piątek, 5 lutego 2016

Droga poza kres dróg

Od długiego czasu nie mam pracy - ile razy składam "papiery", tyle razy albo jest milczenie, albo odpowiedź w stylu: "niestety, w chwili obecnej nie mamy właściwej dla pana oferty", "aktualnie nie możemy pana zatrudnić, odezwiemy się", itp. Pieniędzy prawie nie ma a wokoło same pozamykane drzwi! Krótko mówiąc sytuacja bez wyjścia - "tylko siąść i płakać", skoro zdaje się nie być żadnej nadziei i żadnej drogi, którą można by pójść dalej.

Wiele wieków temu w pewnym miejscu w Egipcie tysiące ludzi znalazło się w sytuacji bez wyjścia. "Egipcjanie ścigali [Izraelitów], wszystkie konie i wozy faraona, jego jeźdźcy i jego wojsko, i dogonili ich obozujących nad morzem, koło Pi-Hachirot naprzeciw Baal-Safon. A gdy faraon się zbliżył, synowie izraelscy podnieśli oczy swoje i ujrzeli, że Egipcjanie ciągną za nimi, i zlękli się bardzo. Wołali tedy synowie izraelscy do Pana, a do Mojżesza rzekli: Czy dlatego, że w Egipcie nie było grobów, wyciągnąłeś nas, abyśmy pomarli na pustyni? Cóżeś nam to uczynił, wyprowadzając nas z Egiptu? Czyż nie mówiliśmy ci wyraźnie w Egipcie: Zostaw nas w spokoju, chcemy służyć Egipcjanom. Lepiej bowiem nam było służyć im, niż umierać na tej pustyni." (2. Księga Mojżeszowa 14, 9 - 12). Przed sobą mieli Morze Czerwone, za sobą potężną armię faraona. Wiedzieli, że przez morze nie zdołają uciec nie mając statków; uciekną w prawo, to armia faraona ich zagarnie; uciekną w lewo - będzie dokładnie tak samo. Mieli świadomość, że wielu z nich zginie, a reszta popadanie w znacznie gorszą niewolę, niż ta, którą cierpieli dotąd. W sytuacji bez wyjścia ludzie często "upadają na duchu", załamują ręce i myślą: już nic się nie da zrobić, nic i nikt nam nie pomoże. Czasem popadają w to tak głęboko, że już nawet nie narzekają i tylko w ciszy i smutku czekają kresu, żeby już się zdarzyło, cokolwiek ma się zdarzyć.

Doskonale rozumiem Izraelitów, którzy mieli przed sobą wielką niewiadomą, a za sobą domy i sytuację, która wprawdzie była kiepska, ale przynajmniej stabilna. Liczyli może na to, że skoro prowadzi ich Mojżesz, a ten słucha Boga, to wszystko pójdzie łatwo i szybko, bez żadnych przeszkód. Bóg był gotów poprowadzić ich najkrótszą drogą do ziemi Kanaan, dlatego właśnie kazał im skierować się na morski brzeg, a raczej zatoki, zwanej dziś Zatoką Suezką. Raz, by zaoszczędzić im męczącego marszu wokół niej, a dwa, by jej wodami oddzielić ją od ścigających ich Egipcjan - na drugim brzegu wprawdzie wciąż nie byliby bezpieczni, ale musiałoby minąć soro czasu, nim by tam dotarło faraonowe wojsko lub choćby rozkazy. Bóg oczywiście mógł od razu przed nadciągającymi Izraelitami zrobić przejście pomiędzy morskimi wodami. Jednak nie uczynił tego. Gdy o tym myślę, przychodzą mi do głowy dwa powody. Przede wszystkim była to próba dla ludu, czy potrafi mu bezgranicznie zaufać. Poza tym miał być to dla nich dowód mocy Boga - że nie dzięki ludzkiej przebiegłości swych przywódców, ale dzięki Bogu tylko są wolni. Bóg wiedział, że nie zaliczą tego testu i że przy kolejnych pójdzie im równie słabo - i że zamiast ich prowadzić ich miesiąc lub dwa najprostszą drogą, będzie musiał ich wodzić 40 lat po pustyni, by ich czegokolwiek nauczyć. Myślę, że tego właśnie Bóg chciał nauczyć ludzi, by w sytuacji bez wyjścia potrafili zdać się na swego Pana, całkowicie ufając swemu Bogu.

"Na to rzekł Mojżesz do ludu: Nie bójcie się, wytrwajcie, a zobaczycie pomoc Pana, której udzieli wam dzisiaj. Egipcjan, których widzicie teraz, nie będziecie już nigdy oglądać. Pan będzie walczył za was, a wy będziecie spokojni. Pan rzekł do Mojżesza: Czemu głośno wołasz do Mnie? Powiedz Izraelitom, niech ruszają w drogę. Ty zaś podnieś swą laskę i wyciągnij rękę nad morze i rozdziel je na dwoje, a wejdą Izraelici w środek na suchą ziemię. (...) Mojżesz wyciągnął rękę nad morze, a Pan cofnął wody gwałtownym wiatrem wschodnim, który wiał przez całą noc, i uczynił morze suchą ziemią. Wody się rozstąpiły, a Izraelici szli przez środek morza po suchej ziemi, mając mur z wód po prawej i po lewej stronie. Egipcjanie ścigali ich. Wszystkie konie faraona, jego rydwany i jeźdźcy weszli za nimi w środek morza" (2. Księga Mojżeszowa 14, 13 - 16 i 21 - 23). Choć Izraelitom wydawało się, że nie ma żadnego wyjścia z ich fatalnej sytuacji, Bóg miał przygotowane rozwiązanie. Otworzył im drogę tam, gdzie nigdy by się jej nie spodziewali. Bóg rozsunął wody morskie, pokazując ludziom, że może dopomóc w najtrudniejszym nawet położeniu. Gdyby ich droga do ziemi Kanaan prowadziła nie przez morze, lecz przez góry i przez głęboki, ślepo zakończony kanion, Bóg rozsunąłby skały. Niektórzy powątpiewają, czy faktycznie tak było i szukają racjonalnych wyjaśnień, ale skoro Bóg stworzył ten świat, stworzył też wodę, to jest panem nad wodą, i jeśli stworzył skały, to jest panem nad skałami i może z nimi wszystko uczynić. Bóg, który wszystko może i zawsze ma dla człowieka dobre wyjście z najgorszej nawet sytuacji.

Tak! Gdy jesteśmy w sytuacji bez wyjścia i czujemy się zagubieni i zalęknieni, Bóg ma dla nas przygotowaną drogę wyjścia! Jeśli znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia, potrzebujemy zwrócić się z tym do Boga, bo On ma dla nas zawsze jakąś drogę. Jeśli wciąż nie widzimy wyjścia ze swojego kryzysu, pielęgnujmy w sobie wciąż zaufanie do Boga i módlmy się dalej. Może największym błędem, jaki robimy, jest to, że koncentrujemy się na naszym wielkim problemie i o nim myślimy, i to wpędza nas w rozpacz, i widzimy głównie ten problem. A trzeba patrzeć nie na wielki problem, lecz na wielkiego Boga, który ma dla nas wielkie rozwiązania, które mogą przekraczać granice naszych wyobrażeń i może otworzyć dla nas drogę nawet tam, gdzie zdaje się żadnej drogi dla nas nie być. A może po to miewamy wielkie problemy, by potem wielka chwała była oddawana Bogu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz