wtorek, 5 stycznia 2016

Nowy początek

"Zbliżcie się do Boga, a zbliży się do was. Obmyjcie ręce, grzesznicy, i oczyśćcie serca" (List Jakuba 4, 8)
"...zaczął się nowy rok, który jak zwykle przynosi nowe oczekiwania, nowe wyzwania, nowe nadzieje, nowe pragnienia, nowe plany i zamierzenia. Tylko to życie - wciąż i uparcie to samo: stare problemy, stare nawyki, stare znajomości... Ileż starych, niechcianych brzemion wciąż niesiesz? (...) ...droga do poznania Boga zaczyna się od szczerości" ("Dobry Zasiew 2016, 2 stycznia)

Każdego roku miliony ludzi przygotowują się do wejścia w Nowy Rok: kupno fajerwerków, zarezerwowanie wstępu na sylwestrowe "party", przygotowania do "domówek", szukanie strojów, układanie menu, kupno alkoholu (niestety zbyt często w nadmiernych ilościach!)... W wieczór 31 grudnia już na kilka godzin przed północą rozrywają się z hukiem petardy, a niebo rozświetlają wielobarwne fajerwerki. Potem odliczanie: 10... 9... 8... 7... 6... 5... 4... 3... 2... 1... SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! Zwykle mamy wówczas wiele postanowień: "Od Nowego Roku będę...." Opada kartka z kalendarza i mamy 1 stycznia. Wielkie sprzątanie i także  (niestety) trzeźwienie (lub co gorsza "dolewanie"!), a po kilku dniach już żyjemy tak, jak żyliśmy dotąd. Nasze wielkie "noworoczne postanowienia" zwykle nie żyją zbyt długo, niewiele tylko dłużej, niż trwa "sylwestrowa atmosfera"!

Zbyt wielkie znaczenie przywiązujemy zazwyczaj do czegoś, co zupełnie nie jest ważne. "Sylwester" to przecież tylko data, kartka z kalendarza. To nie jakieś "kosmiczne wydarzenie", "wielki przełom" - to tylko zwykły "punkt styczny" łączący ze sobą kolejne cykle naszego sposobu obliczania czasu. Jak cały nasz kalendarz jest on tylko umownym i bez większego znaczenia. Nie mam absolutnie nic przeciwko świętowaniu, nie sprzeciwiam się wielkim balom, "domówkom" i fajerwerkom. Podobno w średniowieczu Kościół katolicki głosił, że świętowanie Nowego Roku / "Sylwestra" to "grzech". Nie! Nie jest to grzechem, bo zabawa i radość nie są grzechem, o ile nie odwracają naszej uwagi od spraw najważniejszych. Oczywiście wszystkim życzę na ten Nowy Rok pogody ducha, szczęścia, sukcesów zawodowych, prawdziwej miłości, ale nade wszystko życzę, by był to rok codziennych spotkań z Bogiem i zajmowania się tym, co dla naszego istnienia i naszej przyszłości jest NAPRAWDĘ WAŻNE!

Jak każdy mam wielu znajomych. Czasem jednak zastanawiam się: kogo tak naprawdę obchodzę? Wiecie, wydaje mi się - choć może zabrzmi to pesymistycznie - że większość ludzi, których znamy traktuje nas w gruncie rzeczy obojętnie. Niby wydają się nam życzliwi, niby się do nas uśmiechają i kiwają nam, ale tak w gruncie rzeczy nie dostrzegą nawet, jeśli zginiemy z ich życia. "Cześć!" - "Cześć!" na ulicy. Czasem nawet grzecznościowe: "Jak się masz?" - "A jakoś leci..." Co mamy mówić? Że coś nas boli, że właśnie idziemy do szpitala i czeka nas trudna operacja, że mamy problemy, że przeżywamy stratę kogoś bliskiego... Większość ludzi, nawet jeśli cię lubi i dobrze tobie życzy, to jednak generalnie ma i tak "gdzieś" twój problem i może pokiwają głową: "no tak, tak, współczuję, nie łam się...", ale potem ty idziesz swoją drogą, oni swoją...  Niestety, nawet w Kościele bywa czasem tak: "jesteś to jesteś, a jak cię nie ma, to też niewielki kram", co mnie szczególnie przeraża!

Tymczasem Bóg jest kimś, kto jest tobą szczerze zainteresowany, do kogo warto przyjść i przy kim warto się zatrzymać, i otworzyć szeroko swoje serce. Bóg jest zainteresowany wszystkim, co w sobie nosisz - twoimi wielkimi i małymi problemami. Jednak wielu ludzi woli Boga omijać szerokim łukiem, bo Bóg jest zainteresowany nie tylko tym, co doskwiera człowiekowi, ale także - a raczej przede wszystkim tym, co Bogu samemu doskwiera w człowieku. Czasem ludzie wzdychają do Boga, żeby zrobił dla nich coś - zdrówko by się przydało, dobra praca i może jakaś wygrana w totku. A Bóg nie jest "studnią życzeń". Bóg pragnie, byśmy się do Niego zbliżyli i nawiązali relację. Owszem, możemy się przed Bogiem "wygadać", ale musimy być także gotowi na to, że i On ma nam coś do powiedzenia. W dodatku to "coś" nie zawsze będzie po naszej myśli, mocno opanowanych przez grzeszne  żądze, i.... Wiecie, gdy Bóg przemawia do człowieka, to człowiekowi nie zawsze się podoba to, co od Boga na swój temat słyszy. Musimy być gotowi nie tylko słuchać, ale także przyjmować do realizacji to, co słyszymy! Możemy mówić o swoich problemach, ale musimy także pozwolić Bogu mówić o naszych problemach, które On widzi i zgodzić się na to, że On chce coś zrobić z naszym życiem. Jeśli chcesz doświadczać łask, musisz być gotowy na Boże działanie w twoim życiu, na Boże ingerencje, na surowy osąd i na poddanie się temu wszystkiemu, co Bóg chce tobie powiedzieć i jak chce tobą pokierować. Właśnie dlatego, że Bogu nie jesteś obojętny i że Bóg pragnie ofiarować tobie więcej niż chwilowe zainteresowanie!

Bóg pragnie być blisko nas i wszystkich naszych spraw. Bóg ofiaruje nam siebie, o ile my jesteśmy gotowi ofiarować się Jemu, wsunąć swoją dłoń w Jego dłoń wyciągniętą ku nam i pozwolić się prowadzić przez życie. Aby to było możliwe, Bóg sam najpierw musiał zapłacić za nasz grzech, wykupić nas z niewoli, która ciągnie nas do piekła i obmyć nas z win. Bóg jest święty i doskonały i aby zbliżyć się do Niego, musimy poddać się oczyszczeniu. I to jest właśnie Nowy Początek, który naprawdę ma znaczenie i wart jest tego, by weń wchodzić i go celebrować!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz