sobota, 23 stycznia 2016

Ateistyczna mitologia

"Głupi rzekł w sercu swoim: Nie ma Boga" (Psalm 53, 2)
Pewien wojujący ateista, siejący spory zamęt na jednej z chrześcijańskich stron (bywają one dość często obiektem tego rodzaju ataków), napisał przedwczoraj do mnie: "Zacznij samodzielnie myśleć i przestań się bać". Takie zachowania potrafią być dość męczące, ale z drugiej strony nawet lubię takich przeciwników, bo nie potrzeba żadnego wysiłku intelektualnego do tego, by ich "mądrości" upadły - starczy im... nie odpowiadać. Jedno z "Praw Murphy'ego" głosi: "Nigdy nie kłóć się z głupcem – ludzie mogą nie dostrzec różnicy". Mądry Król Salomon zaś napisał: "Nie odpowiadaj głupiemu według głupstwa jego, abyś mu i ty nie był podobny. Odpowiedz głupiemu według głupstwa jego, aby się sobie nie zdał być mądrym" (Księga Przysłów 26, 4 - 5 - tłum. "Biblia Gdańska"). Innymi słowy: gdy masz do czynienia z głupcem, nie spieraj się z nim, a co najwyżej powiedz coś takiego, że "aż mu w pięty pójdzie" a wszyscy wokół wybuchną śmiechem - to środek ostatniej nadziei na to, że głupi pojmie, że jest głupi i zawstydzony zacznie szukać mądrości.

Nie sposób znaleźć jakiegokolwiek racjonalnego fundamentu dla powszechnego wśród ateistów - czy raczej antyteistów, bowiem są to w gruncie rzeczy otwarci wrogowie Boga - że inteligencja i zdolność samodzielnego myślenia tylko oddalają od Boga i że religijność to cecha ludzi głupich i lękliwych. Wielki Ludwik Pasteur powiedział kiedyś: "Mało wiedzy oddala od Boga. Dużo wiedzy sprowadza do Niego z powrotem". Gdy człowiek gromadzi wiedzę, naturalnym jest, że stawia coraz więcej i więcej pytań, także o to, jak powstał świat, jak to możliwe, że zaistniało życie i jaki jest sens naszego życia. Każdego rozsądnego człowieka prowadzi to do postawienia sobie pytania o Boga - i jedni pojmują, że Bóg jest, a inni... Cóż, gubią się wciąż w "naukowych" absurdach - i później mamy, że przez dziesiątki lat mówiło się o "wielkim wybuchu" u zaraniu dziejów wszechświata, a obecnie coraz częściej mówi się: a jednak nic takiego nie było; że o powstaniu życia mówi się, że u jego zarania była "kosmiczna prazupa", w której materia organiczna przekształciła się w organiczną, a dziś wiadomo, że nie mogło się to zdarzyć w atmosferze zawierającej tlen, ani nie mogło się to zdarzyć w atmosferze nie zawierającej tlenu... Jeśli chcemy się dowiedzieć, jak funkcjonuje jakieś urządzenie, pytamy o to jego konstruktora. Jeśli chcemy się dowiedzieć czegoś o świecie, też musimy się zwrócić do Tego, który ten świat stworzył. Do prawdy, że Bóg jest i do poznania Pana dochodzi się nie tylko przez wiarę, ale także przez rozum!

Równie niedorzeczne jest przekonanie, że ludzie wierzą w Boga kierując się lękiem. Czy lękiem kierowali się apostołowie, z których tylko jeden Jan zmarł śmiercią naturalną, i to po wielu torturach? Czy lękiem kierowali się pierwsi chrześcijanie, którzy na arenie cyrkowej ginęli rozszarpywani przez lwy? Czy lękiem kierowali się ludzie, którzy w średniowieczu byli torturowani i ginęli na stosach za swą wiarę? Ateiści mają jakieś dziwne wyobrażenie o chrześcijańskim Bogu. Nie wierzą w niego, a jednak wypominają mu "masowe mordy" (jak np. potop albo Sodomę i Gomorę) i wszelkie okrucieństwa. Ich wizja Boga pochodzi z głębokiego średniowiecza, gdy Kościół katolicki rzeczywiście trzymał ludzi w strachu przy wierze. Ateiści śmieją się z chrześcijaństwa, że "wiara to średniowieczny zabobon", a to tylko oni sami trzymają się kurczowo błędnego, średniowiecznego wyobrażenia Boga! Bóg nie trzyma człowieka przy sobie w "kajdanach strachu", lecz z nich uwalnia i wielokrotnie powtarza: "Nie lękaj się!" Gdy chrześcijanie ginęli w cyrkach Rzymian, śpiewali hymny. Gdy w średniowieczu rozpalano pod nimi stosy, wykrzykiwali chwałę Panu. Gdy dziś mordują chrześcijan - ci modlą się i odchodzą spokojni. Czy takie postawy są przejawem lęku?

Wróćmy do tego, co wczoraj napisał ów dziwny ateista. Na takie słowa mogę odpowiedzieć tylko: "Myślę samodzielnie i nie boję się - bo trzymam z Bogiem, a Bóg ze mną! Współczuję tym, którzy myślą, że 'myślą samodzielnie', a tak naprawdę są sterowani przez diabła." My, ludzie, zostaliśmy przez Boga obdarowani wolną wolą. Bóg dał nam prawo decydować o tym, jak chcemy żyć, kogo słuchać i dokąd zmierzamy. Jednak ta wolność jest ograniczona tylko do: albo Bóg i niebo, albo diabeł i piekło. Jeśli nie słuchamy Boga i nie kierujemy się tym, co On zaleca, to słuchamy tym samym diabła i poddajemy się jego kierownictwu. Każdy człowiek zawsze komuś służy i daje się kierować - nie ma innej opcji, od nas jedynie zależy do kogo należymy i czyje zadania realizujemy w swoim życiu. Nieraz spotykam się ze stwierdzeniem, że dałem się zmanipulować "klechom" i innym "sprytnym religianckim manipulatorom". Ale ci, którzy tak twierdzą sami powtarzają (często nieświadomie) twierdzenia "papieży i biskupów" ateizmu i ich zarzuty wobec religii, albo powołują się na... nauk, która "dowodzi, że Boga nie ma". Każdy z nas komuś służy - może być to Bóg i nauczyciele wiary a może być diabeł i nauczyciele niewiary. Nasza niezależność ogranicza się w gruncie rzeczy tylko do wyboru jednej z dwóch możliwych dróg i tego, komu powierzamy prowadzenie nas przez życie. Jednak jeśli tylko dokonujemy dobrego wyboru, otrzymujemy prawdziwą wolność.

Ateiści zazwyczaj nie zadają sobie najmniejszego trudu, by poznać i zrozumieć chrześcijaństwo. To tak, jakby ktoś chciał opisać życie plemion żyjących w Amazonii, nie ruszając się ze swego wygodnego fotela, w oparciu tylko i wyłącznie o to, co gdzieś od kogoś usłyszał. Nie chodzą na spotkania Kościoła, nie uważają za potrzebne poznawanie Biblii, spotkania i rozmowy z chrześcijanami, poznanie nas bliżej, także ich nie interesuje - a jednak czują się powołani do tego, by wypowiadać się na temat Kościoła i wiary, i to w sposób autorytarny! Czego się boją? Być  może tego, że zobaczyliby, jak bardzo się mylą w swoich ocenach chrześcijaństwa. Nie znam nikogo, kto by za Bogiem szedł bezmyślnie - wprost przeciwnie, wymaga to długich godzin modlitwy, rozmyślań i studiowania Słowa Bożego. Nie znam też nikogo, kto wierzyłby ze strachu. Nie znam też nikogo, kto innych próbowałby uwikłać w ślepą i bojaźliwą wiarę. Wprost przeciwnie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz