wtorek, 23 lutego 2016

Kulka czy miłość?

"Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego" (Ewangelia Mateusza 22, 39) "Włóż miecz swój do pochwy; wszyscy bowiem, którzy miecza dobywają, od miecza giną" (Ewangelia Mateusza 26, 52)
Nie ustają dyskusje wokół tematu używania broni przez chrześcijan, zabijania ludzi w obronie siebie, swojej rodziny, czy też innych osób. W ostatnich dniach się nawet bardzo nasiliły, w związku z wizytą w Polsce Sama Childersa, znanego jako "Machine Gun Preacher" ("Kaznodzieja z Karabinem Maszynowym"), bohatera hollywoodzkiego filmu pod tym samym tytułem - niezłego komandosa, który ratuje dzieci w Afryce, ale niestety także opowiada się za powszechnym dostępem do broni, co czyni go człowiekiem bardzo kontrowersyjnym. Stąd zresztą także kilka moich ostatnich wpisów tutaj. :)

Bardzo ciekawą myślą podzielił się na swoim blogu pastor Marian Biernacki: "Nowy Testament poucza, że chrześcijanie nie walczą cielesnym orężem (2 Kor 10,4). Ani Jezus, ani apostołowie nie bronili pokrzywdzonych sięganiem po miecze. Piotrowi raz przytrafiło się tak zrobić, lecz - jak powszechnie wiadomo - nie dostał za to pochwały. (...) Przypominam, że pierwsi chrześcijanie, w tym kobiety i dzieci, codziennie ginęli prześladowani za wiarę. Nie tworzyli jednak formacji paramilitarnych w celu obrony przed prześladowcami. Nie bali się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą (Mt 10,28). Duch ewangelii Chrystusowej i świadectwo Wczesnego Kościoła pozostaje niezmienne przez wszystkie pokolenia i świeci przykładem" (źródło: dzisiajwswietlebiblii.blogspot.com).

Broń niby, jak nazwa wskazuje, służy do obrony. Wielu mówi: jest nieodłącznym elementem tego świata, była z nami zawsze. Naprawdę? Nie znajduję jej nigdzie w opisach pierwszych ludzi żyjących w Edenie. Za najwcześniejszą wzmiankę o użyciu broni - w sensie narzędzia walki - uznać należy być może fragment: "Potem rzekł Kain do brata swego Abla: Wyjdźmy na pole! A gdy byli na polu, rzucił się Kain na brata swego Abla i zabił go" (1. Księga Mojżeszowa 4, 8). Co prawda nie ma tu wzmianki o broni, ale zakładam, że Kain był inteligentny i zapewne użył kamienia, jako skuteczniejszego od pięści. Potem już tylko doskonalono ten pomysł. Broń więc pojawiła się na tym świecie w skutek grzechu i jej pierwsze użycie było związane z grzechem.

"Będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego" - mówi Pan. Istotne pytanie: czy dadzą się ze sobą pogodzić miłość bliźniego i gotowość zabicia go? Czy można kogoś miłować i wycelować w niego broń z gotowością użycia jej? To prawda, że są przypadki, gdy - tak po ludzku patrząc - użycie broni jest uzasadnione. Ja zawsze mówię: posiadania broni nie traktuję jako grzechu (jednocześnie: fascynacja bronią jest ryzykowna i bardzo często zgubna) i nie każde zabicie drugiego człowieka jest grzechem, ale nie jest też niczym chlubnym (i zauważam, że Sam Childers nigdy nie odpowiada, gdy ktoś go pyta czy musiał się posunąć do zabijania). Niektórzy mówią: ale Stary Testament jest pełen opisów wojen i zabijania. To niewątpliwie prawda, ale to Bóg określał konieczność takiego postępowania, a w międzyczasie przyszedł Jezus i ogłosił nam nowe zasady. Najdziwniejszy argument, jaki przeczytałem, to: "W psalmie 23 jest napisane 'choćbym nawet szedł ciemną doliną zła się nie ulęknę', a do tego trzeba być dobrze uzbrojonym..." Zdumiałem się bardzo, bowiem dalej Psalmista napisał: "...boś Ty ze mną", a nie: "...bo jestem dobrze uzbrojony"! Nawet w czasach Króla Dawida, kiedy Izrael walczył, bo taka była wówczas potrzeba, jako jedyną konieczną ochronę wskazywano Boga.
 

Jest jeszcze jedna istotna kwestia. Chrześcijanin wie, że po śmierci spotka się z Chrystusem i że żyć będzie z Nim wiecznie. Wie także równie dobrze, że jeśli zabije napastnika nastającego na jego życie, ten trafi w łapy szatana i niechybnie skończy w piekle. Czyż nie jest bardziej chwalebne, by zamiast wyciągać broń, spróbować powiedzieć zgubionemu grzesznikowi o miłości Boga. Gdybym był w takiej sytuacji, mając świadomość, że mogę odebrać komuś życie, a ten ktoś trafi do piekła, już bez żadnej szansy i nadziei na ratunek, nie potrafiłbym chyba pociągnąć za spust - nawet jeśli cała wina (grzech) spada tylko na agresora. Wyciągnięcie pistoletu i wymierzenie z niego do przeciwnika to wojowanie na poziomie ludzkim. Miłość zaś i Ewangelia to wojowanie na poziomie niebiańskim. Rozumiem tych, którzy bezpieczniej się czują z bronią i pokładają nadzieję w jej możliwościach i swoich umiejętnościach, ale podziwiam tych, którzy wspaniałe boje staczają bez użycia broni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz