niedziela, 6 grudnia 2015

Znaki

"Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan, do Jana, aby się dać ochrzcić przez niego" (Ewangelia Mateusza 3, 13) "... gdy Jezus został ochrzczony i modlił się, otworzyło się niebo i zstąpił na niego Duch Święty w postaci cielesnej jak gołębica..." (Ewangelia Łukasza 3, 21 - 22) "A Jezus, pełen Ducha Świętego, powrócił znad Jordanu i był wodzony w mocy Ducha po pustyni, i przez czterdzieści dni kuszony przez diabła. (...)  I powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei" (Ewangelia Łukasza 4, 1- 2 i 14) "A sam oddalił się od nich, jakby na rzut kamienia, i padłszy na kolana, modlił się, mówiąc: Ojcze, jeśli chcesz, oddal ten kielich ode mnie; wszakże nie moja, lecz twoja wola niech się stanie" (Ewangelia Łukasza 22, 41 - 42)
Czy Jezus musiał przyjmować chrzest? Przecież Jezus jest Bogiem i to w Jego Imię jesteśmy chrzczeni! Czy Jezus potrzebował czekać na dar Ducha Świętego? Przecież On jest Bogiem, Synem Bożym, tym, który stworzył niebo i ziemię! Czy Jezus potrzebował modlić się? Przecież jest Bogiem - współistotnym z Ojcem, a więc tej samej natury i w pełnej jedności - i to do Niego się modlimy! Czy Jezus potrzebował iść na pustynię i tam zmagać się z głodem, pragnieniem i diabłem nim był gotowy rozpocząć działalność? Przecież On ukształtował cały wszechświat i też tą pustynię, na którą wyszedł, On stworzył pokarm, On był też Panem diabła. Czy Jezus musiał przechodzić przez ból i strach Ogrójca? Przecież On stał się człowiekiem z własnej woli, jest Panem ponad bólem, lękiem i śmiercią... On wiedział, że śmierć nie ma nad nim żadnej mocy.

Każdy z tych fragmentów wydaje się ukazywać jakieś niezwykle ważny element czasu obecności Boga pośród nas i Jego działania. Ale czy ważny dla Niego, czy też tylko dla nas? Jezus nie potrzebował chrztu i Jan Chrzciciel był tego świadom i stąd jego zdziwienie, gdy Jezus przyszedł do "chrztu upamiętania", którego Jan Chrzciciel udzielał ludziom: "Ja potrzebuję chrztu od ciebie, a ty przychodzisz do mnie?" (Ewangelia Mateusza 3, 14) Chrzest potrzebny jest nam - dokonywany w Imię Ojca i SYNA i Ducha Świętego (czy zauważyliście, że w opisie chrztu Jezusa w Jordanie mamy tą trójobecność Boga: Jezusa - Boga wcielonego, Ducha Świętego w postaci białej gołębicy i głos Ojca?). Chrystus prowadzi nas nad Jordan - oczywiście to tylko droga duchowa, bo chrzcić można w dowolnym miejscu na świecie. 

Potem Chrystus wychodzi na pustynię. Pustynia ma bardzo szeroką symbolikę. Pustynia to według pradawnych przekonań kraina śmierci, pozbawiona błogosławieństwa Pana, miejsce zamieszkiwane przez demony. Pustynia oznacza także ogromne trudy, pragnienie, głód - zmaganie się samego z sobą. Pustynia to niepewność i samotność - ze środka pustyni nie widzisz celu, ani drogi do niego. Jezus idzie na pustynię wcale nie po to, by tam odbyć duchowe ćwiczenia, by wzmocnić się i przygotować do swej misji. Jako Bóg wcale tego nie potrzebował! On idzie na pustynię jako nasz przewodnik, by uczyć nas, jak toczyć walkę duchową i jak w niej zwyciężać - nad samym sobą, nad naszym ciałem, nad naszymi lękami i poczuciem zagubienia i osamotnienia, a także nad samym diabłem. Jezus poszedł na pustynię jako Bóg i wrócił jako Bóg - nie mocniejszy duchowo, bo Bóg jest zawsze tak samo mocny. Prowadzi nas przez pustynię, z której to my, odnosząc zwycięstwo, wracamy wzmocnieni.

Jezus bardzo często się modlił - tak wobec innych, jak i w samotności. Jezus nie potrzebował się modlić - bowiem będąc w doskonałej jedności z Ojcem, jako ten sam Bóg, nie musiał do Niego przemawiać, ani prosić o cokolwiek. Gdy Jezus się modli, czyni to po to, by nas uczyć, jak rozmawiać z Bogiem i kształtować w nas nawyk i zamiłowanie do modlitwy. Poprzez swoją modlitwę o Ogrójcu uczy nas też poddania się z pełnym zaufaniem Bogu - nawet wówczas, gdy jesteśmy zagrożeni, gdy lękamy się, bo widzimy, że droga wiary prowadzi nas do cierpienia i na nas własny krzyż. To kolejna ważna lekcja walki duchowej. Jezus nie potrzebował się modlić - to my potrzebujemy się modlić, by nasze serce było wzmocnione i byśmy mogli żyć i działać w pełni Ducha Świętego, byśmy prowadzili życie zwycięskie a nie żyli w ciągłych rozterkach i porażkach!

Ilekroć w Biblii napotykamy informacje, że Jezus czynił coś, co - skoro jest Bogiem - nie było konieczne, nie dajmy się zwieść myśli: więc może nie był Bogiem. Wiedzmy, że jest naszym Pasterzem i Przewodnikiem, który idzie przed nami, by nam wskazać drogę, a wszystkie te zdarzenia, w które nie potrzebował się angażować jako Bóg, są po prostu pozostawionymi dla nas znakami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz