poniedziałek, 11 stycznia 2016

Najgłębsza przyjemność

"Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Ewangelia Mateusza 5, 48 - tłum. "Biblia Tysiąclecia")
"Doskonałość nie jest wyrzeczeniem się przyjemności, lecz jej pogłębieniem" - napisał żyjący na przełomie IV i V w. Morgan z Walii, gruntownie wykształcony na najlepszych ówczesnych uczelniach religijnych mnich iryjski. Był on zapewne typowym dla niezależnego (!) Kościoła celtyckiego mnichem - ascetą, próbującym żyć w zgodzie z Bogiem i naturą. Był jednym z wielu mistrzów duchowych, którzy mieli wpływ na kształtowanie się celtyckiego chrześcijaństwa.

Czasem ludzie postrzegają chrześcijaństwo w zupełnie fałszywy sposób - jako zbiór zakazów i nakazów, które narzucili ludziom surowi przywódcy religijni nazywając to "prawem Bożym" i zmuszając do posłuszeństwa przez groźby, że Bóg nieposłusznych srodze ukarze. Oczywiście Słowo Boże to nie tylko miłe wersety, lecz także Prawo - i bywało tak, że Bóg był naprawdę surowy, lecz nawet surowość Boga nie służyła czemu innemu, jak tylko dobru ludzi, skierowaniu ich na drogę duchową, na której tylko mogli odnaleźć szczęście. Schyłek starożytności i średniowiecze to czas mnichów - ascetów. Prawdą jest, że chrześcijaństwo zostało z czasem między innymi przez nich spaczone, że skrajny ascetyzm katolicki wypaczył Słowo Boże, a bycie mnichem - ascetą wskazywano jako doskonalszą drogę do nieba, "życie bardziej podobające się Bogu" (fałsz!). Wieki takiego wypaczonego ascetyzmu niby-chrześcijańskiego - życia według absurdalnie surowych reguł zakonnych i cierpiętnictwa (biczowanie, noszenie "włosienic", itp., co jeszcze nie tak dawno było praktykowane w wielu katolickich klasztorach) - są dziś poważną przeszkodą, przez którą wielu ludzi nie chce w ogóle słuchać o Bogu! Chrześcijaństwo jest posłuszeństwem Bogu, podporządkowywaniem się i życiem według Słowa Bożego, także Prawa Bożego - co dziś wydaje się "ascetyzmem" i "fanatyzmem", bo świat jest zdominowane przez diabelskie (!) "róbta co chceta".

Wielu ludziom wydaje się, że Prawo Boże jest zbyt surowe, że zbytnio ogranicza człowieka, że Bóg odmawia człowiekowi prawa do "przyjemnego życia". Mówią: "Korzystaj z życia! Po co ci religia i jej przestarzałe prawo?" Co to znaczy "korzystaj z życia"? Chlaj na umór, "zaliczaj panienki", bogać się (choćby nieuczciwie), szastaj pieniędzmi... W każdej społeczności chrześcijańskiej można spotkać wielu ludzi, którzy tak właśnie "korzystali z życia". Ja też się do nich zaliczam - moją "wolnością" była pornografia, co wpędziło mnie w poważne problemy z osobowością i zajęło mnóstwo czasu, aby to odwrócić. Dla wielu owo "korzystanie z życia" skończyło się poważnymi chorobami ("choroba alkoholowa", choroby psychiczne), utratą wszystkiego, co posiadali, włącznie z godnością osobistą i domem (wielu "skończyło na ulicy"), a nawet więzieniem. Ja sam nie wiem, jak i gdzie bym skończył, gdybym żył tak, jak żyłem. Myślałem nawet: dla świata byłoby lepiej, gdybym umarł, niż by taki gnój jak ja miał po nim chodzić i... "korzystać z życia". Rzygać mi się chciało, gdy przyglądałem się sobie i swojemu życiu! A wydawać się mogłem i tak "całkiem przyzwoitym człowiekiem" - nie chlałem, nie ćpałem, nawet papierosów nigdy nie paliłem. A jednak znalazłem się na dnie, w okropnej - niemożliwej do opisania słowami - samotności. Jestem wdzięczny Bogu za to, że zszedł na to dno, aby wygrzebać mnie z mułu!

Nie kradnij, nie wyzyskuj bliźniego, nie upijaj się, nie cudzołóż, nie bądź homoseksualistą / lesbijką, nie obżeraj się, nie... Jeśli ktoś to traktuje jako "ascetyzm" a nawet "fanatyzm", to oczywiście ma do tego prawo. Ale jest to Boża droga doskonałości, szlak doskonałej... wolności! Morgan napisał dalej: "Wolność sprawia, że jesteśmy jak Bóg: jeśli wybieramy zło, to wolność staje się przekleństwem; jeśli wybieramy dobro, staje się naszym największym błogosławieństwem". Słowo Boże i Prawo Boże, którym posłuszeństwo jest "podkładem" dla pobożnego doskonalenia, nie służą ograniczaniu człowieka,  lecz stawianiu człowieka na nogi i oswobodzeniu. Życie chrześcijańskie nie oznacza wcale wyrzeczenia się przyjemności - ono dostarcza prawdziwej przyjemności tym, którzy oddają swe życie Bogu! 


Człowiek nie jest zdolny do doskonałości - przynajmniej nie w tym doczesnym świecie - i chrześcijanie nie są wcale doskonali, ani doskonalsi od innych. Chrześcijaństwo to nie doskonałość, ale dążenie do doskonałości, zbliżenie do Boga, który jest niczym kryształ, drogocenny klejnot, który jest uosobieniem świętości i doskonałości. Będąc tak świętym i tak doskonałym, Bóg jest też źródłem prawdziwej, doskonałej przyjemności. Gdy oddajemy swoje życie Bogu i podporządkowujemy się Jego Słowu, możemy się w tym źródle zanurzyć, znajdując w nim ukojenie, zaspokojenie, pokój serca, radość - i to w stopniu nieosiągalnym w żaden inny sposób. "Zanurzając się" w Bogu, otrzymujemy zupełnie nowe życie i odnowione człowieczeństwo. "Przyjemności" tego świata prowadzą do zagubienia, a w Bogu i tylko w Bogu człowiek może na nowo odnaleźć siebie samego i stać się człowiekiem na 100%. Gdy Bóg stworzył świat, uczynił człowieka na 100%, a diabeł okradł nas z większości naszego człowieczeństwa - i tylko Bóg może nam je zwrócić. Życie duchowe, życie chrześcijańskie nie jest w takim razie żadnym wyrzeczeniem, lecz właśnie niesamowitą przyjemnością, tak wielką głębią przyjemności, jakiej nie może dostarczyć nic na tym świecie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz