piątek, 20 maja 2016

Miłość w działaniu

"Pewien człowiek szedł z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców, którzy go obrabowali, poranili i odeszli, zostawiając go na pół umarłego. (...) Pewien Samarytanin zaś, podróżując tędy, podjechał do niego i ujrzawszy, ulitował się nad nim. I podszedłszy opatrzył rany jego, zalewając je oliwą i winem, po czym wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i opiekował się nim" (Ewangelia Łukasza 10, 30 i 33 - 34) "Wtedy powie król tym po swojej prawicy: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, odziedziczcie Królestwo, przygotowane dla was od założenia świata. Albowiem łaknąłem, a daliście mi jeść, pragnąłem, a daliście mi pić, byłem przychodniem, a przyjęliście mnie, byłem nagi, a przyodzialiście mnie, byłem chory, a odwiedzaliście mnie, byłem w więzieniu, a przychodziliście do mnie. Wtedy odpowiedzą mu sprawiedliwi tymi słowy: Panie! Kiedy widzieliśmy cię łaknącym, a nakarmiliśmy cię, albo pragnącym, a daliśmy ci pić? A kiedy widzieliśmy cię przychodniem i przyjęliśmy cię albo nagim i przyodzialiśmy cię? I kiedy widzieliśmy cię chorym albo w więzieniu, i przychodziliśmy do ciebie? A król, odpowiadając, powie im: Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście" (Ewangelia Mateusza 25, 34 - 40)
Przy okazji niedawnej dyskusji o pomyśle, by przywrócić krzyż na karetkach pogotowia, pewien człowiek napisał mniej więcej tak: "A co ma Kościół do służby zdrowia? Nie życzę sobie krzyży na karetkach i w szpitalach." Odpowiedziałem mu, że to ma Kościół / Kościoły do służby zdrowia, że to właśnie ludzie wierzący kładli podwaliny pod współczesną służbę zdrowia. Przyczynili się do jej rozwoju m.in. zakładając szpitale, tworząc organizacje i misje medyczne (włącznie z Międzynarodowym Czerwonym Krzyżem - będąc przed laty w Genewie miałem przywilej uczestnictwa w nabożeństwie w kaplicy, gdzie odbyło się zgromadzenie założycielskie MCK!), czy wreszcie prowadząc badania naukowe i wdrażając najnowsze osiągnięcia medycznej technologii. Wiele najstarszych, najlepszych i najbardziej znanych szpitali na całym świecie, jeśli przyjrzymy się ich historii, ma gdzieś na początku swego istnienia jakiś Kościół, katolicki zakon czy też jakiegoś chrześcijanina o samarytańskiej postawie. Także i dzisiaj to głównie chrześcijanie tworzą placówki medyczne w krajach słabo rozwiniętych.

Na powyższej ilustracji jest ukazany szpital w moim rodzinnym mieście - był to pierwszy szpital z prawdziwego zdarzenia w Gnieźnie; istnieje po dziś dzień i wciąż pełni swe funkcje. Został założony i był prowadzony przez Kościół luterański. W całej Polsce są zapewne dziesiątki lecznic, które od początku były tworzone pod znakiem krzyża Chrystusa Pana. Wiele zawdzięczamy w tym zakresie zwłaszcza katolickim zakonom. A dziś niektórzy mają czelność mówić, że Kościół (czy też Kościoły) mają się trzymać z dala od służby zdrowia! Jest to przejaw albo ignorancji, albo arogancji. Z jakiej racji mamy się, jako chrześcijanie, odsuwać od czegoś, co od początku chrześcijanie współtworzyli? 

Prawdziwe chrześcijaństwo zawsze łączyło się i zawsze musi się łączyć ze szczególną wrażliwością na drugiego człowieka i jego potrzeby - bowiem przykazaniem danym nam od Boga jest miłość. "Umiłowani, miłujmy się nawzajem, gdyż miłość jest z Boga, i każdy, kto miłuje, z Boga się narodził i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością. (...) Umiłowani, jeżeli Bóg nas tak umiłował, i myśmy powinni nawzajem się miłować. Boga nikt nigdy nie widział; jeżeli nawzajem się miłujemy, Bóg mieszka w nas i miłość jego doszła w nas do doskonałości. (...)  Miłujmy więc, gdyż On nas przedtem umiłował. Jeśli kto mówi: Miłuję Boga, a nienawidzi brata swego, kłamcą jest; albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. A to przykazanie mamy od niego, aby ten, kto miłuje Boga, miłował i brata swego" (1. List Jana 4, 7 - 21). Ten, kto miłuje ludzi i kierując się tą miłością służy im, ten podoba się Bogu. Pierwszym zadaniem chrześcijanina jest zawsze nauczanie Ewangelii. Jednak słowa to zbyt mało, bo cóż będzie znaczyło, gdy głodnemu będziemy mówić o krzyżu Chrystusa i zbawieniu, a nie damy mu wpierw chleba? Jakież znaczenie będzie miała mowa do chorego i poranionego o wspaniałościach nieba, jeśli nie zajmiemy się jego ranami? Słowami można przekazać wielką mądrość, ale tylko czynami można szerzyć miłość. 

Gdy Jezus chodził po ziemi, wiele godzin poświęcił nauczaniu, lecz nie była to jedyna jego służba na ziemi. Ewangelie zawierają wiele opisów, gdy dotykał się chorych - nie pielęgnował wprawdzie, lecz uzdrawiał, bo było to w jego mocy. W naszej mocy nie jest uzdrowienie, o to możemy tylko prosić Boga, ale jest w niej zdobywanie wiedzy medycznej i leczenie, zdobywanie wiedzy i umiejętności pielęgniarskich czy rehabilitacyjnych i pielęgnowanie. Drugie spostrzeżenie: Jezus nie ograniczał swej posługi tylko do tych, którzy szli za nim, jako jego uczniowie. Nie odmawiał swej łaski nawet tym, którzy wcale potem za nim nie poszli. Tak i chrześcijanie są powołani do tego, by służyć każdemu, kto potrzebuje pomocy - głosić Ewangelię, ale służyć też tym, którzy są na nią i na krzyż Chrystusa obojętni czy nawet niechętni. Czasem właśnie dzięki służbie chrześcijan, serca zatwardziałych grzeszników bywają skruszone. Stetoskop, skalpel i bandaż mogą być doskonałymi narzędziami w służbie Ewangelii. Nie są od niej ważniejsze, ale są cennym dodatkiem do nauki opartej na Słowie Bożym i zachęty, by zaufać Bogu, które zawsze mają wychodzić z naszych ust.

Na przestrzeni wieków chrześcijanie często szli tam, gdzie właśnie było najtrudniej - tam, gdzie były najgorsze warunki sanitarne, gdzie panowały najgorsze choroby, gdzie niosąc pomoc, sami ryzykowali własne zdrowie i życie. Czyniło to wielu protestantów, ale największy rozgłos zyskali katolicy i chociaż jestem krytycznie nastawiony do nauk i praktyk katolickich, to jednak wielkim szacunkiem darzę Matkę Teresę z Kalkuty, ojca Damiana de Veuster czy też naszego rodaka, ojca Mariana Żelazka (którego zresztą miałem okazję przed wielu laty poznać osobiście). Wielu, służąc innym, samym się zaraziło ich chorobami i pomarło - m.in o. de Veuster, który, służąc lata trędowatym na Moloka'i (Hawaje), sam uległ tej chorobie i na nią zmarł. "Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich" (Ewangelia Jana 15, 14). "Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem" (List do Filipian 1, 22). Głęboko wierzę w to, że naszym powołaniem jest być błogosławieństwem dla świata - poprzez nauczanie i służbę ludziom (jedno i drugie zawsze razem!) - bez względu na koszty. Nawet jeśli w zamian doświadczamy niewdzięczności - bo Bogu mamy służyć, a nie dla ludzkiej wdzięczności i własnej chwały.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz