poniedziałek, 1 lutego 2016

Fascynujący "mikroświat"


Ten dość zabawny filmik nie tak dawno podbił internet. Widzimy na nim cząsteczki białka "idące' po nici aktynowej i ciągnące kulkę endorfiny, hormonu zadowolenia i szczęścia. Jest to jedna z niezliczonych "maszyn molekularnych", których niesamowita wprost ilość i różnorodność jest w ciele każdego i każdej z nas. Oglądając ten filmik,  ludzie śmiali się i zachwycali, ale patrząc nań warto sobie postawić pytanie: czy coś takiego mogło zaistnieć w procesie ewolucji; czy powstanie takiego mechanizmu może być dziełem przypadku? Otóż NIE, bowiem ten "biologiczny mechanizm" jest nierdeukowalnie złożony - tak samo jak wszystkie pozostałe "maszyny molekularne" - co oznacza, że póki by nie był wykształcony w pełni, nie mógłby funkcjonować. Co więcej - by zacząć funkcjonować musiał być nie tylko zaprojektowany i zbudowany, ale też odpowiednio zaprogramowany. Nasuwa mi się w tym momencie pewne proste porównanie. Piszę te słowa na komputerze i wy czytacie je na ekranach komputerów. Komputery działają nie tylko dzięki temu, jak są zbudowane. One nie działałyby i nie byłyby do niczego przydatne, gdyby były tylko mechanizmami bez oprogramowania. Jeśli mamy komputery i są one użyteczne, jest tak dzięki technikom i programistom.

Jeden z moich znajomych, dr Geoff Barnard - znakomity brytyjski biochemik, który jeszcze kilka lat temu był kontraktowym pracownikiem naukowym Wydziału Weterynarii renomowanego Uniwersytetu w Cambridge - jest jednym z tych ludzi, dla których obrazki, jak ten powyżej, nie są chwilową rozrywką, ale dużą częścią życia. On często powtarza, że możliwość zaglądania - za pomocą mikroskopów elektronowych - do wnętrza komórek i obserwowania tych wszystkich mechanizmów, dzięki którym możliwe jest życie, jest dla niego wielkim przywilejem, gdyż może podziwiać wspaniałe dzieło Stwórcy na poziomie niedostępnym dla "zwykłych śmiertelników". Zawsze podkreśla on, że właśnie biologia na poziomie molekularnym, dostarcza nam najmocniejszych dowodów na istnienie Boga. A jednak jest tak wielu ludzi, którzy wciąż negują Jego istnienie i mówią: "trudno pojąć, jak to mogło powstać i jak może działać, ale jakoś musiało się to jednak wykształcić na drodze ewolucji"! I znów wracam myślą do komputera, który mam przed oczami. Czy przypadkowe kawałki plastiku, szkła, metalu wpadły gdzieś do jakiegoś worka, to wszystko się zaczęło trząść, a po odpowiednio długim czasie i wielu, wielu wstrząsach, można było wyjąć gotowy komputer? Oczywiście, że NIE! Jeśli coś ma wszelkie cechy precyzyjnie zaprojektowanego, zaprogramowanego i wykonanego mechanizmu, dzieła genialnego konstruktora, to znaczy, że jest właśnie tym, na co wygląda, czyli precyzyjnie zaprojektowanym zaprogramowanym i wykonanym mechanizmem, dziełem Genialnego Konstruktora!

W czasach, gdy kładziono podwaliny pod teorię ewolucji, naukowcy mogli zobaczyć komórki, lecz nie mogli w nie wniknąć. W czasach Darwina uważano, że komórka jest stosunkowo prostą "kulką protoplazmy". Dopiero szalony rozwój technologiczny w 2 poł. XX w. pozwolił nam przełamać tą granicę i zajrzeć "głębiej", w fascynujący "mikroświat". Myślę, że gdyby Darwin mógł na chwilę weń wejrzeć, doznałby wielkiego wstrząsu i potwornego bólu głowy, po czym podarłby na strzępy wszystkie swoje zapiski nt. ewolucji i podziwiał niesamowitość Boga. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz