czwartek, 11 lutego 2016

Wygrać z piekłem

"Jeśli można, o ile to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie. Najmilsi! Nie mścijcie się sami, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu, albowiem napisano: Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę, mówi Pan. (...) Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" (List do Rzymian 12, 18 - 21)
"94-letni Reinhold Hanning, były strażnik obozu śmierci w Auschwitz stanie wkrótce przed sądem w Niemczech pod zarzutem udziału w zamordowaniu 170 tysięcy więźniów. Oskarżyciele twierdzą, że Reinhold Hanning towarzyszył przywożonym do obozu Żydom od chwili, gdy trafili do Auschwitz, aż do momentu, gdy eskortował ich wielokrotnie do komór gazowych. Sam Hanning przyznaje, że był obozowym strażnikiem jednak zaprzecza, by uczestniczył w masowych mordach" (źródło: Polska Times). "Z aktu oskarżenia wynika, że Reinhold Hanning wstąpił w lecie 1940 roku na ochotnika do elitarnej jednostki Waffen-SS. Brał udział w walkach na froncie, a w styczniu 1942 roku został odkomenderowany do oddziału wartowniczego w obozie Auschwitz. Esesman pełnił służbę w obozie Auschwitz I. Był też obecny przy przyjmowaniu transportów i selekcji więźniów kierowanych do obozu zagłady Birkenau" (źródło: TVN24).

Jeszcze kilka lat temu byli bezkarni. Dziś ruszył kolejny proces byłego esesmana 11 lutego 2016, 11:38 8 Jeszcze kilka lat temu byli bezkarni. Dziś ruszył kolejny proces byłego esesmana Foto: PAP/EPA/BERND THISSEN | Video: Archiwum Reuters Reinhold Hanning przed sądem Przed sądem w Detmold w zachodnich Niemczech rozpoczął się proces byłego strażnika w niemieckim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz-Birkenau. 94-letni były esesman oskarżony jest o pomocnictwo w zamordowaniu co najmniej 170 tys. osób. Z aktu oskarżenia wynika, że Reinhold Hanning wstąpił w lecie 1940 roku na ochotnika do elitarnej jednostki Waffen-SS. Brał udział w walkach na froncie, a w styczniu 1942 roku został odkomenderowany do oddziału wartowniczego w obozie Auschwitz. Esesman pełnił służbę w obozie Auschwitz I. Był też obecny przy przyjmowaniu transportów i selekcji więźniów kierowanych do obozu zagłady Birkenau. (http://www.tvn24.pl)

II wojna światowa to wciąż wielka rana w tym świecie. Nikt nie jest w stanie określić, jak wiele straciliśmy... Każda wojna to ogromne straty materialne, ogromne zniszczenie. Sprzątanie po II wojnie światowej trwa po dziś dzień, ale wyobraźcie sobie, że dotąd nie uporano się nawet z tym, co pozostało po I wojnie światowej - warto przeczytać niezwykle ciekawy artykuł o "Czerwonej Strefie" we Francji. "Łączną wartość strat materialnych, które poniosła Polska z powodu polityki niemieckiej III Rzeszy, oszacowano na 258 mld zł z sierpnia 1939 r. – równowartość 49 mld ówczesnych dolarów amerykańskich. Według Zarządu Rezerw Federalnych USA kwota 49 mld dol. z sierpnia 1939 r. odpowiadała w sierpniu 2014 r. kwocie 845 mld dol. (...) Ile wynosiłoby odszkodowanie tylko za zniszczenie Warszawy? W 2004 roku, na zlecenie nieżyjącego prezydenta Lecha Kaczyńskiego dokonano takich obliczeń. Rachunek, jaki wystawiono wówczas Niemcom opiewał na kwotę 45,3 mld dolarów" (źródło: Wawalove.pl) - a przecież wciąż ponosimy kolejne koszty, np. związane z usuwaniem niewybuchów, które należy do tej sumy doliczyć.

Jednak znacznie ważniejsi są ludzie - i tych strat nie da się oszacować w żadnych pieniądzach. Żadne pieniądze nie wyrównają nigdy cierpień tym, którzy przeżyli ani straty tych, którzy zostali pomordowani. Moi krewni też byli harcerzami, działali w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego, a na cmentarzu na wielkim pomniku upamiętniającym pomordowanych, jest nazwisko i mojego wuja. Zawsze też z szacunkiem patrzyłem na numer wytatuowany na ręce innej osoby z moich "kręgów rodzinnych". Wiadomo, że w obozach ginęli wielcy naukowcy, filozofowie, duchowni, ludzie wielkiego serca i rozumu. Ile by mogli dać światu, gdyby nie wojna i zagłada? A dzieci, które także ginęły? Iluż by spośród nich było wspaniałych i światłych ludzi, którzy mogli coś zmienić w tym świecie, gdyby nie wojna i zagłada? A kolejne pokolenia - przecież i w nich byłoby wielu wielkich ludzi, tak nam potrzebnych elit serca i rozumu! Ogrom tych strat jest równie nieobliczalny, co w przypadku czasu wieczność.

Każda wojna i wszelka przemoc są ogromną tragedią dla świata, i każdy, kto do nich się przyczynia, służy diabłu. Mam na myśli ludzi, którzy, wiedzeni w niewoli grzechu szaleństwem, uruchamiają potężną machinę zła; sami opętani, pomagają diabłu zniewolić umysły także innych ludzi, prowadząc całe narody do wojen i ludobójstwa. Z racji tego, że interesuję się historią, nieraz oglądam stare zdjęcia i filmy ukazujące Hitlera, jego przemówienia i reakcje tłumów. On potrafił mówić to, czego Niemcy chcieli słuchać, potrafił "hipnotyzować", potrafił stworzyć i sterować jedną z największych w dziejach machin ogłupiania ludzi, potrafił stać się dla nich... "bogiem". Tak! Zupełnie realnie oddawano mu boską cześć! Oglądając te stare dokumenty, jestem przekonany, że gdyby jego plany się powiodły, gdyby wygrał wojnę i umocnił III Rzeszę, gdyby w 1945 r. nie przyszło dla Niemców bolesne otrzeźwienie, nad jego grobem by postawiono "świątynię". Hitler swój naród - choć na szczęście nie cały - w ciągu kilku lat od dojścia do władzy, zmienił w... sektę! "Tajemnicą polyszynela" są zresztą powiązania hitleryzmu z neopogaństwem i okultyzmem, w które byli zaangażowani ludzie z najbliższego otoczenia Hitlera. Zawsze interesowała mnie tematyka sekt i hitleryzm miał wszelkie cechy sekty: autorytarne przywództwo (guru), obowiązująca doktryna, poczucie wyższości nad innymi, całkowite podporządkowanie się... Bóg stworzył piękny świat i cudownych ludzi, a diabeł zsyła na ludzi ostry obłęd, który służy zniszczeniu tego wszystkiego. I tak też w latach 30-stych XX wieku zawładnął Niemcami.

Pewien Słowak, którego najbliżsi zginęli w obozie w Oświęcimiu, właśnie wówczas, gdy służbę tam pełnił Reinhold Hanning, powiedział takie słowa: "Chętnie pojechałbym osobiście do Niemiec, nałożył linę na szyję tego drania i wieszałbym go raz za razem tak długo, póki by szyja nie pękła." Przeraża mnie to, bowiem pierwej, nim doszło do zbrodni na ogromną skalę, ofiarami stali się ci ludzie, którzy ich dokonali - bo nim uczynili zło innym, sami najpierw dostali się w szpony diabła, który obszedł się z nimi nadzwyczaj okrutnie. Niemcy nie są ani lepszym, ani gorszym narodem od innych. To, co się stało wśród nich, mogło się równie dobrze wydarzyć wśród nas - bo nie jesteśmy lepsi ani doskonalsi, nie jesteśmy świętsi ani mniej podatni na szatańskie wpływy, nie jesteśmy odporni na fanatyzm ani nie możemy być pewni, że nigdy nas szatan nie opęta i nie pojawi się wśród nas totalitaryzm podobny do hitleryzmu. Być może się to komuś nie spodoba - a może nawet wielu - ale gdy oglądam zdjęcia z obozów zagłady, czy w ogóle z czasów wojny, to jednakowo żal mi tych ludzi, którzy wegetując w obozach już za życia przypominali szkielety, ale także ich katów - bo ten, którego serce opanował i zniszczył diabeł nie jest godny pogardy, ale współczucia. Oni niszczyli innych, bo sami najpierw zostali zniszczeni. Przeraża mnie fakt, że nienawiść i chęć zemsty przetrwały tak bardzo długo - że po 70 latach w sercach zbyt wielu ludzi, już nawet kolejnych pokoleń, nie ma przebaczenia, a pragnienie "wyrównania rachunków". To tylko pokazuje, jak mocny jest szatan!

Apostoł Paweł poucza: "...bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich" (List do Efezjan 6, 12). Jeśli, sami doznawszy krzywdy, zwracamy się przeciwko temu człowiekowi, od której jej doświadczyliśmy, współdziałamy z... diabłem, który zawładnął jego sercem i niszczy go. Hitler przegrał wojnę, ale szatan wciąż odnosi zwycięstwa. Jeśli w ludzkich sercach jest wciąż nienawiść i chęć odwetu, pogarda dla tych nielicznych już, którzy z miłością słuchali swojego führera szatan wciąż wygrywa. Jeśli w naszych sercach nie ma przebaczenia, to znak, że przegrywamy w wojnie, która wciąż trwa. Tylko wówczas, gdy przebaczamy i kochamy ludzi mimo wszystko, szatan ponosi dotkliwą porażkę! I choć w całym tym wpisie skoncentrowałem się na pewnych wydarzeniach z naszych dziejów, to już nie chodzi tylko o historię, lecz o zwyczajne codzienne życie tu i teraz, bo przecież i dziś doświadczamy wiele zła i każdego dnia ktoś kogoś krzywdzi. Przebaczając bliźniemu, mówimy tym samym w kierunku piekła: "szach - mat, szatanie!" A reszta to już sprawa Boga...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz