poniedziałek, 29 lutego 2016

Wielki cel

"Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego" (Ewangelia Mateusza 22, 39)
"Wierzycie sobie, to sobie wierzcie, ale nie wasza to sprawa, co kto robi w swoim życiu i przestańcie się mieszać w życie innych ludzi i mówić im, jak mają żyć." Takie mniej więcej głosy podnoszą się, gdy mówimy ludziom o grzechach, które niczym złośliwy rak toczą ten świat i ludzkie dusze.  Ciekawe, że ci sami ludzie często mówią także: "Kościół powinien się troszczyć o ludzi, więcej środków i zaangażowania przeznaczyć na pomoc dobroczynną"  - czasem mówią to wręcz w jednym zdaniu: "Nie mieszajcie się w to, jak kto żyje, a zajmijcie się pomocą, jakiej potrzebują ludzie"! Co więc mamy czynić? Mamy mijać ludzi obojętnie, zostawiając ich w spokoju i nie mieszając się do ich życia, czy też zajmować się nimi, ingerować w ich życie?

Chrześcijanin, który mówi człowiekowi: "To, co robisz, jest złe, jest grzechem i musisz przestać, bo to droga do piekła" i drugi, który pochyla się, by dać głodnemu chleb, lub opatrzyć rannego, wykonują tak naprawdę dokładnie tą samą służbę, opartą na chrystusowym wezwaniu miłości bliźniego. Wsparcie ubogiego, posiłki dla bezdomnych, prowadzenie szpitali, domów starców czy sierocińców, itd - to wszystko jest bardzo chwalebne i Kościoły się tym rzeczywiście zajmują, poświęcając wiele czasu i środków. Kościół katolicki bardzo trafnie to określił, jako "uczynki miłosierdzia wobec ciała". Jednak podstawowa misja Kościoła jest inna - uświadamianie o grzechu i wzywanie do nawrócenia, a więc "uczynki miłosierdzia wobec duszy". Jezus mówi: "Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem" (Ewangelia Mateusza 28, 19 - 20). Wszystko inne jest podporządkowane temu nadrzędnemu celowi i jemu służyć ma także czynienie dobra. "Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie" (Ewangelia Mateusza 5, 16).

Dusza człowieka wymaga z pewnością nie mniejszej troski, niż ciało, a raczej zdecydowanie większej. Dusze wielu ludzi są w opłakanym stanie - często gorszym niż kondycja cielesna. Karmiąc, odziewając czy opatrując ludzi, zajmujemy się ich ciałem, które i tak umrze i zgnije i nic na to poradzić nie można, nasza troska i zabiegi nic na to nie pomogą. Gdy zaś mówimy o grzechu (i dobrze jest nawet "grzmieć", byle zawsze z miłością bliźniego w sercu!) a także o zbawieniu i o tym, jak je uzyskać - jest to pielęgnacja duszy, dobroczynność, której efekty sięgają poza grób, bo dusza pozostaje żywa, gdy ciało się rozsypuje w proch. Gdy dochodzi do wypadku, przybywający na miejsce zdarzenia lekarz może się zająć potłuczeniami i zadrapaniami, ale w pierwszej kolejności zajmuje się tym, co zagraża życiu poszkodowanego. Jeśli, jako chrześcijanie, byśmy zajmowali się tylko doczesnymi potrzebami bliźnich, nie zaglądając wcale w ich "prywatne życie" i nie mówiąc o grzechach, które są śmiertelnymi ranami na duszy człowieka, to ciało ich sczeźnie i dusza też sczeźnie. Nasz "dobry uczynek" nie będzie też miał żadnej wartości dla Królestwa Niebieskiego, bo nie wyrówna grzechu zaniedbania. Natomiast gdy zajmiemy się duszą, a przy okazji także tym, co potrzebne jest w ich życiu doczesnym, taki człowiek - jeśli tylko misja nasza się powiedzie - żyć będzie na wieki, i to życiem, jakiego sobie nawet nigdy nie potrafił wyobrazić. "Ja przyszedłem, aby owce miały życie, i to życie w całej pełni" (Ewangelia Jana 10, 10 - przekład literacki EIB).

Na świecie toczy się duchowa walka a chrześcijanin to "żołnierz frontowy", który ma wyznaczony cel i do niego ma dążyć, przechodząc tylko przez "cele pośrednie", realizując pomniejsze zadania w ramach swego zadania głównego. Jeśli ludzie mówią nam, byśmy "nie włazili w ich życie" z mową o grzechu, a lepiej zrobili coś dobrego dla innych, to jest to... głos szatana, który bardzo chce, byśmy się angażowali w wiele spraw i realizowali wiele celów, ale skupiali się tylko na tych pośrednich, nigdy nie dążąc do głównego celu, wyznaczonego przez Jezusa Chrystusa. Diabła bardzo by ucieszył Kościół pełen aktywistów, którzy będą oddani wszelkim pomniejszym sprawom - byle tylko nie parli do realizacji wielkiego celu wskazanego przez Boga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz