wtorek, 19 stycznia 2016

Nim uczynisz coś złego...


Był to ostatni wieczór roku 2015 w amerykańskim mieście Fayeteville (Północna Karolina). Wierni, skupieni w niewielkiej lokalnej kongregacji "Heal the Land Outreach Ministries" postanowili ten wieczór spędzić inaczej, niż miliony ludzi - nie na hucznej zabawie przy muzyce i strumieniach alkoholu, lecz na modlitwie i uwielbieniu. W nabożeństwie, któremu przewodniczył pastor Larry Wright, emerytowany sierżant amerykańskiej armii, brało udział ok. 60 osób. Nikt z nich, idąc na noworoczne nabożeństwo, nie spodziewał się, że tego wieczoru, na ich oczach, Bóg uczyni wielki cud.

Około 20 minut przed północą i nastaniem Nowego Roku, pastor Wright był akurat w trakcie kazania i  mówił o problemie, jakim jest przemoc, zwłaszcza ta z użyciem broni. Nagle zobaczył, jak otwierają się drzwi kaplicy i wchodzi młody - około 20-to, 30-to letni - mężczyzna z pistoletem maszynowym w jednej, a pełnym nabojów magazynkiem w drugiej ręce. W pierwszej chwili pomyślał, że broń jest imitacją, ale starczyła chwila, by, jako doświadczony żołnierz, poznał po nabojach, że broń jest prawdziwa. Obcy szedł ku ołtarzowi, unosząc broń do góry. Pastor przerwał kazanie i podszedł do niego, pytając: "W czym mogę ci pomóc?" i w gotowości obezwładnienia przeciwnika, gdyby ten był agresywny i chciał strzelać. Ten jednak zachowywał się spokojnie i pozwolił, by pastor wyjął broń z jego ręki i oddał diakonowi. Przybysz poprosił go o modlitwę, mówiąc, że Bóg mu powiedział, by, zanim uczyni coś złego, co chciał uczynić, poszedł do kościoła. Pastor Wright uściskał mężczyznę, a po nim uczyniło to samo także czterech diakonów zboru, by dać mu odczuć, że jest kochany i że jest dla niego miejsce w Kościele. Młody mężczyzna został zaproszony do ławki, stojącej zaraz z samego przodu, a pastor wrócił na kazalnicę, by dokończyć kazanie.

Ktoś z uczestników nabożeństwa o incydencie zawiadomił policję. Funkcjonariusze jednak, na prośbę pastora Wrighta, pozostali na zewnątrz kaplicy, nie przerywając nabożeństwa. Gdy nabożeństwo dobiegało końca, pastor wezwał, by ci, którzy potrzebują modlitwy i chcą, by się o nich modlić, wyszli do przodu i klęknęli przed ołtarzem. Jest to dobra praktyka wielu zborów ewangelicznych. Ów człowiek, który wszedł do kaplicy z bronią, wystąpił do przodu, by ze łzami w oczach prosić Boga o zbawienie. "Ja zszedłem i modliłem się z nim, objąwszy go. Było to jak ojcowskie objęcie syna." Po modlitwie poinformował niedoszłego zabójcę, że poza kaplicą czeka na niego  policja, i ten oddał się w jej ręce. Nim jednak tak się stało, stanął on przed wiernymi, by przeprosić ich za zdarzenie, które mogło być dla nich przykre, bowiem z pewnością ich wystraszył, i dał przed nimi świadectwo, jak Bóg uchronił go tego wieczoru przed dokonaniem okropnej zbrodni.

Przybysz okazał się być człowiekiem, który wyszedł z więzienia, dostał nową pracę, poznał kobietę swego życia i ożenił się. Media nie podają, co takiego się zdarzyło, że sięgnął po broń, by mordować. Wydaje się, że można to wytłumaczyć tylko szatańskim atakiem. Pastor Wright relacjonuje, że choć jego życie zdawało się właśnie rozkwitać, to jednak wyraźnie był on w złym stanie emocjonalnym, można było poznać w nim człowieka zrozpaczonego. Jednak gdy szedł, by zapewne odebrać życie wielu ludziom, zdarzyło się coś niezwykłego. Według jego własnych słów, Bóg powiedział mu, że zanim zrobi coś złego, niech wejdzie do kościoła. I tu mała dygresja: "Gazeta Wyborcza" / Gazeta.pl jako bodaj jedyne polskie media zrelacjonowały to zdarzenie swym czytelnikom, zamieniając jednak w relacji niedoszłego zabójcy: "Bóg powiedział..." na "ktoś powiedział...", jakby to był jakiś przypadkowy człowiek, podczas gdy oryginalne relacje nie pozostawiają cienia wątpliwości, że był to "głos z nieba" - w ten sposób cud zmieniono na "szczęśliwe zrządzenie losu", byle tylko nie dać świadectwa, że Bóg jest realny i aktywny! Takie sensacje "dobrze się sprzedają", ale Bóg i cuda nie są w nich zbyt "wygodne", a pomijanie Imienia Pana w mediach jest obecnie bardzo częste.

Nasz Bóg jest dobry i mocny! Wierzę, że ta historia się nie zakończyła - że ona się dopiero zaczęła. Człowiek ten prawdopodobnie został przewieziony do szpitala na obserwację psychiatryczną. Pastor Wright ma nadzieję, że nie wróci on do więzienia, i pragnie z nim nawiązać relację, by poprowadzić go w wierze, pielęgnując to "ziarno", które zostało w nim "zasiane".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz