czwartek, 28 stycznia 2016

Dialog - droga na manowce

"[Stróż więzienny] wyprowadziwszy ich na zewnątrz, rzekł: Panowie, co mam czynić, abym był zbawiony? A oni rzekli: Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom" (Dzieje Apostolskie 16, 30 - 31). "I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni" (Dzieje Apostolskie 4, 12)
Przedwczoraj Kościół katolicki obchodził "dzień islamu". I to już po raz szesnasty, podczas gdy w meczetach jak dotąd nie zorganizowano ani razu "dnia chrześcijaństwa"! W założeniach jest to "dzień modlitw poświęcony islamowi". Tak, jak "dzień judaizmu" poprzedza "tydzień modlitw o jedność chrześcijan", tak "dzień islamu" następuje po nim. Wyznawcy judaizmu są nazywani "starszymi braćmi w wierze" - i jest to uzasadnione - więc czy muzułmanie są "młodszymi braćmi w wierze"? Cóż - tego właśnie uczy Kościół katolicki choćby przez takie a nie inne ulokowanie "dnia islamu" w kalendarzu. Tym, co mnie najbardziej zadziwia, jest fakt, że o ile katolicy bardzo zabiegają o jedność chrześcijan - oczywiście pod wodzą papieża, poprzez przyjęcie wiary katolickiej przez wszystkich - to nawracaniem żydów czy muzułmanów zdają się nie być zainteresowani, czy nawet postrzegają to jako jakiś "problem" na "drodze dialogu"! "Dzień judaizmu" nie jest dniem modlitwy, by żydzi rozpoznali Mesjasza w Jezusie z Nazaretu i by mogli być zbawieni. Tak samo "dzień islamu" nie jest dniem modlitwy, by poganom otworzyły się oczy i by oddali chwałę Bogu, który postanowił stać się na krótko człowiekiem, by On pociągnął ich do siebie - wyrwał spod wpływów fałszywego "proroka" i sprowadził pod swój krzyż, by z niego spłynęła na nich łaska zbawienia. Diabeł tak namieszał, że misję ewangelizacji świata i zbawiania ludzi zamieniono na poklepywanie ich i hipisowskie "peace & love"!

Kościół katolicki tak naprawdę robi ludziom ogromną krzywdę duchową - tak własnym wyznawcom, jak i wyznawcom islamu. Tworzy się złudzenie, że "islam to nie jest pogaństwo", że to "wiara tak samo dobra", że jest to "wiara w tego samego Boga, tylko trochę inaczej", że "Koran jest tak samo święty, jak Biblia" i że "Koran w zasadzie jest trochę inną Biblią"... Fałsz! Fałsz! Fałsz! Fałsz! Fałsz! Co osiągnięto? Choćby to, że gdy niedawno w komentarzu na jednej ze stron chrześcijańskich napisałem: "zarówno żydzi, jak i muzułmanie muszą spotkać w swym życiu Mesjasza Jezusa i pokłonić się przed Nim, jako Bogiem, aby być zbawionymi", pewien człowiek odpowiedział: "wcale nie muszą!" Więc ja się pytam: po co Chrystus się narodził i po co umarł na krzyżu, skoro "nie jest potrzebny do zbawienia"? I czy Bóg jest... kłamcą, skoro kazał nam przekazać, że tylko przez wiarę w Jezusa mamy pewne zbawienie? Jeszcze kilkadziesiąt lat temu kogoś, kto by modlił się razem z poganami, całował ich "święte księgi" i tratował jako "braci w wierze", nazwano by bałwochwalcą i bluźniercą. Dziś zaś żyjemy w czasach, gdy oburzenie wzbudza "grzech" przeciw... dialogowi. O tym, czym stał się dla wielu dialog, pisałem niedawno w tekście "Fałszywy bożek dialogu".

Nie ma człowieka, który by nie potrzebował Chrystusa! Nie ma innej drogi "do nieba", jak właśnie sam Bóg - Chrystus Pan! On o sobie powiedział: "Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie" (Ewangelia Jana 14, 6). Powiedział o sobie także: "Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony - wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę" (Ewangelia Jana 10, 9 - tłum. Biblia Tysiąclecia). Zauważmy, że Jezus nie powiedział: "Jestem jedną z dróg...", ani też: "Jestem jedną z bram..." Jezus wskazuje tylko na siebie! I w dodatku podkreśla bardzo silnie fakt, że jest samym Bogiem, bowiem "Ja jestem" (gr. ἐγώ εἰμί) było zwrotem zarezerwowanym dla Boga. Nie ma więc innej drogi "do nieba" niż klęknięcie przed Chrystusem i szczere, uczynione z wiarą wyznanie: "Pan mój i Bóg mój!" (Ewangelia Jana 20, 28). Och, jakież to "staroświeckie" i "niedialogowe", prawda? Czasem spotykam się z zarzutami, że jesteśmy "pyszałkami", bo swoją wiarę chrześcijańską traktujemy jako lepszą a swego Boga jago jedynego prawdziwego, i że przez to generujemy tylko spory, a nawet wojny religijne. Ale to sam Bóg mówi o sobie, że tylko On sam jest Bogiem i jedna jest tylko droga do niego! I on jest naszą chlubą - doskonały Bóg niedoskonałych ludzi! Nie jesteśmy doskonalsi, ani mądrzejsi od innych, ale jesteśmy zbawieni, bo związaliśmy się z Jedynym, który to mógł dla nas uczynić. I zostaliśmy powołani, nie do tego, by deptać po ludziach, ale by wciągać ich z odmętów grzechu na "arkę" ocalenia, którą jest krzyż Jezusa Chrystusa.

"Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem" (Ewangelia Mateusza 28, 19 - 20). Będąc sami zbawionymi, jesteśmy wezwani do tego, by współuczestniczyć w chrystusowej misji zbawiania świata. Być chrześcijaninem, znaczy być także apostołem (posłańcem) - jakby "asystentem" Chrystusa. Tak wiele mówi się dziś o dialogu i "wymianie kulturowej", bo "przecież możemy się od siebie wiele nauczyć". A cóż ma nam do przekazania islam, skoro wszystko, czego nam potrzeba, wszelkie wskazówki do dobrego, pobożnego i cnotliwego życia mamy zawarte w Biblii? Słowo Boże to nie tylko kwestie wiary, lecz także doskonały wzorzec dla codziennego życia - dla tego, jak mamy pracować i jak mamy kształtować nasze postępowanie, jak mamy się odnosić do innych. To MY posiadamy coś, czego im brakuje, i to MY mamy być ich nauczycielami! To MY jesteśmy posłani, by nieść im Słowo Boże - nie by od nich uczyć się pobożności. Musimy umieć patrzeć i słuchać, ale po to, by gromadzić wiedzę i wykorzystywać ją dla skutecznego nauczania, dla ewangelizacji. Musimy umieć docenić dobro, które gdzieś w ludziach znajdujemy - a jest ono także w islamie - lecz do niego niezwłocznie dokładać to, co my mamy, a czego im dramatycznie brakuje, tj. Ewangelię Pana Jezusa Chrystusa! "A Paweł, stanąwszy pośrodku Areopagu, rzekł: Mężowie ateńscy! Widzę, że pod każdym względem jesteście ludźmi nadzwyczaj pobożnymi. Przechodząc bowiem i oglądając wasze świętości, znalazłem też ołtarz, na którym napisano: Nieznanemu Bogu. Otóż to, co czcicie, nie znając, ja wam zwiastuję" (Dzieje Apostolskie 17, 22).

Bóg kocha muzułmanów, ale równocześnie nienawidzi islamu, tak samo jak wszelkich innych kultów!  Bóg kocha muzułmanów i pragnie ich zbawić, ale w islamie to nie jest możliwe! W "duchu dialogu" zaś jesteśmy uczeni jednakowego szacunku do człowieka i do jego wierzeń, co jest ewidentnie sprzeczne z chrześcijaństwem. W Wielkiej Brytanii ostatnio pewna grupa wywołała spore zamieszanie, bo przeszli przez "dzielnicę muzułmańską" z krzyżami w ręku. Musiała przyjechać policja, by ich ochraniać przed agresywnymi muzułmanami. Potem jakiś anglikański ksiądz i jakaś kobieta wypowiadali się, jak ci, którzy nieśli krzyże zrobili coś "złego" i jak to oni chcą życia w pokoju z muzułmanami. Mówili o "potrzebie życia w pokoju", ale nie padło ani jedno słowo o zupełnie realnej potrzebie głoszenia Ewangelii nowym sąsiadom wyznającym islam! Ktoś Ducha Chrystusowego w Kościele podmienił na "ducha dialogu"! Jeśli Duch Chrystusowy mówi: "idź, nauczaj i chrzcij", a "duch dialogu" mówi: "siedź, pierdź (za przeproszeniem) w poduszkę i uśmiechaj się do wszystkich, zadowolony ze swego 'chrześcijaństwa'", to cóż to za istota kryje się za tym "duchem dialogu"? Czy aby nie ten sam, który bardzo nie chce, by Ewangelia była głoszona, który od najdawniejszych czasów wojuje z Chrystusem? Diabeł cieszyłby się, gdyby ludzie zupełnie odrzucili Boga, ale jeśli jednak mają do Niego jakiś sentyment, to żeby chociaż przestali poważnie traktować jego nauki i polecenia... "Znam uczynki twoje, żeś ani zimny, ani gorący. Obyś był zimny albo gorący! A tak, żeś letni, a nie gorący ani zimny, wypluję cię z ust moich" (Apokalipsa 3, 15 - 16).

Dialog to nowa moda, podczas gdy ewangelizacja wydaje się taka... "staroświecka". Dialog jednak - taki, do którego jesteśmy obecnie przekonywani, jako do "drogi budowania porozumienia i pokoju między ludźmi" - nie przybliża do prawdy, a nawet od niej oddala. Wielu ludzi, nawet na pozór religijnych, w "duchu dialogu" bardzo oddaliło się od Boga. "Bądźcie trzeźwi, czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć" (1. List Piotra 5, 8). Cóż za korzyść z dialogu, nawet jeśli przez moment może jest miło, gdy finał jest w diabelskiej otchłani? Diabeł kusi nas "pokojem" i "lepszym światem", do którego mamy próbować dojść na drodze dialogu, lekceważąc Bożą prawdę i Bożą wolę. Boża droga to nie dialog, lecz EWANGELIZACJA! Czasem zastanawiam się, dlaczego w ostatnim czasie tak często słyszymy świadectwa o nawracaniu się muzułmanów, którym objawia się Jezus i myślę, że może Jezus zaczął się objawiać wybranym, bowiem ci, których powołał na nauczania / ewangelizacji toczą bezsensowne "dialogi" z islamem, zamiast głosić muzułmanom Ewangelię. Dialog jest bardzo pożyteczny... jeśli służy jako narzędzie do realizacji bożego planu głoszenia Ewangelii i zbawiania ludzi! W przeciwnym razie jest diabelskim oszustwem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz