poniedziałek, 15 lutego 2016

W "niebie"... nie będzie Polaków!

"Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie" (List do Galacjan 3, 28)
Są ludzie, którzy próbują mnie przekonać, jak bardzo powinienem być dumny z bycia akurat Polakiem i jak ważne jest, aby walczyć o "wielką Polskę", choćby odbierając innym wszystko to, co "nam się należy". Irytują mnie na przykład niesamowicie hasła o "polskim Lwowie" czy "polskim Wilnie" - i szczerze mówiąc, gdyby ktoś poprowadził by Polskę tak, że na nowo by zawładnęła tymi ziemiami, zatykając ponad nimi na znak panowania biało-czerwoną flagę, to ja raczej bym własną flagę głęboko zakopał i ziemię nad nią przydeptał, niż wywiesił nad własnym domem, bo wstyd by mi było występować pod barwami, które by się kojarzyły z chciwością i gwałtem czynionym na bliźnich. Wielu mi mówi: "jesteś głupcem, a nie Polakiem", lub: "żaden z ciebie Polak"... Nie stoję o to - nie zależy mi. Polska jest mi droga, bo tu się urodziłem; polska mowa jest mi droga, bo ojczysta; polskie symbole są mi drogie - bo przywodzą na myśl rodzinne strony... 

Czuję się Polakiem, bo w tej ziemi są moje korzenie, ale nie mam ochoty na bycie "dumnym Polakiem", bo być Polakiem to nie jest większy zaszczyt, niż być Anglikiem, Mongołem czy Ukraińcem, a ludzie w swym "wielkim patriotyzmie" zbyt łatwo wynoszą się ponad innych. Czasem śmieszy mnie przerost dumy narodowej: wypinanie piersi, jacy to my "bohaterski naród" i udawanie przy tym, że "my nigdy nikomu nic"; mesjanizm - jak z "Kordiana" i "Dziadów"; papież - Polak, itd. Owszem, zależy mi na tym kraju i tym narodzie, aby się nam dobrze wiodło, ale tak samo życzę i innym. Polska nie jest ważniejsza od innych krajów i Polacy nie są ważniejsi od innych narodów. Oczywiście, jest sentyment do kraju i narodu, ale większą więź mam z Ukraińcem czy Indianinem, który wierzy w Jezusa i naśladuje Go, niż z Polakiem, który żyje jak poganin, choć "ochrzczony" i bliższy mi jest dobry i łagodny Afrykańczyk, niż agresywny i poniżający innych Polak. 

Gdy przyłączasz się do Chrystusa, wszystko inne traci znaczenie i silniejsze stają się więzy w obrębie "Ojczyzny Niebieskiej", a te narodowościowe już nie są tak ważne. Z "Ojczyzny Niebieskiej" mam nakaz, by troszczyć się o pomyślność tej ziemskiej: "A starajcie się o pomyślność miasta, do którego skazałem was na wygnanie, i módlcie się za nie do Pana, bo od jego pomyślności zależy wasza pomyślność!" (Jeremiasza 29, 7). Jednakże służba Polsce nie może odbywać się ze szkodą dla "Ojczyzny Niebieskiej", która zawsze jest tą nadrzędną. Gdyby polecono mi "dla dobra ojczyzny" czynić coś, co Bóg określa jako bezprawie i grzech - np. iść i zajmować ziemię innych narodów - nie zgodzę się na to, choćbym nawet za niewykonanie rozkazu miał stanąć przed plutonem egzekucyjnym. Wiele lat temu w atlasie do historii na mapce dokonywałem "podbojów dla Polski", dołączając do niej chyba z pół Europy i Azji - dzisiaj bardzo mi wstyd z tego powodu, bo myśli moje były grzeszne, serce pełne pychy i chciwości! Służyć Polsce mogę tylko w takim stopniu, póki jest to zgodne z zasadami i interesami mojej "Ojczyzny Niebieskiej"! Służba i posłuszeństwo Bogu muszą być ważniejsze niż służba krajowi i posłuszeństwo jego władzom. 

W pierwszych rozdziałach Biblii, mamy powiedziane, że Bóg stworzył człowieka. Człowieka! I przez wieki nie było podziału na narody! Potem, gdy ludzie zaczęli budować Wieżę Babel, żyjąc w nieposłuszeństwie wobec Boga i pysze (dwa wielkie grzechy!), Bóg pomieszał ludziom języki, by ci się podzielili i rozeszli po ziemi. Było to bardzo radykalne posunięcie, ale cel został osiągnięty. Taki był początek podziałów - zrodziły się one wskutek grzechu. To, że dziś jest tak wiele ludów i narodów ma podłoże w tym pierwotnym podziale. Słyszę: "Wielka Polska", "dumni Polacy", "polskie interesy"... Ale nie mogę być "dumnym Polakiem", mając jednocześnie świadomość, że podziały między ludźmi są karą sprzed wieków i jedną z największych tragedii ludzkości. Taki to powód do "wielkiej dumy", że nasi przodkowie byli tak krnąbrni i pyszni, że Bóg nas musiał rozgonić po całym świecie? spokoju nie daje mi też myśl: czy aby "duma narodowa" nie jest... grzechem pychy, wynoszenia się ponad inne nacje? Podziały między ludźmi "uwierają mnie" - zwłaszcza, że zbyt często przez to walczy się i wydziera sobie wszystko, by po jego stronie było więcej i lepiej.

Wiecie, Bóg nie stworzył nas jako Polaków, Ukraińców, Rosjan, Amerykanów, Anglików, Hindusów czy Niemców - On stworzył CZŁOWIEKA! I gdy 2000 lat temu Jezus umierał na krzyżu, nie umarł za Polaków, Ukraińców, Rosjan, Amerykanów, Anglików, Hindusów czy Niemców - On umarł za CZŁOWIEKA! Przynależność etniczna czy narodowa nie mają dla Boga żadnego znaczenia. Jest w naszych "narodowych śpiewnikach" taka pieśń "Bywaj dziewczę zdrowe", i ona się kończy słowami: "Gdzie bądź się spotkamy, spotkamy się przecie Zawsze Polakami, chociaż w innym świecie." A prawda jest taka, że... dusza nie ma narodowości! I wśród zmarłych nie ma żadnego patriotyzmu - nawet jeśli umierali w boju, pod biało-czerwonym sztandarem i hasłem "Bóg - Honor - Ojczyzna", to już nie pamiętają, że byli Polakami. I nie będzie to miało dla nich już nigdy więcej żadnego znaczenia, bo nasza przynależność etniczna czy narodowościowa kończy się na naszym grobie! Gdy kiedyś zmartwychwstaniemy, będzie już tylko jeden podział - na tych, co znajdą się w "niebie" (czyli tak naprawdę na "nowej ziemi") i na tych, którzy trafią do piekła. I zapewniam, że ani w jednym, ani w drugim miejscu nie będą powiewać dumnie narodowe sztandary i nie zabrzmi "Jeszcze Polska nie zginęła", ani też żaden inny hymn narodowy. 

Nawet jeśli naród nie zaniknie wcześniej, to Polska umrze razem z tym światem! I nie będzie już nigdy ani Polski, ani wszystkiego tego co polskie, co tak bardzo kocha każde "patriotyczne serce"! Jaki jest więc sens w tym, by pielęgnować w sobie zawzięcie coś, co i tak "pójdzie do grobu", co jest skazane na ostateczne i nieodwołalne unicestwienie wraz z całym tym światem i co nigdy potem zapewne nie będzie już wspominane - choć zachowamy pamięć - bo nie będzie miało żadnego znaczenia? Nie warto się przywiązywać do niczego, co doczesne, z ziemskimi ojczyznami włącznie, a chyba i zabijać z ich powodu. Wszystko to traci całkowicie ważność wobec Królestwa Niebieskiego! Tym bardziej nie warto z powodu tego "patriotycznego przywiązania" grzeszyć, choćby tylko we własnych myślach.

1 komentarz:

  1. Albo po prostu słowami biblii:
    Jakuba 4:1
    Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. 2 Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. 3 Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz. 4 Cudzołożnicy, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem? Jeżeli więc ktoś zamierzałby być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga. 5 A może utrzymujecie, że na próżno Pismo mówi: «Zazdrośnie pożąda On ducha, którego w nas utwierdził»?4 6 Daje zaś tym większą łaskę: Dlatego mówi: Bóg sprzeciwia się pysznym, pokornym zaś daje łaskę.

    OdpowiedzUsuń