czwartek, 4 lutego 2016

Głos niosący ukojenie

"Życie nasze trwa lat siedemdziesiąt, A gdy sił stanie, lat osiemdziesiąt; A to, co się ich chlubą wydaje, to tylko trud i znój, Gdyż chyżo mijają, a my odlatujemy" (Psalm 90, 10) "Dni człowieka są jak trawa: Tak kwitnie jak kwiat polny. Gdy wiatr nań powieje, już go nie ma i już go nie ujrzy miejsce jego" (Psalm 103, 15 - 16)
Tak też w ostatnich dniach grudnia "odleciała do Pana" moja Mama - po wielu latach ofiarnej służby ludziom (była z zawodu lekarzem). Ostatnie kilka lat jej życia naznaczone było posuwającą się chorobą. Przed świętami Bożego Narodzenia trafiła do szpitala. Na święta wróciła do domu w "stanie dobrym", by zaraz po świętach ponownie tam trafić. Kilkanaście godzin później odebrałem telefon od Taty: "Bierz taksówkę i przyjeżdżaj do szpitala, Mama odchodzi!"  Była nieprzytomna i oddychała bardzo ciężko, ze wspomaganiem aparatury. O jakże trudno jest siedzieć i bezsilnie patrzeć na umierającą Matkę! W ciągu jej choroby tak często stawałem w nocy nad jej łóżkiem,  drżeniem w sercu, czy usłyszę jej oddech - gdy słyszałem sapnięcia i chrapnięcia, lub dostrzegałem lekkie poruszenie pościeli, oddychałem z ogromną ulgą. Tam w szpitalu modliłem się, by Bóg jej dał jeszcze z nami pozostać, ale by została też uzdrowiona, by przedłużone życie nie było pełne cierpienia...

Nie wiedzieliśmy, jak długo może to potrwać - zwłaszcza, że jej oddech stał się lżejszy, spokojniejszy. Ponieważ mogły to być godziny, a może nawet dni, zjechałem na parter, by w szpitalnym kiosku kupić kawę i coś do zjedzenia. Kawa, owszem, była, lecz z jakimiś kanapkami czy drożdżówkami był problem, bowiem wszystko, co było, zostało wykupione, a ze względu na święta, od kilku dni nie było żadnej dostawy. Nie pozostało nic, jak tylko przejść się do pobliskiego sklepu, już poza obszarem szpitala, i tam coś kupić. Gdy wracałem i właśnie przekroczyłem próg szpitala, w mojej głowie pojawił się głos: "Mama zmarła! Mama zmarła!" Był to bardzo dziwny głos - nie mój, nie taki, jaki normalnie słyszę w myślach, ale jakby wiele głosów mówił jednym głosem, i to w sposób niesamowicie łagodny, kojący. Serce się rwało na szpitalny oddział, do sali 316, ale... nie dawałem się tej myśli o śmierci i jeszcze kupiłem w automacie dwie mocne kawy. Gdy wszedłem na oddział, zobaczyłem ojca i siostrę na korytarzu i ruch wokół 316. Ojciec spojrzał na mnie smutno i powiedział: "Mama zakończyła życie." Być może naturalnym by było, gdyby kawa wyleciała mi z rąk i rozlała się po podłodze, gdyby z ust wydobył się jęk, a z oczu łzy... Nic takiego jednak się nie stało. Dzięki temu dziwnemu głosowi byłem na to jakby przygotowany. Potem razem wyliczyliśmy, że od momentu, gdy wszedłem do szpitala do chwili gdy wszedłem na oddział (z uwzględnieniem czasu na kupno kawy i wjazd windą) minęły ok. 3 - 4 minuty. Mniej więcej tyle, ile upłynęło od śmierci Mamy do mojego wejścia. Prosty "rachunek" jest taki: ów dziwny głos usłyszałem dokładnie wówczas, gdy Mama "odleciała"!

Głęboko wierzę w to, że ów głos - tak spokojny, słodki, kojący - był głosem bożych aniołów, których bardzo wiele jest obecnych ciągle wśród nas. Po raz kolejny w moim własnym życiu mogłem przekonać się, jak bardzo realny jest świat duchowy, choć niepoznawalny dla naszych zmysłów. To, co możemy zobaczyć, dotknąć, poczuć, usłyszeć, zdefiniować i wyliczyć, to tylko część świata. Druga część leży "poza naszymi ograniczeniami" i dlatego wielu ludziom trudno uwierzyć w jej istnienie. Tam jest Bóg, są anioły, także demony oraz uśpione dusze zmarłych czekające na zmartwychwstanie. My nie możemy do niej wniknąć - a przynajmniej niezbyt głęboko, na same tylko obrzeża, dzięki Duchowi Świętemu - ale ona przenika nasz materialny świat. Bóg jest stale i wszędzie obecny, i posyła anioły, i toczy się ciągła duchowa walka. Czasem z tej "bożej, duchowej sfery" dociera do nas jakiś wyraźniejszy sygnał, a nawet zdarza się, że duchowe istoty stają przed nami, przybrawszy cielesne kształty. Nie wiem, dlaczego takie historie przydarzają się mnie, ale wiem jedno: ta "sfera duchowa" naszego świata jest bardzo realna i sam Bóg, a także wszelkie byty, o których istnieniu świadectwa mamy w Biblii, są bardzo realne. To, że czegoś nie możemy dotknąć, zobaczyć, ani pojąć, nie znaczy, że nie istnieje! Co więcej: ów "świat duchowy" jest pełen istot nam przyjaznych, gotowych służyć nam, gdy tego potrzebujemy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz