku wie, jakich wyborów ludzie dokonają, lecz nie programuje naszej przyszłości, nie programuje naszych wyborów, naszego postępowania. Gdyby tak było, nie można by Go nazywać dobrym i sprawiedliwym, skoro od początku by programował życie dużej części ludzi tak, że musiałby ich skazać na piekło. Skoro Bóg mówi "wybierz", to znaczy, że mamy w tym zakresie pełną swobodę decyzji i działania. Przy okazji: 5 Mojżeszowa 30, 19 - "szach-mat" kalwiniści!

Bóg jest Ojcem pełnym miłości, nieskorym do gniewu i chętnie wybaczającym. Bóg nie straszy piekłem i nie terroryzuje, lecz wskazuje na piekło, jako na konsekwencję grzechu i nieposłuszeństwa. Bóg nie jest okrutnikiem - to raczej człowiek jest okrutny wobec siebie, babrając się w grzechu i odwracając się od Ojca. Bóg pragnie ocalić każdego człowieka przed... nim samym, wyciąga dłoń nawet jeśli wie, że zostanie odrzucona, nie przymusza do przyjęcia tego ratunku. Bóg nie jest okrutny, lecz jest sprawiedliwy i konsekwentny.

* Paradoksem jest to, że ateiści potrafią jednocześnie kwestionować istnienie Boga i oskarżać go o przeróżne zbrodnie i okrucieństwo.

sobota, 18 czerwca 2016

Obdarzeni, by obdarzać

"Kto ma dwie suknie, niechaj da temu, który nie ma..." (Ewangelia Łukasza 3, 11)
"Piękna rzecz. Dziecko, które wygrało rower na festynie oddało go na rzecz dziecka z naszej Fundacji. Samo doszło do wniosku, że ma dwa jeden z komunii a ten jest dodatkowy. Miła niespodzianka, cudowny gest" - taki wpis pojawił się nie tak dawno na profilu mojego Brata w Panu z Kalisza. Stało się to podczas festynu z okazji Dnia Dziecka zorganizowanego przez zaprzyjaźnioną fundację Bread of Life. Dziecko, w swej prostocie serca pełnego empatii, potrafi zawstydzić wielu dorosłych. "W owym czasie przystąpili uczniowie do Jezusa, pytając: Kto też jest największy w Królestwie Niebios? A On, przywoławszy dziecię, postawił je wśród nich i rzekł: Zaprawdę powiadam wam, jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios. Kto się więc uniży jak to dziecię, ten jest największy w Królestwie Niebios" (Ewangelia Mateusza 18, 1 - 4).

Jesteśmy powołani do tego, by się dzielić z bliźnimi. Bóg troszczy się o wszystkich ludzi - nawet o tych, którzy nie są jego dziećmi. Tak, nawet poganie i niewierzący żyją z jego łaski. On daje im to, co niezbędne do życia - plony z roślin i mięso na spożycie. Daje szczodrze, bo miłość jego do ludzi jest wielka. Daje szczodrze nawet tym, którzy buntują się przeciw niemu i bluźnią mu. Bóg pragnie, byśmy, narodziwszy się na nowo, oczyszczali się i doskonalili, powracali do pierwotnego stanu stworzonych przez Boga na jego obraz i podobieństwo, byśmy szli drogą sprawiedliwości, świętości i miłosierdzia. jesteśmy powołani, by miłować nie tylko Boga, lecz każdego człowieka. Jesteśmy powołani do dzielenia się z bliźnimi, gdyż wszystko to, co mamy i co otrzymujemy, od Boga jest nam dane i tak naprawdę do Boga należy, a nam dane jest w użytkowanie. Niegodziwością jest gromadzenie dóbr, gdy obok nas jest człowiek, który jest w biedzie i potrzebie, lub nie może sobie pozwolić na coś, co przydałoby mu się, a czego my mamy pod dostatkiem lub w nadmiarze. Jeśli Bóg daje nam więcej, niż potrzebujemy dla siebie, to znaczy, że chce tym obdarować innych za naszym pośrednictwem.

Ten, kto obojętnie przechodzi obok drugiego człowieka, głęboko zasmuca Boga. Po ludzku patrząc może być "przyzwoitym człowiekiem", który drugiemu żadnej krzywdy nie czyni i szanuje prawo. Jednak jego serce jest martwe i zimne, kamienne. I taki człowiek jest martwy duchowo i obcy Bogu.   Ten zaś, którego serce jest otwarte, a jego ręce niosą dar dla bliźniego, raduje Boga i Bóg takiemu człowiekowi błogosławi, tak iż otrzymuje wielokroć więcej dla siebie, niż dał - w sensie duchowym, lecz często także materialnym, bo Bóg nieraz pomnaża majątek tych, którzy potrafią nim gospodarować według jego woli.

piątek, 17 czerwca 2016

Prawo ponad prawem

"Oby ich serce było takie, aby się mnie bali i przestrzegali wszystkich moich przykazań po wszystkie dni, aby im i ich synom dobrze się powodziło na wieki" (5. Księga Mojżeszowa 5, 29)
Bóg jest Prawodawcą, a Prawo, które On ustanowił jest na wieki wieków. Bóg oczekiwał od ludzi wiernego wypełniania Prawa, nim przyszedł na ten świat jako Chrystus Pan. Prawo Boże zawsze było pouczeniem, jak mamy żyć. Niektórzy mówią: "prawo zostało przybite do krzyża wraz z Chrystusem" i że "nie musimy przywiązywać do niego wielkiego znaczenia". Śmierć Chrystusa na krzyżu jest wypełnieniem Prawa - w tym sensie, że każde nasze uchybienie, każda dziura i pęknięcie na naszej drodze wiary, jest wyrównane, byśmy mogli iść ku wieczności z Bogiem. Nie wolno nam jednak myśleć, że Prawo przestało istnieć i nie musimy na nie wcale zwracać uwagi. Bóg nic z Prawa nie wymazał, lecz - jak wierzę - oczekuje, byśmy mieli je wpisane w swoje serce. Boże Prawo jest wciąż tak samo nam potrzebne i tak samo święte.

Prawo Boże jest nadrzędne wobec jakiegokolwiek innego systemu prawnego. Jeśli Bóg mówi, że czegoś czynić nie wolno, to musimy być temu wierni, nawet jeśli prawo ustanowione przez ludzi to dopuszcza, albo nakłada na nas obowiązek, byśmy tak czynili. I odwrotnie, jeśli Bóg coś nakazuje, to my mamy to czynić, nawet jeśli prawo ustanowione przez ludzi będzie tego zakazywało. Słowo Boże mówi nam, że mamy być posłuszni wobec władz ziemskich i stanowionego przez nich prawa, lecz nasze poddaństwo wobec nich musi się zakończyć tam, gdzie jest sprzeczność pomiędzy prawem stanowionym przez te władze a prawem danym od Boga. Prawo Boże jest nadrzędne, gdyż Bóg jest władcą absolutnym nad wszystkim, co stworzył, nad każdym człowiekiem i nad wszelką ziemską władzą.

My, chrześcijanie, jesteśmy na świecie, ale jesteśmy bardziej "nie z tego świata", gdyż naszą ojczyzną jest "niebo", a władcą Bóg. Tu, na ziemi, jesteśmy tylko wędrowcami i ambasadorami Królestwa Niebieskiego. Możemy się poddawać lokalnym władzom i prawom jeśli tylko da się to pogodzić z lojalnością wobec Boga i zasad Królestwa Niebieskiego. Trochę śmieszne jest, gdy niektórzy tą lojalność i posłuszeństwo Prawu nazywają "ekstremizmem religijnym", z czym się ostatnio coraz częściej spotykam. Dlaczego mnie to śmieszy? Bo to tak, jakby kogoś, kto szanuje prawo ustanowione w danym kraju nazywać "ekstremistą społecznym". Ludzie lojalni wobec Królestwa Niebieskiego przez wielu nie są akceptowani. I to niekiedy do tego stopnia, że każdego roku bardzo wielu jest... "odsyłanych" do swej "niebiańskiej ojczyzny", bowiem na ziemi diabłu są niewygodni ze swą miłością do Boga, posłuszeństwu i lojalnością. Gdy ktoś o mnie mówi lub pisze, że jestem "ekstremistą religijnym", uśmiecham się, bo jest to znak, że szatanowi się nie podoba to, co jest dla mnie ważne i co staram się przekazywać.

Myślę, że ludzie nie rozumieją chrześcijańskiego radykalizmu dlatego, że wielu ludzi zwyczajnie oddaliło się, nawet nie tylko od Boga, ale też od takich wartości jak: lojalność, wierność i zasady, które powinny być jak skała. Ich fundament jest na... ruchomych piaskach, nasz na Skale. Prawa ustanowione przez ludzi ciągle zmieniają się. Tendencje w społeczeństwie także ciągle zmieniają się. Ideologie, które mają wpływ na społeczeństwo, również ulegają ciągłym przemianom, niektóre umierają, nowe się rodzą. A to, co mówi Bóg jest święte i niezmienne - tak, jak święty i niezmienny jest sam Bóg! Wiele lat w swym życiu szukałem oparcia na "ruchomych piaskach", a teraz wolę Skałę. Mam zasady i pragnę być lojalny i wierny - ot, taki ze mnie "ekstremista".

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Diabelskie żniwa

"Mężczyzna, który obcuje cieleśnie z mężczyzną tak jak z kobietą, popełnia obrzydliwość; obaj poniosą śmierć; krew ich spadnie na nich" (3. Księga Mojżeszowa 20, 13)
"W niedzielnym ataku na klub nocny dla gejów w Orlando na Florydzie zginęło 50 osób, a ponad 50 zostało rannych. Napastnik - 29-letni Omar Mateen, obywatel USA pocho-dzenia afgańskiego - został zastrzelony przez policję" (Polskie Radio). Tym od wczoraj żyje świat. 

Myślę, że wszyscy się zgadzamy z tym, że to ogromna tragedia i że nic takiego nie powinno się nigdy zdarzyć. Współczucie dla innych to jedna z cech, które są (a przynajmniej być powinny) jedną z chrześcijańskich norm życia. Każdy człowiek ma prawo wyboru w swym życiu i o ile tylko nie jest zagrożeniem dla innych, ma prawo żyć tak, jak uważa - nawet jeśli żyje źle. W starożytności było dane prawo do karania za najcięższe grzechy, lecz z przyjściem Chrystusa to prawo zostało zawieszone i jedynym sędzią może być Bóg, a katem diabeł. Ten, kto dopuścił się tej zbrodni, był niewątpliwie zniewolony, a może nawet opętany, przez diabła, by to uczynić - by dokonać ostatecznego zniszczenia dużej grupy ludzi będących również w jego mocy. Diabeł tej strasznej nocy zebrał swoje żniwo.

Ta przelana krew wzbudza we mnie grozę i gniew. Pobudza także do żalu i współczucia dla tych, którzy sami ucierpieli, lub zostali w jakikolwiek sposób dotknięci tą tragedią. Powinnością chrześcijańską jest pochylić się nad nimi, wspomóc i modlić się o nich i ich bliskich - nieść ulgę w cierpieniu, a równocześnie ratować ludzi z ich grzechów, uświadamiając, że to, czego potrzebują, mogą otrzymać tylko od Jezusa. Wielu ludzi teraz płacze, lecz wierzę, że najbardziej płacze Bóg i aniołowie - bowiem wielka żałość musi być w niebie, gdy ludzie umierają w swych grzechach, gdy przed umarłymi "bramę nieba" trzeba będzie pozostawić zamkniętą. Wobec tragedii grzechu i jego konsekwencji, jaką jest piekło, to, co się zdarzyło w Orlando jest... bez wielkiego znaczenia. Prawdziwą tragedią jest nie ta przelana przez dziecię diabła krew, lecz perspektywa zamkniętej bramy zbawienia i szeroko otwartych wrót piekieł! Nie osądzam tych ludzi - być może nie każdy z zabitych rzeczywiście żył w grzechu, a może ktoś zyskał ocalenie od Boga w ostatniej chwili - zdążył szczerze żałować, wyznać swój grzech i złapać się ręki Pana, nim jego serce przestało bić. Bóg jest wielce miłosierny i litościwy i każdy ma od niego do ostatniej chwili szansę.

Nie zgadzam się jednak z mediami, które piszą o "niewinnych ofiarach". Sam fakt, że homoseksualizm jest grzechem i ten, kto żyje w tym grzechu, nie jest niewinny. Zdarzenie to jest jedną z konsekwencji buntu przeciw Bogu i życia w grzechu. Jest to rata strasznego rachunku dla "cywilizacji zachodu", która jest obecnie "zepsuta do szpiku kości". Miliony ludzi słuchają diabła i żyją w sposób plugawy i rozpustny, więc czemuż się dziwić, że diabeł robi co chce, przychodzi i zabija? Diabeł, który jest kłamcą i mordercą, jest przywódcą tego buntu przeciwko Bogu, bezbożnego "stylowi życia", więc nie można się dziwić temu, że dzieją się straszne rzeczy, skoro ludzie sobie obrali takiego pana. Możemy płakać nad tym, co się stało w Orlando, ale te łzy nie zmienią nic - zmianę mogą przynieść tylko te łzy, które wylejemy przed Pańskim Krzyżem z powodu własnych grzechów.

niedziela, 12 czerwca 2016

Bóg naszym ojcem

"Ojcze nasz, któryś jest w niebie..." (Ewangelia Mateusza 6, 9)
Chrześcijaństwo to nie system wierzeń, jak inne religie. Chrześcijaństwo to nie sam kult, ani wypełnianie nakazów i zakazów, jak w innych religiach. Chrześcijaństwo to nie wiedza z zakresu religii, ani też nie dobra znajomość Biblii. Chrześcijaństwo to dziecięctwo boże. To miłość, zaufanie, wpatrzenie się w Boga, uznanie Jego autorytetu i uczenie się od Niego. To wtulenie się w ojcowskie, obejmujące nas z czułością ramiona Boga. Poprzez wiarę stajemy się dziećmi Boga, wchodzimy do Bożej rodziny. Bóg jest naszym ojcem znacznie bardziej, niż nasi ziemscy tatusiowie i choć rodzice z natury kochają swe dzieci, to Bóg kocha bardziej - i tak samo, choć dzieci z natury kochają swoich rodziców, to w pierwszym rzędzie i najbardziej winniśmy miłować Boga. Czasem nazywamy się "sługami Boga", ale to dlatego, że być chrześcijaninem, to znaczy być posłusznym dzieckiem, które miłuje Ojca i pełni jego wolę, bez względu na to, co ludzie powiedzą i czego trzeba będzie doświadczyć.



Mądrość

"Początek mądrości jest taki: nabywaj mądrości, i za wszystko, co masz, nabywaj rozumu!" (Księga Przysłów 4, 7), "Początkiem mądrości jest bojaźń Pana, a poznanie Świętego - to rozum..." (Księga Przysłów 9, 10)
Tylko głupiec uważa, że jest już tak mądry, że niczego nie musi się uczyć. Tylko głupiec uważa, że jest już tak mądry, że Bóg i wiara nie są mu do niczego potrzebne, że jest zbyt mądry, by wierzyć w Boga i czerpać ze Słowa Bożego. Kark głupca sztywnieje tak, że za głupotę uważa wszystko, co nie zgadza się z jego "mądrością", z jego stopniem poznania i przekonaniami. Głupota niemal zawsze łączy się z pychą i wyniosłością, często z kłótliwością, a czasem też z agresją.

Człowiek mądry ma pokorne serce i wie, że jego wiedza jest tylko częściowa. Gotów jest całe życie poświęcić dążeniu do mądrości, by przybliżyć się do poznania prawdy. Jest gotów słuchać i ugiąć się przed mądrością. A początkiem drogi prawdziwej mądrości jest zwrócenie się do Tego, który sam jest Mądrością i który wszelkiej mądrości udziela tym, którzy w pokorze do niego przychodzą. W serce pokornego ucznia Bóg wlewa mądrość, której bez wiary nie osiągną najwięksi geniusze i profesorowie. On prostych rybaków - ludzi, którzy nie ukończyli żadnych znakomitych szkół, a jedynie poszli za Chrystusem - uczynił mędrcami i nauczycielami, którzy zadziwiali mędrców i których głos nie przebrzmiał po dziś dzień, gdy nikt już nie pamięta o tysiącach tych, którzy próbowali być "mądrymi" bez Boga. Bo przy braku formalnego wykształcenia obdarzeni oni zostali prawdziwą mądrością, która jest ponad szczytami wiedzy i mądrości, które człowiek jest w stanie osiągnąć dzięki własnym możliwościom. "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Ewangelia Mateusza 11, 25 - tłum. "Biblia Tysiąclecia").

sobota, 11 czerwca 2016

Walka o wolność

"Pamiętaj o dniu sabatu, aby go święcić. Sześć dni będziesz pracował i wykonywał wszelką swoją pracę, ale siódmego dnia jest sabat Pana, Boga twego: Nie będziesz wykonywał żadnej pracy ani ty, ani twój syn, ani twoja córka, ani twój sługa, ani twoja służebnica, ani twoje bydło, ani obcy przybysz, który mieszka w twoich bramach. Gdyż w sześciu dniach uczynił Pan niebo i ziemię, morze i wszystko, co w nich jest, a siódmego dnia odpoczął. Dlatego Pan pobłogosławił dzień sabatu i poświęcił go" (2. Księga Mojżeszowa 20, 8 - 11)
Od samego początku "przygody" ludzi z Bogiem, Bóg dla swego ludu ustanowił zasady życia i postępowania. Tych zasad, które nazywamy "przykazaniami" jest bardzo wiele - Tora zawiera ich w sumie aż 613. Dekalog to w pewnym sensie streszczenie, ogólny zarys tych boskich wytycznych. W ciągu tysiącleci część przykazań utraciła swą moc i znaczenie. Jednak główne zapisy prawa Bożego pozostają w mocy, wśród nich zaś ten, który nakazuje, by jeden dzień w tygodniu był oddany Bogu. Aż do początków "naszej ery" była to sobota, jednak pierwsi chrześcijanie się pod tym względem podzielili - część, zwłaszcza ci pochodzenia żydowskiego, pozostała przy sobocie, lecz wielu przyjęło zwyczaj gromadzenia się na modlitwy w niedzielę, by uczcić zmartwychwstanie Pana. Dyskusje o tym, czy było to słuszne, wloką się już 20 wieków i z pewnością nie ustaną aż do powrotu Pana. Nie musimy się zgadzać w tej kwestii, lecz ważne, by pomimo niezgody trwać w jedności chrześcijańskiej. Osobiście najchętniej połączyłbym oba te dni w czas szczególnej modlitwy i uwielbienia i mam nadzieję, że kiedyś będę mógł sobie na to pozwolić. W każdym bądź razie czy to sobotę, czy też niedzielę mamy oddawać Panu.


Pewien mój znajomy napisał dzisiaj na jednym z serwisów społecznościowych: "Czytam posty i tak się zastanawiam, czy miło byłoby księżom, aby zakazać im odprawiać msze w niedzielę... No bo jak mówią ludzie chcący ograniczyć demokratyczne prawo wyboru czy chcę iść do marketu w niedzielę czy nie to dlaczego nie zabronić organizować imprez masowych w kościele... Tak poza tym to się w ogóle dziwię jak można spotykać się w kościele omijając prawo związane z organizacją imprez masowych..." To nie jest wcale odosobniony głos, bo bardzo często czytam / słyszę: "My mamy prawo do zakupów w niedzielę", "Nie mam kiedy zrobić zakupów, więc sklepy w niedzielę muszą być czynne", itp. O problemie tym pisałem już szerzej w grudniu ub.r. w artykule "Niedziela niech będzie dla nas". Z moich obserwacji wynika, że niedzielnego handlu i "prawa do zakupów" bronią głównie ci, którzy... w niedzielę nie muszą pracować.

Od długiego czasu jestem na bezrobociu i moja sytuacja życiowa jest dość trudna. Na dziesiątki i setki rozprowadzonych "CV-ek" nie ma żadnej odpowiedzi. Oczywiście szukam pracy m.in. w sklepach. Niemal każda z rozmów o pracy w sklepie zawiera w sobie taki mniej więcej fragment:
- Jest pan świadomy tego, że praca jest także w weekendy?
- Tak, jestem świadomy, ale proszę mi powiedzieć, jak to konkretnie wygląda?

- Normalnie, od 8.00 do 20.00
- Ale zmianowo?
- Nie, jest jedna zmiana.
- Ale wówczas jest albo praca w sobotę albo w niedzielę?
- Nie. I w sobotę i w niedzielę. Dwa weekendy w pracy i potem dwa wolne.
- Proszę pani / pana. Jestem człowiekiem wierzącym. Ja mogę pracować w weekendy, ale ja mam potrzebę, by móc uczęszczać regularnie do Kościoła.
- W takim razie przykro mi bardzo, nic się nie da zrobić.
Konstytucja RP gwarantuje wolność religijną - swobodę nie tylko wiary, ale też praktyk religijnych! Tymczasem od ćwierć wieku te prawa są deptane - nie tylko w branży handlowej, ale w niej najbardziej bezwzględnie. Nawet ci, którzy mają własne sklepy, a przenoszą się do galerii handlowych, bo tam przenoszą się klienci, zmuszani są przez firmy wynajmujące im miejsce do pracy w niedzielę! W umowach są bowiem zapisy, że sklepy muszą być otwarte, gdy otwarta jest cała galeria. Tym samym ktoś, kto żyje według zasad chrześcijańskich, nie może nawet otworzyć tam własnego sklepu. To skłania do zastanowienia: czy przypadkiem system ten nie jest dziełem diabelskim?

Ogromne sklepy ogromnych sieci handlowych coraz częściej porównywane są do... obozów pracy. Wymuszanie pracy w weekendy to tylko jeden z wielu problemów. Inny problem: przychodzisz do pracy nie na 8 godzin, lecz na 12 lub 14. A odpoczynek? A porządny posiłek (obiad)? A rodzina? W dodatku jeśli trzeba zrobić inwentaryzację, pracownicy zostają jeszcze na noc! Zdarza się, że jest to aż 20 godzin pracy! "Ludzie powinni się cieszyć, że mają pracę i mogą zarobić na utrzymanie" - słyszę. OK, ale czy ktokolwiek z tak chwalących sobie zakupy w wielkich "marketach" i "niedzielny handel" zapytał kiedykolwiek pracowników sklepu o to, na jakich zasadach są zatrudnieni i ile zarabiają? Nie. Otóż bardzo wielu z nich... wcale nie jest pracownikami owych wielkich sieci handlowych, lecz agencji pracy, z płacą rzędu 6 - 8 zł za godzinę! Równocześnie te ogromne firmy mają wielkie przywileje podatkowe, wyciskają pieniądze także od lokalnych producentów, mają miliony klientów, wyniszczają lokalny handel i ostatecznie wyprowadzają z kraju niewyobrażalne sumy pieniędzy.
 
Pewnie, że to wygodnie móc robić zakupy, kiedy ma się czas i ochotę. Ale jaki jest prawdziwy koszt tej wygody? Ludzie, którzy do niedzielnego handlu przywykli, projekt, by go radykalnie ograniczyć traktują jak zamach na wolność osobistą, nie widząc, że sami są potwornie zniewoleni przez konsumpcjonizm, za czym kryją się nawet i demony! Są nastawieni egoistycznie: ja i moje prawa. Nie liczą się zupełnie z tymi ludźmi, którzy są zmuszani do pracy w niedzielę... Gdzie prawa pracowników handlu? Ci, którzy krzyczą, że chcą w niedzielę kupować, tak naprawdę... depczą prawa tych, którzy w sklepach pracują, depczą po ich rodzinach i ich wierze. 

Radykalne ograniczenie handlu w niedzielę to nie jest opcja, lecz konieczność! I wcale nie z przyczyn religijnych, lecz społecznych - jest to wyraz troski o rodzinę, a także zabezpieczenie fundamentalnych praw obywatelskich do wiary i jej praktykowania. Walka o zamknięcie wielkich sklepów w jeden dzień w tygodniu jest tak naprawdę walką o wolność i godność ludzką. To walka z diabłem i jego systemem wyzysku i uzależnień.

wtorek, 7 czerwca 2016

Komu jest potrzebny pomnik?

"A gdy lud widział, że Mojżesz opóźniał zejście z góry, zgromadził się wokół Aarona i rzekli do niego: Nuże, uczyń nam bogów, którzy pójdą przed nami, nie wiemy bowiem, co się stało z owym Mojżeszem, mężem, który nas wyprowadził z ziemi egipskiej. Odpowiedział im Aaron: Zdejmijcie złote kolczyki, które mają w uszach wasze żony, wasi synowie i wasze córki, i przynieście do mnie. I pozdejmował cały lud złote kolczyki, które mieli w uszach swoich, i przynieśli je do Aarona. I przyjął je z ich rąk, i ulał z tego w formie z gliny posąg cielca. Wtedy oni rzekli: To są bogowie twoi, Izraelu, którzy cię wyprowadzili z ziemi egipskiej. Zobaczywszy to, zbudował Aaron ołtarz przed nim i kazał obwołać: Jutro będzie święto Pana. I wstawszy nazajutrz wcześnie rano, złożyli ofiary całopalne i przynieśli ofiary pojednania; i usiadł lud, aby jeść i pić. Potem wstali, aby się bawić. (...) Następnego dnia rzekł Mojżesz do ludu: Popełniliście ciężki grzech, lecz teraz wstąpię ponownie do Pana, może zdołam przebłagać go za wasz grzech" (2. Księga Mojżeszowa 32, 1 - 6 i 30)

O tej sprawie ostatnio jest bardzo głośno w naszym kraju. Z przykrością stwierdzam, że lokalni wierni i kapłani Kościoła katolickiego, z arcybiskupem (który dokonał poświęcenia) włącznie, postępują tak, jakby byli ponad prawem. Niestety także przedstawiciele najwyższych władz państwowych także akceptują takie działania. Polecono wojsku figurę przewieźć z Krakowa do Poznania i ją ustawić, a policji by konwój eskortowała. W dodatku na uroczystość poświęcenia przybył sam minister obrony. Albo jest jedno prawo, któremu podlegają wszyscy, albo wszystkim należy powiedzieć: róbcie, jak sami uważacie. Albo każdy obywatel i każda instytucja podlega prawu, albo żadnego obywatela i żadnej instytucji nie wolno zmuszać, by przestrzegali prawa. To, co się stało jest sygnałem od Kościoła katolickiego i Rządu RP: możesz ignorować prawo, o ile... działasz w obrębie Kościoła katolickiego. Takie postępowanie jest skandaliczne i wysoce gorszące!

Uważam, że bardzo istotnym pytaniem, jaki należy sobie postawić, jest: czy Jezus pragnie, by wznoszono mu pomniki? Gdy czytam Ewangelie, widzę często Jezusa, który unika ziemskiej formy wywyższenia i hołdów. Wręcz ucieka przed ludźmi, którzy chcą to czynić. Jedyne wywyższenie, jakiemu się poddał, było wywyższenie na krzyżu, dla naszego zbawienia. Jedynego wywyższenia, jakiego oczekuje od nas, to uznanie Go Panem i wywyższenie we własnym sercu i życiu! Żadna inna forma Chrystusa nie interesuje i żadnej innej formie nie błogosławi. Skąd to wiem? Z jednej strony z przykazanie: "Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył..." (2. Księga Mojżeszowa 20, 4 - 5) i napomnienie pańskie: "Pilnie się wystrzegajcie - skoroście nie widzieli żadnej postaci w dniu, w którym mówił do was Pan spośród ognia na Horebie - abyście nie postąpili niegodziwie i nie uczynili sobie rzeźby przedstawiającej podobiznę mężczyzny lub kobiety..." (5. Księga Mojżeszowa 4, 15 - 16 - tłum. "Biblia Tysiąclecia"); z drugiej strony natomiast słowa Jezusa: "Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. (...) Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie" (Ewangelia Jana 4, 21 - 24).

Jan z Damaszku, mnich żyjący w VII / VIII wieku, czczony przez Kościoły wschodnie i Kościół katolicki jako święty, napisał: "Ikona jest widzialnością niewidzialnego i nie mającego obrazu, ale przedstawionego w sposób cielesny ze względu na naszą słabość naszego rozumienia". Tymi słowami próbował ukazać sens tworzenia ikon - i nie chodzi tylko o obrazy, ale też rzeźby. Zupełnie nieświadomie obnażył przy tym płycinę wiary tych, którzy wizerunków potrzebują, którzy są zbyt oddaleni od Boga, nie żyją z Bogiem, nie stali się "czcicielami w Duchu i prawdzie" i potrzebują... substytutu swojego bóstwa. Uważam, że o figury i inne wizerunki walczą ludzie, którym tak naprawdę... brak wiary, dla których Bóg jest odległy i w gruncie rzeczy tak niepojęty, że obcy; i czują się oni zagubieni jak Izraelici bez Mojżesza. 

Doceniam wiarę i duchowe zaangażowanie wielu katolików, ale tym bardziej pytam: po co wam namiastki Świętego Boga? Jeśli znacie drogę na głębię wiary, to czemu trzymacie się płycizn? A może raczej: kto was na nich trzyma i mówi wam, że ważne jest nie wypuścić się poza to? Tylko ten, kto nie umie pływać, zostaje przy brzegu - człowiek wiary wypływa na głębię, bo zna swojego Pana i nie musi się kłaniać karykaturom boga, przedmiotom z metalu, drewna lub gipsu!

Z ręki do ręki

"Nie przyjmuj łapówek, gdyż łapówki zaślepiają nawet naocznych świadków i fałszują słuszną sprawę" (2. Księga Mojżeszowa 23, 8), "Nie będziesz naginał prawa, nie będziesz stronniczy, nie będziesz brał łapówki, gdyż łapówka zaślepia oczy mądrych i zniekształca sprawy tych, którzy mają słuszność" (5. Księga Mojżeszowa 16, 19) "Bezbożny przyjmuje łapówki ukradkiem, aby wykrzywiać ścieżki prawa" (Księga Przysłow 17, 23) "Bo wiem, że liczne są wasze zbrodnie i wielkie wasze grzechy. Gnębicie niewinnego, bierzecie łapówki, a prawo ubogich obalacie w bramie" (Amosa 5, 12)
Wydawać by się mogło, że łapówkarstwo to problem naszych czasów. Nieustannie słyszymy o "biorących" urzędnikach, policjantach, nauczycielach, lekarzach. Właściwie nie ma takiej dziedziny życia, gdzie nie przechodziłyby "nieoficjalnie", "z ręki do ręki", mniejsze, większe lub ogromne sumy pieniędzy. Jesteśmy krajem, gdzie stopień skorumpowania jest, jak się zdaje, stosunkowo niewielki - zwłaszcza, jeśli porównamy się z naszymi wschodnimi sąsiadami, gdzie skala wymuszania łapówek jest wprost niewyobrażalna. To problem z pewnością dokładnie tak stary, jak pieniądz, czy nawet wykorzystywanie szlachetnych kruszców. Pieniądz nie od początku był na tym świecie, ale gdy się pojawił, trafił na "żyzny grunt" ludzkiej chciwości. Ona istniała niewątpliwie już wcześniej, ale dopiero wymyślenie obrotu kruszcami i wynalezienie pieniądza otworzyło możliwość prawdziwego bogacenia się, gromadzenia bogactw.

"Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest miłość pieniędzy; niektórzy, ulegając jej, zboczyli z drogi wiary i uwikłali się sami w przeróżne cierpienia" (List do Tymoteusza 6, 10). Bóg nie jest przeciwnikiem pieniędzy, ani bogactwa. Ubóstwo nie jest żadną wielką cnotą i wyrazem pobożności. Bóg nie potępia nikogo za to, że zarabia, że ma "żyłkę do interesu" czy nawet ambicję pomnażania majątku. Rzecz w tym, byśmy czynili to według jego zasad. Bóg obdarza bogactwem, to on nas uzdalnia do bogacenia się i on nam wszystko daje. Zrozummy: nim cokolwiek osiągamy, nim cokolwiek pozyskamy - Bóg to ma dla nas. Natomiast Bóg zawsze mówi, że pieniądze nie mogą być dla nas najważniejsze - nie mogą być naszym celem i... bogiem. Tan, kto bogaci się własnymi sposobami, nie zważając na Boga i to, co On mówi, jest... rabusiem. Bóg mówi nam, byśmy każdy pieniądz zarabiali uczciwie. Lichwa, zawyżanie cen, zaniżanie wynagrodzeń, łapówki - wszystko to Słowo Boże określa jako grzech, a każdy, kto tak czyni, nie jest miły Bogu (choć miłość Boga i jego ogarnia).

Trudno wyobrazić sobie życie bez pieniędzy, bo jest to świetne narzędzie, które ułatwia codzienne funkcjonowanie - i tylko narzędziem pieniądz musi pozostać. Nie może być ważniejszy nie tylko od Boga, lecz także od drugiego człowieka, ani też społecznego dobra. Ten, dla którego pieniądz jest ważniejszy niż inny człowiek i dobro ludzi, ten w rzeczywistości jest... złoczyńcą i szkodnikiem. Bóg oczekuje, byśmy całe swoje życie ukierunkowali na czynienie dobra, na służbę Jemu, jako naszemu Panu i ludziom. Ale nawet w dobrym celu nie wolno nam się posługiwać pieniędzmi jako sposobem załatwiania spraw - ani dawać, ani też przyjmować. Nawet jeśli za pomocą łapówki załatwiamy coś pożytecznego, to plugawimy tym dobrą sprawę przed ludźmi i Bogiem! "Bądźcie wy tedy doskonali, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest" (Ewangelia Mateusza 5, 48).

Muszę się do czegoś teraz przyznać. Zdarzyło mi się w życiu przyjąć "nieformalne wynagrodzenie" za wykonanie pracy. Tą pracę wykonałem należycie i być może wynikło z niej jakieś dobro, trudno powiedzieć. Opisałem wówczas postawienie pewnego niewielkiego pomnika i za to opisanie otrzymałem od fundatora tego dziełka 400 zł "za fatygę". Oczywiście pobudziło mnie to do "odpowiedniej wdzięczności" i "właściwego podkreślenia" w artykule osoby fundatora i jego firmy. Wiecie, czułem się z tym wówczas bardzo dobrze - bo miło jest mieć pieniądze i móc sobie pozwolić na zainwestowanie ich w jakieś mniejsze czy większe przyjemności. Pamiętam, że kupiłem sobie wówczas wypasionego "walkmena" z "nieco wyższej półki". Służył mi on dobrze przez jakiś czas, a gdy się popsuł nie było już sensu naprawiać, bo i tak już większość muzyki miałem na CD, więc potrzeba było innego sprzętu. Wiecie, odkąd zacząłem poznawać bliżej Boga i Słowo Boże, te niezasłużenie otrzymane pieniądze zawstydzają mnie i są przyczyną zniesmaczenia. I te 3 - 4 lata chodzenia z fajnym "walkmenem" nie są żadną osłodą, w najmniejszym stopniu nie wyrównują "dziur w sumieniu". Ale dzięki temu mogę dziś mówić: można się w taki sposób wzbogacić, ale... nie warto!

Zagubieni, zaślepieni...

"Albowiem gniew Boży z nieba objawia się przeciwko wszelkiej bezbożności i nieprawości ludzi, którzy przez nieprawość tłumią prawdę. Ponieważ to, co o Bogu wiedzieć można, jest dla nich jawne, gdyż Bóg im to objawił. Bo niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak iż nic nie mają na swoją obronę, dlatego że poznawszy Boga, nie uwielbili go jako Boga i nie złożyli mu dziękczynienia, lecz znikczemnieli w myślach swoich, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności. Mienili się mądrymi, a stali się głupi" (List do Rzymian 1, 18 - 22)
Dotarła dziś do mnie, poprzez "media społecznościowe", taka oto grafika. Jej autor mówi nam: "Ty nie wierzysz w to, co ludzie sprzed 2000 lat mówią o tym, co stało się 2000 lat temu, ale wierzysz w to, co ktoś z 2015 roku powiedział o tym, co stało się 4 miliardy lat temu?"

O tak! To jest wielkim absurdem naszych czasów. Bardzo często spotykam ludzi, którzy śmieją się, gdy mówi się o Bogu, który, przybrawszy postać człowieka, żył pośród nas, za nas umarł i zmartwychwstał. Relacje naocz- nych świadków (!) nazywają "mitami" i "bujdami". Równocześnie zaś ślepo wierzą w z "big bang" gdzieś u zarania dziejów świata, w samoistne uformowanie się gwiazd i planet oraz w samoistne przekształcenie się materii nieożywionej w ożywioną, w nieskończony ciąg zadziwiających "przypadków" (ewolucję) prowadzących do pojawienia się życia na świecie, w tym także człowieka. A przecież te przekonania, które nazywa się "naukowymi" oparte są głównie na pewnej filozofii i przypuszczeniach! Bo nikt z nas, ludzi przy tym nie był. Jeden jest tylko taki, który był przy powstawaniu świata i przemawia do nas jako ten, który WIE. Ba! On sam go stworzył! To Bóg. Ale z niego głupcy się śmieją! Bo na oczach wielu jest jakby łuska, przez co wierzą w baśnie i pokrętne domysły, a nie widzą prawdy.