piątek, 29 stycznia 2016

Prawo Boże prawem wiecznym

"Ale teraz w Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa. On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części [ludzkości] uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur - wrogość. W swym ciele pozbawił On mocy Prawo przykazań, wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch [rodzajów ludzi] stworzyć w sobie jednego nowego człowieka, wprowadzając pokój,  i [w ten sposób] jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości" (List do Efezjan 2, 13 - 16 - tłum. Biblia Tysiąclecia)
Ostatnio spotkałem się z dziwnym przekonaniem, jakoby "Jezus unieważnił przykazania", przy czym powołano się na werset Ef 2, 15. Faktycznie, gdy sięgniemy po niektóre przekłady Biblii, możemy w nich przeczytać: "On zniósł zakon przykazań i przepisów..." (Biblia Warszawska), "On zniósł Prawo przykazań..." (przekład dosłowny EIB), "On zniósł Prawo oparte na przykazaniach..." (Nowe Przymierze). Rozmowa, w której padł ten werset dotyczyła konkretnie wizerunków i ich kultu w Kościele katolickim. Mój rozmówca stwierdził, że nawet gdybym miał rację, że Bóg zakazał czynienia sobie wizerunków do celów kultycznych ("Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył..." - 2. Księga Mojżeszowa 20, 4 - 5), to i tak "nie ma to żadnego znaczenia", bo "Jezus anulował przykazania". Aż mnie kusiło, by zapytać, czy w takim razie uważa, że można swobodnie kogoś pobić albo i zabić, kraść lub cudzołożyć...

Jezus mówi: "Nie mniemajcie, że przyszedłem rozwiązać zakon albo proroków; nie przyszedłem rozwiązać, lecz wypełnić. Bo zaprawdę powiadam wam: Dopóki nie przeminie niebo i ziemia, ani jedna jota, ani jedna kreska nie przeminie z zakonu, aż wszystko to się stanie. Ktokolwiek by tedy rozwiązał jedno z tych przykazań najmniejszych i nauczałby tak ludzi, najmniejszym będzie nazwany w Królestwie Niebios; a ktokolwiek by czynił i nauczał, ten będzie nazwany wielkim w Królestwie Niebios" (Ewangelia Mateusza 5, 17 - 19). Prawo Boże wciąż pozostaje Prawem i nie wolno go ignorować. Cała zmiana, jakiej dokonał Jezus, to uwolnienie nas od skutków prawa, od konsekwencji naszych grzechów. "... Wszyscy, którzy polegają na uczynkach zakonu, są pod przekleństwem; napisano bowiem: Przeklęty każdy, kto nie wytrwa w pełnieniu wszystkiego, co jest napisane w księdze zakonu. (...) Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu, stawszy się za nas przekleństwem, gdyż napisano: Przeklęty każdy, który zawisł na drzewie..." (List do Galatów 3, 10 i 13). Gdy kiedyś Pan powróci, by sądzić ludzi, miliony ludzi będą sądzonych bardzo szczegółowo i surowo na podstawie Prawa, i usłyszą wyrok zgodny ze swoimi winami. Inaczej będzie z tymi, którzy należą do Chrystusa, bowiem my zostaliśmy wykupieni i usprawiedliwieni. "Bo nie posłał Bóg Syna na świat, aby sądził świat, lecz aby świat był przez niego zbawiony. Kto wierzy w niego, nie będzie sądzony; kto zaś nie wierzy, już jest osądzony dlatego, że nie uwierzył w imię jednorodzonego Syna Bożego. A na tym polega sąd, że światłość przyszła na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność, bo ich uczynki były złe" (Ewangelia Jana 3, 17 - 19).

Nie wolno nam lekceważyć Prawa, bowiem lekceważenie Prawa jest lekceważeniem Boga, który to Prawo ustanowił. Nie można prawdziwie kochać Boga, nie szanując Prawa, które nam dał. Ktoś może powiedzieć: Jezus sam łamał Prawo - uzdrawiał w szabat, bronił winnych grzechu przed ukamieniowaniem i uczniów, którzy w szabat zrywali kłosy. Jednak jest On przede wszystkim Panem ponad Prawem - Bóg ustanowił prawo dla człowieka, nie dla siebie. Jezus uczył też nowego spojrzenia na prawo, pełniejszego zrozumienia tak Prawa, jak i tego, jak na te sprawy patrzy Bóg. Nie zniósł, ani nie złagodził żadnych zapisów Prawa, które by się tyczyły moralności czy kultów. Prawo Boże wciąż jest Prawem Bożym i my wciąż tak samo mamy je znać i szanować. Trudno sobie wyobrazić chrześcijanina, który by żył z kobietą bez ślubu, kradł w sklepie, podbierał ludziom pieniądze, itp., prawda? Nie myślcie, że byłby taki człowiek miły Bogu, byle tylko wierzył i w niedzielę przychodził do kościoła i pobożnie składał ręce do modlitwy! "Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie" (Ewangelia Mateusza 7, 21). A czy Prawo nam dane nie jest częścią woli Ojca dla naszego życia? Tak naprawdę Jezus łamał nie Prawo Boże, lecz ludzkie podejście do Prawa - dał na to Prawo jakby strumień bożego światła

Jedno się tylko zmieniło.Prawo Boże jest wspaniałe, ale jest jeden problem: MY! Otóż my nie jesteśmy w stanie tego prawa tak do końca przestrzegać. Nigdy nie zabiłem ani nie pobiłem człowieka - dobrze. Kiedyś, jeszcze jako dziecko, dopuściłem się kradzieży, ale zostałem połajany i nauczyłem się, że to jest złe i moja ręką nie wyciąga się po cudze - dobrze. Nie praktykuję bałwochwalstwa - dobrze. Nie współżyję bez ślubu, ani nie jestem homoseksualistą - dobrze. Ale na każde takie moje "dobrze" w sprawach oczywistych i dużych, może przypadać bardzo wiele "źle" w sprawach, które bagatelizuję, lub mogę nawet zupełnie ich nie dostrzegać, a które Bóg widzi i nie podoba mu się to. Może być to przykre słowo komuś powiedziane, rzucone w emocjach przekleństwo, złorzeczenie drugiemu człowiekowi, itd. Choć może się to zdawać dziwne, nawet w swojej religijności można się dopuścić grzechu! Czasem ktoś myśli: "Pan powiedział mi że...", a idąc za tym, co niby "usłyszał od Pana", wyrządza wielką krzywdę drugiemu człowiekowi. Łatwo też się zapędzić w pychę i przekonanie o własnej "nieomylności". Jestem pewien, że dziennie na 10 grzechów, których nie popełniam, jest pewnie 100 innych, na których się "wykładam"! Są też takie grzechy, z którymi sobie od dawna nie potrafię poradzić, choć Jezus mi je regularnie pokazuje i mówi co i jak! "...kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł" (1. List do Koryntian 10, 12). Już, już wydaje się, że "trzymam równowagę", a tu bach! i leżę!

"Ktokolwiek bowiem zachowa cały zakon, a uchybi w jednym, stanie się winnym wszystkiego. Bo Ten, który powiedział: Nie cudzołóż, powiedział też: Nie zabijaj; jeżeli więc nie cudzołożysz, ale zabijasz, jesteś przestępcą zakonu" (List Jakuba 2, 10). Nie jesteśmy w stanie prowadzić doskonałego i bezgrzesznego życia, ze względu na naszą zepsutą naturę. Co więcej, żadne nasze dobre uczynki nie niwelują zła, którego się dopuszczamy. Gdyby nie Jezus Chrystus, nasza sytuacja byłaby zupełnie beznadziejna. Bóg postanowił jednak wziąć to wszystko na siebie, stać się na pewien czas człowiekiem, a potem wszystko to, w czym my uchybiamy ponieść na krzyż na Golgocie. W Chrystusie jesteśmy wolni i Prawo nie ma już nad nami mocy, ale to wcale nie znaczy, że przestało ono istnieć, że możemy je ignorować, bowiem Boże Prawo jest dla nas pouczeniem, jak mamy żyć. Chrześcijanin to ktoś, kto ma Boże Prawo wpisane w serce i może za psalmistą śpiewać: "W sercu moim przechowuję słowo twoje, Abym nie zgrzeszył przeciwko tobie" (Psalm 119, 11).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz