piątek, 1 stycznia 2016

Skauci Chrystusa

"Ci więc, którzy przyjęli słowo jego, zostali ochrzczeni i pozyskanych zostało owego dnia około trzech tysięcy dusz. I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach" (Dzieje Apostolskie 2, 41 - 42)
Źródło: Evangelist Daniel Kolenda / Facebook
Te słowa, opisujące zawiązanie się pierwszej społeczności chrześcijańskiej, przyszły mi na myśl, gdy zobaczyłem widoczne tu obok zdjęcie. Zamieścił je znany zielonoświątkowy kaznodzieja, bliski współpracownik słynnego ewangelisty Reinharda Bonnke, Daniel Kolenda. Brat Daniel opatrzył je następującym obkaśnieniem: "To jest Kościół na Filipinach, gdzie ludzie przyszli podczas powodzi, by wspólnie uwielbiać Boga. Podczas naszych krucjat w Afryce, ludzie często stali w deszczu, aby słuchać Ewangelii (i ja głosiłem w deszczu). Jak bardzo jesteś głodny?"

Zacytowane na wstępie słowa są świadectwem wielkiego pragnienia nasycania się i życia na co dzień Ewangelią  Chrystusową. Są też świadectwem wielkiego pragnienia bycia Kościołem, życia w tak bliskiej więzi pomiędzy sobą, że można to porównać tylko z życiem rodziny. Tak! Kościół Chrystusowy to RODZINA! Rodzina dzieci bożych! Bóg - choć do każdego człowieka ma podejście bardzo indywidualne - nikogo nie powołuje do bycia jednoosobową "samodzielną jednostką chrześcijańską", lecz wciela każdego do Kościoła. Po pierwsze dlatego, że tam są ludzie, którzy już dłużej idą za Chrystusem. Po drugie dlatego, że tam są nauczyciele wiary, autorytety, osoby, które są powołane i uzdolnione do tego, by innych nauczać, by usługiwać słowem i radą. Po trzecie - i tu napiszę trochę obrazowo - jeden patyk łatwo złamać, a całą wiązkę nie sposób, i z jednym człowiekiem diabeł sobie może łatwo poradzić, a z Kościołem nie. Jezus mówi: "na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go" (Ewangelia Mateusza 16, 18). Po czwarte: Kościół jest i po to, byśmy jedni drugich umacniali w wierze, nasycali się wzajemnie słowem, dzielili się doświadczeniami wiary. Każdy z nas może z osobna coś wspaniałego z Bogiem przeżywać, odkrywać duchowe skarby poprzez modlitwę i medytację nad Słowem Bożym - i jest to cudowne. Mam takie - może trochę śmieszne - skojarzenie: każdy sam w domu może dla siebie ugotować jakieś smaczne danie, ale gdy umówimy się razem i każdy swoje danie przyniesie ze sobą na spotkanie, by dzielić się z innymi, to wówczas jest dopiero prawdziwa uczta. Tak samo jest ze spotkaniami Kościoła - gdy każdy przynosi to, co odkrywa w Słowie Bożym lub rozmowie z Bogiem i dzieli się tym z innymi, wówczas mamy duchową ucztę, duchową rozkosz i karmę dla wzrostu w wierze. Po piąte: Kościół jest postawiony na straży Ewangelii. Samemu można upaść i pobłądzić, a nawet całkowicie się zatracić, a w Kościele masz Braci i Siostry, którzy mogą cię chwycić i powiedzieć: "Ale, ale! Jesteś w błędzie! To wcale nie tak!" Po szóste... Ale właściwie czy potrzeba jeszcze jakiegoś "po szóste"?

Jestem urzeczony tym zdjęciem z Filipin, bo nie da się ukryć, że ludzie ci mieli z pewnością jeden bardzo dobry powód, by powiedzieć: "Cóż, jest jak jest, dziś nie idziemy na nabożeństwo!" i pewnie z tysiąc powodów mniejszych, też całkiem sensownych. A jednak postanowili pójść, by nasycać się i umacniać! Powodzie się zdarzają - wielka woda napływa i potem uchodzi i to tylko przejściowe trudności, choć niewątpliwie ogromna katastrofa i tragedia. A co mają powiedzieć ludzie, którzy muszą swe nabożeństwa odprawiać w najgłębszej tajemnicy? Poznałem pastora, który pełni od wielu lat posługę w komunistycznych Chinach. Gdy jechał tam po raz pierwszy, usłyszał pytanie: "OK, cieszymy się, że chcesz usługiwać, ale czy jesteś gotowy, by wygłosić 5 - 8 godzinne kazanie?" Znam też relacje z Amazonii, gdzie wśród Indian pojawił się taki głód Ewangelii i modlitwy, że misjonarze, kończąc nabożeństwo, słyszeli: "Dobrze, a teraz zacznijmy następne!" Jestem ogromnie zbudowany postawą ludzi, którzy potrafią nie myśleć o tym, jaka panuje sytuacja, jak daleko trzeba iść i jak wiele trudu będzie trzeba, by dojść, lecz po prostu idą, bo tak wielkie jest w nich pragnienie. A my? Czy czasem nie zniechęca nas deszcz, wiatr lub śnieg - nawet jeśli do miejsca, gdzie się gromadzi Kościół mamy 5 minut drogi? Wiecie, to zdjęcie mnie fascynuje, ale także... zawstydza! 

Boże nasz, dawaj każdemu i każdej z nas - także mnie - w sercu tak wielkie pragnienie bycia uczniem w Chrystusowym Kościele! Uczniem tak spragnionym, by nic nie mogło nas powstrzymać, twardym "chrystusowym skautem" gotowym na wszystko!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz