piątek, 1 stycznia 2016

Słowa - owoce z naszych ust

"Niech żadne nieprzyzwoite słowo nie wychodzi z ust waszych, ale tylko dobre, które może budować, gdy zajdzie potrzeba, aby przyniosło błogosławieństwo tym, którzy go słuchają" (List do Efezjan 4, 29)
Niewiele jest zachowań,które irytują mnie w podobnym stopniu, co wulgarne słownictwo. Niestety, ohydne słowa stały się czymś zupełnie powszednim. Słyszymy je każdego dnia na ulicy, w pociągu, w autobusie, w wielu domach (skąd niestety wynoszą je dzieci, dla których stają się one normalnymi składnikami codziennej mowy), a także z ekranów kinowych i telewizyjnych (nawet w wielu filmach adresowanych do dzieci pojawiają się słowa może nie niecenzuralne, ale z pewnością niekulturalne!). Oswoiliśmy się z nimi tak dalece, że coraz rzadziej ludzie reagują z oburzeniem, gdy one rozbrzmiewają. Dzieci obecnie posługują się słowami, które niegdyś - gdy się pojawiały z dziecięcych ust - były z nich wybijane za pomocą paska lub dłoni, a w najlepszym razie "czyszczono" zbrukane wulgaryzmami usta za pomocą szarego mydła, co z pewnością do przyjemności nie należało. A dziś niektórzy dziwią się, a nawet oburzają, gdy w ogóle ktoś zwraca im uwagę na niestosowne słownictwo. Jeszcze bardziej przeraża mnie fakt, że takiego słownictwa używają także ludzie, którzy twierdzą, że wierzą w Boga i chodzą do kościoła. Co myśleć o człowieku, który opowiada, jak to chodzi na nabożeństwa i modli się, a potem rzuca słowami takimi, że "uszy więdną"? Słysząc takich, zastanawiam się, czy wobec Chrystusa, bądź to w rozmowie z Nim, też by takich słów używali i czy może wypowiadają je także modląc się do Boga podczas nabożeństw? Jakoś nie sądzę... No wiec: jak to możliwe, że nie dostrzegają własnego duchowego problemu, jakim jest wulgarne słownictwo?

Jeśli zajrzymy do greckiego oryginału listu, znajdujemy słowo σαπρός (czyt. sapros), które oznacza skażone, zgniłe, spróchniałe, zepsute... Przez co skażone? Przez grzech! Przez kogo zepsute? Przez diabła! To słowa złe i nie służące niczemu dobremu. Co więcej, szerzące spustoszenie. Nasuwa mi się skojarzenie z koszem pełnym jabłek - jeśli jedno jabłko zaczyna gnić, trzeba je natychmiast usunąć, bo inaczej zgnilizna od razu dotknie też pozostałe! Dlatego tak bardzo istotne jest, byśmy uważali na to, jakim językiem się posługujemy, byśmy dbali o "higienę" naszej mowy. Musimy się o to troszczyć przez wzgląd na siebie samych, by podobać się Bogu, ale także przez wzgląd na innych, by nie być powodem zgorszenia. Diabeł podsuwa nam wulgarne słowa, ale nam nie wolno jego mowy przejmować. Nie tylko nie powinniśmy sami w ten sposób mówić, ale też odsuwać od siebie to, gdzie taka mowa jest zawarta - wulgarne filmy, gazety, piosenki, książki, czy też towarzystwo wulgarnie wypowiadających się ludzi.
 
Powinniśmy się troszczyć zawsze o to, by nasza mowa podobała się Bogu, by w naszej mowie była treść piękna i duchowa. Jezus powiedział kiedyś faryzeuszom: "Jakże możecie mówić dobrze, będąc złymi? Albowiem z obfitości serca mówią usta. Dobry człowiek wydobywa z dobrego skarbca dobre rzeczy, a zły człowiek wydobywa ze złego skarbca złe rzeczy" (Ewangelia Mateusza 12, 34 - 35). Mowa człowieka o pięknym sercu, będzie piękna - a mowa zgniła i wulgarna obnaża zepsute serce człowieka. Kiedy indziej Jezus powiedział: "Po ich owocach poznacie ich. Czyż zbierają winogrona z cierni albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, ale złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo rodzić złych owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców" (Ewangelia Mateusza 7, 16 - 18) i choć mówił wówczas o fałszywych prorokach i ich naukach, to jednak to samo porównanie, jakiego użył, jest tak naprawdę bardzo uniwersalne i uważam, że ze spokojem możemy je zastosować. Skoro "z obfitości serca mówią usta", jak mówi Pan, to czyż słowa nie są owocem serca? Jak najbardziej są! I myślę, że możemy powiedzieć: każde dobre serce wydaje dobre słowa, a złe, zepsute serce będzie wydawało złe i zepsute słowa!

Pan mówi do nas: "Świętymi bądźcie, bom Ja jest święty, Pan, Bóg wasz" (3. Księga Mojżeszowa 19, 2) i "Bądźcie wy tedy doskonali, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest" (Ewangelia Mateusza 5, 48). A z ust Chrystusa nigdy nie wyszło żadne nieprzyzwoite słowo! Oczywiście my jesteśmy tylko grzesznymi ludźmi, skażonymi przez zło i łatwo ulegającymi wpływom diabła. I może się zdarzyć, że mowa nasza ulegnie zepsuciu - a wówczas powinniśmy umieć dostrzec problem, przeprosić Boga za grzech i prosić go o dar mowy świętej i czystej - tak, by to, co wychodzi z naszych ust, było zawsze dobrym owocem, było budujące dla innych i służyło tylko dobru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz