wtorek, 9 lutego 2016

Dobry polityk - miłujący sługa

"Jezus, przywoławszy ich, rzekł: Wiecie, iż książęta narodów nadużywają swej władzy nad nimi, a ich możni rządzą nimi samowolnie. Nie tak ma być między wami; ale ktokolwiek by chciał między wami być wielki, niech będzie sługą waszym. I ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą waszym. Podobnie jak Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służył i oddał życie swoje na okup za wielu" (Ewangelia Mateusza 20, 25 - 28)
"Tylko niewolnicy i szaleńcy nie interesują się polityką, im wszystko jedno jak żyją" (Jacek Dukaj, "Inne pieśni"). Ten cytat zobaczyłem wczoraj "na dzień dobry" na Facebooku i przez cały dzień nie dawał on mi spokoju. Często podkreślam, że jestem zupełnie apolityczny, bo żadne z istniejących ugrupowań mi nie odpowiada, a poczynania polityków zbyt często wywołują u mnie tylko obrzydzenie. Co więcej, obserwuję, że polityczne zaangażowanie coraz częściej prowadzi ludzi w złym kierunku - gubią nie tylko "kręgosłup moralny", ale też tracą bez sensu zdrowie, zbytnio się emocjonując tym, co czynią "elity", co kto mówi i co kto robi. Jest wielu bardzo pobożnych ludzi - w tym nawet księża czy też pastorzy - którzy tak żyją polityką, że gdzieś im się w tym życiu zagubiło: "Będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego" (List do Galatów 5, 14). Czasem mam ochotę krzyczeć: ludzie, czyż Jezus nie umarł tak samo za nich, jak za was, czy nie tak samo ich miłuje? Patrząc na to, jaka jest polityka i co robi z ludźmi, widzę w tym... wielki obłęd i nie chcę w tym uczestniczyć. Ale z drugiej strony jeśli pragnę iść do nich i nawoływać, by przestali się ze sobą kłócić i by spojrzeli na Jezusa, jeśli pragnę dobrych zmian w naszej polityce i życiu naszego narodu, radykalnego zwrotu ku Ewangelii i wartościom, których nauczał Jezus Chrystus,, to... jest to chyba jednak także polityka. pewnie więc jednak nie jestem aż tak radykalnie apolityczny, jak sądzę.


Dość długo myślałem, jakie cechy powinien mieć dobry polityk. Z pewnością powinien mieć wiedzę o kraju. Powinien wiedzieć, jak funkcjonuje gospodarka i czego potrzeba ludziom. Powinien mieć mądrość niezbędną do sprawowania władzy i przemyślaną koncepcję co i jak można uczynić, by w kraj rozwijał się i by ludziom żyło się coraz lepiej. Z pewnością powinien być człowiekiem uczciwym i nie zachłannym na pieniądze, dla którego własność narodu byłaby święta, który nie brałby więcej, niż mu się należy i dbał o pomnażanie i najlepsze możliwe wykorzystanie tego, czym naród dysponuje. Powinien być człowiekiem... dbającym o własny interes, ale (uwaga!) własny, jako jednego z obywateli; troszczącego się o dobro narodu, by samemu z dobra tego korzystać i móc zyskiwać coraz więcej, ale na równi z innymi, jako członek narodu, któremu służyć powinien. Powinien być człowiekiem ideowym i "z zasadami", nieugiętym w tym, co dobre i słuszne, a jednocześnie otwartym i zawsze gotowym do dialogu, nie krzykaczem, który by wyśmiewał, lżył, gwizdał i buczał, gdy pojawiają się i przemawiają inni. Parlament nie może przypominać podrzędnej knajpy, a parlamentarzyści jej bywalców. Cieszyłbym się, gdyby do polityki wchodzili tylko prawdziwi dżentelmeni i prawdziwe damy! Politycy powinni umieć mówić, co myślą, ale też powinni wiedzieć, kiedy "ugryźć się w język". Powinni zawsze zwracać się ku narodowi, nie przeciw niemu - pamiętając przy tym, że naród to nie tylko ich zwolennicy, lecz także przeciwnicy, i że o tych drugich mają dbać tak samo, jak o tych pierwszych, "swoich".

W mojej opinii są dwie nadrzędne cechy dobrego polityka: pokora i miłość. Każdy, kto chce się angażować w politykę, powinien najpierw przyjrzeć się sobie i zastanowić się: czy jestem dostatecznie pokorny, by być dobrym politykiem i czy kocham dostatecznie mocno, by autentycznie służyć innym z miłością? Polityk, który sięga po władzę - czy raczej któremu władza jest dana od Boga i ludzi - powinien mieć przede wszystkim serce pokornego sługi, miłującego swego pana - naród i jego dom - kraj. Powinien dbać o pomnażanie majątku swego pana - narodu i umacnianie i rozbudowę jego domu - kraju. Politycy powinni pod tym względem być dokładnie tacy, jak dobrzy i wierni słudzy z Jezusowej przypowieści, którzy by powierzone sobie pieniądze swego pana pomnażali (Ewangelia Mateusza 25, 14 - 30). Ja bardzo bym chciał, gdyby z sejmowej trybuny padały tylko słowa pełne szacunku, miłości i troski, gdyby można było usłyszeć: "nie zgadzam się, ale szanuję waszą opinię", "doceniam i przyjmuję z pokorą krytykę", "tak, źle myślałem i źle zrobiłem", "moi kochani"... Tak bardzo bym pragnął, by każde polityczne wystąpienie było wyrazem miłości do kraju i ludzi!

Od dawna, gdy widzę w TV parlamentarną salę obrad, zazwyczaj szybko zmieniam kanał, by nie musieć cierpieć, słysząc to, co płynie z tej sali i szczególnie z mównicy. Bo zbyt często do głosu dopuszczani są co prawda posłowie, ale ich ustami przemawia tak naprawdę... sam diabeł! Serce moje się wyrywa na tą mównicę, by wykrzyczeć: "Opamiętajcie się i nauczcie się kochać siebie nawzajem! Budujcie, a nie niszczcie!" Co jest naszym największym problemem? To, że jesteśmy biedni i zadłużeni? Że gospodarka ma się tak, jak się ma? Że przemysł, media, banki i handel są w obcych rękach? Że majątek narodowy stopniał i topnieje nadal przez lekkomyślnośc tych, którym został powierzony zarząd nad nim? To wszystko są z pewnością istotne problemy, które powinny być przedmiotem naszej troski. Ale największym problemem jest diabeł na sejmowej mównicy (i nie tylko na niej, bo i w innych wystąpieniach polityków też przemawia, ale niechże ta mównica będzie symbolem całości), skryty głęboko w ludzkich sercach - diabeł, który działa, by niszczyć kraj i skłócać ludzi, by jeden występował przeciwko drugiemu i robił z niego "szmatę", pomiatając nim i lżąć. 

My wszyscy powinniśmy uczyć się miłować i poskramiać własny umysł i serce. Pewnie, że nikt z nas nie osiągnie w tym nigdy doskonałości. Jednak możemy się doskonalić - każdego dnia klękając do modlitwy, robiąc "rachunek sumienia" przed Bogiem, pochylając się nad Słowem Bożym i słuchając tego, co mówi do naszego serca Bóg, który chętnie pochwali to, co zrobiliśmy dobrze, a wskaże to, w czym uchybiliśmy i co musimy naprawić. Nikt z nas nie ma nad głową tylko aureolki świętości - raz ona zabłyśnie, a raz "wychodzą nam różki" i każdy dzień to jest zawsze duchowa walka o prawość serca i umysłu, walka z tym, który te "różki" nam doprawia, byśmy się stawali jemu podobni. "Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich" (List do Efezjan 6, 12). Dobrze by jednak było, gdyby do rządzenia nami zabierali się tylko ci, którym się sztuka miłowania i szczerego, bezinteresownego służenia bliźnim udaje lepiej, niż innym. Dobry polityk powinien być miłującym lud sługą - choć brzmi to pewnie utopijnie, jeśli widzimy nasze realia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz