czwartek, 18 lutego 2016

Na froncie, czy na tyłach?

"Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich. Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się. Stójcie tedy, opasawszy biodra swoje prawdą, przywdziawszy pancerz sprawiedliwości i obuwszy nogi, by być gotowymi do zwiastowania ewangelii pokoju, a przede wszystkim, weźcie tarczę wiary, którą będziecie mogli zgasić wszystkie ogniste pociski złego; weźcie też przyłbicę zbawienia i miecz Ducha, którym jest Słowo Boże" (List do Efezjan 6, 11 - 17) "Weź udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa!" (2. List do Tymoteusza 2, 3)
Rys. autor nieznany; źródło: Chad Hunt / Facebook
To jedna z lepszych grafik, jakie ostatnimi czasie widziałem, a w każdym razie dająca wiele do myślenia. Jakie są nasze Kościoły? I chyba najważniejsze pytanie: jacy jesteśmy my sami, jakie jest nasze chrześcijaństwo? Przypomina mi się fragment przesłania jednego z przywódców podziemnego, prześladowanego Kościoła w Chinach, który zarzucił chrześcijanom i Kościołom zachodu, że... posnęli, że czują się zadowoleni z bycia w Kościele i nie są wcale zainteresowani tymi, dla których boje są codziennością, nie są wcale zainteresowani bojowaniem.

To niestety prawda, że wielu chrześcijan urządziło sobie bardzo wygodne Kościoły i są tylko w umiarkowanym stopniu zainteresowani tym, co się poza nimi dzieje. Niestety, wielu wyznawcom Chrystusa zależy w dużej mierze na tym, by ich kościół był "mega" - liczny (bo dobrze się czują, gdy jest dużo ludzi, gdy jest "masowo"), dobrze wyposażony i estetyczny. Dużą wagę przywiązują do tego, by nabożeństwo było "spektakularne" - żeby była wspaniała oprawa muzyczna i wizualna, a najlepiej jeszcze kilka cudów, które pozwalają nasycić się bożym działaniem i pokrzyczeć sobie: "alleluja!". No i koniecznie musi być piękne kazanie.

Ale Kościół nie jest po to, abyśmy się czuli dobrze. Kościół  powinien być obozem treningowym, służącym szkoleniu bożych wojowników. Nie jesteśmy powołani do tego, aby zamykać się w Kościele, by mościć się wygodnie w Kościele i tylko delektować się tym, co miłe, ale aby iść do świata i wojować, by rozszerzać w nim wpływy Królestwa Niebieskiego. Kościół powinien być też zapleczem - czymś jak arsenał - gdzie wojownik dostanie wyposażenie do walki, i gdzie będzie mógł stale uzupełniać to, czego potrzebuje, gdzie będzie otrzymywał wsparcie, by nie osłabnąć i nie poddać się. Dobry Kościół jest jak wielki krążownik, który może dać wsparcie w boju, jaki musimy toczyć każdego dnia prawdziwego chrześcijańskiego życia z diabłem. Nie ma chrześcijaństwa bez brutalnej, duchowej walki. A jakież wsparcie i wyposażenie może dać luksusowy wycieczkowiec? Chyba tylko parasolki, leżaki i kremy z filtrem, żeby było... przyjemnie.

Jeszcze raz: jesteśmy powołani na wojowników, nie zaś na wczasowiczów wygrzewających się w ciepełku "milusiej ewangelii"! Jesteśmy powołani do duchowej walki pod wodzą Jezusa Chrystusa, nie zaś do wylegiwania się gdzieś daleko na tyłach frontu, by mieć dobrze i "święty spokój". "Tyły" powinny nam służyć tylko dla regeneracji sił. Tak naprawdę ja sam wciąż modlę się i uczę, jak być "żołnierzem frontowym" a nie "leserem na tyłach".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz