sobota, 21 maja 2016

Bariera do przełamania

"I już nie jestem na świecie, lecz oni są na świecie, a Ja do ciebie idę. Ojcze święty, zachowaj w imieniu twoim tych, których mi dałeś, aby byli jedno, jak my. (...) A nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy przez ich słowo uwierzą we mnie. Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś" (Ewangelia Jana 17, 11 i 20 - 21)
Powyższe fotografie są dokumentacją zdjęć umieszczonych
na tablicy informacyjnej Teatru im. A. Fredry w Gnieźnie
Prasa krajowa rozpisuje się w ostatnich dniach o skandalu, do jakiego doszło w Gnieźnie w ostatnią Niedzielę, kiedy to wspominane jest zesłanie Ducha Świętego. To bardzo ważne święto i dla chrześcijan ewangelicznych (zwłaszcza zaś tych bardziej charyzmatycznych), jak i dla katolików. Tego właśnie dnia do gnieźnieńskiej katedry - w ramach teatralnego "permormensu" - wtargnęła grupka dziewcząt ubranych w czarne szmaty, mające przypominać islamskie burki. Niby włączyły się w modlitwy, niby przystąpiły do komunii, a na koniec wyszły przed ołtarz i zaczęły bić pokłony w stylu muzułmańskim. Oczywiście jest to zachowanie zupełnie nie do przyjęcia i jest to porażka wychowawcza rodziców tych panienek. Jest to także nieodpowiedzialności (w najlepszym razie), lub wręcz arogancji organizatorów, którzy do tego dopuścili. Jest to przykład nietolerancji i braku szacunku dla katolików - i to jest pewien paradoks, bowiem teatr, który to zorganizował, chciał "walczyć ze stereotypami" i właśnie uczyć "szacunku" i "tolerancji"! Ja nie podzielam wiary katolickiej, ale wchodzenie do kościoła i robienie "scenek", wykorzystywanie czyichś praktyk religijnych do własnych celów (nawet jeśli nie zakłóca się bezpośrednio przebiegu), jest poniżej wszelkiej krytyki. Słuszne byłoby usuwanie takich osób ze zgromadzenia. Uważam, że zarówno Teatr, jako organizator, i uczestniczki zajścia, lub ich rodzice, powinni publicznie za to, co się stało, przeprosić - tylko tak da się wyjść z tej sprawy z godnością.

Jedną z gazet, które opisują zdarzenie, jest "Newsweek" - czasopismo lewicowe i mocno "ideologicznie poprawne", więc i artykuł jest skrajnie tendencyjny. Moją uwagę zwróciło tam jedno, bardzo długie, zdanie: "Nie bez znaczenia jest też samo Gniezno - historyczna kolebka Polski Piastów i termin – Dzień Zesłania Ducha Świętego, w którym zgodnie z wykładnią katolicką ludzie przełamują wszelkie bariery, jednocząc się w Duchu Świętym." Wokół tych słów rozwinęła się mała dyskusja z pewnym moim znajomym, który jakiś czas był w Kościele i nawet przyjął chrzest (jednak w 2 - 3 tygodnie później już go na zgromadzeniach Kościoła nie było). Przypomniał on zapis Katechizmu Kościoła Katolickiego: "Teksty prorockie dotyczące wprost zesłania Ducha Świętego są wyroczniami, przez które Bóg mówi do serca swego ludu językiem obietnicy, z akcentami 'miłości i wierności'; ich wypełnienie ogłosi Piotr w poranek Pięćdziesiątnicy. Według tych obietnic, w 'czasach ostatecznych' Duch Pana odnowi serca ludzi, wypisując w nich nowe prawo; On zgromadzi i pojedna rozproszone i podzielone narody; przekształci pierwsze stworzenie i Bóg zamieszka w nim razem z ludźmi w pokoju" (KKK 715). Jednak "przełamywanie barier", o jakich mówią "postępowi lewicowcy", jest czymś najzupełniej odmiennym od tego, czego naucza Słowo Boże i co odnośnie zesłania Ducha Świętego jest zawarte w KKK.

Gdy Bóg mówi o jedności i gdy - jako Chrystus Pan - o nią zabiega w modlitwie, jedność ta dotyczy Dzieci Bożych. Bóg nie mówi o żadnym "multi-kulti", o przyjmowaniu "imigrantów" - a raczej... kolonizatorów, nie mówi: wszystko jedno w co kto wierzy, i o wszystkim tym, co "postępowi lewicowcy" definiują jako "przełamywanie barier". Wprost przeciwnie, w Biblii znajdujemy potężną barierę, bowiem Słowo Boże mówi, że wśród ludzi jest podział na Dzieci Boże (chrześcijan) i... dzieci diabła (całą resztę). "Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku" (1. List Jana 3, 8 - tłum. "Biblia Tysiąclecia"). "Nie wprzęgajcie się z niewierzącymi w jedno jarzmo. Cóż bowiem na wspólnego sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo cóż ma wspólnego światło z ciemnością? Albo jakaż jest wspólnota Chrystusa z Beliarem lub wierzącego z niewiernym? Co wreszcie łączy świątynię Boga z bożkami? Bo my jesteśmy świątynią Boga żywego..." (2. List do Koryntian 6, 14 - 16). Często gdy mówię o tym bardzo podstawowym podziale, jaki jest między ludźmi, słyszę: "Jak ty możesz nazywać się chrześcijaninem? gdzie jest chrześcijaństwo w tym, co głosisz? Chrześcijaństwo to przecież otwartość na innych i miłość bliźniego, a ty jesteś zwykłym faszystowskim fanatykiem, który gardzi innymi i nienawidzi ich!"

Wróćmy do jedności, jakiej oczekuje Bóg. Gdy Jezus modlił się o jedność, nie miał na myśli jedności całej ludzkości, lecz tylko jedność wśród swego ludu. I nie chodziło już o Izrael, czy jakąkolwiek inną nację, lecz o wszystkich tych, którzy nawróciwszy się całym sercem słuchają Ewangelii i oddają cześć jedynemu  prawdziwemu i żywemu Bogu. Apostoł Paweł tak pisze o tej jedności: "Napominam was tedy ja, więzień w Panu, abyście postępowali, jak przystoi na powołanie wasze, z wszelką pokorą i łagodnością, z cierpliwością, znosząc jedni drugich w miłości, starając się zachować jedność Ducha w spójni pokoju: jedno ciało i jeden Duch, jak też powołani jesteście do jednej nadziei, która należy do waszego powołania; jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest; jeden Bóg i Ojciec wszystkich, który jest ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich" (List do Efezjan 4, 1 - 6). To są fundamenty jedności, która obejmuje wszystkie narody. Oczywiście chrześcijanie wywodzą się z różnych kultur i w różny sposób praktykują swą wiarę, ale jeśli fundamentem jest Pan i Ewangelia, nie trzeba przełamywać żadnych barier, bo one znikają same. 

Mam wielu przyjaciół na całym świecie - z Afryki, Indii, Pakistanu, czy też z wysokich Andów. Pod względem kulturowym różni nas bardzo wiele i wciąż się uczymy siebie nawzajem, ciesząc się różnorodnością kulturową i odmiennością sposobu myślenia i przeżywania wiary, ale nie ma między nami żadnej bariery, którą musielibyśmy przełamywać, bo jesteśmy dziećmi jednego Boga, braćmi i siostrami w Chrystusie Panu. Czasem się w czymś nie zgadzamy - nawet wytykamy sobie błędy - ale miłość i jedność na tym nie cierpią. Tak naprawdę wszystko to, co mówi Bóg, to wezwanie do jednoczenia się i... chciałoby się napisać "przełamywania barier", ale tak naprawdę one zostały przełamane przez Chrystusa na krzyżu i jedyne, co muszą zrobić ludzie, to przyjść pod krzyż, zgromadzić się wokół Boga. Jeśli więc ktoś musi "przełamywać bariery", to jedynie ci, którzy nie są w tej jedności, nie oddali swego życia (i wszystkich swych grzechów) Jezusowi Chrystusowi i tkwią wciąż w opozycji do Boga, w niewierze lub pogańskich religiach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz