czwartek, 12 maja 2016

Służba życiu na 100%

„Nie morduj” (Księga Wyjścia 20, 13 – tłum. Tora Pardes Lauder) „Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełnicie zakon Chrystusowy” (List do Galatów 6, 2)
Będąc niedawno w Toruniu, napotkałem działaczy
Fundacji PRO, których zaangażowanie szczerze podziwiam.
Zbierali podpisy w obronie życia - nie odmówiłem swojego.
Uważam bowiem, że obecnie prawo nie chroni dzieci
w należytym stopniu
Regularny powrót tematu aborcji jest praktycznie tak samo pewny, jak fakt, że każdy z nas kiedyś umrze (o ile Pan nie powróci wcześniej). To, że temat aborcji wróci, gdy PiS wygra wybory, było wiadome. Także i to, że trzeba się liczyć ze zmianami w prawie, bo środowiska „pro-life” zyskały obecnie ogromną siłę, gdyż środowisko PiS jest konserwatywne i przywiązane do tradycyjnych wartości i norm moralnych (i to bardzo doceniam!). Nie mam ani cienia wątpliwości, że zmiany w prawie zostaną wprowadzone. Środowiska liberalne i lewicowe mogą się oburzać, demonstrować i krzyczeć – demokracja daje im do tego pełne prawo, które trzeba szanować – ale są na przegranej pozycji i lepiej dla nich, by nie łudzili się, że mogą wygrać. Nie mogą!

Obowiązujące dotąd prawo jest bardzo liberalne i kompromisowe. Ale im nie zależy na tym, aby ten kompromis zachować, lecz... domagają się prawa do aborcji na życzenie. Tymczasem już obecnie funkcjonujące prawo jest zbyt liberalne i nieludzkie, bowiem pozwala zabijać dzieci nie tylko w sytuacji ciężkiego uszkodzenia „płodu” (bardzo nie lubię tego słowa!), czy zagrożenia życia matki, lecz także w przypadku, gdy jest podejrzenie, że dziecko może być chore, niepełnosprawne. Na USG coś „wygląda nie tak” i już pojawia się „wyjście z kłopotu”: aborcja. Ba! Kobiety coraz częściej namawiane są przez „lekarzy” do tego rozwiązania. Znam historie kobiet, które przeszły piekło w szpitalu, broniąc się przed agresywną proaborcyjną agitacją. Komu i dlaczego aż tak na tym zależy, by „pozbyły się problemu”? Nie chcę oskarżać wszystkich lekarzy, którzy w działalności aborcyjnej uczestniczą, bo może rzeczywiście wierzą, że to, co robią jest dobre i słuszne i służą ludziom, ale musimy być świadomi, że aborcja to nie tylko „zabiegi” - „tajemnicą polyszynela” jest fakt, że jest to ogromny biznes, kierowany przez wielkie instytucje i holdingi. Gdy kobieta decyduje się na aborcję, oni zarabiają – a oni bardzo chcą zarabiać, i to jak najwięcej. To działa podobnie, jak w każdym wielkim biznesie naszych czasów – wielkie koncerny wcale nie próbują zaspokajać potrzeb ludzi, ale je tworzyć, przekonując, że oni dają nam to, co jest nam potrzebne i dobre. A my się dajemy im na to nabrać i często zapominamy, że potrafiliśmy bez tego żyć i być szczęśliwi. Biznes aborcyjny czyni tak samo! Oni mówią: wasze życie powinno być łatwiejsze i przyjemniejsze, a my pomożemy wam pozbyć się waszego kłopotu. Żaden wielki koncern nigdy nie powie: chcemy waszych pieniędzy, a reszta nas nie obchodzi. Koncernom produkującym żywność i napoje nie zależy na naszym zdrowiu. Co gorsza: instytucjom medycznym i firmom farmaceutycznym również nie, bo oni nie zarabiają, gdy człowiek jest zdrowy. I coraz więcej ludzi to dostrzega. Naiwny jest ten, kto sądzi, że w aborcji chodzi o życie i dobro kobiet! Gdy słyszę o „dobrodziejstwie aborcji” i „prawie kobiet do ich brzucha”, jestem świadomy, że nie jest to nic innego jak sprytny marketing, sterowany przez światową elitę specjalistów od socjotechniki / psychomanipulacji. Jako chrześcijanin i zdeklarowany „pro-lifer” nie jestem przeciwnikiem tych, którzy walczą o prawo do aborcji, o liberalizację przepisów – ja chcę tylko powiedzieć: jesteście oszukiwani i wykorzystywani! I to nie jest obelga czy pogarda – bo widzę w ludziach o poglądach "pro-choice", ofiary bezwzględnego, diabelskiego systemu. Ofiary  - a więc ludzi, którzy potrzebują nie  tylko zrozumienia, ale miłości i pomocy, a to wyklucza pogardę czy traktowanie tych ludzi jako przeciwników. Nie ma też  mowy o poczuciu wyższości, bo sam nie jestem 100% odporny na psychomanipulację i nie wątpię, że każdego dnia wpadam w różne pułapki.

Niemal zawsze, gdy jest mowa o aborcji jako o „prawie wyboru”, ja przypominam jedno słowo: ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Nie traktuję kobiet jako istot upośledzonych, u których inteligencja nie rozwinęła się i zakładam, że mają one „pewną wiedzę” z zakresu „skąd się biorą dzieci” i są świadome tego, że seks służy prokreacji. Oczywiście każda kobieta ma prawo wyboru – dokonuje go (zasadniczo) w momencie, gdy decyduje się na współżycie. Gdy decyzja jest już podjęta, trzeba pogodzić się z jej skutkami. Myślę, że każdy mniej więcej rozgarnięty człowiek wie także i to, że dziecko (skutek podjętej decyzji o współżyciu) wcale nie musi być zdrowe i sprawne. ODPOWIEDZIALNOŚĆ to także gotowość przyjęcia je takim, jakim będzie. Bo dziecko to jest KTOŚ, a nie coś – nie można go zwrócić do „dystrybutora” jak wadliwy telewizor czy komputer. ODPOWIEDZIALNOŚĆ to także gotowość do miłości – do kochania dziecka takim, jakim będzie. Gdy zapada decyzja o współżyciu, musi ona łączyć się ze świadomością: być może będę już nie tylko ja. Jeśli ktoś traktuje seks jako rozrywkę a dziecko jako „przykrą wpadkę”, to jest to przejaw nieodpowiedzialności i niedojrzałości. Jednym z największych problemów naszych czasów jest znaczna ilość pełnoletnich, a przy tym niedojrzałych, ludzi, którzy chcą seksu jako rozrywki, bez tego, czemu seks służy! To jest TRAGEDIA!

Jednocześnie uważam, że nie wystarcza dobre prawo, które
pomoże chronić życie nienarodzonych - ważniejsze jest
dobro, które mamy świadczyć bliźnim, w tym także kobietom
będącym w trudnej sytuacji życiowej
Z drugiej strony z pewnością nie można wszystkich kobiet, które dokonały aborcji lub o niej myślą „wrzucać do jednego worka”. Obok tych zwyczajnie niedojrzałych i bezmyślnych, jest też wiele takich, dla których sytuacja, w jakiej się znalazły, to tragedia. Czasem są to ofiary gwałtów. Czasem dziewczyny, których „wpadka” sprawiła, że „świat cały wali im się na głowę” - rodzina się odwraca, „tatuś” znika, nie ma dachu nad głową ani za co żyć, etc. Czasem też z pewnością strach i bezsilność: „jak ja mam sobie poradzić z chorym dzieckiem?” Myśl o aborcji może się brać nie z nieodpowiedzialności, ale z bólu i desperacji. Aborcja zawsze jest czynem złym, jest okrucieństwem – jednak zawsze trzeba się przyjrzeć przyczynom takiego zabójstwa. Zwykle aborcję nazywam po prostu grzechem, ale to nie znaczy, że wina zawsze jest taka sama. Gdy człowiek, który zabił innego człowieka, staje przed sądem, ten zawsze bada przyczyny, m.in. czy sprawca był / jest „poczytalny”, czyli „w pełni władz umysłowych” - od tego zależy wymiar kary, lub zgoła uznanie winy.   Zadaniem sądu jest ocena zajścia i wymierzenia jak najbardziej sprawiedliwej kary. Jeśli sądy ludzkie potrafią rozeznać pomiędzy zbrodnią (dokonaną świadomie), a tragedią (złym czynem dokonanym w stanie niepoczytalności), to... czyż Bóg nie jest w tym o wiele bardziej doskonały? Jestem daleki od tego, by potępić „z automatu” każdą kobietę, która dokonała aborcji, bo nie znam jej życia i nie mam wejrzenia w to, co przeżyła i co ją do tego pchnęło, że zdecydowała się zabić. Te, które czynią to rozmyślnie – bo nie chcą być matkami, bo tak wygodniej, bo praca i kariera, bo dziecko to „niewygoda”, bo „co innego zdrowe dziecko, a co innego chore” - stają się morderczyniami; te zaś, które pcha do tego ból i rozpacz, nie zaciągają aż tak wielkiej winy, bo trauma i rozpacz w znaczym stopniu ograniczają poczytalność człowieka. Celem ludzkich, ułomnych sądów jest tylko sprawiedliwość, u Boga zaś – w doskonałym trybunale – jest sprawiedliwość i miłosierdzie, połączone z doskonałym rozeznaniem.

Uważam, że dalsze ograniczenie prawne dokonywania aborcji to słuszna decyzja, ale... jest jeszcze różnica pomiędzy „słuszną” a „dobrą”. Ustanowienie prawa to jest jakby jeden krok ku dobru, wykonany jedną nogą. Niech "mur zakazu" stanie przed głupcami i egoistami. Ale aby narawdę posunąć się ku dobru, aby maksymalne ograniczenie aborcji uczynić dobrym, potrzeba jeszcze wykonania drugiego kroku drugą nogą. Bo nie wystarczy wprowadzić zmiany w prawie, lecz znacznie istotniejsze i trudniejsze zmiany – zmiany w nas samych, głębokie zmiany w społeczeństwie.  „Nie morduj” musi być łączone z „jedni drugich brzemiona noście”! Bycie „pro-life” nie może się ograniczać do ustanowienia radykalnego prawa, ale musi być też radykalnym wyjściem naprzeciw drugiemu człowiekowi. Wiele kobiet nie może słyszeć samego tylko: „nie wolno ci zabijać!”, ale potrzebuje usłyszeć: „nie jesteś sama, możesz na mnie / nas liczyć!” Jeśli ustanowimy prawo i nie uczynimy nic więcej, to faktycznie może być ono okrutne!

Nie wolno nam myśleć, że samo ustanowienie nowego prawa zadowoli Boga i nie wolno nam poczuć się usatysfakcjonowanymi i myśleć: „zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy”. Prawdziwa postawa „pro-life” to nie transparenty, podpisy i projekty ustaw, lecz mocne uchwycenie dłoni kobiet, które czują się słabe i złamane, które stają - czasem w bólu i strachu - przed dramatyczną decyzją. "Pro-life" nie może być tylko bronieniem dzieci nienarodzonych, lecz także troską o nie już po narodzeniu. Pięknie, jeśli obronimy dziecko z zespołem downa lub poczęte w wyniku gwałtu. Ale wracamy do słowa: ODPOWIEDZIALNOŚĆ! Bo nie wolno nam później zostawić tej kobiety i jej dziecka samych z ich problemami! Jeśli jesteśmy obojętni na to, czego one doświadczają i jeśli nie otrzymują od nas nic, poza „nie zabijaj”, to nie jest to żadne „pro-life”! Gdzie jakieś dobro? Myślę, że żadna ustawa nie ma szansy być równie skuteczna w ograniczeniu liczby aborcji, jak miłość i troska, realna obecność przy tych, które potrzebują pomocy. Jeśli pozostajemy obojętni i odwracamy się, stajemy się współodpowiedzialnymi za śmierć nienarodzonych, współpracownikami diabła. Nasza służba życiu, obrona życia i godności człowieka, musi być na 100%!

Bogu nie zależy na prawie, ale na tym, byśmy kierowali się w swoim życiu miłością – do Boga i Bożych norm życia (a więc: wszystkiego, co jest prawdą i co jest autentycznie dobre i piękne) a także do drugiego człowieka. Jeśli będziemy tylko stanowić restrykcyjne prawa i wymagać ścisłego jego przestrzegania, będziemy niczym dawni... faryzeusze, którzy innym dyktowali, jak żyć i wypełniać religijne powinności, o których Jezus powiedział: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że dajecie dziesięcinę z mięty i z kopru, i z kminku, a zaniedbaliście tego, co ważniejsze w zakonie: sprawiedliwości, miłosierdzia i wierności; te rzeczy należało czynić, a tamtych nie zaniedbywać. (...) Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że podobni jesteście do grobów pobielanych, które na zewnątrz wyglądają pięknie, ale wewnątrz są pełne trupich kości i wszelakiej nieczystości. Tak i wy na zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, wewnątrz zaś jesteście pełni obłudy i bezprawia” (Ewangelia Mateusza 23, 23 i 27 - 28).

1 komentarz:

  1. witam,
    przeczytałam tekst Brata Marcina..Trudna sprawa,trudny temat,ale myślę,że..dobrze napisany..
    z jednej strony aborcje,z 2 brak pomocy dla nienarodzonych aniołków :(
    przepraszam za chaos,
    pozdrawiam..

    OdpowiedzUsuń